Menu rozwijane

17 listopada 2025

Karol Gac: Panie Prezydencie, za Panem pierwsze 100 dni prezydentury, jest Pan nimi usatysfakcjonowany?

Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej Karol Nawrocki: Trudno mi oceniać siebie samego. Z całą pewnością było to intensywne 100 dni. Czuję, że wykonuję swoją pracę najlepiej, jak potrafię, i się nie oszczędzam. Myślę też, że są tego wymierne efekty, choć oczywiście powinni to ocenić Polacy. Jeśli spojrzymy na to, co się wydarzyło przez te 100 dni, to w sprawach krajowych mamy konkretne inicjatywy ustawodawcze dotyczące tańszego prądu, świadczeń emerytalnych, Centralnego Portu Komunikacyjnego czy polskich portów.

To realizacja mojego Planu 21, a także dowód na to, że obietnice z kampanii są wyznacznikiem moich działań jako prezydenta. Podpisałem 70 ustaw, część złych rozwiązań prawnych zawetowałem.

Uznaję, że minione 100 dni to był również intensywny czas na arenie międzynarodowej. Myślę tu m.in. o wizycie w Stanach Zjednoczonych czy udziale w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ. W Waszyngtonie usłyszeliśmy od prezydenta Donalda Trumpa konkretną deklarację, że żołnierze amerykańscy pozostaną w Polsce. Udało się również ożywić relacje gospodarcze i otworzyć dla nich szerzej drzwi, które – mam nadzieję –zostaną wykorzystane przez ten albo kolejny rząd. Wspomnę również o próbie obudzenia Grupy Wyszehradzkiej, ściślejszej współpracy w ramach Inicjatywy Trójmorza, państw bałtyckich czy państw nordyckich. Myślę więc, że tych 100 dni było wypełnionych ciężką pracą.

Może Cię zainteresować 100 dni dla Polski, 100 dni dla Polaków 100 dni prezydentury Karola Nawrockiego [PL/EN]

To truizm, ale po 1 czerwca Pana życie zmieniło się diametralnie. Zdążył się już Pan, wraz z rodziną, zaadaptować do nowych warunków?

Zaadaptowaliśmy się bardzo dobrze i bardzo szybko. Nasze młodsze dzieci chodzą w Warszawie do szkół i są szczęśliwe. Żona jest pełna energii i z wielkim entuzjazmem wykonuje swoje obowiązki jako Pierwsza Dama.

A jest coś, czego Panu brakuje osobiście? Tęskni Pan za czymś? Jakkolwiek by patrzeć, jest Pan teraz najważniejszą osobą w Polsce, wszędzie towarzyszy Panu Służba Ochrony Państwa, a o prywatności może Pan zapomnieć.

Ma Pan w tym dużo racji. Jeśli faktycznie za czymś tęsknię, to za chwilą bycia wyłącznie z samym sobą w niektórych sytuacjach. Pewnym przełomem jest to, że jako Prezydent właściwie nie zostaję ani na sekundę sam. Dla mnie treningi ze słuchawkami na uszach, w towarzystwie osób, które mnie nie rozpoznają, były naprawdę momentem wytchnienia. Tym, co lubiłem i czego być może mi brakuje, to być wśród Polaków jak zwykły Polak.

Jest jakiś cel, który Pan sobie stawia w odniesieniu do pierwszej kadencji? Jest coś, na czym Panu szczególnie zależy?

Ten cel jest zarysowany w inicjatywach ustawodawczych, będących wynikiem pogłębionej diagnozy. To jest cel, który uruchomi polski potencjał, uśpiony nieco przez ostatnie dwa lata. To oczywiście Polska dobrobytu. Choć brzmi to może jak hasło, to powinniśmy dużo więcej zrobić w zakresie zabezpieczenia dobrobytu Polaków, choćby młodzieży, rencistów czy emerytów. Kluczowa jest więc tu naprawa finansów publicznych. Do tego chcę mobilizować polski rząd. Zależy mi na ustabilizowaniu pozycji Polski na arenie międzynarodowej i zbudowaniu realnych sojuszy, tak jak ten ze Stanami Zjednoczonymi. Ponadto uważam, że w obliczu tego, co widzimy, celem jest realna obrona suwerenności Polski w zakresie presji, nie tylko ideologicznej, lecz także prawnej. Jestem zwolennikiem Polski w Unii Europejskiej, uważam jednak, że chociażby kwestie wymiaru sprawiedliwości, ustrojowe czy bezpieczeństwa są zarezerwowane wyłącznie dla polskiej konstytucji, dla polskiego Prezydenta oraz polskiego rządu.

Jednak Unia Europejska się zmieniła. Wielu, którzy głosowali za przystąpieniem Polski do UE, dzisiaj twierdzi, że nie do takiej Unii wchodziliśmy, a suwerenność jest coraz bardziej ograniczana. Są również tacy, którzy wskazują, że sednem polityki suwerennościowej jest m.in. to, aby przynajmniej dopuścić różne scenariusze, w tym ten dotyczący wyjścia z UE.

Zgadzam się, że Unia Europejska zmieniła się diametralnie. Ja też widzę różne perspektywy i próby podważania zasad, na których Unia została zbudowana. Wchodziliśmy do Unii Europejskiej, która miała nam dać i dała szanse gospodarcze. Dała nam również możliwość uruchomienia naszego przedsiębiorczego potencjału, bo to Polacy budowali ten potencjał na arenie europejskiej.

Wchodziliśmy do Unii Europejskiej po to, aby móc korzystać ze strefy Schengen, i z tego korzystamy. Taki był cel naszej akcesji. Jednak celem nie było to, aby Unia Europejska dyktowała nam warunki naszego ustroju, naszej diety czy wychowania polskich dzieci. Widzę, jak bardzo Unia Europejska zmieniła się, odchodząc od pewnego fundamentu, na którym została postawiona. I rozumiem moją rolę jako Prezydenta Polski nie jako tego, który kwestionuje obecność w Unii Europejskiej, ale przywódcy, który w oparciu o kraje regionu, naszą wrażliwość i emocje będzie budował silniejszą Polskę w Unii Europejskiej, słuchającą także tych krajów, które przestrzegały przed największymi kryzysami Unii. Gdyby liderzy Europy Zachodniej wsłuchiwali się w głos tych krajów i chociaż dopuszczali do otwartej dyskusji, to wielu kryzysów Unii Europejskiej by nie było. Być może nie byłoby nawet wojny na Ukrainie, bo nie byłoby Nord Stream 2 i nie byłoby pompowania miliardów euro do Federacji Rosyjskiej. Tylko nikt tego nie chciał słuchać.

Polska ma aspiracje, aby stać się liderem w Unii Europejskiej, a także liderem relacji transatlantyckich między Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi.

Ja tak widzę swoją rolę – wyprowadzenia Unii Europejskiej z tego wirażu, na którym się obecnie znajduje, oraz obudzenia tych, którzy popełnili tak wiele błędów. Wszystko po to, aby Unia była silniejsza także dzięki naszemu zaangażowaniu i naszemu doświadczeniu.

Wróćmy jednak na krajowe podwórko. Relacje na linii Prezydent – premier nigdy, a przynajmniej od bardzo dawna, nie były tak napięte. W przededniu 11 listopada, w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, premier Donald Tusk powiedział, że „ma wrażenie bliskie pewności, iż Prezydent Nawrocki nie jest zainteresowany żadnymi relacjami z nim”. Wcześniej szef rządu stwierdził, że „bardzo obficie zaczął Pan korzystać z możliwości psucia, wpływania, blokowania”. Jest Pan zainteresowany relacjami z Donaldem Tuskiem czy raczej niekoniecznie? A może to premier – z Pana perspektywy – nie jest zainteresowany relacjami z Prezydentem?

Myślę, że w tych momentach, w których trzeba i w których się zgadzamy, mamy z premierem Donaldem Tuskiem odpowiednie relacje. Najlepszym tego przykładem był 10 września, który pokazał, że gdy jest zagrożenie dla Polski, to potrafimy porzucić swoje prywatne oceny i realizować racje państwa.

Oczywiście radzę sobie bez premiera Donalda Tuska z pełnieniem swojej funkcji, ale w takich rzeczach, które są ważne dla Polski, szczególnie w zakresie bezpieczeństwa, Polacy oczekują od nas relacji i dyskusji. Do tego oczywiście jestem gotowy. Jeśli jednak ma to polegać na tym, że środowisko pana premiera czy polski rząd będą oczekiwały, iż będę akceptował wszystko, co przyjdzie większości parlamentarnej do głowy, to chcę wyraźnie powiedzieć, że nie taka jest istota mojej roli w państwie. Zwłaszcza po tym, jak otrzymałem ponad 10,5 mln głosów. Nie tego oczekują ode mnie Polacy.

Przypominam też, jak wygląda mechanizm polskiej demokracji. Prezydent w Polsce nie jest wybierany przez Zgromadzenie Narodowe. Jest jedynym przedstawicielem władzy wykonawczej wybieranym w bezpośrednich wyborach. Te głosy były oddane na konkretnego kandydata. Już na samym początku mojej kadencji proponowałem premierowi Tuskowi, że jeśli pracują nad jakimś prawem, to w systemie, w którym żyjemy, wypadałoby to konsultować z Prezydentem. Jeśli to nie jest szanowane, a decyzje premiera mają skłaniać mnie do bycia notariuszem większości parlamentarnej, to chcę wyraźnie powiedzieć, że nie jest to konstrukcja, na którą umawiałem się z Polakami. Umawiałem się za to na realizację ich oczekiwań i popieranego przez nich programu.

Nie mogę przy tej okazji nie zapytać o sprawę prof. Sławomira Cenckiewicza i jego dostępu do informacji niejawnych. Może za jego sprawą rząd wywiera na Panu presję?

Sprawa prof. Cenckiewicza zaczęła się, zanim zostałem Prezydentem Polski. Zdecydowałem się na współpracę z prof. Sławomirem Cenckiewiczem, znając te chybione zastrzeżenia względem niego. Jest to sprawa polityczna, a także próba przełożenia antypatii środowiska, dzisiaj większości parlamentarnej, na prof. Cenckiewicza. Zgodnie z decyzją sądu pan prof. Cenckiewicz ma poświadczenie bezpieczeństwa. Jest bardzo dobrym szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego i myślę, że za sprawą działania rządu ta sprawa straciła powagę. Znamy przypadki, w których rząd odbierał poświadczenia bezpieczeństwa w celu eliminowania swoich politycznych przeciwników. I to właśnie dotyka ministra Cenckiewicza, który ze swoim zespołem wykonuje obowiązki wobec Polski.

Powiedział Pan przed chwilą, że w sytuacjach kryzysowych współpraca z rządem przebiega bez problemów, czego przykładem były drony w polskiej przestrzeni powietrznej. Ponadto mamy sytuację, w której szefowie służb zostali zatrzymani przez premiera, aby nie udzielali informacji Prezydentowi Polski.

Pan premier musi wziąć na swoje sumienie to, co zrobił szefom służb i polskim oficerom. Nie zdarzyło się w III RP, aby najważniejsze osoby w służbach specjalnych odmówiły spotkania z Prezydentem Polski. Widzimy przecież, jak to wygląda w innych resortach. Jeśli spojrzymy na Ministerstwo Obrony Narodowej, to jako zwierzchnik Sił Zbrojnych mam prawo spotkać się z generałami, a generałowie obowiązek, aby spotkać się ze mną, kiedy uznaję, że sprawy państwa tego wymagają. To jest nie do pomyślenia, żeby szef Sztabu Generalnego czy dowódca operacyjny rodzajów Sił Zbrojnych nie stawili się na spotkanie z Prezydentem. I do takich spotkań doszło.

To pierwsza tego typu sytuacja po 1989 r., że szefowie służb nie stawili się na spotkanie z Prezydentem, mimo że było to spotkanie planowane wcześniej. Nie pojawili się tylko dlatego, że zakazał im premier Tusk. Ze względu na komfort Polaków oraz na to, że ta informacja nie powinna przedostać się do opinii publicznej, nie mówiłem o tym. Chciałem to rozwiązać w inny sposób. Natomiast pojawiło się oświadczenie premiera w odniesieniu do nominacji oficerskich, które sprawiło, że sprawa stała się medialna. Nie mogłem już tego nie skomentować, ponieważ pan premier skłamał. Nie przedstawił całego obrazu sytuacji, a jednym z elementów mojej dyskusji z szefami służb miały być te nominacje, choć nie tylko, bo jest wiele niepokojących rzeczy, o których chciałem porozmawiać. Przypominam, że wciąż czekamy na rozstrzygnięcia sprawy nielegalnego finansowania kampanii wyborczej. Jest wiele pytań, które mam do szefów służb, a jednym z nich było także ustalenie cyklu nominacji. Skoro udaje się to robić z innymi resortami, to trudno było mi zakładać, że nie jest to możliwe z polskimi służbami. To jest szkodliwe dla państwa polskiego i nie powinno być przedmiotem debaty publicznej. Premier Donald Tusk zdecydował inaczej i to go obciąża. Podobnie jak obciąża to niestety także polskich oficerów służb. Ci oficerowie do końca życia będą nosić w swoim sumieniu, że nie stawili się na zaproszenie Prezydenta Polski.

Do czasu naszej rozmowy zawetował Pan 13 ustaw, choć jednocześnie podpisał ich Pan kilka razy więcej. Trudno jednak nie dostrzec pewnej różnicy między Panem a Prezydentem Andrzejem Dudą. Czy to zarazem sygnał, jak będą wyglądały najbliższe dwa lata?

Panie Redaktorze, weto to przede wszystkim element polskiego mechanizmu ustawodawczego. To nie jest nic zaskakującego ani nowego. Korzystanie z prawa weta przez Prezydenta powinno być postrzegane jako jeden z kluczowych elementów funkcjonowania polskiego systemu demokratycznego.

Jeśli zaś chodzi o Prezydenta Andrzeja Dudę, to był to mój Prezydent. Szanuję Prezydenta Dudę i uznaję, że to było dobre 10 lat prezydentury, której – nawiasem mówiąc – ci, którzy dzisiaj patrzą na mnie jako na kogoś bardziej radykalnego niż Andrzej Duda, i tak nie doceniali przez wiele lat, mówiąc, że wetuje ustawy i nie chce ich podpisywać. Widzimy, że mamy do czynienia ze środowiskiem politycznym, które nie doceniało wyciągniętej ręki Andrzeja Dudy i nie docenia też w wielu kwestiach mojej wyciągniętej ręki. Andrzej Duda i ja jesteśmy inni. Choć doskonale się rozumiemy, to jesteśmy innymi Prezydentami. Dla mnie poczucie pewnej wspólnoty z Prezydentem Lechem Kaczyńskim czy z Prezydentem Andrzejem Dudą jest ważną rzeczą, ale jestem Prezydentem, który nazywa się Karol Nawrocki.

Jedną z Pana głośniejszych decyzji była ustawa o pomocy Ukraińcom, którą Pan podpisał, co wywołało wiele reakcji, także emocjonalnych. Pojawiły się m.in. komentarze mówiące o rozczarowaniu, a nawet o zdradzie części wyborców. Co Pan powie tej części wyborców, która czuła się wtedy rozczarowana?

W tych decyzjach trzeba zachować głęboko posuniętą rozwagę. Pierwszą ustawę zawetowałem, bo jasno deklarowałem, że „800+” powinno być wyłącznie dla Ukraińców, którzy pracują, a także że powinni oni korzystać z polskiej gościnności na zasadach, z jakich korzystają inne mniejszości narodowe. I taki jest oczywiście cel. Deklarowałem to w kampanii wyborczej. Przypomnę, że także to weto wywołało debatę publiczną, wskazywano, że prowadzi ono w sensie gospodarczym do trudnych rozwiązań pod względem funkcjonowania państwa. Nie zawahałem się jednak zawetować tej ustawy. Jednocześnie wyszedłem ze swoją inicjatywą, która ma penalizować symbole banderowskie, podobnie jak inne symbole systemów totalitarnych. Przypomnę też, że mój kontrkandydat w czasie kampanii wyborczej, Rafał Trzaskowski, deklarował, że „800+” miało być tylko dla pracujących Ukraińców.

W wyniku weta rząd się cofnął przy tej ustawie i przyjął znacznie lepsze regulacje. Przygotowano rozwiązania, które na ten moment nie są idealne, ale uwzględniają także potrzeby polskich przedsiębiorców, zatrudniających wielu Ukraińców. I dlatego tę drugą ustawę podpisałem. Ci, którzy mnie krytykowali, nie zdają sobie sprawy, do jakiego chaosu, także w ich codziennym życiu, mogłoby doprowadzić drugie weto, także w sytuacji, w której większość moich postulatów została przyjęta przez parlament.

Jest też druga kwestia. Jako Prezydent narodu, który ma 20 mln Polaków poza granicami kraju, chcę również, aby moich rodaków mieszkających poza Polską traktowano poważnie. Oczywiście tych, którzy realizują się, płacą podatki, szanują wartości i dom, w którym przyszło im mieszkać. Nie chciałbym, by byli postawieni w analogicznej sytuacji zmiany zasad ich pobytu w danym państwie z tak krótkim wyprzedzeniem.

Podpisując ustawę, wyraźnie Pan powiedział, że to ostatnia tego typu ustawa, którą Pan podpisze, a także że daje Pan czas rządowi na przygotowanie odpowiednich przepisów. Nie obawia się Pan scenariusza, w którym rząd de facto nic nie zrobi i postawi Pana pod ścianą za kilka miesięcy, kiedy czas obecnej ustawy będzie się kończył?

Chcę być Prezydentem rozwagi, a nie Prezydentem chaosu.

Zawetowanie tej drugiej ustawy doprowadziłoby do społecznego chaosu. Myślę, że rząd przyjął ten sygnał i w przyszłym roku Ukraińcy (w kolejnym roku wojny, która – mam nadzieję – zakończy się jak najszybciej) powinni być traktowani tak jak inni cudzoziemcy w Polsce. Jest to sprawiedliwe, zgodne z naszymi relacjami międzynarodowymi. I Ukraińcy, i Białorusini, i inne narodowości powinni czuć się tak samo w Polsce. Nie wiem, co zrobi rząd, ale jeśli zechce doprowadzić nas do chaosu, to będę musiał podjąć ostateczną decyzję. Chyba już nieraz udowadniałem, że potrafię podjąć decyzję zgodnie z polską racją stanu, niezależnie od pewnych politycznych konsekwencji. Ten sygnał był jasny – musimy skończyć z nadprogramową pomocą, a wrócić do realiów, na które zasługują w Polsce, na równych zasadach, przedstawiciele różnych narodowości.

Nie wiem, czy da się Pan namówić na odpowiedź, ale chciałem zapytać o tzw. ustawę łańcuchową i tę zakazującą hodowli zwierząt na futra. Obie ustawy wywołały dyskusje po prawej stronie sceny politycznej. Czy na ten moment skłania się Pan bardziej do podpisu tych ustaw czy do ich zawetowania?

Nie dam się namówić, Panie redaktorze (śmiech). Jak przyjdzie moment decyzji, to z całą pewnością się nią podzielę. Bardzo poważnie podchodzę do wszystkich ustaw, a w szczególności do tych, które interesują opinię publiczną. Wsłuchuję się w głosy zwolenników i przeciwników. Potem zaś, jak mówił śp. Prezydent Lech Kaczyński, zostaję z tym dokumentem sam i muszę podjąć decyzję.

A co z ustawą budżetową, która lada moment trafi na Pana biurko? Mamy katastrofę w finansach publicznych, o czym Pan mówi, a część prawników wskazuje dodatkowo na jej niekonstytucyjność. Prezydent Andrzej Duda zdecydował się na podpisanie ostatniej ustawy budżetowej, ale w trybie następczym skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego. Bierze Pan te głosy pod uwagę i rozważa Pan skierowanie ustawy budżetowej do TK, ale w trybie prewencyjnym?

Biorę wszystkie możliwości pod uwagę. Rzeczywiście, stan finansów publicznych jest straszny. Trudno się dziwić, skoro główną motywacją ministra finansów, jak sam mówi, jest zemsta, a nie dbanie o stan finansów publicznych. Przez tych kilka miesięcy zgłosiłem wiele spraw ważnych dla Polaków. Konsekwentnie uważam, że powinniśmy wydawać 5 proc. PKB na polską armię, docierają do mnie głosy o niedofinansowaniu polskiej nauki, powszechnie znane i dotkliwe są problemy związane ze służbą zdrowia.

Wskazywałem rzeczy, które są ważne dla Polaków i które, mam nadzieję, ostatecznie zostaną uwzględnione w budżecie państwa w skali możliwej do realizacji. Jeśli tak się nie stanie i będzie to budżet, który wzbudzi moje obawy, to jestem gotowy podjąć każdą decyzję. Czekam na przyjęcie budżetu i przesłanie go do Kancelarii Prezydenta.

Ma Pan jakiś plan, jak zatrzymać destrukcyjne działania rządu? Zdaję sobie sprawę z ograniczeń konstytucyjnych i prerogatyw Prezydenta, jednak wielu Pana wyborców zastanawia się, kiedy zatrzyma bezprawie rządu Donalda Tuska.

W błędzie są ci, którzy mówią, że nic nie zrobiłem. Skorzystałem ze swojego mechanizmu, który daje mi konstytucja, a więc zwołania Rady Gabinetowej poświęconej finansom publicznym. Mówiłem rządowi wprost, czego oczekują Polacy i w jakiej dramatycznej sytuacji jesteśmy, a także przedstawiłem społeczne oczekiwania.

Kryzys wokół ochrony zdrowia, na który reaguję publicznie, jest oczywiście konsekwencją fatalnego stanu finansów publicznych i doprowadzenia do sytuacji, w której pacjenci onkologiczni nie mogą dostać się do szpitali. To być może także będzie przedmiotem Rady Gabinetowej, na którą zaproszę polski rząd.

Oddzielnym wątkiem jest chaos, by nie powiedzieć anarchia, w wymiarze sprawiedliwości. Rozmawiamy tuż po Pana decyzji, by odmówić nominacji dla 46 sędziów. To mocny sygnał.

Oczywiście, że tak. Myślę, że na całą sprawę można spojrzeć z dwóch perspektyw: krótkoterminowej i długoterminowej. Jeśli chodzi o krótkoterminową perspektywę walki z dewastowaniem polskiego ustroju państwa przez ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, to zwrócę uwagę, że najpierw padła jasna deklaracja 6 sierpnia, w której wzywałem sędziów do tego, aby szanowali porządek konstytucyjny Polski, a nie ulegali temu, o czym mówi minister, łamiąc konstytucję i cały ukształtowany system prawny. Najpierw były więc słowa, a teraz są czyny. Po rozporządzeniu ministra Żurka skierowałem wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, a minister Zbigniew Bogucki skierował zawiadomienie do prokuratury, więc było to już realne działanie. Trybunał Konstytucyjny właśnie potwierdził niezgodność z Konstytucją RP tego rozporządzenia likwidującego losowy przydział spraw. W tym czasie powołałem kolejnych sędziów, korzystając ze swoich prerogatyw konstytucyjnych, pokazując, że sędziami są ci, których mianował Prezydent Rzeczypospolitej. To trzy konkretne realizacje tego, co zapowiadałem 6 sierpnia. Teraz dałem kolejny mocny sygnał w tej perspektywie krótkoterminowej, że ci sędziowie, którzy łamią porządek konstytucyjny, w najbliższych pięciu latach nie mogą liczyć na awanse. Myślę, że jak na tak krótki czas, to tych sygnałów nie tylko oratorskich, lecz także konkretnych, twardych, prawnych, było na tyle dużo, że pan minister Żurek i wszyscy sędziowie Rzeczypospolitej powinni zrozumieć, że Prezydent Polski nie pozwoli na dzielenie sędziów na neo– i paleosędziów.

W perspektywie długoterminowej zaproponuję rozwiązania ustawowe, nad którymi trwają już prace. To jest tak skomplikowana materia, że podchodzimy do tego w sposób bardzo szczegółowy i takie rozwiązania pojawią się najpóźniej na początku 2026 r.

Kolejnym krokiem, jeśli nie zyskamy kompromisu i naprawy wymiaru sprawiedliwości oraz ustroju państwa, będzie zwrócenie się do Senatu z prośbą o referendum, aby to obywatele zdecydowali, bo to dla obywateli są sędziowie, oni nie są sami dla siebie. Nie można robić z sali sądowej sali sejmowej. Sędziowie nie są politykami, składają się na jeden z elementów polskiego systemu demokratycznego. Myślę więc, że korzystam z całej palety możliwości Prezydenta.

Jak wobec tego patrzy Pan na działania prokuratury i rządu w sprawie byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry? On sam mówi, że w Polsce nie ma szans na uczciwy proces.

Z całą pewnością minister Zbigniew Ziobro nie może liczyć na sprawiedliwy proces. Nie mamy w Polsce legalnie działającego prokuratora krajowego. Możemy założyć, że nawet jeśli swoją pracę wykonałaby nielegalnie działająca prokuratura, to nie mamy pewności, jaki skład będzie orzekał w sprawie Zbigniewa Ziobry. Działania rządzących spowodowały, że dzisiaj nie ma warunków, aby minister Ziobro został uczciwie osądzony czy żeby uczciwie poprowadzono postępowanie prokuratorskie. W związku z tym ta sprawa służy polskiemu rządowi do tego, aby odwracać uwagę opinii publicznej od najważniejszych kwestii, które dotyczą życia Polaków – służby zdrowia, stanu finansów publicznych, realizacji wielu ważnych dla Polski i dla naszego rozwoju projektów. Jest to oczywiście teatr polityczny.

Panie Prezydencie, pytałem na początku o Pana relacje z premierem Donaldem Tuskiem. Jak wyglądają Pana relacje z ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim? Sytuacja, w której Polska nie ma ambasadorów w najważniejszych placówkach, nie jest optymalna, jest jakaś szansa na kompromis? Widać go na horyzoncie czy raczej niekoniecznie?

Bardzo chciałbym osiągnąć kompromis w kwestii ambasadorów. Znam wielu ambasadorów jako dobrych, polskich dyplomatów. Niestety, są oni dzisiaj wzięci jako zakładnicy. Jednak widać też, że pomimo tego sporu, o który Pan pyta, udaje się prowadzić politykę międzynarodową z dużymi sukcesami. To, co działo się w Stanach Zjednoczonych, nie wymagało zaangażowania kierownika placówki. Próbujemy dialogu z ministrem Radosławem Sikorskim na temat rozwiązania tej sprawy. Nie wiem, do jakiego momentu ten dialog nas doprowadzi, ale podejmujemy próby. Przypominam, że ta sprawa jest nierozstrzygnięta już od kilku lat, więc tutaj pośpiech jest niewskazany, celem jest konstytucyjna i ustawowa sprawiedliwość. Być może do niej dojdziemy, pozostając w dialogu.

Przejdźmy do polityki zagranicznej. Pierwszą podróż odbył Pan do Waszyngtonu, gdzie spotkał się Pan w Białym Domu z Prezydentem USA Donaldem Trumpem. Zresztą Prezydent Stanów Zjednoczonych przyjął Pana w Białym Domu jeszcze podczas kampanii wyborczej, co było w zasadzie bezprecedensowe, jak Pan patrzy na obecne relacje polsko–amerykańskie, a także swoje, już osobiste, z Donaldem Trumpem?

To są z całą pewnością bardzo dobre relacje. Stany Zjednoczone są naszym głównym sojusznikiem od dekad, niezależnie od zmieniających się Prezydentów – czy to w Polsce, czy w USA.

Cieszy mnie osobista relacja z Prezydentem Donaldem Trumpem, bo patrzę na nią przez pryzmat relacji polsko–amerykańskich i tego, jak na tym może skorzystać nasz kraj. Mamy blisko 10 tys. żołnierzy amerykańskich w Polsce, bardzo bliską współpracę naszego biznesu i gospodarek, a do tego wiele inwestycji amerykańskich oraz możliwości dla polskich przedsiębiorców. To są kluczowe relacje i dla bezpieczeństwa, i dla gospodarki. Cieszę się, że jestem tym politykiem, który potrafi zadbać o relacje między naszymi państwami. Patrzę na nie z wielkim optymizmem, a także z pewną trwogą, ponieważ otwarte okno dla naszych doskonałych relacji to okno, na które czekają teraz polscy przedsiębiorcy. Powinno ono zostać wykorzystane, a widzimy pewien rodzaj niechęci czy zazdrości, że te relacje prowadzi Prezydent Polski. Myślę, że taka małostkowość nie może się przekładać na polski sukces gospodarczy czy wojskowy.

Dla równowagi chciałbym zapytać o Pana spojrzenie na Chiny. Pekin uważnie obserwuje to, co dzieje się w UE i w Polsce. We wrześniu spotkał się Pan z ministrem spraw zagranicznych Chin. Planuje Pan podróż zagraniczną do Pekinu?

Jeśli chodzi o Chiny, to rzeczywiście miałem bardzo dobre, konstruktywne spotkanie z ministrem spraw zagranicznych Chin. Otrzymałem wtedy zaproszenie do przewodniczącego Xi Jinpinga i sądzę, że do takiej wizyty dojdzie. Polska ma oficjalne dyplomatyczne relacje z Chinami, a te relacje, które są obowiązujące dla głowy państwa, będą realizowane na arenie międzynarodowej.

Panie Prezydencie, moje ostatnie pytanie dotyczy relacji z Ukrainą. W mediach pojawiły się informacje, że Ukraina dąży do tego, by złożył Pan wizytę w Kijowie. Pan otwarcie mówi o tym, co Panu nie odpowiada w naszych relacjach z Ukrainą, jaki jest Pana komentarz w tym temacie? Odwiedzi Pan Kijów?

Przede wszystkim zapraszam Prezydenta Wołodymyra Zełenskiego do Polski. Myślę, że to będzie doskonała okazja, aby odwiedził milion Ukraińców w Polsce i spotkał się z nimi, jak również podziękował za wielkie wsparcie, którego Polska udziela Ukrainie od 2022 r. Nasze relacje muszą być symetryczne, więc liczę, że Prezydent Zełenski – po tym wszystkim dobrym, co Polacy i Polska dali Ukraińcom i Ukrainie – jest gotowy do tego, aby wsłuchać się także w nasz głos.

Moje podejście do relacji z Ukrainą jest takie samo jak do innych naszych partnerów. Liczę na symetrię naszych relacji i do tej symetrii powinniśmy wrócić. Polska wspierała i wspiera pod względem finansowym, wojskowym czy logistycznym Ukrainę. Taki jest nasz długofalowy, strategiczny interes. Natomiast te relacje nie mogą odbijać się negatywnie na Polakach. I to jest jedyna rzecz, której oczekuję od Prezydenta Wołodymyra Zełenskiego – żeby patrzył na nasze relacje w sposób symetryczny. Mam nadzieję, że będzie moim gościem w Warszawie. Zapraszam Prezydenta Zełenskiego, aby spotkał się z Ukraińcami, którzy są w Polsce, podziękował Polakom i aby przywiózł dobre informacje w sprawie ekshumacji na Wołyniu, na które czekamy.

Rozmawiał Karol Gac