„Milewicz nie zawsze z takim entuzjazmem wypowiadała się o Lechu Wałęsie. Jeżeli tak ceni Wałęsę, jak pisze dziś, to powinna była przede wszystkim złożyć protest wtedy, kiedy jej szef Adam Michnik formułował o Wałęsie przy okazji wyborów prezydenckich oceny naprawdę jak najostrzejsze, bardzo daleko idące. Ale nie protestowała.
Nie przypominam sobie też, by ktokolwiek z "Gazety Wyborczej" odrzucał ordery, kiedy Aleksander Kwaśniewski jako prezydent nagradzał ludzi, których kariera w PRL była naganna. A myślę sobie, że jak ktoś jest taki >>wrażliwy<<, to właśnie wtedy powinien był wzywać do oddawania odznaczeń” – tłumaczy w "Dzienniku" Bugaj.
„Ja sam kiedyś bez zastrzeżeń popierałem Lecha Wałęsę. Taki był bowiem po prostu wymóg wojny, która się wtedy toczyła. W obliczu przyjaciela Adama Michnika Jerzego Urbana po prostu nie wolno było powiedzieć nic złego o Wałęsie. Dziś jednak mamy wolny kraj, wolną naukę. I żaden z bohaterów nie jest wyjęty spod krytyki, oceny. Ewa Milewicz mówi zaś de facto : nie wolno badać tego, co robił Wałęsa, bo to bohater i koniec. Dlatego jej gest wydaje mi się gestem wątpliwym i wielce selektywnym” – kończy swój komentarz doradca Prezydenta RP.