Menu rozwijane

26 marca 2009
Lech Kaczyński nie widzi powodu do wyciągania konsekwencji w stosunku do ministra Mariusza Handzlika.

Prezydent - pytany przez dziennikarzy o tę sprawę - powiedział, że był poinformowany o wszystkim. W jego ocenie, Handzlik postąpił uczciwie. Lech Kaczyński zaznaczył, że w przypadku Handzlika było inaczej niż w sprawie byłego ministra w Kancelarii Prezydenta Andrzeja Krawczyka - bo, jak podkreślił Prezydent, tym razem on o wszystkim wiedział.

Lech Kaczyński zapowiedział, że jeszcze raz przejrzy dokumenty dotyczące Handzlika. Ale - jak dodał - "na chwilę obecną" nie widzi powodu do wyciągania konsekwencji.

Podkreślił, że na współpracę Handzlika ze służbami nie ma żadnych dowodów. Prezydent tłumaczył, że wedle jego wiedzy jest jeden "papier" podpisany "Piotr", który nie mówi o tym, że podpisany zobowiązuje się do współpracy, a jedynie do zachowania rozmowy w tajemnicy.

Prezydent jednocześnie zaznaczył, że są dokumenty podpisane przez oficera służby bezpieczeństwa, czy też służb wojskowych, które mówią, że jego minister stanowczo odmawiał współpracy. - Ja jeszcze raz na te papiery spojrzę - zaznaczył Lech Kaczyński.

Zwrócił także uwagę, że Handzlik natychmiast poddał się autolustracji. W ocenie Lecha Kaczyńskiego nie ma jednak najmniejszego powodu, by uznać ministra za kłamcę lustracyjnego.

Prezydent zauważył, że Handzlik, będąc uczniem technikum w niedużym mieście, wyróżniał się zaangażowaniem w świat Kościoła i zaangażowaniem społecznym. - I to zapewne było przesłanką do zainteresowania się nim przez władzę ludową - powiedział Lech Kaczyński. Dodał, że Hadzlik był nagabywany jako młody człowiek, a "Piotr" to jego imię z bierzmowania.