Menu rozwijane

21 maja 2009

- Solidarność lat 1980-81 była swoistym wzniesieniem fali rewolucyjnej, w wymiarze ideologicznym, nieznanym w Polsce od lat poprzedzających powstanie styczniowe - mówił Prezydent Lech Kaczyński w Polskiej Akademii Nauk.

Prezydent uczestniczy w panelu naukowym "Wychodzenie Polski z komunizmu - 20. rocznica wyborów czerwcowych 1989 roku".

- Z drugiej strony było to olbrzymie przedsięwzięcie organizacyjne, niezależnie od jego spontaniczności. Solidarności nikt nie przewidział w stopniu nieporównanie większym niż później wydarzeń 1989 roku. Powstała w miarę sprawnie działająca, wielomilionowa organizacja - podkreślił Lech Kaczyński.

Prezydent przypomniał, że Solidarność była ruchem o niespotykanych rozmiarach. - Ja nie potrafię powiedzieć, czy to było rzeczywiście 10 milionów ludzi, czy może minimalnie mniej, ale ta skala wartości niewątpliwie - mówił.

- Co ta organizacja uczyniła? Jeżeli kierowniczą rolę partii podzielić na rolę w stosunku do państwa i w stosunku do społeczeństwa, to ta rola w stosunku do społeczeństwa została wtedy w istocie zniesiona, natomiast pozostała w stosunku do państwa - powiedział Lech Kaczyński.

Przełomowy, ale niedoceniony był zdaniem Lecha Kaczyńskiego rok 1986. Po ostatniej wielkiej fali aresztowań w październiku 1985 roku, na wiosnę 1986 roku widać już było pewne oznaki odwilży, m.in. zaczęły działać tzw. śluzy. Jak przypomniał Prezydent, były to miejsca, gdzie ludzie Solidarności spotykali się z ludźmi władzy, najczęściej drugiego garnituru.

W lecie 1986 roku była ograniczona amnestia dla więźniów politycznych, po której na wolność wyszedł m.in. Adam Michnik, a 11września 1986 roku była szersza, tzw. kiszczakowska amnestia. – W kręgu, w którym się wtedy obracałem, był to wyraźny sygnał, że wojna jest wygrana – wspominał Lech Kaczyński.

W październiku 1986 roku połączono Tymczasową Komisję Koordynacyjną i Tymczasową Radę NSZZ "S" powołując Krajową Komisję Wykonawczą NSZZ "S". Jak mówił Prezydent, przy KKW powstał sekretariat, którego skład może dziś wyglądać nieco egzotycznie – Henryk Wujec, Andrzej Celiński, Jarosław Kaczyński i Lech Kaczyński. – W pierwszym półroczu 1987 roku to był bardzo aktywny organ – powiedział Prezydent.

W maju 1988 roku rozpoczęły się strajki organizowane głównie przez młodych robotników Stoczni Gdańskiej. Później, jesienią rozpoczęła się kolejna fala strajków, znacznie cięższych niż wiosenne. – Gdy wychodziliśmy wtedy mieliśmy poczucie, że wygrana jest po naszej stronie. Rozmawialiśmy z władzą, spokojnie, nieatakowani przeszliśmy ulicami Gdańska – wspominał Prezydent.

Efektem tych strajków była pierwsza rozmowa Kiszczaka z Wałęsą, podczas której zrodziła się idea Okrągłego Stołu. Jak powiedział Lech Kaczyński, wtedy podchodzono do tego pomysłu jak do taktycznego posunięcia, które będzie etapem w drodze do zwycięstwa.

Prezydent przypomniał, że w trakcie obrad Okrągłego Stołu zdołano wywalczyć więcej, niż początkowo zakładano – od wolnej gazety do półwolnych wyborów.

Pomysł powołania urzędu prezydenta PRL zdaniem Lecha Kaczyńskiego, miał być sposobem na wywłaszczenie PZPR w jej władzy. Rząd Tadeusza Mazowieckiego był częściowym kompromisem, bo resorty siłowe pozostawiono komunistom. – Nie uważam tego dzisiaj za błąd. Nie było jasnej pewności, że system komunistyczny jest już w gruzach i ciągle obecny był strach przez interwencją wewnętrzną – mówił Prezydent.

- Okrągły Stół stał się dla wielu symbolem zła, źródłem tajnych porozumień. Niczego takiego nie było – zapewnił na koniec Lech Kaczyński. (PAP, inf. własna)