Menu rozwijane

16 września 2025

Przed wizytą w Belinie Prezydent RP Karol Nawrocki udzielił wywiadu niemieckiemu dziennikowi „Bild”.

Paul Ronzheimer: Wybiera się Pan do Niemiec z wizytą inauguracyjną. Chciałbym zacząć od tematu, który zajmuje wielu ludzi w Niemczech, ale także na całym świecie. Chodzi o to, co wydarzyło się w zeszłym tygodniu w Polsce, czyli o atak dronów na pański kraj. Jak to jest być Prezydentem, gdy coś takiego dzieje się w środku nocy?

Prezydent RP Karol Nawrocki: Tak, to było w nocy z 9 na 10 września, czyli niedawno. Bardzo się cieszę, że dowództwo operacyjne polskiej armii, ale także wszyscy sojusznicy, w tym Niemcy, którym chciałbym podziękować, w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego zdołali zareagować na ten atak dronów. Był on rzeczywiście bezprecedensowy, ponieważ po raz pierwszy naruszono przestrzeń powietrzną członka NATO. Polakom nic się nie stało, nie było ofiar. Pokazaliśmy agresywnej Rosji, która naruszyła przestrzeń powietrzną, że polscy żołnierze, polskie dowództwo, a także dowództwo Sojuszu Północnoatlantyckiego, są w stanie zareagować na takie manifestacje, ponieważ tak należy interpretować to, co się wydarzyło. Oczywiście nie mamy wątpliwości, że był to atak sterowany bezpośrednio z Moskwy. To rodzaj ataku, który pokazuje, do czego zdolny jest Władimir Putin.

Dlaczego nie ma Pan wątpliwości? Jakie są dowody na to, że to była Rosja? Publicznie nadal twierdzi ona, że nie miała z tym nic wspólnego.

Znamy retorykę Federacji Rosyjskiej, ale wszystkie informacje, dokumenty i analizy, którymi dysponujemy, wskazują na to, że była to próba sprawdzenia zdolności Sojuszu Północnoatlantyckiego z jednej strony, a z drugiej — atak na polską granicę. W 1920 r. mieliśmy sowieckiego żołnierza u bram Rzeczypospolitej Polskiej i poradziliśmy sobie z nim. Przez 45 lat Polska była sowiecką kolonią i nie oddaliśmy naszej duszy, więc jesteśmy narodem, którego nie da się zastraszyć dronami. Myślę jednak, że 10 września wspólnie, w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego, pokazaliśmy, że jesteśmy przygotowani na takie prowokacje i zaczepki.

Mówi Pan o analizach, które Pan posiada, które dowodzą, że za tym wydarzeniem stoi Rosja, Władimir Putin. Jakie to są dokładnie analizy? Jakie ma Pan dowody?

To są dowody, którymi dysponuje Prezydent Polski. Nie mogę ich przytoczyć. Są to wszystkie informacje, które do mnie dotarły, efekty działania naszych służb, analizy dowództwa polskiej armii, a także rozmowy z naszymi partnerami — bo był to dla mnie pracowity dzień, rozmawiałem z najważniejszymi sojusznikami w Europie, z Prezydentem USA Donaldem Trumpem, z sojusznikami z krajów bałtyckich i Finlandii. Tak rozpoczął się 10 września. Był to więc również dzień intensywnej dyplomacji, który pokazał wielką solidarność Sojuszu Północnoatlantyckiego. To, co się wydarzyło, należy oczywiście interpretować jako element wojny hybrydowej, w której Polska uczestniczy już od kilku lat. Jej elementem był atak na polską granicę, to, co dzieje się na Morzu Bałtyckim, gdzie również prowadzimy wspólne działania. A teraz jeszcze atak dronów z powietrza.

Może Cię zainteresować Prezydent RP z wizytą w Niemczech [PL/EN] Rada Bezpieczeństwa Narodowego [PL/EN] Biały Dom. Rozmowy Prezydentów Polski i USA [PL/EN] Narada w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego

Kiedy jednak drony wkraczają w polską przestrzeń powietrzną, nie jest to już tylko atak hybrydowy. Wiemy, że jeden z nich uderzył również w dom. Powtórzę moje pytanie, które ma charakter całkowicie osobisty — jest Pan Prezydentem od niedawna. Dochodzi do takiego ataku i otrzymuje Pan telefon. Co wówczas dzieje się w głowie Prezydenta? W chwili, gdy Pan o tym słyszy, nie wie Pan jeszcze wszystkiego. Wie Pan tylko, że w polskiej przestrzeni powietrznej są drony.

Tej nocy otrzymałem bardzo wiele informacji, byłem więc w bezpośrednim kontakcie z polskimi generałami i dowódcami. Byłem również w dowództwie operacyjnym, więc widziałem, jak wyglądało dowodzenie tą akcją na miejscu. Nie należę do osób nazbyt strachliwych. Oczywiście czuję odpowiedzialność za sytuację, która się dzieje, ale to, czego doświadczamy od wielu lat ze strony Federacji Rosyjskiej, stwarza poczucie, myślę, w całej klasie politycznej, że żyjemy w ciężkich czasach. Dlatego oczywiście obudziła się we mnie odpowiedzialność za tę sytuację, co zmobilizowało mnie do dalszej pracy tego dnia. Jako Prezydent Polski i zwierzchnik sił zbrojnych bardzo wierzę w naród polski.

Nie miałem więc żadnych wątpliwości, a po spotkaniu z żołnierzami następnego dnia byłem całkowicie przekonany, że jesteśmy przygotowani do odpowiadanie na takie niepotrzebne prowokacje ze strony Federacji Rosyjskiej. Jesteśmy też silni naszymi sojuszami.

Z 19 dronów, które — zgodnie z publicznie dostępnymi informacjami — wleciały w polską przestrzeń powietrzną, zestrzelono tylko trzy lub cztery. Dlaczego tak mało? I dlaczego trwało to tak długo?

Rzeczywiście zajęło to trochę czasu, część dronów, jak pokazują analizy wojskowe, nie została zestrzelona lub zniknęła z polskiej przestrzeni powietrznej. Nie mam wątpliwości, że polska armia i nasi sojusznicy, bo w F–35 i F–16 byli żołnierze Królestwa Niderlandów, wykonali dobrze swoją pracę. Pan mówi o konkretnych statystykach, a dla mnie, jako Prezydenta Polski, najważniejsze jest to, że mogliśmy sprawdzić naszą wewnętrzną odporność i wysłać jasny sygnał Federacji Rosyjskiej, że jesteśmy przygotowani, mogliśmy przetestować odpowiedzialność sojuszu. A najważniejsze jest to, że nikt nie zginął w tych atakach. Uważam więc, że cała operacja powinna służyć nam jako punkt wyjścia do analizy tego, jak powinno to wyglądać dalej, jak zbudować jeszcze lepszy, odpowiedni, system dronów w Polsce i w innych krajach Sojuszu Północnoatlantyckiego. Ale jeśli chodzi o 10 września, to jestem pewien, że plany Rosji się nie powiodły i oby się już więcej nie powtórzyły.

Polska jest członkiem NATO. Czy sojusz byłby przygotowany na taki atak dronów, jakie mają miejsce w Ukrainie, na którą codziennie spada ich ponad 100? Czy Pan byłby na to gotowy, biorąc pod uwagę to, jak rozwinęła się sytuacja przy 19 dronach w Polsce?

Myślę, że Sojusz Północnoatlantycki i Polska są przekonane, że do takich ataków na terytorium Sojuszu nie będzie już dochodziło. Jesteśmy jednak oczywiście gotowi do walki z takimi zagrożeniami. Co ważne, 9 września, również po moim apelu, podczas spotkania w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, Polska uruchomiła artykuł 4. Sojuszu Północnoatlantyckiego, czyli konsultacje dotyczące zagrożenia przestrzeni powietrznej Polski i całego sojuszu. Myślę, że Pańskie pytanie jest zasadnicze dla całego NATO, ponieważ bezprecedensowy akt tego wydarzenia polega na tym, że została naruszona przestrzeń państwa członkowskiego NATO.

Uważam, że sojusz jest i będzie jeszcze lepiej przygotowany do reagowania na takie sytuacje. Zwróciło to uwagę opinii publicznej, myślę, że także widzów i czytelników wśród naszych zachodnich sąsiadów, na to, że Polska jest w istocie państwem przyfrontowym, który poddawany jest atakom hybrydowym.

Wspomniał Pan o artykule 4. NATO. Czym w jego świetle był ten atak dronów? Czy była to rosyjska napaść na Polskę? Wołodymyr Zełenski powiedział, że wojna się rozszerzyła. Jak więc, Pana zdaniem, wyglądała sytuacja 10 września i jak powinno zareagować NATO? Do tej pory słyszeliśmy wiele retorycznych wypowiedzi, ale w rzeczywistości nie było żadnej realnej reakcji.

Ja widzę i odbieram sygnały prawdziwej reakcji w zakresie działań naszych sojuszników, z którymi rozmawiałem. Nie chodzi oczywiście tylko o samoloty przybywające do Polski, ale także o otwartość Sekretarza Generalnego NATO. Istnieje program „Eastern Sentry”, który ma wzmocnić i rozwinąć określone zdolności Sojuszu Północnoatlantyckiego na wschodniej flance NATO. W sferze psychologicznej widzimy dzisiaj, że odpowiedzialność za wschodnią flankę NATO koncentruje się na Polsce i naszych partnerach na całej wschodniej flance sojuszu. Powinno to być również sygnałem dla wszystkich państw Europy Zachodniej, że powinniśmy podnosić wydatki na obronność. W Polsce osiągnęliśmy blisko 5 proc. PKB. Musimy potraktować tę sytuację bardzo poważnie.

Rosja prowadzi kolejne ćwiczenia wojskowe przy polskiej granic — na Białorusi. Jak Pan sądzi, czego chce Władimir Putin? Chce zaatakować Polskę?

Nie odpowiem jednoznacznie na pytanie, czego chce Władimir Putin, bo jest on dyktatorem, który może prowadzić, i robi to obecnie, świat i Europę do wielu wydarzeń, w które część opinii publicznej, zwłaszcza w krajach zachodnich, dawno temu nie chciała wierzyć. Kiedy w 2009 r. Prezydent Lech Kaczyński wzywał, by nie ufać dyktatorowi Putinowi, to jednak część państw Europy Zachodniej, w tym także państwo niemieckie, robiło udane interesy z Federacją Rosyjską, niejako ośmielając ją w sposób ekonomiczny i finansowy do zaatakowania Ukrainy. Mówię tu o Nord Stream 2 czy ogólnie o relacjach finansowych w zakresie surowców.

W tym roku jesteśmy właściwie w najważniejszym momencie ćwiczeń Zapad, w Polsce odbywają się również ćwiczenia Iron Defender 25. Pamiętamy, że ostatnie ćwiczenia Zapad odbywały się w 2021 r., rok później odbył się atak na Ukrainę.

Nie odpowiem więc na pytanie, czego chce Władimir Putin. Jestem jednak przekonany, że musimy zrobić wszystko, aby być przygotowanym na wojnę, ponieważ tylko to da nam pokój.

Załóżmy, że ten atak nastąpi. Czy sądzi Pan, że Stany Zjednoczone pod przywództwem Donalda Trumpa będą bronić Polski?

Przede wszystkim polski żołnierz jest gotowy bronić Polski. Jesteśmy narodem, który nie poddaje się w walce o niepodległość. Mamy potężną armię w Polsce i bardzo mocne sojusze.

Mamy artykuł 5. Sojuszu Północnoatlantyckiego, który, jak sądzę, zadziałałby w takiej sytuacji. Mamy też bardzo mocne stosunki dwustronne ze Stanami Zjednoczonymi. Tak, Prezydent Donald Trump podczas mojej wizyty w Waszyngtonie i podczas mojej rozmowy z nim 10 września jeszcze bardziej wzmocnił przekaz, że Polska zawsze może liczyć na Stany Zjednoczone. W Polsce stacjonuje prawie 10 tys. amerykańskich żołnierzy.

Jesteśmy narodem, który nie chce wojny ani ataków, podobnie jak wszystkie kraje wolnego świata. Dzięki polskim żołnierzom, silnym sojuszom i relacjom z USA jesteśmy jednak gotowi bronić naszej niepodległości. Ale mamy jeszcze przed sobą wiele zadań do wykonania.

Jednocześnie słyszymy od Donalda Trumpa i jego sekretarza stanu Marco Rubio, że nie są oni w 100 proc. przekonani, że rzeczywiście doszło do celowego ataku dronów na Polskę lub że drony te wtargnęły do polskiej przestrzeni powietrznej. Dlaczego Donald Trump tak ostrożnie wypowiada się na ten temat?

Trochę inaczej interpretuję słowa Prezydenta USA i jego administracji. Słyszeliśmy wiele wypowiedzi na ten temat od przedstawicieli administracji Stanów Zjednoczonych. Podczas mojej rozmowy z Prezydentem Trumpem przedstawiłem mu również naszą, polską analizę tego, co się wydarzyło. I myślę, że dzisiaj, kilka dni po tym wydarzeniu, nikt nie ma wątpliwości, że był to celowy atak inspirowany przez Moskwę.

Wiele osób wierzy w rosyjską propagandę, w fałszywe wiadomości, które ona rozpowszechnia. Dlaczego nie pokaże Pan dowodów na to, że faktycznie był to celowy atak?

W Polsce przedstawiliśmy wiele takich dowodów, przeprowadziliśmy również dyskusję na temat tego, skąd pochodził atak. Zarówno dowództwo operacyjne, Prezydent Polski, jak i polski rząd jasno komunikowali w tej sprawie, walcząc również z rosyjską dezinformacją. Ta wojna hybrydowa, o której mówiłem, dotyczy również przestrzeni społecznej, medialnej, działalności w mediach społecznościowych. I trzeba z tym walczyć.

Jeśli więc trzeba, to jeszcze raz jako Prezydent Polski mówię wyraźnie — tak, był to atak inspirowany przez Federację Rosyjską, nie mamy co do tego żadnych wątpliwości.

Wielu ekspertów, patrząc na dotychczasową reakcję NATO na te ataki dronów, twierdzi, że nie zrobi ona wrażenia na Putinie. Że padło wiele słów, ale nie było jasnej, natychmiastowej reakcji. Czy podziela Pan tę opinię?

Nie. Uważam, że 10 września NATO przeszło swój test. Polska również. Reakcja była zdecydowana, drony zostały zrzucone i, dzięki Bogu, nie zabiły żadnego polskiego obywatela ani polskiego żołnierza. Wsparcie Sojuszu Północnoatlantyckiego i jego państw członkowskich miało również konkretny wymiar wykonawczy. Chciałbym jeszcze raz wspomnieć o „Eastern Sentry” czy dostawie sprzętu wojskowego do Polski.

Oczywiście reakcja zawsze może być większa i mocniejsza. Myślę jednak, że to wynika również z wiary w polskiego żołnierza i gotowość do obrony naszych granic. Jako Prezydent Polski nie mam wrażenia, że państwa Sojuszu lub nasi partnerzy pozostawili nas samych z tym problemem. Ale zawsze zakładam — tego też dotyczyła Rada Bezpieczeństwa Narodowego — że są rzeczy, które powinniśmy robić lepiej i mocniej. W Rzeczypospolitej Polskiej powinniśmy przede wszystkim wzmocnić obronę antydronową.

Czego do tego potrzebujecie — samolotów, dronów? Co, pańskim zdaniem, jest potrzebne Polsce, by mogła jeszcze lepiej się bronić, również od Niemiec?

Z pewnością potrzebujemy infrastruktury antydronowej, rozwoju naszych wojsk antydronowych. Największe doświadczenie w tej dziedzinie ma oczywiście Ukraina, ponieważ od kilku lat prowadzi walkę z dronami. Potrzebujemy też realizacji umów, które zostały już podpisane. W 2026 r. w Polsce będą już samoloty najnowszej generacji, F35. Każdego roku realizujemy więc nasze zadania. Powiem jeszcze raz, że przeznaczamy blisko 5 proc. PKB na zbrojenia. Z każdym miesiącem, z każdym rokiem Polska staje się coraz silniejsza.

Oczywiście potrzebujemy wsparcia. Potrzebujemy też, by Sojusz Północnoatlantycki i nasi sąsiedzie byli świadomi tego, że jesteśmy pierwszym państwem NATO zagrożonym potencjalnym atakiem, podobnie jak państwa bałtyckie. Potrzebujemy więc dzisiaj, również w Niemczech, przekonania, że perspektywa państw Europy Środkowej, które dotychczas nie myliły się w ocenie sytuacji z Władimirem Putinem, jest dostrzegana w Unii Europejskiej i w Sojuszu Północnoatlantyckim, ponieważ jest właściwa.

Wspomniał Pan o Ukrainie. Wojna trwa tam już prawie cztery lata. Prezydent USA Donald Trump zapowiedział w weekend „kompleksowe sankcje” wobec Rosji. Jego warunkiem jest jednak, by wszystkie państwa NATO postąpiły tak samo i zaprzestały zakupu rosyjskiej ropy. Jak realistyczne jest to Pańskim zdaniem i co Pan sądzi o tym, że europejscy członkowie NATO — nie tylko Węgry i Słowacja — nadal wysyłają Rosji miliardy za surowce?

Mamy świadomość tego, że dzieje się tak pomimo sankcji — oczywiście w Polsce je popieramy, ponieważ uważamy, że tylko one i tylko Donald Trump, jako Prezydent USA, największego mocarstwa, są w stanie wywrzeć nacisk na Władimira Putina, aby zakończył tę wojnę, pod warunkiem zachowania integralności Ukrainy. Oczywiście kolejne pakiety sankcji powinny doprowadzić do tego, że Federacja Rosyjska zrozumie swoją sytuację. Wojna nigdy nie może być opłacalna. Wojna, która jest opłacalna terytorialnie lub ekonomicznie, jest zarzewiem nowego konfliktu zbrojnego.

A jeśli chodzi o słowa Prezydenta Donalda Trumpa, również w Polsce często oburza nas to, że pomimo kolejnych pakietów sankcji istnieją w Europie Zachodniej firmy — wiem, że dotyczy to również Niemiec — które swobodnie handlują z Federacją Rosyjską np. LNG lub kruszcami. Jest to szkodliwe dla porządku publicznego i potencjalnego pokoju. Powinniśmy izolować w tym względzie Rosję poprzez sankcje oraz relacje handlowe i finansowe.

Czy wszystkie państwa europejskie powinny — zgodnie z żądaniem Donalda Trumpa — całkowicie zrezygnować z importu ropy i gazu, również pośredniego, np. przez Indie lub Turcję?

W Polsce nie mamy żadnego rosyjskiego gazu i jesteśmy z tego bardzo dumni. Uważam, że wszystkie państwa, które chcą pokoju i wolności, powinny zrezygnować z dotowania Federacji Rosyjskiej.

Nie powinniśmy popełniać błędu, który popełniła Europa poprzez Nord Stream 2, ponieważ niestety skończyło się to wojną.

Nie należy też kupować ropy z Indii, która pochodzi pośrednio z Rosji?

Tego dotyczą sankcje wtórne, które, jak wiemy, również wywierają nacisk na gospodarkę Federacji Rosyjskiej. Ja mówię o perspektywie europejskiej. My, Polacy, byliśmy świadomi tego, że wszelkie stosunki handlowe i finansowe z Federacją Rosyjską tylko ośmielają to państwo do tego, co wydarzyło się w Ukrainie. Europa Zachodnia ma szansę nie popełnić tych błędów, a cała Europa ma szansę nie popełnić tych błędów po raz drugi.

Donald Trump od miesięcy mówi Rosji, że być może nałoży na nią sankcje, jeszcze dwa tygodnie, jeszcze tydzień. Czy nada ma Pan nadzieję na to, że uda mu się zrealizować jego plan pokojowy?

Mam nadzieję i myślę, że wszyscy ją mamy. Myślę o presji, pod jaką znajduje się Prezydent Trump — jest on jedynym liderem w wolnym świecie, który może prowadzić takie negocjacje. Wszyscy musimy dziś uzmysłowić sobie, ten obowiązek spoczywa właśnie na Prezydencie Trumpie. Wspieranie go w tych wysiłkach jest zadaniem wszystkich państw należących do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Ponieważ możemy stworzyć alternatywną historię: kto i co, jeśli nie Prezydent Donald Trump, doprowadzi do pokoju na świecie?

Widzimy, że nie ma alternatyw dla wolnego świata dla takich negocjacji. Dlatego głęboko wierzę w solidarność państw europejskich w dziedzinie bezpieczeństwa. Nie jest tajemnicą, że na wiele spraw w Unii Europejskiej patrzę inaczej niż państwa zachodnie, ale w zakresie bezpieczeństwa powinniśmy mówić jednym głosem.

Może Cię zainteresować Prezydent RP: Naszym Westerplatte, naszym obowiązkiem jest dochodzić prawdy i uczciwości [PL/EN] Min. Leśkiewicz: Temat reparacji jest trudny, ale nie zamknięty

Ważnym tematem przed pańską wizytą w Niemczech są reparacje wojenne. Poprzedni rząd Tuska mówił o kwocie 1,3 bln euro (5,5 bln zł). To słuszna kwota?

To jedyna liczba, która ma swoje odzwierciedlenie w bardzo głębokiej, ciężkiej pracy naukowo–badawczej. Nie ma innej liczby w opinii publicznej, która byłaby wynikiem wieloletnich prac ekonomistów, ekonometryków, historyków i specjalistów z różnych dziedzin. Kilka lat temu w Polsce utworzono specjalny zespół składający się z około 40 naukowców, który opracował raport reparacyjny — dotychczas dyskusja ta toczyła się bowiem bez podawania konkretnych liczb. Ten wysiłek polskich naukowców sprawił, że mamy raport reparacyjny. I to jest liczba, do której możemy się odnosić. Nikt dotąd nie podjął takiego wysiłku jak zespół z panem Arkadiuszem Mularczykiem na czele, ale także z wieloma specjalistami, którzy nie zajmują się na co dzień polityką, lecz badaniami naukowymi.

Uznaję, że jest to rzecz, której wymaga od nas współczesność— rozpoczęcia metodycznej, konstruktywnej i konkretnej rozmowy między partnerami w Unii Europejskiej i NATO, a więc Polską a Niemcami. To sprawa bardzo ważna dla Polaków. Tego wymaga od nas współczesność i budowanie formatów odnoszących się do przyszłości.

O dziwo, uznaję więc, że reparacje są ważne i dla Polski, i dla Niemiec — by zakończyć tę sprawę.

Rząd niemiecki odrzucił tę propozycję, a przynajmniej koordynator rządu RFN ds. współpracy niemiecko–polskiej Knut Abraham. Powiedział, że „kwestia reparacji jest prawnie zamknięta”. Co Pan o tym myśli?

Kwestia reparacji oczywiście nie jest zamknięta pod względem prawnym. A nawet gdyby była, to wiemy, że wola polityczna i otwartość na słowa partnera są w stanie otworzyć tę dyskusję. Liczę, że tak się stanie, zwłaszcza że w 2022 r. polski parlament jednoznacznie i głosami wszystkich ugrupowań politycznych, odniósł się do tej sprawy, stwierdzając, że kwestia reparacji nigdy nie została zamknięta. Leży to w interesie Warszawy i Berlina. Jestem głęboko przekonany, że dojdziemy do porozumienia z kanclerzem i Prezydentem federalnym.

Czy dokładnie to samo powie Pan Friedrichowi Merzowi?

Partnerzy mogą dyskutować na wszystkie tematy. Jest to jeden z tematów naszego spotkania. Będziemy rozmawiać o współpracy handlowej i gospodarczej. Niedawno przeczytałem bardzo interesujące analizy niemieckiej prasy, według których Polska jest czwartym najważniejszym partnerem gospodarczym Niemiec. Dzięki polskiej gospodarce niemiecka gospodarka może wypełnić niektóre luki, które powstały w związku z błędami polityki klimatycznej. Z tego się cieszymy. Mamy więc relacje handlowe, relacje w zakresie bezpieczeństwa, ale reparacje to sprawa ważna dla Polaków i będzie ona również przedmiotem rozmów między partnerami.

Ważnym tematem jest też migracja, w tym kontrola na granicach. Czy poruszy Pan też ten temat z Friedrichem Merzem? Co należy zrobić w kwestii migracji?

Mówi Pan o zamknięciu granicy niemiecko–polskiej?

Tak.

Tak, to jest coś, czego w Polsce się ustrzegliśmy. Jeśli chodzi o politykę migracyjną — przeczytałem świetny artykuł Pana autorstwa i cieszy mnie ta refleksja, z którą zresztą w pełni się zgadzam — że Niemcy i ogólnie kraje zachodnie popełniły wiele błędów w polityce migracyjnej. My tych błędów jako Polska szczęśliwie nie popełniliśmy, więc, jeśli chodzi o politykę migracyjną, chcemy pozostać w bez błędów, które popełnili nasi zachodni sąsiedzi. Nie chcemy za te błędy odpowiadać.

Jeśli chodzi o [zamknięcie] granicy polsko–niemieckiej, to jest właściwie wykluczeniem tego regionu z funkcjonowania strefy Schengen i nie sprzyja wielu polskich przedsiębiorcom czy mieszkańców z terenów przygranicznych. Myślę, że powinniśmy również omówić tę kwestię. Z pewnością jednak nie będziemy uczyć się polityki migracyjnej od Niemiec czy Francji, nie chcemy jej powtarzać. Chcemy żyć w bezpiecznej Polsce bez nielegalnej migracji.

006_Prezydent_Karol_Nawrocki_wywiad_BILD_20250915_PK1_2233.jpg [747.44 KB]