Menu rozwijane

09 września 2009

Konrad Piasecki: Grad zostaje, premier przeprasza. Pan się cieszy?

Władysław Stasiak: To chyba nie w tych kategoriach. Jestem zdziwiony tą sytuacją stoczniową, bo nawet ze strony internetowej ministerstwa skarbu państwa wynika, że chodziło o jakiegoś inwestora z Antyli Holenderskich a nie z Kataru. Dlaczego Katar w grze...

Na Antylach Holenderskich była zarejestrowana ta spółka, za którą tak naprawdę stali Katarczycy i katarskie pieniądze.

Chyba nie. Chyba wszystko było zupełnie inaczej.

To nie byli Katarczycy?

Pytanie dobre, ale nie do mnie. Do pana ministra Grada raczej. Dlatego być może minister Grad zostaje, żeby w końcu wyjaśnić, kto chciał być inwestorem, bo to jakaś tania powieść szpiegowska z tego wynikła.


A radość z tego wynika, że Grad zostaje, czy nie?

Nie wiem, czy radość wynika.


Dla pana jest to obojętne, tak?

Dla mnie jest mniej obojętne, co się stanie ze stoczniami polskimi i polskim przemysłem stoczniowym. Właściwie żadne pytanie nie znalazło odpowiedzi, czy minister Grad jest, czy go nie ma. Raczej jest pytanie, czy ktoś się tym w ogóle zajmuje. Czy tym samolotem leci pilot.

Jeszcze jest pytanie takie, czy taka wpadka, jak niesprzedanie stoczni powinna zostać ukarana dymisją, czy też nie.

To powiedział pan premier.

Ale wczoraj przepraszał za to.

Przepraszał, tylko co z tego wynika. Obawiam się, że dla stoczni raczej nic.

Premier powiedział, a czy pan też tak uważa, czy nie - że powinna zostać ukarana dymisją.

Uważam, że jak się coś powiedziało, to się coś robi.


Czyli premier pana zawiódł jako obywatela?

Jako obywatela myślę, że tak.


 Obywatel Stasiak zawiedziony postawą premiera.

Nade wszystko zawiedziony – nie chciałbym tego na poziomie personaliów... Nie mam nic naprawdę... Życzę zdrowia i szczęścia panu ministrowi Gradowi. Natomiast chciałbym, żeby ktoś poważnie zaczął mówić o polskim przemyśle stoczniowym. To mnie w tym wszystkim martwi, że właściwie stocznie gdzieś tam w tle kompletnie giną.


I usłyszeliśmy wczoraj, że statków to one produkować raczej nie będą.

 A co się tam w ogóle zdarzy? Czy ktoś w ogóle wie, co się chce z tym zrobić w rządzie? Pan minister Grad taką ma pracę. Przepraszam bardzo, ale taką sobie pracę wybrał. Jest ministrem skarbu państwa i musi na to pytanie odpowiedzieć. To nie jest przeciwko niemu, tylko tak się akurat złożyło, że jest ministrem skarbu państwa i wszyscy od niego tego oczekujemy, bo taką ma pracę.

Panie ministrze, czy prezydentowi nie zadrży ręka, gdy będzie podpisywał budżet z ponad 50-miliardowym deficytem?

 Zadrży, ale akurat tutaj prezydent nie ma prawa weta.


To wszyscy wiemy. Kiedy ręka będzie drżała, serce będzie ściśnięte. A prezydent nie domyślał się, że taki będzie deficyt?

A skąd?


Minister Rostowski mówił: „Rynki były w stanie precyzyjnie wyliczyć, jaki ten deficyt będzie, a pan prezydent nie mógł?”

Pan Rostowski zapomina, że od tego jest ministrem finansów, żeby informować pana premiera, pana prezydenta. On też ma taką pracę.

A nie poinformował?

Nie. Jakoś dziwnie niektórzy zapominają, od czego są. Pan minister Rostowski jest nie tyle od tego, żeby uczestniczyć w jakiejś ostrej grze politycznej, tylko dbać o stan finansów publicznych i raczej martwic się o deficyt.

Ale minister Rostowski się martwi, ale doradza też innym martwienie się o to.

To współczuję, że pan minister siedzi i się martwi, ale też dobrze by było, żeby jeszcze coś zrobił w sprawie finansów publicznych, jeszcze ponad martwieniem się.


To skąd prezydent RP dowiedział się o tym, jakie będą wskaźniki budżetowe?

Na pewno nie od pana ministra Rostowskiego.

To, że nie od ministra Rostowskiego, to pan jak Zyta Gilowska uważa, że to uwłacza i prezydentowi i nam wszystkim?

Myślę, że tak. Dlatego, że chodzi raczej o poważne traktowanie się nawzajem. To nie jest kwestia personaliów. Kładę na to nacisk. Nie chodzi o to, czy ktoś kogoś lubi, czy nie. Jest ustawa o finansach publicznych, przypominam drugi rozdział – jawność i przejrzystość finansów publicznych. Tak się to nazywa i obowiązkiem ministra Rostowskiego – nikomu łaski nie robi – jest informowanie wszystkich instytucji państwowych, a nie siedzenie i martwienie się. My za niego to zrobimy. My się pomartwimy za niego, a on niech zadba aktywnie o finanse publiczne.

Ale jednocześnie jest tak, że prezydent może wszak zaprosić ministra Rostowskiego, bo wie, kiedy będą publikowane dane budżetowe. Zaprosić go na pięć dni przed tym i zapytać "panie ministrze, no to jaki będzie ten budżet?". Dlaczego tego nie zrobi?

No dobrze, ale jeżeli było coś nieoczekiwanego, wszyscy przyjęli to z olbrzymim zaskoczeniem, cała opinia publiczna w Polsce, no to myślę, że też pewną aktywność ze swojej strony pan minister mógłby wykazać, przecież korona z głowy nie spada od tego.


Taki wysoki deficyt to, pańskim zdaniem, zło samo w sobie?

W takiej sytuacji, jaka jest dzisiaj - tak. Dlatego, że nie bardzo widzę... Po pierwsze, nikt nie uprzedzał, że on będzie taki wysoki. Jest to zaskoczenie dla samego pana ministra Rostowskiego i rządu. Po drugie, bardzo mocno podkreślam jedno: że jest i wysoki deficyt i jednocześnie bardzo wysokie złożone, moim zdaniem całkowicie nierealne, dochody z prywatyzacji. Znaczy to tyle, że wszelkie opowieści zawczasu...


Ale co ma wspólnego pomysł prywatyzacji z wysokim deficytem?

Bardzo dużo. Jeszcze niedawno mówiono, że deficytu nie będzie, ponieważ jest pomysł albo na podwyższenie podatków, albo na wpływy z prywatyzacji, albo tam jeszcze z NBP, po to, żeby sobie poradzić z budżetem... A okazuje się, że jest i deficyt, i założone wielkie wpływy z prywatyzacji.


A pomysł prywatyzacji, jak się zapisuje w budżecie?

Jako przychody.


A zatem one finansują deficyt, a nie mają wpływu na wysokość deficytu.

Tak, tylko że finansują deficyt... Część jest wprost odprowadzana do budżetu państwa, oczywiście, że tak...


To są przychody.

Powiem panu, jak jest dokładnie z ustawą o finansach publicznych. 9 miliardów z tego jest zapisywane na dochody budżetu państwa, część natomiast na poszczególne fundusze. A nie na finansowanie deficytu.


Mają pokryć finansowanie deficytu.

Czyli żebyśmy byli precyzyjni. Nie, właśnie żebyśmy zostawili tę sprawę jednoznacznie. Jeżeli ktoś panu tak powiedział, to znaczy, że nie zna polskich finansów publicznych i robi straszliwy błąd. Jeżeli to powiedział pan minister Rostowski - odsyłam do ustawy o finansach publicznych.


Panie ministrze, też odsyłam do ustawy. A swoją drogą - prezydent podpisze nową ustawę o finansach publicznych?

Jeszcze chwila, jest czas. Wtedy podpisze, kiedy albo zdecyduje, albo kiedy przyjdzie odpowiedni moment.

A podpowie pan rządowi, w jakich obszarach należałoby ciąć wydatki albo jakie podatki podwyższyć, żeby deficyt był mniejszy?

Przede wszystkim to jednak rząd powinien to zaproponować.

Rząd mówi "nie będziemy proponować, bo prezydent i tak wszystko zawetuje".

Przede wszystkim mój apel do rządu jest taki: proszę tak strasznie się nie bać! Liczba wet jest podobna do liczby wet zaproponowanych przez pana prezydenta Kwaśniewskiego...

Ale liczba odesłań zaproponowanych do Trybunału Konstytucyjnego rośnie gigantycznie

Podobnie zachowywał się pan prezydent Kwaśniewski, kiedy był rząd AWS-u. Wetował znacznie więcej nawet. Nikt tak strasznie do tej pory się nie lękał. Mój apel do rządu jest przede wszystkim taki, żeby tak strasznie się nie bać. Przyjść do pana prezydenta z propozycjami, to nie boli. Zachęcam i namawiam przedstawicieli rządu. Pomysły, porozmawiajmy, a myślę, że z tego będą efekty... Bardzo proszę się nie bać.


A prezydent zaprosi przedstawicieli rządu do pałacu prezydenckiego kiedyś?

Tak, zaprasza. Cały czas jest gotowy do rozmowy. Oczywiście, że tak.

Ministra Rostowskiego kiedy zaprosił?

Ale to może jakby pan minister Rostowski też jakaś aktywność wykazał w tej sprawie. Minister finansów jest przecież od tego, żeby informować nas wszystkich i też przejawiać aktywność wobec pana prezydenta. Jesteśmy w jednym kraju, w jednym państwie i zamiast uczestniczyć w grze politycznej, zamiast chodzić po studiach i opowiadać o tym, kto jest zły, to może warto by znaleźć pomysł na budżet państwa polskiego i ten po prostu pomysł przedstawić. Jeszcze jako puenta - ustawa koszykowa. Pani minister argumentowała, przyszła z pomysłem, znaleźliśmy rozwiązanie, które pan prezydent podpisał. Zachęcam, jeszcze raz mówię - nie tak strasznie się bać.