Menu rozwijane

11 lutego 2009
„Polska”: PSL ma własne pomysły na walkę z kryzysem. Zakładają one zwiększenie deficytu budżetowego. Możemy sobie na to pozwolić?

Chodzi o około 5 mld złotych.

Byłby to jednak sygnał dla rynków, że Polska zwiększa poziom zadłużenia. Nie boi się Pan tego?

Pana zdaniem oszczędnościowe założenia w dobie kryzysu są błędne?

PSL postuluje uszczuplenie rezerwy walutowej NBP o kwotę do 5 miliardów złotych.

A ma? Wielu ekonomistów w to powątpiewa.

Przedstawiciele PSL mówią też o obniżeniu obciążeń związanych z Bankowym Funduszem Gwarancyjnym, co ma zachęcić banki do udzielania kredytów.

Co zatem może to uczynić?

Pojawił się też pomysł pomocy w spłacie kredytu hipotecznego dla regularnych i rzetelnych płatników.

Minister gospodarki Waldemar Pawlak pracuje też nad pomysłem zwrotu podatku VAT przy zakupie nowego samochodu.

A pomysł unieważnienia toksycznych opcji walutowych?

Jak Pan ocenia te pomysły?

Co zatem należy robić?

Ostatnie sondaże wskazują, że Polakom podoba się rządowe zaciskanie pasa, ale najchętniej zaczęto by od reformy KRUS, o czym PSL mówi niechętnie.
KRUS trzeba zreformować, ale nie na zasadzie: mamy do wzięcia 16 miliardów i tniemy wszystko. Tam można zaoszczędzić 2 lub 3 miliardy. Rolnikiem jest Wojciech Mojzesowicz, który z samej UE dostaje około 100 tysięcy złotych rocznie, a my mu fundujemy emeryturę na koszt państwa, co jest wielkim skandalem. Ale jest też duża część rodzin, które bez KRUS-u nie przeżyją.