Menu rozwijane

01 czerwca 2009

Lech Kaczyński w wywiadzie dla „Newsweeka” przyznał, że Polacy stracili szansę na rozpropagowanie obchodów 4 czerwca za granicą:

- (...) W dużym stopniu przez rządowy pomysł przeniesienia obchodów do Krakowa, który jest wysoce oryginalny. Ja 4 czerwca będę w Gdańsku.

Pytany, czy nie mógł zaproponować wspólnego świętowania, Prezydent odpowiedział:
- Z prób porozumiewania się z premierem mam złe wspomnienia. Zwykle im lepiej przebiega z nim rozmowa, tym gorsze są potem rezultaty. Mogę powiedzieć jedno: obchody powinny odbywać się w Gdańsku, bo był on wtedy stolicą Solidarności i to tam, w Stoczni Gdańskiej, dziewięć lat wcześniej zaczęła rodzić się wolna Polska.

- Istnieje dość powszechne przekonanie, że 4 czerwca zdecydował o zrzeczeniu się władzy przez komunistów – ocenił Prezydent. - A oni zrezygnowali z władzy dopiero pod wpływem tego, co działo się w lipcu i na początku sierpnia 1989 roku. Chodzi o falę strajków niekontrolowanych przez nikogo. Polskę ogarnął gospodarczy chaos, nad którym nikt nie panował. Komuniści zrozumieli wówczas, że nie są w stanie rządzić. Proszę sobie przypomnieć, że gdy powstał rząd Mazowieckiego, atmosfera gwałtownie się uspokoiła. Organizacje zakładowe Solidarności stały się główną podporą rządu, mimo że Mazowiecki odciął się od związku. Skądinąd trzeba akceptować 4 czerwca jako dzień końca komunizmu, bo tak zafunkcjonował w świadomości społecznej. Natomiast dla mnie osobiście koniec PRL wiąże się z 12 września 1989 roku, czyli dniem powołania rządu Mazowieckiego.