Menu rozwijane

30 marca 2009

Prezydent uhonorował kilkadziesiąt kobiet "za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej".

Wręczając odznaczenia Lech Kaczyński powiedział, że uroczystość jest spóźniona. - Takie uroczystości powinny się odbyć przed kilkunastu laty. Tak się zdarzyło, że odbywają się dzisiaj - zaznaczył.

Podkreślił, że wśród więźniów politycznych w PRL, nie tylko w 1982 r., ale i w wielu latach następnych było dużo kobiet.

- Rola kobiet w tym ruchu (Solidarności) była wielka. Czy ten ruch odwdzięczył się kobietom? Sam jestem z Solidarności, z samego jej środka, żeby było jasne - to nie jestem pewien. Być może był nadmiernie spolaryzowany - ocenił Prezydent.

- Chciałem przypomnieć Annę Walentynowicz - nie ma jej dziś z nami na sali, swoje odznaczenie odebrała dawno. To o nią wybuchł ten najważniejszy ze strajków - 13 sierpnia 1980 r. w Stoczni Gdańskiej - przypomniał Prezydent.

- Chciałem też przypomnieć, że główną autorką postulatów strajkowych - nie jedyną, ale główną - była Joanna Duda-Gwiazda, żona Andrzeja. Też odbierała tutaj odznaczenie - dodał Lech Kaczyński. Wspomniał też o Alinie Pieńkowskiej, która - jak zaznaczył - była pierwszą, która przeciwstawiła się przerwaniu sierpniowego strajku w Stoczni Gdańskiej.

Prezydent wspominał również o kobietach, które organizowały posiedzenia Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej. - Do dzisiaj nie potrafię zidentyfikować kobiety, która była główną organizatorką posiedzeń TKK we Wrocławiu, władzy podziemnej Solidarności, czyli w jakimś sensie władzy Polski podziemnej - podkreślił Prezydent.

Jedna z odznaczonych przez Prezydenta kobiet - Barbara Tryjarska -
mówiła dziennikarzom, że uhonorowanie jej Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski stanowi dla niej "specyficzny dowód pamięci".

Inna z uhonorowanych Anna Ciepielewska - pracowała jako prawnik w Zakładach Montażu Central Telefonicznych i była tam przewodniczącą Solidarności - o momencie wręczenia jej przez Prezydenta Krzyża Komandorskiego Orderu Odrodzenia Polski mówiła: - Bardzo wzruszający. Miał dużą wagę. Zostanie w pamięci.

Okres represji nie był oczywiście łatwy, ale jednocześnie wiele nas nauczył. Myślę, że gdyby przyszła do mnie dobra wróżka i powiedziała, ze cofnie czas i nie będę siedziała w więzieniu - raz siedem miesięcy, potem rok - to bym się nie zgodziła. Ten czas ukształtował nas. Gdyby to wszystko się nie stało nie byłybyśmy takie, jakie jesteśmy dziś" - oceniła Ciepielewska.

Dla Małgorzaty Łukasiewicz internowanej m.in. za działalność w KOR odznaczenie Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski było "symbolicznym wyróżnieniem i pochwaleniem tego, co kiedyś różni ludzie razem robili". - Byłam zaskoczona, kompletnie się nie spodziewałam, ale bardzo się ucieszyłam - dodała. Podkreśliła też, że "na pewno jest mnóstwo innych osób, które na to wyróżnienie zasłużyły sto razy bardziej".  (PAP, inf. własna)