Organizatorzy i Uczestnicy uroczystości
ku czci ofiar „operacji polskiej” NKWD
przy warszawskim Pomniku Poległym
i Pomordowanym na Wschodzie
Szanowni Państwo,
kiedy w połowie lat 90., już w wolnej Polsce, z inicjatywy Wojciecha Ziembińskiego powstawał tutejszy pomnik, miał on upamiętnić w pierwszej kolejności ofiary czterech wielkich sowieckich deportacji polskiej ludności cywilnej z lat 1940–1941 oraz polskich jeńców i internowanych zamordowanych w ramach zbrodni katyńskiej. Nawet w Polsce dysponowano w tym czasie zaledwie szczątkową wiedzą dotyczącą represjonowania i likwidacji Polaków w Związku Sowieckim w latach 1937–1938, a w – obfitej przecież – historiografii Wielkiego Terroru powstałej na Zachodzie wątek ten był praktycznie nieobecny.
Wynikało to, przynajmniej po części, z wyjątkowej represyjności działań Sowietów. Spośród skazanych przez tzw. trójki NKWD blisko 140 tysięcy Polaków wyrok śmierci otrzymało ponad 111 tysięcy, czyli aż cztery piąte! Reszta w ogromnej większości trafiła do łagrów, co również często równało się pozbawieniu życia. Żony skazanych także osadzano w łagrach, a odebrane im dzieci umieszczano w sierocińcach. Nielicznym naszym rodakom, których nie aresztowano, odbierano pamięć: „Żebym mogła przeżyć i po to, by mnie nie zabrano do domu dziecka, wszystkie polskie książki zostały schowane” – wspominała w 2012 roku Wanda Andrijewska. Nad likwidacją Polaków zapaść miało milczenie.
W 30 lat później wiemy o ofiarach tamtych działań trochę więcej; wystarczająco wiele, by w miejsce sztucznie neutralnego i niejasnego określenia „operacja polska” – wprowadzonego przez NKWD i przejętego przez część rosyjskich badaczy – sięgnąć po termin, jakim posłużyli się członkowie Biura Politycznego KC WKP(b), kiedy latem 1937 roku zlecali „likwidację polskich grup szpiegowsko–dywersyjnych”. Tak, mówimy o likwidacji, jednak nie grup dywersyjnych, lecz ponad stu tysięcy Polaków – czyli o operacji noszącej znamiona ludobójstwa.
Być może nigdy nie poznamy wszystkich jej ofiar, jak nie znamy nazwisk mężczyzn z polskiej wioski leżącej nad Obem, w sercu Syberii, założonej jeszcze w XIX wieku przez osadników z Grodzieńszczyzny, którzy nadali jej nazwę „Białystok”. Z tamtego syberyjskiego Białegostoku wywieziono w lutym 1938 roku 120 mężczyzn; pozostało trzech, którzy zdołali się ukryć w lesie.
Nie znamy nazw wszystkich polskich wsi i przysiółków – wysiedlonych i zaoranych – na dzisiejszej Białorusi, na Ukrainie i na Syberii. Ale dzięki pracom polskich historyków wiemy, że represje wobec ludności polskiej w Związku Sowieckim nie rozpoczęły się w roku 1937. Poprzedziły je akcje wysiedlania mieszkańców z terenów granicznych w latach 1929–1930, represje wobec polskich duchownych, sekowanie pozostałych w Sowietach polskich jeńców z wojny 1920 roku. Przygotowaniem do likwidacji była również zmasowana antypolska kampania prasowa wiosną 1937 roku, w której przedstawiano II Rzeczpospolitą jako kraj głodu, pogromów i masowych egzekucji, a Polaków jako „urodzonych szpiegów”.
Wiemy, że operacja przeciwko ludności polskiej z lat 1937–1938 była niejako syntezą dwóch procesów. Stanowiła – razem z „operacją przeciw kułakom” i „operacją niemiecką” – element wspomnianego już Wielkiego Terroru: fali straszliwych represji skierowanych w obywateli Związku Sowieckiego. Z drugiej jednak strony odwoływała się do znacznie dawniejszych uprzedzeń i emocji żywionych przez elity partii bolszewickiej wobec Polaków. Na łamach sowieckiego dziennika „Prawda” pisano wówczas, że „Polacy szpiegują w Rosji od czasów Napoleona”, a kolejnym oskarżonym, wśród których znajdowali się również funkcjonariusze partii bolszewickiej i sowieckich organów represji pochodzenia polskiego, stawiano absurdalny zarzut udziału w „konspiracji piłsudczykowskiej” – w strukturach Polskiej Organizacji Wojskowej, która wtedy już od ponad 15 lat nie istniała.
Wspominając polskie ofiary z lat 1937–1938, przywołujemy rozkaz Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych Nikołaja Jeżowa wydany 11 sierpnia 1937 roku, bo to on rozpoczął likwidację ludności polskiej. Po tym rozkazie przyszły następne, m.in. późniejszy o miesiąc nakaz represjonowania i rozdzielania rodzin aresztowanych Polaków. „Dzieci w wieku od 3 do 15 lat mają być kierowane do domów dziecka Ludowych Komisariatów Oświaty innych republik, krajów i okręgów” – polecał beznamiętnie Jeżow.
O tych ludzkich tragediach nie możemy zapomnieć – tym bardziej że już tylko nam są one powierzone, że już tylko my możemy być depozytariuszami tej pamięci. Tylko my możemy pamiętać o trzylatkach, którym odebrano rodziców, imiona i język; o ludziach, których zesłano
na podstawie lektury książki telefonicznej, po wyszukaniu polsko brzmiącego nazwiska, i o tych, którzy trafili przed pluton egzekucyjny po znalezieniu w ich mieszkaniach powieści Sienkiewicza. Musimy o nich pamiętać – i troszczyć się o to, żeby nasza współczesna niepodległa Polska była w stanie uchronić wszystkich swoich obywateli przed podobnym losem.
Chwała ofiarom „operacji likwidacyjnej” NKWD – tym, którym odebrano życie, wolność, zdrowie, rodziny i pamięć! Cześć wszystkim Polakom represjonowanym w Związku Sowieckim!
Z wyrazami szacunku
Karol Nawrocki
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
___________________________________