Menu rozwijane

28 stycznia 2009

Szanowny Panie Dyrektorze, Panie i Panowie Senatorowie,
Szanowne Grono Pedagogiczne, Panie i Panowie Profesorowie,
Droga Młodzieży –

już młodzieży, bo liceum to nie jest okres dzieciństwa, chociaż to jeszcze nie jest okres pełnej dorosłości, na to musicie poczekać.

Zastanawiałem się nad tym, o czym tutaj przed chwilą, w tej pięknej sali, mówił Pan Dyrektor. Goszcząc na ziemiach, które za czasów mojej młodości zwano „odzyskanymi”, lub zachodnimi, często mówię o problemie ciągłości, o kwestiach związanych z tym, co wyraził po części w swoim wystąpieniu Pan Dyrektor. Jest widoczna pewna potrzeba kontynuacji, ale należy jednak pamiętać, że Śląsk od czasów Piastów Śląskich powoli od Polski odpadał. Co prawda setki lat rządzili tu Piastowie - przecież niedaleko stąd zmarł w roku 1675 ostatni książę z rodu Piastów, ale jednak była to ziemia już wtedy w znacznym stopniu zgermanizowana, przynajmniej jeśli chodzi o elity. W ogóle jest to miejsce o bardzo ciekawej przeszłości w sensie krzyżowania się kultur. Od blisko 64 lat jest tutaj Polska i tylko Polska – i o tym trzeba pamiętać. Polska i tylko Polska. Ale z drugiej strony – wiedziałem to, zanim Pan Dyrektor o tym był łaskaw powiedzieć – Michał Korybut Wiśniowiecki tutaj pobierał nauki, w nyskim kolegium jezuickim. Musimy pamiętać, że w wieku XVII szkolnictwo jezuickie to była podstawowa forma polskiego szkolnictwa, przynajmniej dla młodzieży szlacheckiej. Kolegium w Nysie leżało poza granicami Rzeczypospolitej, ale uczyło się tutaj wielu obywateli Rzeczypospolitej, w tym syn polskiego magnata z dalekiego Zadnieprza, uwiecznionego w „Ogniem i mieczem” Jeremiego Wiśniowieckiego. Kiedy młody Michał Korybut pobierał tutaj nauki, jego ojciec walczył w jednej z największych bitew XVII wieku – pod Beresteczkiem, gdzie dowodził jednym ze skrzydeł. I tak myśląc o Michale Korybucie, kiedy jechałem z Wrocławia do Nysy, stwierdziłem, że warto może coś powiedzieć o tym, kim on był w historii Polski. Wiemy, że rządził krótko, zmarł wcześnie, zmarł – można by powiedzieć - w okolicach frontu w trakcie najazdu tureckiego. Na krótko przed wielkim polskim zwycięstwem pod Chocimiem, gdzie wybitnym talentem dowódczym wykazał się jego następca na tronie polskim. Bo jeden król u was studiował, a wasza szkoła nosi imię jego następcy, czyli Jana III Sobieskiego. Można powiedzieć, że czteroletnie panowanie młodego chorowitego Michała Korybuta przypadało na bardzo trudny czas. Konfederacje gołąbska i szczebrzeszyńska, bunty pospolitego ruszenia, ciężka sytuacja Polski po rozejmie andruszowskim, który odebrał nam olbrzymi obszar ziem na wschodzie, konfederacje wojskowe niszczące kraj...

Michał Korybut był pierwszym polskim władcą, który nie pochodził z rodu monarszego. Bo weźmy pierwszego króla wybranego w wyniku wolnej elekcji według formuły, jaką przyjęto w drugiej połowie XVI wieku – bo przecież Jagiellonowie też formalnie byli królami elekcyjnymi. To był późniejszy król Francji z królewskiego rodu Walezjuszów. Następny – Stefan Batory – to z kolei człowiek, który był księciem Siedmiogrodu, też z rodziny monarchów. Później wybierano kolejno trzech Wazów – z dynastii szwedzkiej. I po nich po raz pierwszy wybrano, owszem, nieprzeciętnego, ale jednak szlachcica, magnata. To sława jego ojca wprowadziła go na polski tron. Ale nowe było to, że nie pochodził z królewskiej rodziny, tak jak i jego następca – Jan III Sobieski. Po raz pierwszy skorzystano z prawa do wyboru kogoś, kto był zwyczajnym szlachcicem w rozumieniu ówczesnego polskiego prawa – bo może ktoś z Was, bardziej interesujący się historią, wie, że I Rzeczpospolita nie uznawała tytułów, że konstytucja, czyli w dzisiejszym rozumieniu ustawa z 1638 roku, zabroniła ich używania poza rodziną królewską bądź z nadania sejmu, a takich obywateli było bardzo niewielu. A więc książę Wiśniowiecki to po prostu kniaź ruski, a w rozumieniu polskiego prawa – bardzo bogaty szlachcic, nic więcej.

To była pewna ewolucja systemu politycznego, która akurat dla Polski nie skończyła się wtedy dobrze. Dlaczego? Przyszła dynastia Wettinów, czyli Sasów, przyszedł ostatni król Polski – był jeszcze Stanisław Leszczyński, który także nie był z rodziny królewskiej – ale ówczesne elekcje były już pod silnym wpływem obcych monarchii, które w formalnie wolnym kraju od okresu wojny północnej, a szczególnie po bitwie pod Połtawą poczęły dominować.

 

Nasunęło mi to pewną analogię z ewolucją – mam nadzieję, w innym kierunku – naszej demokracji, o której chciałbym powiedzieć kilka słów. Proszę Państwa, żeby było jasne, ja tutaj nie mówię w imieniu żadnego ugrupowania politycznego. Jest dobry zwyczaj w Polsce – to jest tylko zwyczaj, nic więcej – że prezydent żadnego ugrupowania nie reprezentuje. Ale w Polsce demokrację wprowadzono etapami. Ustalenie Okrągłego Stołu nie było ustaleniem dotyczącym przejęcia władzy przez stronę solidarnościową. Jako naoczny świadek, jako człowiek, który brał udział w tych wszystkich poufnych posiedzeniach w Magdalence, mogę powiedzieć: nie, to nieprawda. To nie była umowa o przekazaniu władzy, to była umowa o pewnej ewolucji systemu, bo wybory z 1989 roku wolne były jedynie do senatu. Do sejmu były wolne na tej zasadzie, że była pula dla PZPR, była pula dla Stronnictwa Demokratycznego – nieduża, była pula dla ZSL i była pula wolna. No i tam całkowicie wygrała Solidarność.

Tak samo jak całkowicie, z jednym wyjątkiem – 99 na 100 – wygrała wolne wybory do senatu. Ale to przecież jeszcze nie był parlament z naprawdę wolnych wyborów. Pierwsze wolne wybory to rok 1991. Charakterystyczne, że przecież parlament z lat 1989-1991 – jeżeli chodzi o sejm, bo senat dopiero przywrócono – określono jako sejm X kadencji, dziewięć poprzednich to był okres komunistyczny w Polsce. Szanowni Państwo, Droga Młodzieży – ja nawet nie potrafię sobie przypomnieć, ile było wtedy klubów w parlamencie. Był taki plan polityczny, żeby Solidarność wyłoniła jedno potężne ugrupowanie. I był konkurencyjny plan polityczny, żeby Solidarność wyłoniła dwa ugrupowania, takie bardziej centroprawicowe i centrolewicowe. Powstało Porozumienie Centrum i wiele innych partii.

Ten system wydawał się nie do pozbierania. Stąd rola prezydenta, który w konstytucji miał wówczas niewiele większe uprawnienia niż obecnie, ale jednak większe. Stąd trudność z formułowaniem pierwszego gabinetu. Później były lata 1993-1997, gdy cała prawica została w istocie rozbita. Partii było tyle, że prawie żadna nie osiągnęła pięciu procent głosów. Stąd w parlamencie już było tylko kilka partii. Jakie strona solidarnościowa z tego wyciągnęła wnioski? Takie, że się trzeba zjednoczyć. Powstała Akcja Wyborcza Solidarność. Sam związek stał się wtedy osią pewnej organizacji, pewnej koalicji politycznej, i wygrał – przejął władzę razem z Unią Wolności. Wygrał, ale koalicja się rozpadła i AWS okazała się w ten sposób również próbą nieudaną. Mieliśmy następne wybory, też już tylko z kilkoma partiami; pojawia się Samoobrona, ale pod koniec okresu AWS-u wyłoniły się dwie nowe partie. Najpierw Platforma Obywatelska, dzisiaj rządząca, dosłownie kilka tygodni później powstało Prawo i Sprawiedliwość. I w wyborach 2001 roku, które walnie wygrał Sojusz Lewicy Demokratycznej, te dwie partie już pewną rolę odegrały, jedna dostała prawie 10 procent głosów, druga około 12, o ile pamiętam. Można powiedzieć, stały się częścią polskiej sceny politycznej, choć jeszcze nie częścią silną. Ponieważ rządy Sojuszu Lewicy Demokratycznej ze względu na sprawy, do których nie chcę wracać, sprawę Rywina przede wszystkim, także okres stagnacji gospodarczej, zakończyły się istotną porażką, to podstawową rolę zaczęły odgrywać te dwie partie. Pierwsze wybory wygrał PiS, po dwóch latach wygrała Platforma Obywatelska. Ile teraz mamy partii w parlamencie? – cztery. Dwie duże i dwie znacznie słabsze. Można powiedzieć, że polski system po 16 latach bólu i zakrętów mniej więcej się ukształtował. Ja oczywiście nie jestem w stanie przysiąc, czy tak będzie na długo; nie jestem też w stanie przysiąc, czy z czterech partii nie zrobią się tylko dwie. Być może tak, być może nie, nikomu tutaj nic złego nie życzę. Ale mamy już normalny, europejski system polityczny. Alternatywny, bo jest między kim wybierać, ale nierozdrobniony. Czy on powstał na zasadzie wymuszenia? Jedynym wymuszeniem był ów limit pięciu procent przy wchodzeniu do parlamentu. Nie wprowadzono ani okręgów jednomandatowych, których jestem zdecydowanym przeciwnikiem, bo one prowadzą do tego, ze partia może mieć poparcie 30 procent obywateli i żadnego znaczenia w kraju. Poza tym prowadzi to do nadmiernego lokalizmu, a każdy poseł jest przedstawicielem całej Rzeczpospolitej, ale o tym w tej chwili nie chcę mówić.

Chciałem powiedzieć bardzo pokrótce o pewnych etapach naszej ewolucji, które doprowadziły do tego, że dzisiejszy rząd można lubić, bądź nie lubić. Ja pochodzę z innego obozu politycznego, w Polsce jest tak zwana koabitacja, ale rząd jest w miarę stabilny, a to samo w sobie jest pewną wartością. Nie jest tak, że składa się z sześciu czy z siedmiu podmiotów, jak na przykład rząd Hanny Suchockiej czy jeszcze przedtem rząd Jana Olszewskiego. I są to podmioty, niezależnie od mojego krytycznego stosunku, które jednak są na tak zwanym poziomie politycznym. Tutaj przede wszystkim chciałbym wyjaśnić, co znaczy poziom polityczny? Otóż poziom polityczny to jest taki poziom, który pozwala na udział we władzy, pozwala na to, żeby w sposób mniej lub bardziej skuteczny, ale rządzić. Ja wam muszę powiedzieć, Dziewczęta i Chłopcy, że polityka jest odporna na brak mądrości, to nie ulega wątpliwości. Wielu ludzi, którzy na to nie zasługują, zrobiło wielkie kariery i bardzo się podobało współobywatelom. To sprawa reklamy, PR-u, jak to się dzisiaj mówi, to sprawa skomplikowanych mechanizmów psychologicznych, to sprawa prawdy i nieprawdy. To jest jeden z największych problemów w naszym życiu politycznym, bo olbrzymia ilość informacji, która dociera do Was, a także i do dorosłych, to są informacje, które po prostu w ogóle nie odpowiadają rzeczywistości, ale jest taki poziom ludzi, który nie pozwala im brać udziału w rządzeniu. Czyli polityka ten swój dolny próg też ma. Jaki tu można podać przykład? Powiem jasno, poprzedni rząd – czy dwa rządy formalnie, ale z jednym faktycznym przywódcą – miał olbrzymią ilość sukcesów: wzrost PKB, olbrzymi wzrost sprzedaży detalicznej, czyli tego, co o codziennym poziomie życia decyduje - ponad 30-procentowy w dwa lata, gwałtowny spadek bezrobocia, spadek przestępczości, powiększenie się poczucia bezpieczeństwa obywateli – wszystko to prawda. Tylko że ten rząd miał dwóch partnerów, to znaczy główna partia miała dwóch partnerów, którzy byli „podpolityczni”, którzy po prostu nie byli w stanie co tydzień nie zrobić awantury, było to silniejsze od nich. No i jak się skończyło, to wiemy. Inaczej mówiąc, stabilny system polityczny to nie jest tylko taki system, który nie ma 15 czy 10 partii w parlamencie – taki nigdy nie jest stabilny. Stabilny system polityczny to także taki, w którym partie obecne w parlamencie są partiami przynajmniej względnie odpowiedzialnymi. One się mogą między sobą spierać, konflikt jest istotą demokracji, nie ma demokracji bez konfliktu. W tej chwili jest napięcie, mocne słowa padają zbyt często, może nie z tej strony, której się to przypisuje, tylko na odwrót, ale padają zbyt często. Ale powtarzam, spięcie jest istotą demokracji. Ale istotą demokracji jest też obecność w życiu publicznym tylko i wyłącznie takich ugrupowań, które zachowują pewne minimum odpowiedzialności. Specjalnie nie wymieniałem tutaj żadnych nazw, bo nie chcę tego czynić jako głowa naszego państwa, państwa polskiego. Ale o kogo chodzi, Państwo świetnie wiedzą.

To tyle takich ogólnych uwag dotyczących ostatnich 20 lat, bo w tym roku będziemy obchodzić 20-lecie polskiej demokracji. Moim zdaniem, data 4 czerwca nie jest dobra. Datą właściwą jest dzień powołania rządu Tadeusza Mazowieckiego. Od tej pory nie mieliśmy już w Polsce kierowniczej roli partii, a więc nie było komunizmu, bo kierownicza rola partii była jego istotą. No ale wybrano 4 czerwca, bo to był ten dzień olbrzymiej radości. I dlatego kilka uwag na ten temat.

A co, Szanowni Państwo, Droga Młodzieży, dzieje się w naszym kraju dzisiaj? Wszyscy żyjemy jedną sprawą, tym, co nazywamy spowolnieniem, bo istotnie definicja kryzysu w Polsce nie została spełniona. Kryzys jest wtedy, jak dwa kwartały po kolei jest recesja, spadek produktu krajowego brutto. Nie ma recesji w Polsce i módlmy się o to wszyscy, ci, którzy są wierzący, żeby nie było. Ale na pewno jest poważna sytuacja i tutaj jako prezydent Polski muszę myśleć o różnych nowych rozwiązaniach, ale o tym powiem już innym razem, spotykając się z ludźmi już zupełnie dorosłymi. Dziękuję Wam bardzo.

Przejdźmy teraz do części pytań.

Proszę bardzo …

Co skłoniło Pana do odwiedzin naszego miasta?

Takie pytanie można zadać w każdym 10-tysięcznym, 70-tysięcznym, 80-tysięcznym mieście Polski. Po prostu Nysa leży w Polsce, co tak mocno podkreśliłem, i jest jednym z polskich miast. W Opolu, w stolicy waszego województwa, byłem wielokrotnie. W ogóle myślę, że Polskę znam nieźle – takie jest zadanie polityka. Ale w Nysie akurat dotąd nie byłem, nie kryję. Tutaj, mimo kampanii wyborczych, jestem pierwszy raz. Byłem oczywiście w Jeleniej Górze, to znaczy mówię o całym regionie dawnego Wałbrzyskiego; byłem w Bystrzycy Kłodzkiej, w Kłodzku. Dlaczego mówię o tych dwóch miastach, które leżą dość daleko stąd? Dlatego, że one mi się kojarzą z wyglądem Nysy. A tutaj nie byłem.

Przedtem można było pytać, dlaczego byłem w Krotoszynie, a dlaczego w Ostrowie Wielkopolskim; dlaczego na przykład byłem w Ostrołęce. Specjalnie wymieniam te miasta, które nie należą do największych w Polsce. No bo w Polsce wybiera się jednego prezydenta dla całej Polski na pięć lat. Będę w tym roku nieco mniej jeździł za granicę. Zeszły rok to był rok niezwykle aktywny pod tym względem. Podobnie było z rokiem 2007, w szczególności z jego drugą połową, ale ogólnie, działo się mnóstwo rzeczy, była sprawa traktatu tak zwanego lizbońskiego, chociaż naprawdę zawartego w Brukseli. Później była sprawa kryzysu gruzińskiego, różnych niebezpiecznych zdarzeń, a jeszcze dziś we Wrocławiu spotkam się z panem prezydentem Juszczenką i panem premierem Topolankiem. No ale w zeszłym roku kilkadziesiąt razy byłem w różnych miejscach kraju i w tym roku pewnie będzie ich jeszcze więcej. Czy w przyszłym roku będę w Nysie? Być może tak. W tym nie ma nic dziwnego. Ten region i region dalekiego Zaodrza, tam, w południowo-zachodnim skraju Rzeczpospolitej, jest może regionem, w którym mam największe braki, to znaczy, najrzadziej tam w życiu bywałem. Trzeba te braki nadrabiać, bo Polska jest jedna, o czym mówiłem i co było moim głównych hasłem, jeżeli idzie o obchody 90-lecia naszej niepodległości. To tyle.

 


Panie Prezydencie, czy według Pana w wyniku konfliktu gazowego relacje pomiędzy Unią Europejską a Federacją Rosyjską zmienią się na dłużej, czy jest to tylko chwilowe pogodzenie na linii Bruksela-Moskwa? I drugie pytanie: jakie skutki wywołane konfliktem gazowym może ponieść Ukraina?

To jest bardzo trudne pytanie, to, które zadałeś. Dlaczego? Bo w ogóle w Europie jest tak, że wpływy naszego rosyjskiego partnera są bardzo wielkie. Tam jeżeli dochodzi do jakiegoś napięcia, to z reguły jest to interpretowane w znacznym stopniu na korzyść Rosji, tak bym określił. Ostatnie dwa konflikty, jeden o charakterze zbrojnym, drugi na szczęści nie, to konflikt gruziński, a następnie gazowy. I w każdym przypadku uznawano Rosję za co najwyżej współwinną, a w przypadku konfliktu gazowego niektórzy nawet twierdzą, że niewinną, co kłóci się w sposób zdecydowany z moją wiedzą na ten temat – tak bym to najdelikatniej określił. Inaczej mówiąc, kredyt zaufania wobec Federacji Rosyjskiej w Unii Europejskiej jest bardzo duży. Z czego to wynika? Myślę, że przyczyn jest kilka.

W niektórych krajach jest to pewna tradycja. We Francji jest to niewątpliwie tradycja dobrych stosunków z Rosją – jaka by nie była. Pamiętamy i okres napoleoński, pamiętamy wojnę krymską, która przecież też była wojną Francji, Wielkiej Brytanii i Turcji przeciwko Rosji – wtedy były wojny między Francją a Rosją kilkakrotnie. Ale poza tą tradycją silna była tradycja sojuszu, bo sojuszu związanego i z pierwszą, i z drugą wojną światową. Bez wątpienia ten historyczny sposób myślenia jest we Francji bardzo żywy. To dotyczy również niektórych innych krajów i paradoksalnie, z innych zupełnie powodów, bo relacje były historycznie absolutnie odmienne, dotyczy także naszych zachodnich sąsiadów, czyli Republiki Federalnej Niemiec. Tam istnieje pewien podziw związany z obawą – tak bym to określił.

Jeżeli chodzi o małe państwa to często jest to zależność gazowa, często bardzo elastyczne metody polityki rosyjskiej. Nic więcej w tym zakresie powiedzieć nie mogę, ale w każdym razie wpływy są niezmiernie istotne. Drugim powodem owych wpływów jest z jednej strony pewna zależność gospodarcza, którą żeśmy w tej chwili widzieli przy sprawie gazu, ale także idzie w dużym stopniu o ropę naftową. A z drugiej strony nadzieje wielkich koncernów europejskich, które bez wątpienia uzyskały nadmierny wpływ na politykę, na wielkie zyski. Tutaj nie ma czegoś, co bym określił jako zrozumienie faktu, że w Rosji własność oznacza trochę co innego niż tutaj u nas w Europie. To znaczy, w Rosji własność ma ten, komu władza na to pozwoli, a jak władza nie pozwoli, to już nie ma własności. I zrozumienie tego oczywistego faktu jest, powiedziałbym, na umiarkowanym poziomie w Unii Europejskiej. I to jest druga przyczyna, i zarazem trzecia tego, co się w tej chwili dzieje. Jest jeszcze czwarta. Czwarta przyczyna wiąże się z czymś, co można by określić jako swoiście dwoisty stosunek do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej.

Unia Europejska, szczególnie jej duże państwa, z jednej strony zdają sobie sprawę z wagi Stanów Zjednoczonych jako podmiotu, jako państwa, które służy bezpieczeństwu na terenie Europy. Mówię: służy bezpieczeństwu, bo jeżeli porównamy jakość i wielkość sił zbrojnych, to tutaj, w sposób zresztą nieuzasadniony, ale istnieje bardzo wielka różnica. Mobilność społeczeństw europejskich jest znacznie mniejsza. Z drugiej strony, są doświadczenia dziesiątek lat współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, która nie zawsze jest łatwa, to też trzeba powiedzieć jasno. Ja to też wiem. I to budzi pewną reakcję. A kto miałby być pewnym antidotum, nie w sensie potęgi gospodarczej, bo tu nijakiego porównania nie ma, tylko potęgi militarnej? Federacja Rosyjska, z całym szacunkiem. To jest kolejny powód, dla którego są takie postawy w Unii Europejskiej. Wśród dodatkowych można wymienić pewną fascynację niektórych środowisk rosyjską literaturą… to znaczy rosyjską sztuką, ale generalnie w pierwszym rzędzie literaturą, XIX-wieczną przede wszystkim, wtedy istotnie bardzo wielką. Wspomnę tu Tołstoja czy Dostojewskiego, Puszkina czy Lermontowa – wymieniam tylko największe nazwiska, przecież było ich znacznie więcej. Na pewno jest też pewien sentyment do roli, jaką Rosja odegrała, jeśli chodzi o lewicę. Do tego sentymentu nikt się bezpośrednio nie przyzna, ale pewien polityk, też nie powiem z jakiego kraju, który był ostatnio w Gruzji, bardzo dużo czasu, jak na jego napięty kalendarz, poświęcił zwiedzaniu muzeum Józefa Wissarionowicza Stalina. Nie będę mówił, o jakiego polityka chodzi, ale był taki fakt, nie dalej jak kilka miesięcy temu.

Wszystko to się składa na tę całość, która z punktu widzenia Polski łączy się także z pewnymi niebezpieczeństwami. Ja nie chciałbym tutaj formułować żadnych kategorycznych sądów, ale łączy się z pewnymi niebezpieczeństwami. Jak będzie teraz? Gruzja wydawała się dramatycznym doświadczeniem – dość szybko przeszła. Ja mam tego rodzaju obawę, że oficjalna interpretacja, której elementy już zostały przyjęte, to będzie interpretacja o winie Ukrainy. Bardzo bym tego nie chciał, raz ze względu na przywiązanie do prawdy, a dwa ze względu na interesy kraju. I będę starał się w ramach swoich możliwości temu przeciwdziałać – temu służy między innymi dzisiejsze spotkanie. Proszę pamiętać, że pan premier Topolanek jest dzisiaj przewodniczącym rady Unii Europejskiej, czyli najważniejszego organu Unii Europejskiej. Na ile to się uda? Zobaczymy. Ale zapytanie bardzo interesujące. Dziękuję.

Otrzymujemy sygnały, że czas naszego spotkania dobiegł końca. Panie Prezydencie, chciałem bardzo serdecznie w imieniu młodzieży podziękować, że znalazł Pan dla nas czas. W historii naszej szkoły zapisali się Michał Korybut Wiśniowiecki, Fryderyk Wilhelm IV, prezydent Kaczorowski, a teraz odwiedził nas prezydent Lech Kaczyński Dziękuję bardzo.