Menu rozwijane

08 lipca 2009

- Deficyt sektora finansów publicznych sięgnie ok. 75 mld złotych - ocenia prof. Adam Glapiński. Podkreślił, że wykonanie przez rząd znowelizowanego budżetu może okazać się trudne z uwagi na spadające dochody z podatku VAT i akcyzy oraz ucieczkę podmiotów gospodarczych w szarą strefę.

- Obawiam się, że będzie potrzebna kolejna nowelizacja budżetu. Szacunki przychodów budżetowych przyjęte w nowelizacji nadal są zawyżone, a wydatków zaniżone. Tymczasem w budżecie nie ma już czego ciąć. Blisko 80 proc. wydatków budżetowych to tzw. wydatki sztywne - ocenił doradca Prezydenta.

Glapiński skrytykował też pomysł rządu dotyczący podniesienia podatków. - Podnoszenie podatków w kryzysie to zły pomysł, ponieważ wprowadza gospodarkę w spiralę mnożnikowego kurczenia się popytu i dochodu - zauważył

We wtorek Glapiński powiedział PAP, że projekt nowelizacji budżetu na 2009 r. "niedoszacowuje wydatków i przeszacowuje przychody państwa".

- Nadal niedoszacowana jest luka, która się otwiera w budżecie. To jest jeszcze nie cały obszar, który musi być w tym roku zapełniony - powiedział Glapiński. Jak dodał, może to być nawet 10 mld zł.

W opinii Glapińskiego, najprostszą metodą na znalezienie dodatkowych oszczędności jest zwiększenie deficytu budżetowego.

- Nie ma wiele możliwości, tutaj nie ma cudownego leku, jest rozpaczliwe działanie na koniec roku - powiedział. Jego zdaniem, "rozmiar deficytu należało przewidzieć na początku planowania budżetu, a następnie umiejętnie go wmontować w gospodarkę.

("Nasz Dziennik"/ PAP)