Danuta Holecka, Telewizja Republika: Witamy z Pałacu Prezydenckiego. Naszym gościem jest Prezydent Karol Nawrocki. Witam, Panie Prezydencie.
Prezydent RP Karol Nawrocki: Dobry wieczór, Pani Redaktor. Witam serdecznie telewidzów Telewizji Republika.
I wszystkich tych, którzy włączą Telewizję Republika przy okazji.
Oczywiście, pozdrawiam wszystkich, życząc dobrego wieczoru.
Dobrego wieczoru. My się spotykamy w przededniu bardzo ważnego święta dla Polaków – Święta Niepodległości, święta narodowego. Czym dla Polaka, prezydenta i historyka jest to święto?
Z całą pewnością jest najważniejszym świętem w kalendarzu historycznym. Jest najważniejszą rocznicą, bo to 11 listopada po walce pięciu pokoleń, walce, pracy, konsekwentnemu dążeniu do tego, aby Polska była wolna i niepodległa, ten 11 listopada stał się dniem, w którym odzyskaliśmy swój własny dom, czyli Polskę. Więc jest to najpiękniejsze, najbardziej radosne i najważniejsze święto, mówiące o naszej niepodległości, suwerenności, ale też stawiające nam konkretne zadania na przyszłość.
Właśnie. Jak co roku tysiące ludzi wezmą udział w Marszu Niepodległości, Pan powiedział, że również, tak?
Oczywiście. Ja nie pierwszy raz wezmę udział w Marszu Niepodległości. Po raz pierwszy jako Prezydent Polski oczywiście, ale wiele razy byłem na Marszu Niepodległości – i sam, i z małżonką Martą braliśmy udział w tym wydarzeniu. To jest bardzo szczególne wydarzenie, to miejsce, w którym mogą połączyć się wszyscy Polacy w celebrowaniu właśnie naszej biało–czerwonej flagi, przywiązania do naszych wartości, do naszej tożsamości – właśnie 11 listopada. Zapraszam wszystkich serdecznie, żeby dołączyli do Marszu Niepodległości.
Czy ma Pan nadzieję, że te czasy, kiedy w związku z Marszem Niepodległości obrażano Polskę, minęły? Na przykład na forum Parlamentu Europejskiego polityk z frakcji liberałów Guy Verhofstadt mówił: „Mieliśmy kilka tysięcy faszystów i neonazistów, zwolenników białej supremacji na ulicach Warszawy. Marsz szedł 300 kilometrów od obozu koncentracyjnego Auschwitz. To nie powinno wydarzyć się w Europie”.
Tak, spotykałem się z tymi niepoważnymi argumentami. Co więcej, przypominam sobie w takiej osobistej historii, że jako naczelnik Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku występowałem nawet publicznie przeciwko tego typu słowom jeszcze w gdańskiej telewizji publicznej. Zawsze przyglądałem się temu marszowi i brałem w nim udział, widząc zupełnie inne obrazki, niż widział ten europarlamentarzysta. Widziałem tam rodziny z dziećmi, widziałem osoby, które są przywiązane do pielęgnowania polskości. Oczywiście w tak wielkim tłumie, w tak wielkim zgromadzeniu jak wszędzie są różne incydenty, one się zdarzają, ale z całą pewnością nie jest to marsz faszystów, tylko jest to marsz dumnych z bycia Polakami Polek i Polaków.
Obecny rząd nie jest nadmiernym sympatykiem, mówiąc delikatnie, Marszu Niepodległości. Pojawiły się więc kolejne elementy, być może utrudniające udział w jutrzejszym marszu – takie jak zakaz wojewody dotyczący posiadania środków pirotechnicznych, więc organizatorzy mówią, może będą kontrole i na przykład zatrzymania. Z kolei na Dworcu Centralnym właśnie dwa dni temu rozpoczął się remont, przez który trudniej dojechać na marsz do stolicy. To przypadki? Czy myśli Pan, że raczej nie ma przypadków?
Ciężko mi to ocenić dzisiaj, natomiast wiem, do czego dochodziło w poprzednich latach na Marszu Niepodległości, gdy rządziła partia, która niekoniecznie czuła się przywiązana do tego marszu. Mieliśmy do czynienia i z prowokacjami, i z pewnymi rzeczami, które nie licują z powagą Święta Niepodległości. Myślę, że to nie jest przypadek, ale mam też dobrą wiadomość – żebyśmy nie popadali w pesymizm. My jesteśmy narodem bardzo przekornym i gdy dochodzi do tego typu sytuacji, gdy ktoś na siłę stara się udowodnić, że nie można dojechać do Warszawy, to wiem, że tysiące Polaków wsiadają w swoje samochody i jadą do Warszawy. Tacy już jesteśmy jako Polacy, że jeśli ktoś nam zakazuje wyciągać biało–czerwoną flagę czy łączyć się w poczuciu radości z naszego Święta Niepodległości, to my jesteśmy jeszcze bardziej zdeterminowani do tego, aby być w Warszawie. I myślę, że wielu Polaków dzisiaj już się szykuje do jutrzejszego Marszu Niepodległości, ale też do tych oficjalnych uroczystości.
Ja będę miał wielką przyjemność wręczyć najważniejsze ordery państwowe: Order Orła Białego, Order Odrodzenia Polski. Będzie oczywiście spotkanie na placu Marszałka Józefa Piłsudskiego i nominacje generalskie. Więc myślę, że ten dzień będzie kolejnym dowodem na to, i także Marsz Niepodległości, jak Polacy bardzo kochają naszą wspaniałą Polskę.
To dobra okazja, żeby okazywać sobie szacunek, pojednanie, prawda? Ale Premier oskarżył Pana w piątek o brak szacunku do polskich patriotów właśnie. Ponieważ ci, którzy mieli dostać nominacje na stopień oficerski, nie dostaną ich od Pana. „Żeby być prezydentem – powiedział Premier – nie wystarczy wygrać wyborów”.
Wygrałem wybory, tak już jest w demokracji, że prezydentem zostaje ten, kto wygra wybory – to po pierwsze. Po drugie, jeśli przyjrzymy się całej tej sytuacji, to niestety nie wystawia ona najlepszej oceny Panu Premierowi, ale także szefom polskich służb. Bowiem ja chciałem zaznaczyć – o tym mówili już moi współpracownicy – że sytuacja, o której rozmawiamy, miała miejsce dwa tygodnie temu. Po raz pierwszy w historii III Rzeczypospolitej po roku 1989 szefowie służb odmówili spotkania z polskim Prezydentem wybranym demokratycznie. Biorąc pod uwagę kwestie bezpieczeństwa i tego, co dzieje się na całym świecie, także za naszą wschodnią granicą, Prezydent powinien być wyposażony w pełną wiedzę, i moment, w którym zaprasza z tygodniowym wyprzedzeniem szefów służb, jest momentem, w którym każdy oficer powinien czuć odpowiedzialność przed Prezydentem Polski, a w istocie przed narodem. Ja natomiast dwa tygodnie temu nie zamierzałem być małostkowy jak Pan Premier i uznałem, że ta sytuacja z odmową spotkania ze mną – jasno zaznaczono, że jest to na polecenie Premiera Donalda Tuska – nie powinna być częścią dyskusji i debaty publicznej. Szefowie służb nie przyszli na rozmowę z Prezydentem, a także na ustalenie tego, jak mają wyglądać kolejne awanse na pierwsze stopnie oficerskie. Pan Premier poszedł jednak krok dalej – zdecydował się powiedzieć o tym publicznie, co było bardzo nieodpowiedzialne; mam nadzieję, że Pan Premier wyciągnie z tego wnioski i że jest to pierwszy i ostatni raz, gdy posuwa się do polityki twiteerowej wokół kwestii bezpieczeństwa, nie zostawiając mi możliwości, abym także się odniósł do tego publicznie. Więc bardziej niepokojące jest to, że na polecenie polskiego Premiera szefowie służb, a więc oficerowie polskich służb, odmawiają spotkania z Prezydentem. A co jest równie niepokojące, to fakt, że przecież ci szefowie służb nie przyszli rozmawiać o swoich funkcjonariuszach, o swoich oficerach, o kwestiach bezpieczeństwa państwa polskiego. Myślę, że to jest niezrozumiałe dla tych, którzy mieli mieć pierwszy stopień oficerski, że ich szefowie po pierwsze, odmawiają spotkania z prezydentem, a po drugie, nie ubiegają się o to, czy nie dyskutują o tym, jak ma wyglądać awans na pierwszy stopień oficerski. Wolałbym o tym nie mówić, Pani Redaktor, ale Pan Premier złamał pewną zasadę, mówiąc o tym, a opinia publiczna powinna usłyszeć odpowiedź Prezydenta Polski.
Podobno chodziło o Stróżyka i Syrysko. Podobno Premier zawrócił ich, bo powiedział, że Prezydent nie jest uprawniony do wzywania szefów służb.
Nie wiem, o kogo chodziło. Zaprosiłem wszystkich czterech szefów polskich służb – i służb wojskowych, i służb cywilnych. Mam wśród swoich doradców wysokich oficerów służb odpowiedzialnych choćby za Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Współpracuję z najlepszymi fachowcami z polskich służb specjalnych i oni jasno stwierdzili – o czym wie też opinia publiczna – że to jeszcze nie zdarzyło się po roku 1989. Z tygodniowym wyprzedzeniem zaprosiłem szefów służb, biorąc pod uwagę, że mogą mieć swoje obowiązki związane z bezpieczeństwem Polski. Nie dostałem informacji, dlaczego nie przyszli, tylko po jakimś czasie taką, że zabronił im Premier Donald Tusk. Zostawiam oczywiście szefów służb z ich sumieniem, niech rozważą w swoim sercu, czy tak zachowuje się wysoki oficer państwa polskiego, że odmawia spotkania z Prezydentem Polski. Ale myślę, że ta sytuacja nigdy nie powinna mieć miejsca. Czekam na przeprosiny i na stawienie się szefów służb u Prezydenta Polski, żeby rozmawiać także o awansach oficerskich.
A czy to może mieć jakikolwiek związek z Profesorem Cenckiewiczem, szefem BBN–u, któremu cały czas rząd odmawia dostępu do informacji niejawnych?
Oczywiście sprawa Profesora Cenckiewicza jest sprawą polityczną. Profesor Cenckiewicz, jak stwierdził sąd, ma poświadczenie bezpieczeństwa. Natomiast Profesor Cenckiewicz nie miał brać udziału w tym spotkaniu, było to spotkanie, o czym wiedzieli szefowie służb, Prezydenta Polski z jednym doradcą, którego oni doskonale znają, bez udziału Sławomira Cenckiewicza. Nie dlatego, że uznaję, że Sławomir Cenckiewicz nie ma uprawnień do brania udziału w takim spotkaniu – bo ma – ale akurat w tym spotkaniu nie był przewidziany udział Profesora Cenckiewicza. Więc to jest taka niestosowna, powiedziałbym, wymówka, która ma jeszcze bardziej podburzyć opinię publiczną. Ze zdziwieniem przyglądałem się artykułom niektórych publicystów, którzy mówią – zdaje się telewizji publicznej – że sprawa dotyczy Profesora Sławomira Cenckiewicza. Pan Profesor miał nie brać udziału w tym spotkaniu.
Dlatego zapytałam, bo też słyszałam te głosy. Natomiast niektórzy mówią, że jest Pan tak aktywny, Panie Prezydencie, że po prostu Pan sobie poszerza kompetencje, że zajmuje się Pan sprawami, które należą wyłącznie do rządu. I słyszę też takie głosy w mediach mainstreamowych: „Nie, no minie jeszcze trochę czasu, Prezydent Nawrocki się uspokoi, będzie wiedział, gdzie jest jego miejsce”. To moje pytanie: czy Pan się uspokoi?
To przekażę tym, którzy tak myślą: energii mi nie zabraknie, ja jestem motywowany każdego dnia do służby Polsce, każdego dnia dostaję piękne sygnały od Polek i Polaków. Dostałem ponad 10 milionów głosów, więc ta moja energia i aktywność wynikają ze zobowiązania wobec Polski i Polaków i to się nie zmieni, jeśli ktoś na to liczy. Nie jest to próba poszerzania kompetencji Prezydenta, dokładnie znam swoje kompetencje wynikające z Konstytucji. Jestem jedynym politykiem wybranym w bezpośrednich wyborach na stanowisko Prezydenta Polski, więc egzekwuję to, co wynika z Konstytucji i z moich zobowiązań złożonych Polakom.
Spokoju nie będzie.
Mam nadzieję, że spokoju trochę będzie, szczególnie 11 listopada, ale moja aktywność z całą pewnością, Pani Redaktor, się nie zmieni.
Pan podobno bardzo walczy z rządem, a dobitnym dowodem na to są Pańskie weta – było już ich chyba 11. No i generalnie są różne statystyki, że w pierwszym miesiącu to już było osiem wet – prezydent Duda w ciągu 20 miesięcy tyle nie zrobił – różne mogę Panu przytoczyć porównania. W każdym razie jest ich bardzo dużo, na przykład jak Pan mógł zawetować nawet ten Park Narodowy Doliny Dolnej Odry.
Jeśli chodzi o Park Doliny Dolnej Odry, to miałem bardzo konstruktywne spotkanie z przedstawicielami Polski 2050, z panią minister. Spotkanie trwające blisko dwie godziny. Do samego końca zastanawiałem się, jaką podjąć decyzję. Natomiast są kwestie wychodzące poza ochronę środowiska, są kwestie odnoszące się do polskiego rozwoju, do polskiej żeglugi śródlądowej, do kwestii bezpieczeństwa Polski i pewnego gospodarczego starcia, które jest oczywiste na zasadach partnerskich, ale jednak starcia gospodarczego z naszym zachodnim sąsiadem. Mieliśmy piękną dwugodzinną, bardzo merytoryczną dyskusję. Brali w niej udział także przedstawiciele zwolenników i krytyków tych rozwiązań. Podjąłem taką decyzję z pełną świadomością – nie jako przeciwnik ochrony parków narodowych. Nawet dla mnie, Pani Redaktor, Drodzy Państwo, byłoby pewnym zaszczytem podpisanie po 24 latach prawa, które daje Polsce kolejny park narodowy. Natomiast tych wątpliwości było tak wiele, że podjąłem taką decyzję z pełną świadomością i po dobrej, konstruktywnej rozmowie.
Jeśli chodzi o prawo weta, to takie prawo ma Prezydent. My w Polsce przywykliśmy do tego, że prezydent właściwie ma być może notariuszem pewnych rozwiązań w polskim parlamencie.
Rząd mówi, że ma Pan podpisywać, a niektórzy ministrowie mówią wprost: niech podpisuje i niech nie gwiazdorzy.
To jest pomylenie pewnych systemów. To znaczy są demokracje i moi koledzy prezydenci z innych krajów europejskich, z którymi się spotykam – ostatnio miałem dłuższą rozmowę z Prezydentem Grecji – wybierani przez parlament, a nie bezpośrednio w wyborach prezydenckich. Rzeczywiście nie korzystają oni zbyt często albo w ogóle z prawa weta, bo odpowiadają przed parlamentem, który ich wybiera. My w Polsce mamy prezydenta wybranego w demokratycznych wyborach, który zobowiązuje się tylko wobec Polek i Polaków, a prawo weta i Prezydent w systemie ustawodawczym jest jednym z elementów obok polskiego Sejmu, Senatu, i także prezydent wpływa na kształtowanie systemu ustawodawczego. Korzystanie z weta, choć ta statystyka, jak Pani Redaktor powiedziała, i tak jest po stronie ustaw podpisanych – ponad 50 ustaw jednak podpisałem, 11 wet, więc to jest normalny schemat działania demokratycznego państwa. Jeśli coś mnie będzie niepokoić, będzie niepokoić Polaków, z czymś Polacy nie będą się zgadzać, to będę korzystał z weta, a dobrze przygotowane ustawy podpisuję.
Na przykład o pomocy obywatelom Ukrainy Pan podpisał, mimo że Pański projekt nie został przyjęty, ale rząd chyba podobne ustalenia wpisał w swojej ustawie, oprócz banderyzmu zrównanego z nazizmem i komunizmem.
Ale też podpisał Pan ostatnio dwa bardzo ważne projekty ustaw, które odbiły się głośnym echem – swoje własne, które Pan złożył – chodzi o obniżkę cen prądu o 33 procent i godną emeryturę. I chcę Pana zapytać: dobrze wypełnia Pan swoje obietnice wyborcze, to Pan obiecywał? Ale czy przy tym ogromnym deficycie budżetowym to jest realne? Czy może Pan usłyszy od rządu, że pieniędzy nie ma i nie będzie?
Regularnie słyszymy od polskiego rządu, że pieniędzy nie ma i nie będzie. Tylko musimy sobie zdać sprawę z tego, że za stan finansów publicznych odpowiada właśnie rząd. To, co dzieje się dzisiaj z finansami publicznymi, jest przerażające. Nasze zobowiązania i to, jak wygląda polski budżet, to sprawa po prostu polskiego rządu. Trudno się temu dziwić, bowiem Minister Finansów mówi, że istotą jego istnienia w polityce jest właściwie zemsta, a nie dbałość o finanse publiczne, więc polecam Panu Ministrowi Finansów, żeby raczej zajął się polskim budżetem, a nie zemstą i politycznym teatrem. Moje zobowiązania – i prąd 33 procent, i emerytura – są głęboko przemyślane, są nie tylko obietnicami z czasu kampanii wyborczej, ale są wypracowanymi mechanizmami, które odwołują się także do prawodawstwa europejskiego. Jeśli zwolennicy prymatu europejskiego – ja nim nie jestem – chcieliby to usłyszeć, więc oczywiście jest to próba zagospodarowania środków z zielonych podatków z ETS–u, obniżenia niektórych czy rezygnacji z certyfikatów, które są rozkładane na ostatnich odbiorców energii elektrycznej. Jest próba rozwiązania problemu dystrybucji, jest realizacja jasnego hasła: „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”.
Jeśli chodzi o emerytów, to też uznaję, że jako Prezydent Polski nie mogę zostawić emerytów samych sobie, szczególnie znając rozwiązania tej samej władzy, ale z poprzednich lat, sprzed roku 2015, gdy emeryci dostawali podwyżki po 3 złote czy po 7 złotych. Tak, od tego jest właśnie Prezydent Polski, żeby rzucać światło na te sprawy, które są ważne dla Polaków. Bo widzimy, że dziś dla polskiego rządu jedynym modułem operacyjnym we wszystkich akcjach jest próba zemsty, ścigania, teatru politycznego, a ja jako Prezydent Polski chcę być Prezydentem polskich spraw i je rozwiązywać, proponować takie prawo, które pozwoli Polakom płacić mniej za energię elektryczną, emerytom żyć godnie, zajmować się tymi rzeczami, które dzisiaj tak bardzo bolą Polaków: pacjenci onkologiczni czekający w długich kolejkach, polska służba zdrowia. Od tego jest właśnie prezydent.
Czyli niepokoi Pana ogromny deficyt, ale uważa Pan, że przy dobrym zagospodarowaniu państwo stać i na emerytów, i na prąd. A chciałam Pana zapytać, czy stan praworządności dyskutowany od Bałtyku po Tatry Pana niepokoi?
Oczywiście, że stan praworządności mnie niepokoi. Musimy wrócić do polskiej Konstytucji i systemu prawnego opartego na ustawach, a nie na rozporządzeniach. Ten stan tak bardzo mnie niepokoi, że reaguję na to.
Ale minister Żurek ma dla Pana ustawę. Jedna praworządnościowa, czyli podzielenie sędziów na kolory, tam będzie czerwony, żółty, zielony. No i druga – zmiany w KRS–ie. I czeka, żeby Pan ją po prostu podpisał.
Przypominam po raz kolejny Panu Ministrowi Żurkowi, że w Polsce sędzią jest ten, którego mianuje Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej na sędziego. Ja taką uroczystość miałem całkiem niedawno w Pałacu Prezydenckim. Przekonuję Pana Ministra Żurka, że nie pozwolę wyrzucić na margines polskich prawników, którzy skończyli odpowiednie studia. Czekam oczywiście na ten projekt, ale przypominam także, że niebawem – to jest bardzo skomplikowany proces i podchodzimy do niego bardzo poważnie w Kancelarii Prezydenta – powstanie Rada ds. Naprawy Ustroju Państwa, zaproponuję swoje rozwiązania prawne w odniesieniu do tego kryzysu ustrojowego, który za sprawą obecnego rządu się pojawił. Dochodzi do rzeczy naprawdę skandalicznych i bolesnych. Nie można skazać mordercy dzieci i kobiety tylko dlatego, że status sędziego jest podważany.
Czy gwałciciela 14–latki…
No właśnie, nie ma w Polsce neo– i paleosędziów. Są sędziowie Rzeczypospolitej Polskiej, którzy odbierali nominacje od poprzednich prezydentów i odbierają od obecnego, i tego typu działania spotykać się będą z moją twardą i zdecydowaną reakcją. Zresztą taką twardą reakcją było wysłanie do Trybunału Konstytucyjnego wniosku dotyczącego zbadania konstytucyjności rozporządzeń Pana Ministra Żurka, a z drugiej strony zgłoszenie do prokuratury postępowania Pana Ministra Żurka w odniesieniu do tego, co zrobił ostatnio – w naszym uznaniu, w moim uznaniu, łamiąc Konstytucję i akty prawne obowiązujące w Polsce. Przekonuję za każdym razem wszystkich sędziów, że nie dam ich podzielić. Mamy w Polsce sędziów Rzeczypospolitej Polskiej i szanowanie Konstytucji, i uznanie, że nie ma neo– i paleosędziów, jest punktem wyjścia do dyskusji o jakiejkolwiek zmianie prawa w Polsce z podpisem Prezydenta.
To Minister Żurek nie będzie miał łatwo, bo Helsińska Fundacja Praw Człowieka też mówi, że ta naprawa praworządności Ministra Żurka z praworządnością ma niewiele wspólnego. Raczej Fundacja mówi o relatywizacji standardów.
To samo mówi Rzecznik Praw Obywatelskich i widzimy, jak wiele jest kontrowersji wokół tej ustawy, która ma trafić do Pałacu Prezydenckiego. Ja natomiast dopóki nie zapoznam się z tymi propozycjami, nie podejmuję oczywiście żadnej decyzji, ale jasno stawiam sprawę, mówiąc, że Konstytucja, polskie ustawy, brak segregacji sędziów są punktem wyjścia do dyskusji o naprawie ustroju państwa.
Trudno się chyba dziwić, patrząc na nasz wymiar sprawiedliwości, że potem znany konstytucjonalista Profesor Ryszard Piotrowski, pytany o ewentualny proces Zbigniewa Ziobry, mówi: „no ja uważam – cytuję dosłownie – że Zbigniew Ziobro nie ma co w Polsce liczyć na przyzwoity proces, bo Pan Premier wydał już wyrok”.
I to jest dramat sytuacji, w której się znaleźliśmy. Z jednej strony mamy nielegalnie działającego Prokuratora Krajowego, z drugiej strony majstrowanie w polskim ustroju niezgodne z konstytucją. Więc nawet zakładając, że postępowania prokuratorskie są zgodne z praktyką, to patronuje im nielegalnie powołany Prokurator Krajowy. Nawet jeśli by postawić konkretną osobę przed sądem, to możemy zakładać, że ta osoba nie może liczyć na sprawiedliwy proces. To jest po prostu sytuacja, którą trzeba naprawić. Ja jestem pełen optymizmu, że naprawię tę sytuację, prędzej czy później proponując konkretne rozwiązania ustrojowe. Jeśli nie, to zgodnie z deklaracjami składanymi w kampanii wyborczej zwrócę się do Senatu z prośbą o narodowe referendum, aby naród zdecydował, jak ma wyglądać polski ustrój. To, co dzieje się wokół sprawy Pana Ministra Zbigniewa Ziobry, rzeczywiście nie daje wielu milionom Polaków przekonania, że ma to znamiona legalności – nielegalnie działający Prokurator Krajowy, składy sędziowskie, które nie mogą zapewnić sprawiedliwego procesu i trzeci punkt, Pani Redaktor, Drodzy Państwo, po prostu igrzyska zamiast chleba. Próba narzucenia politycznej narracji…
„Albo w areszcie, albo w Budapeszcie” – to są słowa Premiera. Albo Pan Premier je żurek i mówi, że teraz to było wtedy, kiedy był akt oskarżenia. I mówi, że jeszcze będzie deser i drugie danie.
Smutne i niepoważne są te komunikaty. Przypominam, że jest to Premier rządu polskiego. Nie wiem, czy Pan Premier będzie miał czas, żeby dojrzeć do odpowiedniej narracji w poważnych dla państwa polskiego sprawach, czy być może naród podziękuje mu nieco szybciej. Ale apeluję do Premiera, aby z poważnych spraw, z poważnych kryzysów społecznych w Polsce – jeszcze raz przywołam służbę zdrowia, ceny prądu, kryzys finansów publicznych – nie robić sobie żartów. To jest smutne i niepoważne.
A tak po ludzku – zagłosowanie za aresztem dla człowieka bardzo chorego...
O tym nie wspomniałem oczywiście. Minister Ziobro od lat zmaga się ze śmiertelną chorobą i to, co dzieje się wokół Ministra Ziobry, jest pomimo wszystko w całym swoim dramacie próbą odwrócenia uwagi publicznej od realnych problemów, którymi żyją Polacy.
W niektórych mediach usłyszałam już, że ma Pan w szufladzie gotowe ułaskawienie dla Zbigniewa Ziobry. I że już nawet przed zarzutami, przed procesem.
Niepoważna narracja, Pani Redaktor, trzeba ją rozbrajać. Nie mogę uniewinnić, ułaskawić człowieka niewinnego – po pierwsze, po drugie – Pan Minister Ziobro nie został jeszcze skazany. Po trzecie – decyzje o ułaskawieniach, które będę także podejmował, również w najbliższym czasie, z całą pewnością poprzedzone są głęboką analizą każdego wniosku o ułaskawienie. Nie ma więc dzisiaj o czym rozmawiać. Nie można ułaskawić człowieka niewinnego.
Mówił Pan wielokrotnie, jeszcze w kampanii, że drzwi do Pałacu Prezydenckiego dla wszystkich polityków i generalnie dla wszystkich będą otwarte. A Minister Żurek był u Pana, żeby porozmawiać na przykład o tym, jak może wspólnie naprawiać praworządność? Uśmiechnął się Pan.
Nie było jeszcze. Nie, nie, nie. Wymienialiśmy uprzejmości za sprawą telewizji z Panem Ministrem Żurkiem. Wielu kolegów Pana Ministra było w Pałacu Prezydenckim, z wieloma ministrami się spotkałem. Tak jak mówię, jutro będę wręczał nominacje generalskie, więc to też wymaga często uzgodnień na poziomie państwowym. Ja się z tego bardzo cieszę, bo są ministrowie, dla których jednak kwestie państwowe, nominacje generalskie, stopnie oficerskie są ważniejsze w kategoriach państwowych niż zwykła partyjna czy polityczna emocja, ale Pana Ministra Żurka nie było.
Ale bywają różni politycy i liderzy partii. Pan Mentzen był niedawno i po tym spotkaniu pojawiły się komentarze, że mógłby Pan być patronem prawicy, żeby mogła się ona zjednoczyć. Widziałby Pan taką rolę dla siebie, Panie Prezydencie?
Przede wszystkim widziałbym swoją rolę w byciu patronem dobrego polskiego rządu, takiego, który da możliwości realizowania aspiracji Polaków, rozwoju, dbania o te rzeczy, o których rozmawiamy. Mógłbym być patronem każdego takiego rozwiązania, które da nam poczucie, że władza, która nami rządzi, nie jest władzą opartą na budzeniu negatywnych emocji i nie prowadzi swojej zasadniczej polityki na Twitterze. Każdego takiego rozwiązania, które byłoby dobre dla Polski, mógłbym być patronem. Uważam także, że konflikt między tymi siłami konserwatywnymi w Polsce, o których mówi Pani Redaktor, nie jest dobry dla Polski.
100 dni od Pana zaprzysiężenia minie 14 listopada. Z czego jest Pan zadowolony, a z czego niezadowolony? Może jest Pan na coś zły?
Ja jestem wielkim optymistą, Pani Redaktor, więc nawet jeśli chciałbym ponarzekać, to nie mam na co narzekać po tych 100 dniach. Myślę, że wykonałem swoją pracę. Mam świetny zespół, doskonałych ministrów, współpracowników, którzy również się nie oszczędzają. Cieszę się ze swoich inicjatyw ustawodawczych, z każdej podjętej decyzji, która jest podejmowana w głębokim namyśle. Cieszę się także z tych sukcesów na arenie międzynarodowej w pierwszych 100 dniach – za sprawą spotkania z prezydentem Donaldem Trumpem, za sprawą jasnej deklaracji Prezydenta po naszym spotkaniu, że żołnierze amerykańscy pozostaną w Polsce. Widzimy tego efekty – uzyskałem zaproszenie do G20 ja jako Prezydent, ale to zaproszenie i wdzięczność dla tych wszystkich Polaków, którzy od 36 lat ciężko pracują na polską gospodarkę, sprawiając, że jesteśmy 20. gospodarką na świecie. Cieszę się, patrząc na obraz śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, że udaje mi się także budować format Grupy Wyszehradzkiej, Inicjatywy Trójmorza. To jest kolejna agenda moich spotkań w listopadzie, w grudniu. Byłem ostatnio na Słowacji także, aby wskrzeszać te formaty, które są ważne dla całej wschodniej flanki NATO i dla Europy Środkowej i Wschodniej. I pozostaję wielkim optymistą. Nawet jak chciałbym narzekać, to nie wiem, na co, Pani Redaktor.
Ale w kwestii ambasadorów nic się nie ruszyło, Panie Prezydencie.
Było kilka spotkań w kwestii ambasadorów – i moich współpracowników, i moje spotkanie z Panem Ministrem Sikorskim, na którym rozmawialiśmy o rozwiązaniu tej sytuacji. Ta kwestia za sprawą rządu, który już współpracował z Prezydentem Andrzejem Dudą i też nie doszedł do porozumienia z Panem Prezydentem, ma już swoją długą historię, więc tutaj każdy kolejny tydzień czy każdy kolejny miesiąc nie jest decydujący. Pozostajemy w dialogu, jak rozwiązać tę sytuację, i musimy dojść do takiego stanowiska, które umożliwi nam usystematyzowanie sytuacji wokół ambasadorów. Ja mam okazję spotykać bardzo dobrych ambasadorów podczas kolejnych wizyt na świecie, także tych, z którymi współpracowałem jako Prezes Instytutu Pamięci Narodowej, i martwi mnie, że często dobrzy ambasadorowie, którzy czekają na podpis Prezydenta, są zakładnikami pewnej upartości tych, którzy z całą pewnością Polsce nie pomagają.
Bo w Stanach chyba nie spotkał Pan bardzo dobrego czy miłego ambasadora.
Ale w Stanach nie mamy ambasadorów, Pani Redaktor.
W Rzymie chyba też Pan nie spotkał.
W Rzymie udało się zorganizować spotkanie z Papieżem w samym Watykanie i w Rzymie z premier Meloni i z prezydentem Mattarellą. To nie wymagało udziału polskiego ambasadora, więc sobie poradziłem.
Mówi Pan, że spełnił Pan obietnicę – i ja też wymieniłam ten prąd 33 procent jako spełnienie tej obietnicy – ale zaczęłam głębiej szukać i co przeczytałam? Otóż że Pan obiecywał nie tyle projekt ustawy, ile że Pan obniży w ciągu 100 dni ceny prądu. To jak było z tą obietnicą?
Rozwiązania zaproponowałem w ciągu 100 dni, a więc wyrobiłem się z konkretnym rozwiązaniem, nad którym pracowało wielu specjalistów. Nie wiem, czy mamy pracowity Sejm – trochę się obudził po tym, jak zostałem Prezydentem Polski, w ogóle wiele rzeczy wokół się zmieniło. Więc jeszcze raz dziękuję wszystkim swoim wyborcom, że jednak udało nam się wspólnie zmobilizować do może nie najcięższej, ale do nieco cięższej pracy rząd i większość parlamentarną. Mam nadzieję, że ci wszyscy eksperci – którzy mówią, że wyłącznie zaproponowałem rozwiązania, które przecież polski Sejm może przyjąć tuż po 11 listopada i będziemy wciąż w 100 dniach – że ci analitycy równie szczegółowo, co do każdego dnia, miesiąca, tygodnia rozliczają 100 konkretów, z którymi rząd szedł do wyborów. Tam już chyba w latach to się liczy.
W kampanii mówił też Pan: „Ja zagonię ten leniwy rząd do roboty”. Jak to idzie?
To idzie bardzo dobrze, o tym wspomniałem, że już sam efekt zwycięstwa sprawił, że rząd zaczął w jakimś sensie pracować. Efektów jeszcze niestety nie widzimy. Przygotowałem także Radę Gabinetową, stawiając jasno pewne sprawy w odniesieniu do zasadniczych kwestii Polski. I myślę, że takie mobilizowanie rządu polskiego, o którym mówiłem w czasie kampanii wyborczej, właśnie się odbywa. Ale zawsze jest kwestia z jednej strony mobilizacji, a z drugiej strony efektywności działań mobilizowanego. Na to drugie już nie mam wpływu, Pani Redaktor. Ja mobilizuję, a efekty Państwo ocenią sami.
Ale nie wiem, czy też o taką pracę Panu chodziło, jak na przykład w Ministerstwie Zdrowia, że Pani Minister ogłasza, że trzeba zamknąć 1/3 szpitali, kobiety to mogą rodzić na SOR–ach, a szef Naczelnej Izby Lekarskiej mówi: NFZ zbankrutował i pacjenci są odsyłani z kwitkiem. O takie działania rządu, rozumiem, Panu nie chodziło?
Oczywiście, że nie. Wsłuchiwałem się w głos prezesa Naczelnej Izby Lekarskiej, on jest głęboko niepokojący. Sytuacja w polskiej służbie zdrowia jest dzisiaj bardzo niepokojąca. Przypominam, że Prezydent ma też – i ten mechanizm właśnie usprawniamy z Panem Profesorem Piotrem Czauderną, moim doradcą do spraw medycznych – swój Fundusz Medyczny, który powinien wspomagać przede wszystkim pacjentów, a nie oczywiście łatać dziury w Narodowym Funduszu Zdrowia. Widzę te miliardy, które uciekają z Narodowego Funduszu Zdrowia. Ta sprawa niepokoi mnie bardzo. Rozważam, czy na początku roku nie zwołać Rady Gabinetowej poświęconej właśnie sytuacji w służbie zdrowia. Nie można zostawić pacjentów samych. Jest to oczywiście wypadkowa fatalnego stanu finansów publicznych, która znajduje odbicie we wszystkich sferach życia społecznego. Z którejkolwiek perspektywy spojrzymy na to, Pani Redaktor, to widzimy, że jest to kwestia braku dbałości o finanse publiczne, braku umiejętności zarządzania finansami publicznymi przez obecny rząd. Przy służbie zdrowia, przy emerytach, przy życiu zwykłych Polaków, obywateli jest to szczególnie niepokojące, a ja zamierzam być i jestem właśnie ich głosem.
Ale gdyby przyszła do Pana Pani Minister i powiedziała: „Panie Prezydencie, ja bym chciała zlikwidować te szpitale, poprze Pan takie zmiany?”, to co by Pan jej odpowiedział?
Oczywiście ani nie podpiszę żadnej decyzji, która odnosi się do prywatyzacji służby zdrowia – to deklarowałem i tego jestem zwolennikiem – a także likwidacja szpitali, szczególnie w Polsce powiatowej, w Polsce lokalnej, nie jest częścią mojej strategii, jest wbrew mojej strategii jako Prezydenta Polski. Jasno uznaję, że aby Polska się rozwijała, musi się rozwijać w sposób zrównoważony.
Bezpieczeństwo militarne – czy tutaj współpraca odbywa się ponad podziałami? Czy jesteśmy dzisiaj bezpieczni?
Tak, Polska jest dzisiaj bezpieczna. Z całą pewnością powinniśmy robić więcej, aby budować nasz system bezpieczeństwa. Powinno być więcej żołnierzy Wojska Polskiego, żołnierze powinni być lepiej wyposażeni. Te zabiegi natomiast przebiegają bardzo płynnie. Współpraca z Panem Ministrem Obrony Narodowej Władysławem Kosiniakiem–Kamyszem – powiedziałbym – jest na najwyższym poziomie, jeśli wzięlibyśmy pod uwagę cały polski rząd. Wiele jeszcze przed nami w kwestii naszego bezpieczeństwa. Trzeba oczywiście dokończyć wszystkie inwestycje rozpoczęte przez rząd Zjednoczonej Prawicy, bo wtedy zaczęło się budowanie odpowiedzialności za nasze bezpieczeństwo na najwyższą możliwą skalę. Cieszę się, że wiele tych projektów Pan Minister Kosiniak–Kamysz podejmuje i kontynuuje. Oczywiście mamy doświadczenie 10 września, które także diagnozuje pewne nasze luki w systemie bezpieczeństwa w odniesieniu do obrony przeciwdronowej. Potrzebujemy także fabryki amunicji – tego też dotyczyła moja wizyta właśnie na Słowacji, która jest jednym z największych w Europie producentów przede wszystkim amunicji artyleryjskiej 155 mm.
Ale jeśli Pani Redaktor pyta o emocje wokół bezpieczeństwa, o kwestie odpowiedzialności państwowej poza pragmatyką polityczną, to tak, ta współpraca w zakresie bezpieczeństwa jest z całą pewnością na dobrym poziomie, niezależnie od rzeczy, które nas różnią, bo nie mamy dzisiaj w Polsce Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. Ja takiej Strategii w obecnie przygotowanym kształcie nie zdecydowałem się podpisać, ale wierzę, że także wokół tego zasadniczego dokumentu dojdziemy z Panem Premierem Kosiniakiem–Kamyszem do porozumienia.
To na koniec chciałam Pana zapytać – bo przed zaprzysiężeniem wielu polityków Koalicji Obywatelskiej, łącznie z Premierem, gdzieś w cieniu kwestionowało Pana wygraną i liczono głosy w iluś komisjach. Już w końcu nie wiem, w ilu liczono…
Nie liczą już czy jeszcze liczą?
Nie wiem, chyba już zakończyli, a być może jeszcze liczą. Nikt nie ogłosił w sumie tych ewentualnie innych wyników głosowania, ta matematyka wyższa już się chyba nie sprawdziła, żeby policzyć je na Pana niekorzyść.
Czy ktoś Pana przeprosił za to, że coś takiego miało miejsce? Marszałek Hołownia nie zgodził się na matematyczne przeliczenia wyborów generalnie tam, gdzie mu się ta matematyka zgadzała. Czy Pan na takie przeprosiny czeka, czy Pan po prostu jest Prezydentem i robi swoje?
Dużo się wydarzyło w czasie kampanii wyborczej, dużo słów padło w moim kierunku, ale nie niosę ich w sobie, Pani Redaktor. Nawet jeśli by mnie zabolały w odniesieniu czy do tych przeliczeń, które w niektórych kręgach jeszcze trwają, w innych zostały zakończone w odniesieniu do całej kampanii wyborczej. Nawet jeśli to by mnie dotknęło w jakimś stopniu, a nie dotknęło mnie, to jestem przekonany, że jako chrześcijanin po prostu z głębi serca mogę wszystkim wybaczyć, wzywając do tego, abyśmy budowali silną i odpowiedzialną Polskę.
Pański kontrkandydat, ten główny, kiedy był pytany przez młodych ludzi – już po Pana zaprzysiężeniu – odpowiedział, że generalnie jedną z przyczyn swojej klęski upatruje w tym, że atak na Pana był tak ogromny, że w pewnym momencie stał się kontrproduktywny. I tak sobie pomyślałam, że może jednak ktoś przyszedł do Pana i powiedział: dobra, to była kampania, przepraszam.
Była jedna osoba, która mnie za to przeprosiła, to było osobiste wyznanie, więc nie chcę tego przytaczać. Przeprosiła mnie za atak na moją rodzinę, taki bezprecedensowy i agresywny. Przyjąłem oczywiście te przeprosiny. Rzeczywiście jestem zwolennikiem tego i o to apeluję do wszystkich polityków: Drodzy Państwo, nie angażujmy w życie polityczne i w brutalną politykę naszych najbliższych. Myślę, że to powinna być zasada wszystkich dżentelmenów i dam, szczególnie w przededniu 11 listopada. Niech o kwestie polityczne, partyjne, niech w tych kwestiach będą tylko ci, którzy są zdecydowani na twardą walkę polityczną. Ja w każdym razie nie noszę w sobie ani żadnych głębokich ciosów, które bym odczuł, choć ich było wiele…
Nadal są, ale już nawet nie będę ich przytaczać.
Tak, ani żalu.
Wczoraj nawet były, ale...
Tak wygląda ta materia, ale myślę, że powinniśmy wszyscy się jednoczyć wokół budowania silnej Polski. Jeśli ktoś nie jest w stanie zaakceptować demokratycznych wyborów, to powinien sobie odpowiedzieć na pytanie, czy Polska, która jest państwem demokratycznym, jest najlepszym miejscem dla niego.
Czyli na te różne kąsania i nieprawdy nie zwraca Pan uwagi i one Pana już nie dotykają?
Nie dotykają mnie, Pani Redaktor, bo z pełnym optymizmem, wielką energią, uśmiechem i radością jestem głosem Polek i Polaków i będę służył Polsce.
To może zaprosi Pan Polki i Polaków na marsz?
Wszystkich Państwa serdecznie zapraszam na Marsz Niepodległości. Spotkajmy się jutro w sercu naszej stolicy, manifestując naszą miłość do Polski, przywiązanie do biało–czerwonych barw. Niech żyje Polska! Widzimy się jutro.
Dziękuję bardzo, Panie Prezydencie. Dziękujemy Państwu.
Może Cię zainteresować Prezydent RP dla telewizji Republika Obchody Narodowego Święta Niepodległości [PL/EN] Ordery z okazji Narodowego Święta Niepodległości