Menu rozwijane

03 czerwca 2009

Czy 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm. Kiedy nazajutrz wielu z nas, ludzi „Solidarności“, sprawdzało wywieszone w lokalach komisji wyborczych wyniki głosowania, kiedy do polskich domów docierała wiadomość o bezprecedensowym zwycięstwie naszego ruchu, trudno było się oprzeć takiemu przekonaniu. Tamtego dnia społeczeństwo wyraźnie powiedziało władzy: „Dość!“. Oddając głosy na kandydatów Komitetu Obywatelskiego, a skreślając niemal wszystkich bez wyjątku nominatów PZPR, Polacy opowiedzieli się za państwem suwerennym i demokratycznym. Popierając „Solidarność“, dali wyraz pragnieniu bycia wreszcie na powrót obywatelami wolnego świata.

Na tak wielki sukces nie były przygotowane nawet elity opozycji. Zaskoczony był też aparat partyjny. Próbowano niekiedy bagatelizować to wydarzenie, wskazując na zaledwie - jak wtedy oceniano - 62-procentową frekwencję i zestawiając ją z 10-milionową rzeszą członków „Solidarności“ z lat 1980 - 1981.

Jednak z dzisiejszej perspektywy, mając za sobą 20-letnie doświadczenia ustroju demokratycznego, widzimy jasno, że również ten udział blisko dwóch trzecich Polaków w głosowaniu był faktem wielce wymownym. Nigdy później od tamtej pory żadne wybory ani referendum nie cieszyły się tak masowym udziałem obywateli.

Powszechny entuzjazm odsuwał na dalszy plan fakty mniej popularne, takie jak ten, że 4 czerwca 1989 roku wybieraliśmy w istocie Sejm X kadencji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, a wolne głosowanie obejmowało zaledwie 35 procent mandatów poselskich.

Porozumienie zawarte przy Okrągłym Stole w wyniku rozmów toczonych od lutego do kwietnia przewidywało wszak, iż w pełni wolne wybory dotyczyć będą tylko przywróconego po ponad 50 latach Senatu. Wobec szybko zmieniającej się sytuacji politycznej i nastrojów społecznych ustalenia te rychło okazały się niewystarczające. Niektórzy już się wówczas zastanawiali, czy nie trzeba było zabiegać o w pełni demokratyczną ordynację.

Trzy miesiące później, 12 września, powołany został rząd pod przywództwem Tadeusza Mazowieckiego - pierwszego niekomunistycznego premiera w kraju po II wojnie światowej. Jestem przekonany, że to data nie mniej ważna i godna zapamiętania.

Wreszcie 29 grudnia 1989 roku uchwalona została nowelizacja konstytucji, zgodnie z którą nasze państwo odzyskało nazwę Rzeczypospolitej Polskiej, a jego godłem stał się znów Orzeł Biały w koronie.

Każda z tych dat wiązała się z niezwykle ważnymi wydarzeniami tworzącymi fundament wolnej Polski. Wszystkie one wyznaczają długą drogę od komunizmu do demokracji, od uzależnienia do suwerenności, od opresyjnego ustroju do pełni swobód obywatelskich.

Zwieńczeniem tych wysiłków były pierwsze całkowicie wolne i powszechne wybory prezydenckie w historii naszego kraju, które odbyły się 25 listopada i 9 grudnia 1990 roku, oraz przekazanie nowo wybranej głowie państwa Lechowi Wałęsie przedwojennych insygniów władzy przez ostatniego prezydenta Rzeczypospolitej na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego, co nastąpiło 22 grudnia 1990 roku na Zamku Królewskim w Warszawie.

W całym tym kalendarzu naszej polskiej drogi do wolności dzień 4 czerwca 1989 roku zajmuje jednak miejsce szczególne. Wówczas bowiem rzeczywiście nastąpił nieodwracalny upadek władzy totalitarnej. Zmiany ustrojowe dokonywały się potem stopniowo, lecz ich kierunek był już przesądzony. Polacy odmówili komunistom prawa do dalszego sprawowania rządów nad naszą ojczyzną, sprzeciwiając się wszelkim próbom zniewolenia umysłów i ducha narodu. Owego dnia staliśmy się wszyscy ludźmi wolnymi.

Nie można przemilczeć, iż kolejne lata przyniosły wiele rozczarowań. W okresie po wyborach z 4 czerwca liczni spośród nas doznali zawodu, gdy okazało się, że ich dotychczasowa praca i zaangażowanie nie są już nikomu potrzebne. Tysiące członków i sympatyków „Solidarności“, którzy w gorącym przedwyborczym okresie, a także w ciągu całej dekady - od strajków z sierpnia 1980 roku przez ciemne lata stanu wojennego aż do strajków z roku 1988 - nie szczędzili wysiłków ani czasu, by przyczynić się do wyborczego zwycięstwa, nie doczekało się należytego docenienia.

Związane z tym zaniedbania poprzednich kilkunastu lat staram się naprawiać, upamiętniając i odznaczając cichych bohaterów naszej polskiej niepodległości w ramach programu przywracania pamięci, który stanowi jeden z ważnych elementów całej mojej prezydentury.

Cieszę się, że mimo tych trudnych doświadczeń z początku lat 90. tak wiele osób zechciało odpowiedzieć na apel mojej Kancelarii o udostępnienie swoich prywatnych, niejednokrotnie unikatowych pamiątek z czasów przełomu ustrojowego. Dzięki temu rocznicę wyborów czerwcowych możemy uczcić wystawą na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego dokumentującą to, jak przed 20 laty przeżywaliśmy tamten gorący czas.

Wbrew wszelkim przeciwnościom bowiem niezaprzeczalną zasługą nas, Polaków, jest uczynienie wyłomu w żelaznej kurtynie, która oddzielała demokratyczny Zachód od zniewolonych narodów Europy Środkowej i Wschodniej. Wkrótce w ślad za tą pierwszą udaną próbą uniezależnienia się od ZSRR poszły następne: czechosłowacka aksamitna rewolucja, zburzenie muru berlińskiego, przemiany ewolucyjne i niekiedy krwawe przewroty w innych państwach, a także odzyskanie niepodległości przez Litwę, Łotwę, Estonię, Ukrainę, Gruzję i inne byłe republiki sowieckie.

Pamiętajmy zatem, że to my, Polacy, w czerwcu 1989 roku zainicjowaliśmy wielkie dzieło przemiany ustrojowej i przywrócenia suwerenności własnemu państwu. Pamiętajmy zatem, że nasz naród w ciągu półwiecza niewoli pod okupacją niemiecką, a następnie dominacji sowieckiej nigdy nie zrezygnował z dążenia do odzyskania wolności i demokracji, a ich pragnieniu dał wyraz właśnie w wyborach kontraktowych.

Można więc powiedzieć, iż 4 czerwca 1989 roku rozpoczął się upadek komunizmu. Może warto jednak podkreślić raczej, że tego dnia kształtować się zaczęła nowa, wolna Polska.