Wywiad ukazał sie w dzienniku "Polska The Times" 5 września 2009 roku
Nie oddaje się pereł w koronie - zawołał w czwartek na spotkaniu z górnikami Pana szef prezydent Lech Kaczyński, krytykując plany prywatyzacyjne rządu.Odwołanie do śląskiego filmu Kazimierza Kutza było błyskotliwe, ale czy kopalnie i spółki energetyczne są aż takimi perłami, by za wszelką cenę trzymać je w rękach państwa?
Pan prezydent skrytykował przede wszystkim pośpiech prywatyzacyjny rządu premiera Donalda Tuska. Nie do przyjęcia jest twarde założenie, by do końca 2010 r. uzyskać ze sprzedaży państwowego majątku 36,7 mld zł mimo niedobrego czasu na sprzedaż akcji. Bo będzie to prywatyzacja pochopna, pospieszna, chaotyczna, całkowicie nieperspektywiczna. Należy bowiem pamiętać, że wyprzedaż majątku narodowego może się odbyć tylko raz. Sprzedaż jednej czy drugiej spółki częściowo sfinansuje deficyt budżetowy, ale to załatwi problem tylko przyszłego roku. A co w 2011 r.?
Ten rok też może okazać się kryzysowy. Jak premier będzie chciał wtedy łatać dziurę? Co wtedy? Sprzedawać dalej, tracąc kontrolę nad strategicznymi firmami? To niebezpieczna droga.
Problem w tym, że premier jest dziś mocno ograniczony - co chwilę obija się albo 0 jedną, albo drugą ścianę. Z jednej strony stoi Pański szef, z drugiej koalicjanci, którzy nie pozwolą na zapychanie budżetowej dziury kosztem podatników.
Przewodniczący klubu parlamentarnego PO Zbigniew Chlebowski powiedział, że rząd stoi przed poważnym dylematem, czy podnosić podatki, czy prywatyzować, 1 uważa, że lepsze dla Polaków jest to drugie. Nie trzeba badań opinii publicznej, aby wiedzieć, że ludzie wolą prywatyzację od znacznie bardziej nieprzyjemnego dla nich podniesienia podatków. Pytanie, czy istnieją tylko takie dwa rozwiązania. Rząd powinien jasno powiedzieć Polakom, że aby złagodzić skutki kryzysu, można pójść różnymi drogami. I przedstawić wyliczenia oraz wszystkie pozytywne i negatywne konsekwencje proponowanych rozwiązań. Na dziś, na przyszły rok, ale także w perspektywie wieloletniej. Premier wie, że łatwiej sprzedać udziały w najlepszych spółkach Skarbu Państwa, niż reformować finanse publiczne, co wiązałoby się również z podejmowaniem niepopularnych decyzji.
Podniesienie podatków odpada z powodu zapowiedzianego weta prezydenta, a na reformy trzeba czasu, którego jest jak na lekarstwo.Zostaje prywatyzacja. Dziwi się Pan, że rząd wybrał takie rozwiązanie?
Chciałbym zauważyć, że rząd nie myśli o roku 2011 i latach następnych, chcąc swoje pomysły zrealizować w przyszłym roku. Prezydent jest przeciw zwiększaniu obciążeń dla wszystkich obywateli, bo to hamuje konsumpcję, która nakręca naszą gospodarkę. Ale my nie uchylamy się od dyskusji na ten temat i nie mówimy, że tylko to jest dobre, a to złe. Problem w tym, że nie ma konstruktywnej dyskusji ani debaty na temat walki z kryzysem, rzuca się jakieś pomysły mediom, luźno dywaguje i niewiele z tego wynika.
Kiedy premier przyszedł do prezydenta, na rozmowę o nowelizacji tegorocznego budżetu przedstawił kilka pomysłów: zysk NBP, przepływy finansowe do OFE, oszczędności na zakupach uzbrojenia za granicą. I co?
Jeżeli to były poważne propozycje, to gdzie jest ich realizacja? Ci sami ludzi, którzy na początku tego roku mówili, że jedyną szansą obrony przed kryzysem byłoby przyjęcie przez Polskę euro nieważne po jakim kursie byleby szybko, latem zmienili zdanie o 180 stopni, twierdząc, że jednym z elementów łagodzenia skutków kryzysu jest własna waluta. Prezydent mówił to w styczniu.
Kryzys był zaskoczeniem dla wszystkich. A nawet nie on sam, tylko jego skala. Wszyscy się pomylili co do oceny skutków spowolnienia w gospodarce.
Ja to wszystko rozumiem, ale rząd jest od tego, by rządzić, by nie bać się rządzenia i podejmowania czasem niepopularnych decyzji. Ale na pewno nie można decydować o sprzedaży spółek energetycznych tylko dlatego, że trzeba doraźnie zapchać dziurę w budżecie. Szwedzki Vattenfall to państwowa spółka energetyczna, która świetnie sobie radzi, przynosi zyski, oddaje spore dywidendy, a nawet może być zainteresowana przejmowaniem polskich firm. „Państwowe" wcale nie jest synonimem słowa „słabe", gorzej zarządzane. Trzeba popatrzeć na takie państwowe, dobrze funkcjonujące firmy w wielu krajach Europy i wziąć z nich przykład.
Nie da się. W wielkich państwowych koncernach rządzą związki zawodowe. I politycy.
Zgadzam się. Dlatego na ile się da, odcedźmy politykę od biznesu i np. nie obsadzajmy stanowisk z politycznego klucza, nie dobierajmy zarządzania spółką pod aktualnie rządzącą partię.
A może moglibyśmy sobie oszczędzić szukania w amoku brakujących pieniędzy, gdyby PiS kiwnął palcem i w okresie prosperity sprzedał jakąkolwiek dużą spółkę?
Uważam, że za rządów PiS doszło do ograniczenia wpływów z prywatyzacji, i nie ma co tego ukrywać. Choć program prywatyzacji był realizowany. Dziś nic nam nie da zastanawianie się: co by było gdyby, a może było lepiej.
Zastanówmy się, jak wyjść z obecnego kryzysu i rozwiązać problem finansów publicznych w długoletniej perspektywie. Bo na pewno prywatyzacja w proponowanym obecnie stylu nie jest dobrym wyjściem. Niestety, wydaje mi się, że jest już dziś za późno na skuteczne ratowanie państwowych finansów w przyszłym roku. Trzeba myśleć o latach następnych.
Ale mam czasem wrażenie, że rząd myśli o 2010 r. jako o pewnej cezurze czasowej –tak jakby Polska w 2011 r. miała już innych obywateli i rządziła się innymi prawami. Ale czy mamy rozumieć, że jedynym celem rządów PO jest przede wszystkim wygranie w przyszłym roku wyborów -prezydenckich i samorządowych? A potem choćby i potop.
Tak samo robią wszyscy politycy ze wszystkich opcji. Różnica jest tylko taka, że kiedyś kryzysu nie było, a teraz jest.
Dlatego ja nie chcę jednoznacznie przekreślać tego, co zrobi rząd, i czekam na posiedzenie Rady Ministrów, na którym zostaną podane założenia do ustawy budżetowej na przyszły rok. Mam nadzieję, że będą to założenia realne. Nie da się zaplanować budżetu tak, żeby nikomu nie podpaść.
Apelowałbym jednak do premiera, żeby wreszcie zaczął poważną debatę o podstawowych reformach państwa, nawet gdyby podstawą miałby być nierealizowany program wyborczy Platformy Obywatelskiej.
Czyli znów o KRUS i emeryturach mundurowych?
Trzeba zacząć o tym rozmawiać, nawet gdyby konieczne było rozłożenie reform na lata, a nie np. straszyć rolników likwidacją KRUS z roku na rok. Emerytur mundurowych na dziś bym bronił. W Niemczech podniesienie wieku emerytalnego, poprzedzone debatą społeczną, zajmie 15 lat. Ale oni zaczęli. I to się liczy.