Uczestnicy uroczystości pogrzebowych
śp. Mariana Kasprzyka
w Bielsku–Białej
Szanowni Państwo,
głębokim smutkiem napełniła mnie wiadomość o odejściu Mariana Kasprzyka. Żegnamy jednego z najwybitniejszych polskich pięściarzy, prawdziwego artystę ringu, który zachwycał doskonałą techniką i imponował hartem ducha. Polski boks i cały sport poniosły dotkliwą stratę. Łączę się z Państwem odprowadzającymi Go w ostatnią drogę we wspólnym hołdzie dla tego wyjątkowego, wspaniałego człowieka.
Marian Kasprzyk całym życiem i sportową drogą wielokrotnie udowadniał, że prawdziwa siła nie bierze się z atletycznego przygotowania, szybkiej pracy nóg czy mocy mięśni. Swoimi dokonaniami pokazywał, jak wiele można zdziałać dzięki zapałowi, samozaparciu i wierze we własne możliwości. Był człowiekiem skromnym i niepozornym, a jednak wielkim, co było widoczne od najwcześniejszych lat Jego pięściarskiej kariery. Już jako nastolatek sensacyjnie znokautował utytułowanego przeciwnika, zyskując szacunek w środowisku, które doceniło dynamikę i potężny cios młodego zawodnika. Trafił do pierwszoligowego klubu z Bielska–Białej, gdzie szybko przylgnął do niego przydomek „Polski Papp”, nawiązujący do legendarnego węgierskiego mistrza olimpijskiego, którego przypominał zarówno aparycją, w tym charakterystycznym wąsikiem, jak i stylem walki. Ciężką, konsekwentną pracą osiągał kolejne sportowe szczyty, aż po ten najważniejszy – złoto zdobyte na igrzyskach w Tokio w 1964 roku.
Sam triumf na olimpiadzie zapewnił Mu trwałe miejsce w historii polskiego sportu, ale legendą uczyniły Go okoliczności finałowej walki. Wygrał ją na punkty – wyraźnie, 4:1 – mimo kontuzji kciuka odniesionej już w pierwszej rundzie. Choć czuł, że „coś pękło” w prawej dłoni, a trener Feliks Stamm pytał, czy Go poddać, nieustępliwy bokser stanowczo odmówił. Wytrzymał w ringu kolejne minuty w strasznym bólu, walcząc jedną ręką, a mimo tego jeszcze kilkukrotnie trafił faworyzowanego reprezentanta Związku Sowieckiego. To właśnie niezłomność, wewnętrzna siła i niezachwiana nadzieja na zwycięstwo sprawiły, że tego dnia w stolicy Japonii zabrzmiał Mazurek Dąbrowskiego.
Do końca swych dni był człowiekiem głęboko wierzącym, oddanym wartościom chrześcijańskim. Z dumą przyjąłem od Niego różaniec w barwach kół olimpijskich – jeden z tych, które własnoręcznie wykonywał. Ten podarunek będzie mi przypominał o Jego niezwykłym przesłaniu. Mimo wielu trudnych doświadczeń i cierpienia, które Go dotknęło, niestrudzenie trwał przy Bogu i czerpał z tego siłę. Jako trener wychowywał młodsze pokolenia pięściarzy, chętnie też pomagał bliźnim. Pozostawił po sobie piękne świadectwo wiary i niezłomności ducha, które będzie trwać w naszych sercach. Zapamiętamy Go jako człowieka prawego i godnego naśladowania; symbol skromności, etosu ciężkiej pracy i wierności najwyższym ideałom. W pamięci potomnych zostaną po Nim nie tylko setki zwycięstw, które odniósł na ringu, lecz także serdeczne wspomnienia tych, którzy mieli szczęście Go poznać.
Bliskim i Przyjaciołom Zmarłego składam wyrazy najgłębszego współczucia.
Wieczny odpoczynek racz Mu dać, Panie!
Z poważaniem
Karol Nawrocki
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
______________________________________________
List odczytał minister Mateusz Kotecki.