Organizatorzy i Uczestnicy
Gali Przyjaźni Polsko–Węgierskiej
na Zamku Kazimierzowskim w Przemyślu
Dostojni Goście, Szanowni Zgromadzeni, Panie i Panowie,
wśród świąt państwowych obchodzonych w wolnej Polsce jest tylko jedno, które celebruje przyjaźń łączącą nas, Polaków, z innym narodem. To właśnie Dzień Przyjaźni Polsko–Węgierskiej – który dzisiaj obchodzimy już po raz dwudziesty. Z inicjatywy prezydentów Lecha Kaczyńskiego i László Sólyoma w marcu 2007 roku święto ustanowiły jednogłośnie parlamenty Polski i Węgier. Również ta zgodność reprezentantów obu naszych państw jest pięknym, wartym przypomnienia symbolem.
Dzień Przyjaźni Polsko–Węgierskiej jest obchodzony rokrocznie na przemian na Węgrzech i w Polsce. W tym roku odbywa się w Przemyślu – mieście leżącym na pradawnym szlaku łączącym oba nasze państwa oraz wyraziście obecnym zarówno w kronikach polskich, jak i węgierskich. To tutaj, w dzielnicy Kazanów, odkryto ślad osadnictwa starowęgierskiego: cmentarzyska datowanego na przełom IX i X wieku. Również tu wznosiła się Twierdza Przemyśl, jeden z największych zespołów obronnych Europy, który podczas I wojny światowej zasłynął jako „Verdun frontu wschodniego” – bastion z poświęceniem broniony przez Polaków i Węgrów w mundurach austro–węgierskich przed wojskami rosyjskimi. Dzisiaj Przemyśl to nowoczesny ośrodek polskiej kultury i gospodarki, miejsce dialogu i współpracy wielu narodów Europy Środkowej. Dziękuję władzom tego pięknego miasta za godne podjęcie naszych znakomitych gości.
Przez tysiąc lat losy Polaków i Węgrów splatały się ze sobą, obfitując w momenty chwały i pomyślności – ale też chwile, w których zmuszeni byliśmy stawić czoła ciężkim wyzwaniom. Nie będę dzisiaj sięgał do dawnych dziejów – do toczonych razem walk o wolność w XIX wieku ani do jeszcze odleglejszych epok, gdy nasze kraje łączyli wspólni władcy. Ograniczę się do wydarzeń z ostatniego stulecia.
My, Polacy, z wdzięcznością wspominamy wsparcie Węgier udzielone nam w 1920 roku podczas wojny z bolszewikami. Budapeszt – w 1919 roku sam zagrożony komunistyczną dyktaturą –wzmocnił wtedy broniącą się Warszawę cennymi dostawami amunicji karabinowej i artyleryjskiej. Warto też przypomnieć znamienne fakty z okresu II wojny światowej. Choć należeliśmy wtedy do różnych sojuszy, to rząd węgierski w 1939 roku odmówił udziału w napaści na Polskę i dał schronienie stu tysiącom naszych żołnierzy i cywilów, a następnie umożliwił im ewakuację do Francji. Z kolei w 1944 roku, gdy przez okupowane ziemie polskie cofał się front wschodni, a Armia Krajowa realizowała Akcję „Burza”, wojska węgierskie okazywały wielokrotnie życzliwość żołnierzom naszego podziemia – nie tylko nie podejmowały działań przeciw nim, lecz często wspierały Polaków bronią i żywnością.
Łączą nas również podobne, często dramatyczne doświadczenia z historii najnowszej. Wśród nich szczególne miejsce zajmują zmagania z komunizmem – nadal żywe i aktualne w pamięci naszych narodów. To przede wszystkim wspaniały zryw wolnościowy braci Węgrów z 1956 roku – zainspirowany Poznańskim Czerwcem 1956 roku i wymuszonymi przez Polaków ustępstwami reżimu komunistycznego nad Wisłą. W tym roku będziemy obchodzić 70–lecie obu tych zrywów.
Powstanie węgierskie, brutalnie stłumione przez Armię Sowiecką, poruszyło cały świat – a w sposób szczególny Polaków. Jeden z naszych współczesnych historyków przywołał wzruszającą relację dotyczącą postawy Polaków w czasie ponurych, jesiennych dni 1956 roku, gdy Budapeszt krwawił od sowieckich kul. Chciałbym przytoczyć jej fragment: „Na ulicach Warszawy stały puszki z napisem: «Na lekarstwa dla Węgrów». Ludzie zatrzymywali się, przechodzili. Wrzucali w skarbonkę, ile kto mógł […]. Wśród wielu banknotów – jakiś list. W nim 50 złotych i na kartce napis z koślawych literek: «miała mi za to mamusia kupić misia, ale tobie, dziewczynko z Budapesztu, bardziej są pieniążki potrzebne. Krysia z Warszawy”.
Polacy masowo, z potrzeby serca oddawali krew dla ratowania ofiar. Wraz z lekarstwami i innymi środkami medycznymi dotarła ona na Węgry. Ten akt humanitarnej solidarności odczytano jako świadectwo wciąż żywej więzi między oboma narodami – od tamtego czasu wzbogaconej o wspólny opór wobec narzuconej przez Moskwę nieludzkiej, totalitarnej ideologii.
Po upadku komunizmu razem wstąpiliśmy do NATO i Unii Europejskiej. Stale pielęgnujemy wzajemne dobre relacje i solidarność. Wszystko to, wraz z autentyczną oddolną sympatią, zbliża do siebie Polaków i Węgrów – niezależnie od czasem odmiennych zapatrywań na zawiłości polityki regionalnej i europejskiej.
Obecnie największe wyzwanie dla krajów naszego regionu stanowi agresywny rosyjski imperializm. Rosja, prawna następczyni Związku Sowieckiego, wprost deklaruje wolę odzyskania kontroli nad wolnymi dziś krajami byłego bloku wschodniego. W tym kontekście i dla Polski, i dla Węgier sprawą najwyższej wagi jest to, by niepodległa Ukraina obroniła się przed trwającą rosyjską agresją – przed podbojem, którego także my, Polacy i Węgrzy, doświadczyliśmy i wciąż dobrze go pamiętamy. Z pewnością nikt z nas – ani w Polsce, ani na Węgrzech – nie chciałby, by jego ojczyzna była znów zdominowana i wyzyskiwana przez Rosję. Możemy się różnić co do taktyki postępowania w bieżącej sytuacji, ale nasza wspólna orientacja zachodnia nie podlega dyskusji.
Współpraca Polski i Węgier wpisuje się także w szerszą solidarność państw naszego regionu. Bukareszteńska Dziewiątka i Inicjatywa Trójmorza pokazują, że kraje Europy Środkowej potrafią razem zabierać głos w sprawach kluczowych dla wspólnego bezpieczeństwa, konkurencyjności gospodarczej i przyszłości całego kontynentu. Mamy też pełne prawo mówić, co budzi nasz sprzeciw w polityce Unii Europejskiej. Musimy śmiało i stanowczo sprzeciwiać się temu, co zasługuje na konstruktywną krytykę: promocji osłabiającej tkankę społeczną kontrkultury, brukselskiej agendzie klimatycznej i migracyjnej oraz projektowi federalizacji Unii, w istocie przekreślającemu suwerenność państw członkowskich. W tych sprawach widzę szerokie pole do współpracy między „bratankami” znad Wisły i znad Dunaju.
Sándor Márai pisał: „Nie ma w życiu człowieka bardziej tajemniczego, szlachetniejszego daru niż skąpa w słowa, wyrozumiała, cierpliwa i ofiarna przyjaźń. I nie ma nic rzadszego”. A w innym miejscu: „Przyjaźń […] to najszlachetniejszy rodzaj związku między istotami żywymi”. Jestem przekonany, że unikalny fenomen, jakim jest serdeczna przyjaźń polsko–węgierska, pozostanie jednym z filarów pokoju i wszechstronnego rozwoju obu naszych państw oraz całej Europy.
Niech żyje Polska! Niech żyją Węgry!
Z poważaniem
Karol Nawrocki
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
_______________________________
List odczytał minister Wojciech Kolarski.