Menu rozwijane

22 maja 2009

Szanowne Panie, Szanowni Panowie!

Bardzo się cieszę, że jest okazja do spotkania. Zdaję sobie sprawę, że tutaj, w trakcie tej kolejnej pielgrzymki, będzie mowa o problemach bardzo trudnych, o problemach bioetyki, o tych sprawach, w których zasady moralne stoją niekiedy w sprzeczności z tym, co dałoby się osiągnąć za pomocą takich czy innych eksperymentów. Czasami mamy też do czynienia ze sprzecznością między wartościami. Tak w naszym ludzkim świecie jest, nie wszystko jest jednoznaczne, ale tym bardziej trzeba szukać takich dróg, które są zgodne z moralnością, a jednocześnie prowadzą do postępu w walce z chorobą, w walce z przedwczesną śmiercią. Nie chciałbym dzisiaj wypowiadać się na temat bioetyki, bo nie jestem od tego fachowcem, zdaję sobie tylko sprawę ze złożoności problemu.

Chciałbym natomiast powiedzieć kilka słów o tym, jak istotna jest w tej chwili sprawa reformy służby zdrowia i jak istotna jest dziś sprawa tego, abyście Panie i Panowie wykazali obywatelską aktywność, której pierwszym aktem będzie udział w tym głosowaniu, które nie wszyscy doceniają, a które jest bardzo ważne – w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Jest ono niezwykle ważne dlatego, że po pierwsze, ten parlament odgrywa coraz większą rolę, a po drugie dlatego, że każde ogólnokrajowe głosowanie jest okazją do tego, żeby zadać sobie pytania, czy ci, którzy rządzą, dotrzymują słowa, czy nie; czy jest tak, jak miało być, czy inaczej.

Czy te oskarżenia, które padały wobec poprzedników, okazały się prawdziwe, czy może na próżno się szuka winnych, bo ich nie ma i nie było. Inaczej mówiąc, jest to okazja do zadania sobie kilku podstawowych pytań. Co ważne, 15 lat temu wywalczyliśmy prawo do tego, żeby wybierać sobie władzę. I dlatego ja tutaj stoję przed Państwem jako prezydent Rzeczypospolitej, a nie, powiedzmy, jako dawny działacz związkowy, który się mocno służbą zdrowia zajmował, szczególnie w latach 80. Prowadziłem wtedy rokowania, ponieważ mnie wybrano. Gdyby mnie nie wybrano, to bym nie występował w tej roli. Trzeba o tym pamiętać, że to jest wielka szansa, jaką dała nam wolna Polska.

Wróćmy do problemu służby zdrowia. Można mnie zapytać, dlaczego zawetowałem część zaproponowanych ustaw zdrowotnych. Chciałem, Paniom i Panom powiedzieć jedno: zrobiłem to w największym przekonaniu. Jestem bowiem przeświadczony, że celem tej reformy była – nazwijmy to po imieniu – wielka komercjalizacja, prywatyzacja. Owszem, Fundusz Ochrony Zdrowia by płacił, ale podział w służbie zdrowia na biednych i bogatych, kierowanie się zyskiem jako podstawową przesłanką w działalności na rzecz chorych – to były realne groźby, bo do tego ta reforma prowadziła.

Już dziś pod tym względem nie jest dobrze. Zdaję sobie sprawę ze skali trudności, w jakich Państwo żyjecie. Tak mi się składa, że w ostatnich tygodniach nie ma dnia, żebym nie był raz, dwa albo trzy razy dziennie w szpitalu. Wiem jak to wygląda, ale jednocześnie wiem, że ta droga, którą obrano, to jest droga wiary w to, że rynek i reguła zysku rozwiążą wszystkie możliwe problemy. Osobiście uważam, że są dwie wartości – zdrowie i edukacja – do których rynek powinien mieć jak najmniejszy dostęp, bowiem wszyscy, biedni czy bogaci, powinni mieć prawo do tego, żeby ich zdrowie chronić w taki sposób, w jaki umożliwia to współczesna medycyna. I wszyscy ludzie – czy urodzili się wśród najbogatszych i najbardziej wykształconych, co i tak zawsze daje im przewagę, czy urodzili się wśród najbiedniejszych i najmniej wyedukowanych, czasami nawet w patologicznej rodzinie – wszyscy powinni mieć prawo do awansu. A tym awansem w dzisiejszych czasach jest przede wszystkim edukacja, głównie jej jakość. Urodzić się w dobrej rodzinie to szczęście, które daje w życiu wiele przywilejów. Nie mnóżmy ich – i tak ich wystarczy.

Jestem najgłębiej przekonany, że reforma służby zdrowia jest potrzebna, że pętla ciągłego zadłużania się, nielegalnych zysków, które nieuczciwi ludzie z tego wyciągają, później wyrównywania ich przez państwo – że to musi być przerwane i że zmiany są konieczne. Ale tych zmian nie da się wprowadzić bez pieniędzy. Głębokie przekonanie niektórych, że z pustego można nalać... Wiemy, że z pustego i Salomon nie naleje. Chciałbym Paniom i Panom przypomnieć, że cała wielka reforma sprzed 10 lat była oparta o założenie, że mamy 12 procent składki na służbę zdrowa, a było siedem i pół procent, bo to był wynik kompromisu między ówczesnymi koalicjantami. Jeżeli jakiś system – nawet dobrze przemyślany, a mam co do tego wątpliwości – jest oparty na założeniu, że – mówię w przenośni – otrzyma tysiąc pięćset złotych, a dostaje niecałe tysiąc, to nie może dobrze działać. On był chory od samego początku. Jeżeli miałby działać, to musiałby być inaczej, lepiej finansowany.

Pamiętam, jak wiele pielęgniarek, położnych, wielu lekarzy w tamtym czasie spodziewało się znacznej poprawy swojego losu. Byłem wtedy poza polityką, ale przecież stykałem się ze środowiskiem służby zdrowia, przede wszystkim z „Solidarnością” i myślałem, że ta wiara jest wiarą nieuzasadnioną. Później się okazało, że była grupa ludzi, którzy na reformie wyszli znakomicie, i grupa takich, którzy stracili i mieli jeszcze gorzej niż przedtem. I to na pewno trzeba zmieniać. To musi być zmieniane z tym przekonaniem, że to nasz wspólny wysiłek, bo pieniądze, które idą z funduszu czy z budżetu, to od kogo idą? Od nas! Czyli nasz wspólny wysiłek, jeśli idzie o służbę zdrowia, musi być większy. To po pierwsze.

Po drugie, Szanowni Państwo, byłem przekonany że taka reforma służby zdrowia oznacza utratę pracy dla co najmniej kilkudziesięciu tysięcy pielęgniarek i co najmniej kilkunastu tysięcy lekarzy – zdaję sobie sprawę, ile pielęgniarek i lekarzy pracuje w prywatnych szpitalach. W Polsce bezrobocie jest śmiertelną chorobą, niestety dziś wracającą, i tylko szaleńcy mogą tę chorobę pogłębiać. Z tą chorobą trzeba walczyć, a nie ją potęgować. Pracujemy obecnie nad nowym kształtem reformy, padło tutaj nazwisko doktora Zdrojewskiego, jego dzisiaj z nami nie ma, ale to człowiek, który jest lekarzem, który jest niezwykle oddany sprawie reformy służby zdrowia. Pracuje nad tym pani minister Gręziak, mój doradca i prezes Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich, pracują inni. My będziemy się starali przedstawić inne rozwiązania, program trochę w oparciu o dorobek nieżyjącego już profesora Religi.

To, co prezydent może zrobić, to przedstawić projekt, coś zaproponować. Mogę Panie i Panów zapewnić, że w Polsce są ludzie, którzy myślą tak jak ja, że są ugrupowania polityczne, które myślą co najmniej podobnie. Rozumiemy ten problem, rozumiemy, że nic się nie da rozwiązać łatwo, ale rozwiązać trzeba. I rozwiążemy, ale nie w taki sposób, żeby kolejna grupa ludzi uzyskała za darmo majątek zbudowany olbrzymim wysiłkiem, żeby stała się jego właścicielami. Są prywatne szpitale, które jeśli ktoś chce założyć, to może – w wolnym kraju nie wolno tego zakazać. Ale to, co zostało zbudowane, ta ilość wykształconych ludzi, budynków, sprzętu medycznego, łóżek choćby – to nie jest rzecz, którą można za marne pieniądze oddać, licząc, że ktoś będzie tym dobrze gospodarował.

Mogę powiedzieć na koniec jedno. Byłem prezydentem wielkiego miasta. W Warszawie jest prawie 40 szpitali, w tym 11 miejskich. Mieliśmy otwartą opiekę medyczną, niczego nie sprywatyzowaliśmy, ale inwestycji w służbie zdrowia było pięciokrotnie więcej niż w poprzednim roku. I to można zrobić nawet jak nie jest się prywatnym właścicielem. Do tego potrzeba tylko czegoś, co wcale nie jest łatwe, ale co można osiągnąć: grupy ludzi kompetentnych i uczciwych, a tacy w Polsce są, tylko trzeba umieć ich szukać. I to chciałem Paniom i Panom przekazać wraz z wyrazami mojego najwyższego uszanowania. Cieszę się, że w ten majowy dzień na tej sali spotkałem tak wielką grupę osób, bo zdaję sobie sprawę, że każdy zawód ma coś wspólnego z Bogiem, z wiarą, ale chyba żaden zawód w tym stopniu, co zawód lekarza, pielęgniarki, położnej.

Dziękuję bardzo.