Dobrze jest być kobietą w Polsce?
Sądzę, że nie jest najgorzej. Sama nie miałam kompleksów w tej kwestii. Nigdy nie czułam się źle z tym, że jestem kobietą. Nigdy nie chciałam być chłopcem. Nigdy też nie żałowałam, że nie jestem mężczyzną. Najczęściej dobrze radzą sobie w życiu kobiety dynamiczne, zdolne i wykształcone. Tak na świecie, jak i u nas w Polsce było i jest wiele wybitnych kobiet w różnych dziedzinach życia: w nauce, polityce, w biznesie, w sztuce. Na pewno kobietom jest trudniej wykonywać zawody, które zwyczajowo należały do męskich. Ale Joanna d’Arc czy Tiereszkowa też były kobietami. Miałam niedawno spotkanie z rodzinami wojskowymi w Belwederze. Dziewczyny, o których nigdy nie powiedziałaby Pani, że to major czy pułkownik pełnią w wojsku służbę na równi z mężczyznami, bez taryfy ulgowej. Czy można sobie wyobrazić kruchą kobietę kierującą czołgiem? A tak jest. Nie uważam, żeby to był zawód dla kobiety, ale okazuje się, że jak ktoś chce, to może. I robi to z wdziękiem. Pełna podziwu jestem dla dzielnej pani pułkownik, która spędziła pół roku w Afganistanie, służąc w polskim kontyngencie – matkę trójki małych dzieci.
Pytała ją pani jak sobie dawała radę?
Pytałam. To kwestia partnerstwa w małżeństwie. To wyzwanie znaczyło dla niej wiele i jej mąż (również wojskowy) potrafił to zrozumieć. Są kobiety zdecydowane, by zajmować się wyłącznie rodziną i wychowywaniem dzieci, i są z tym szczęśliwe. A są również takie, którym to nie odpowiada i po urodzeniu dziecka chcą wrócić do pracy, aby ją kontynuować. Rozumiem jedne i drugie, a wspieram te, dla których praca zawodowa i wychowywanie dzieci są równie ważne, choć nie zawsze łatwe do pogodzenia. Stąd moja inicjatywa zorganizowania międzynarodowej konferencji w Belwederze o Kobietach - matkach pracujących zawodowo. Jednocześnie martwi mnie sytuacja tych kobiet, przed którymi często pracodawcy zamykają drzwi, bo osiągnęły pięćdziesiątkę. To uważam za dyskryminację.
Pani nie miała wyboru – została pani z dzieckiem.
To były zupełnie inne czasy. Początek lat osiemdziesiątych. Mąż działał w „Solidarności” i był w podziemiu. Zrezygnowałam z pracy po długim urlopie macierzyńskim i wychowawczym. Męża praktycznie nie było w domu i w tamtej sytuacji wybrałam dom. Nigdy tego nie żałowałam. Łatwiej było mi pracować na zlecenie niż w normowanym czasie pracy. Mąż, gdy miał czas, zajmował się Martą, ale tak naprawdę wszystkie sprawy domowe i organizacja naszego życia w tych niełatwych latach należały do mnie. Czy to znaczy, że moja rola kobiety w domu była czymś gorszym? Nie sądzę. To była ważna rola dla całej naszej rodziny.
Nie da się chyba porównać pani macierzyństwa i macierzyństwa pani córki. Marta jest prawniczką, matką pracującą z dwójką dzieci.
Marta pracuje zawodowo, robi aplikację adwokacką, wychowuje wraz z mężem, też prawnikiem, dwójkę małych dzieci. Ale teraz są zupełnie inne czasy. Sądzę, że bardziej przyjazne i łatwiejsze dla młodych matek. Nie ma pieluch, są pampersy. Są gotowe odżywki na każdy okres życia niemowlęcia. Jest coraz więcej małżeństw opartych na partnerstwie. Marta lubi swoją pracę, jednak czasem ma poczucie winy, że zbyt mało czasu poświęca córkom. Podobnie jak inne pracujące mamy wynagradza im to w weekendy. Podziwiam ją, bo świetnie daje sobie radę. Z drugiej strony mam świadomość, że kobiety, które nie pracują zawodowo, ciężko pracują w domu. Ich praca jest rzadko w pełni doceniana, co uważam za wielką niesprawiedliwość.
Co pani myśli o tacierzyńskim?
- Teraz, gdy wiele kobiet pracuje i ważna jest dla nich kariera zawodowa, mężczyźni często dzielą z nimi obowiązki rodzicielskie i biorą urlopy wychowawcze. Generalnie mężczyźni mają coraz większy udział w wychowywaniu dzieci i nie jest już żadną ujmą dla mężczyzny, gdy gotuje, wywiesza pranie, czy idzie z dzieckiem na spacer. Tak jak kobieta może prowadzić czołg, tak mężczyzna może ugotować świetny obiad, czekać na żonę, gdy wraca z pracy, czy zmienić pieluchę i wykąpać dziecko.
Tacierzyński powinien być obowiązkowy?
Jestem przeciwna narzucaniu obowiązków, szczególnie jeśli chodzi o opiekę nad niemowlakami. Tu powinna być możliwość wyboru. Mężczyzna musi chcieć i mieć możliwość zrealizowania swojej świadomej decyzji.
Ale kobiety mają „obowiązkowe” 14 tygodni.
Jednak przy całym szacunku dla równouprawnienia mężczyźni nie karmią piersią. Więc te 14 tygodni urlopu macierzyńskiego ma swoje uzasadnienie. To kobieta rodzi dziecko, to ona siłą rzeczy spędza z nim pierwsze dni i tygodnie. To kobieta ma jednak większą intuicję. Panowie mają inną psychikę i podejście, co nie znaczy, że nie umieją, czy mniej kochają swoje dzieci.
Co może poróżnić panie prezydentowe?
Myślę, że będziemy umiały dyskutować i rozmawiać otwarcie o minionym dwudziestoleciu. Nie sądzę, abyśmy się bardzo różniły w swoich opiniach, choć nasze drogi i życiorysy są różne.
Często podnoszona jest sprawa parytetów w polityce. Nie jestem entuzjastką takiego rozwiązania. To trochę wydaje mi się sztuczne, zadekretowane. Natomiast uważam, że powinno być więcej kobiet w polityce i na odpowiedzialnych stanowiskach, żeby kobiety mogły w większym stopniu decydować o naszym życiu. W końcu połowa polskiej dorosłej populacji to kobiety.
Jak sprawić, żeby nas było więcej w polityce? Przez dwadzieścia lat wolnej Polski liczba kobiet w Sejmie nie przekroczyła 20 proc., a spadała nawet do 10 proc.
Trzeba zmieniać świadomość tak mężczyzn, jak i kobiet. I tak się dzieje w coraz większym stopniu. Mamy przecież coraz więcej kobiet ministrów, np. mój mąż chętnie powołuje właśnie kobiety na wysokie stanowiska w kancelarii. Ma do nich zaufanie, dobrze mu się z nimi współpracuje. Nie tylko w Kancelarii Prezydenta, ale także w poprzednim, jak i obecnym rządzie jest kilka kobiet ministrów.
Mało. 27 proc.
Ale to wyborcy decydują, więc zmieniajmy świadomość wyborców, czyli nas. To również rola mediów, by pokazywać jak ważne są kobiety w polityce i w życiu społecznym.
Decydują jak mają kandydatów. A z badań profesor Fuszary wynika, że kobiety nie są wstawiane na listy wyborcze nawet jak są dobre. Bo na listę musi trafić koleś.
Mimo wszystko uważam, że przepisami nie da się wszystkiego rozwiązać.
Pani chciałaby startować na prezydenta?
Nie mam takich planów i ambicji. Nie jestem politykiem . W tym miejscu, w którym jestem, mam wystarczająco duże pole do działania i to co robię daje mi satysfakcję.
A powinno się zrównać wiek emerytalny kobiet i mężczyzn – do 65 lat?
W tej sprawie mam poważne wątpliwości. Są kobiety, które cenią sobie niezwykle aktywność zawodową i w wieku 60 lat czują się w pełni sił, młodo, dynamicznie. Wysyłanie ich na emeryturę, jest dla nich krzywdzące, bo znam takie, które po przejściu na emeryturę gasną, więdną. Ale znam też takie panie, które chętnie przestałyby w tym wieku pracować zawodowo i emerytura dla nich jest wyzwoleniem.
Ekonomiści mówią, że jeśli kobieta będzie pracowała pięć lat mniej, to mniej uzbiera na emeryturę.
To trudny problem. Zastanawiam się nad przedłużeniem wieku emerytalnego. Czy nie należałoby stworzyć kobietom możliwości wyboru? Może ta granica powinna być ruchoma? Może byłoby lepiej, gdyby nasze ustawodawstwo było bardziej elastyczne w tej kwestii...
Kobietom też przypadają wnuki pod opiekę.
Skąd u Pani takie stereotypowe myślenie? Nie tylko kobietom, bo są i dziadkowie, którzy często spędzają z wnukami znacznie więcej czasu niż kiedyś ze swoimi własnymi dziećmi.
Ale to panie mówią: odejdę na emeryturę, zajmę się dziećmi córki.
Jeśli tego chcą, to oczywiście należy im to umożliwić, nawet za cenę niższej emerytury. Natomiast, zajmowanie się wnukami nie jest wyłączną częścią roli babci.
Więc wolność dla babć?
Wolność dla babć! Miałam okazję niedawno spotkać się z osobami na emeryturze, które studiują na uniwersytecie III wieku w Margoninie, gdzie kształcą się i rozwijają swoje zainteresowania. Wiele osób na emeryturze ma wreszcie czas, by realizować swoje marzenia.
Pozazdrościć.
Nawet w małych miejscowościach dwa-trzy razy w tygodniu są organizowane zajęcia na uniwersytetach III wieku. Trzeba trochę wolności dla kobiety, która sama swoje dzieci już wychowała.
Kobiety i mężczyźni są w Polsce równi?
Różnie to bywa. Osobiście nigdy nie odczułam nierówności z powodu płci. Ale generalnie chyba jednak w dalszym ciągu nie ma tej pełnej równości. Myślę tak zwłaszcza, gdy czytam niektóre artykuły i listy do redakcji „Wysokich obcasów”. Tak naprawdę równi to nigdy nie będziemy. Natura stworzyła nas – kobiety i mężczyzn – różnymi i to był przemyślany zamiar. Mamy odmienne organizmy, inną budowę, inną mentalność. Kobiety mają większą intuicję, mężczyźni myślą bardziej strategicznie – razem uzupełniają się. Kobiety są z Wenus, mężczyźni są Marsa. Coś w tym jest.
Maria Kaczyńska
prezydentowa od 23 grudnia 2005 r.
Najbardziej nagląca potrzeba kobiet:
Zdrowie. A przede wszystkim profilaktyka raka piersi i raka szyjki macicy.
Wspólne sprawy, które zjednoczą kobiety:
Zdrowie całej rodziny. Ale także zmiana świadomości pracodawców, którzy powinni przestać się bać młodych pracujących matek i kobiet dojrzałych, których doświadczenia pracodawcy nie doceniają. I wreszcie wsparcie dla kobiet w polityce.
Wydłużanie macierzyńskiego (teraz planowane jest 20 tygodni, plus nieobowiązkowe dodatkowe 6):
Roczny macierzyński byłby bardzo dobry, a dwuletni jeszcze lepszy.
Obowiązkowy tacierzyński:
Przymusowe to były kiedyś prace społeczne. Nie powinien być obowiązkowy, ale wybór powinien być.
Antykoncepcja dofinansowywana przez państwo:
Nie jestem za dofinansowaniem, jestem bardziej za mądrym uświadamianiem młodzieży.
50-procentowe parytety na listach partyjnych:
Kobiet w polityce powinno być znacznie więcej. Nie jestem entuzjastką parytetów, ale za kobietami w polityce jak najbardziej.
Urząd pełnomocnika ds. równości/równouprawnienia:
Czy musi być aż minister do tych spraw?
Zrównanie wieku emerytalnego:
Powinna być ruchoma granica.
In vitro dotowane przez państwo:
In vitro – nie jestem przeciwna, ale nie refundowane przez państwo. Wciąż mamy wiele dzieci potrzebujących kosztownego leczenia.
Ustawa antyaborcyjna:
Mamy niezłą ustawę. Nie widzę potrzeby jej zmiany.