Menu rozwijane

30 kwietnia 2026

Dobry wieczór Państwu, Marcin Wikło, Jacek Karnowski.

Witamy serdecznie w specjalnym wydaniu magazynu „Minęła 20:05”. Dziś w oranżerii, w ogrodach w Pałacu Prezydenckim gościmy u Pana Prezydenta Karola Nawrockiego.

Dzień dobry, Panie Prezydencie, witamy i dziękujemy za zaproszenie.

Prezydent Karol Nawrocki: Witam Panów Redaktorów. Bardzo się cieszę, że się widzimy. Witam serdecznie, dobry wieczór, witam telewidzów telewizji wPolsce.

J.K.: Panie Prezydencie, pogoda piękna, majówka, Polacy wypoczywają, Polacy świętują, ale za nami próba zamachu na Prezydenta Stanów Zjednoczonych. I muszę powiedzieć, że byłem zdumiony, jak wiele osób pytało nas, dziennikarzy, czy Prezydent Rzeczypospolitej jest bezpieczny. W tle jest wielka narodowa trauma – tragedia smoleńska; raz już straciliśmy wielkiego Prezydenta. I pytanie: czy Prezydent Rzeczypospolitej jest bezpieczny? W kontekście tego, że na salę wszedł człowiek, który miał dwie sztuki broni, oddał strzały, chciał zabić.

To przede wszystkim, Panie Redaktorze, pokazuje, dokąd prowadzi emocja polityczna i pewne przeskalowanie emocji politycznej – do prób zamachów na prezydentów. I myślę, że to jest kolejny przykład tego, że radykalne, skrajne emocje polityczne mogą prowadzić do rzeczywistej tragedii.

J.K.: Lewica gdy nie rządzi, potrafi rozpętać panikę moralną, histerię, koniec świata, koniec demokracji. Widzieliśmy to w Polsce nie raz i nie dwa.

Właśnie, to jest ten problem pewnej narracji i zupełnego eskalowania takiej nienawiści czy niechęci do konkretnych polityków. To widzimy w Stanach Zjednoczonych, to widzimy niestety także w Polsce. Bo gdy czasami przyglądam się tej debacie, to ona wychodzi daleko poza zdrowy rozsądek i takt. Wobec tego musimy przygotowywać się na różne scenariusze. Ja natomiast czuję się bezpieczny. Współpracujący ze mną oficerowie Służby Ochrony Państwa robią wszystko, aby Prezydent Polski był bezpieczny. Mam nadzieję, że te pięć lat przebiegnie bez takich incydentów i wydarzeń jak w Stanach Zjednoczonych.

003_Prezydent Karol Nawrocki_Wywiad wPolsce24_30-04-2026_MWB28322.jpg.JPG [791.54 KB]

M.W.: Ale sam Pan mówi, że panuje atmosfera nagonki, prawda? Że ta polityka coraz bardziej się polaryzuje. To są działania i formalne, i nieformalne – bo mówimy o hejcie medialnym, publicystycznym, ale też na przykład o atakach pana ministra Żurka, który próbuje kryminalizować tak naprawdę Pana otoczenie, wysyłając różne podejrzenia pod adresem Pana współpracowników.

J.K.: Dostają wezwania na przesłuchania, toczy się śledztwo.

Jeśli chodzi o Pana Ministra Żurka, to ja już o tym chyba wspominałem, ale to jest niestety taki emocjonalny balans wokół czegoś, co moglibyśmy nazwać właściwie tragikomedią. Bo z jednej strony to jest komiczne, że prokuratura stara się ustalić, wydając na to przecież środki finansowe, płacąc funkcjonariuszom za to, żeby robili dochodzenie w kontekście doradzania Prezydentowi Polski. To jest sprawa mało poważna, szczególnie że ja już od razu powiedziałem, że sam podejmuję wszystkie decyzje, więc tutaj moich współpracowników nikt nie powinien rozliczać, i tych, którzy mi doradzają. Więc z jednej strony to jest głęboko komiczne – i te postępowania polskiej prokuratury wokół tej sprawy to udowadniają – ale z drugiej strony to jest też tragiczne, bo taka instytucja jak prokuratura powinna zajmować się ściganiem przestępców, wszystkie swoje wysiłki kierować wobec tych, którzy zagrażają polskiej wspólnocie narodowej, a nie prowadzić dochodzenie, kto doradzał Prezydentowi Polski. Jeszcze raz w telewizji wPolsce24 mogę powiedzieć ministrowi Żurkowi, że osobiście sam odpowiadam za wszystkie swoje decyzje. Proszę, Panie Ministrze, albo uzbroić się w cierpliwość i za pięć lat będziecie mogli mnie Państwo ścigać za moje decyzje, albo postawić mnie przed Trybunałem Stanu. Ta rzecz jest niepoważna.

J.K.: Ale to jest, Panie Prezydencie, używanie aparatu państwa, prokuratury do działań stricte politycznych – bo to śledztwo jest fikcyjne, zarzuty czy tematyka są absurdalne. Polityk ma prawo mieć doradców, słuchać różnych opinii, czasem nawet sprzecznych, a Minister Żurek wysyła pisma. To jest taki efekt mrożący. Czy powinien za to odpowiedzieć również karnie – za używanie prokuratury do działań ewidentnie politycznych?

Dla mnie nie jest nowością, że prokuratura jest wykorzystywana do działań politycznych, bo sam jestem od wielu lat, a przynajmniej od początku kampanii wyborczej, przedmiotem wielu dochodzeń, które są daleko poza logiką prawną i poza tym, co moglibyśmy nazwać praworządnością. Więc wiem, że to, co pewnie mówię, dla naszych widzów może być trudno zrozumiałe, ale i ja, i moi współpracownicy jesteśmy już tak daleko znieczuleni w tym temacie, że widzimy przy tego typu postępowaniach pewną szkodliwą dla Polski tendencję.

Mówię o pewnych emocjach. Natomiast pod względem działania państwa i w ogóle polskiej praworządności to, co dzieje się – wykorzystywanie prokuratury jako narzędzia do walk politycznych na wielu szczeblach – jest rzeczą, która nie powinna mieć miejsca i za którą oczywiście ci, którzy tak robią, powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności.

M.W.: Zgadzamy się co do tego, jak być powinno czy jak być nie powinno, ale te działania jednak są. To jest to prawo „tak jak my rozumiemy”, jak mówił Donald Tusk, i tak też stosuje to prawo Waldemar Żurek. I po prostu to może sparaliżować ważną instytucję, jaką jest Kancelaria Prezydenta. Mieliśmy to na przykładzie Biura Bezpieczeństwa Narodowego, gdzie wbrew wyrokom, wbrew zdrowemu rozsądkowi, wbrew logice szykaną administracyjną właściwie zmuszono do rezygnacji Profesora Cenckiewicza.

To jest rzeczywistość, w której przyszło nam żyć, dlatego cieszę się, że obywatele i obywatelki zdecydowali, że jestem Prezydentem Polski, bo przy alternatywnym scenariuszu możemy się domyślać, co by się działo, jak przy tego typu postępowaniach obecnie rządzących, obecnego rządu Prezydent by tylko to akceptował. Ja tego w żadnej mierze nie akceptuję. Używanie instytucji państwowych, polskich urzędów, prokuratury, służb specjalnych do walki politycznej przywołuje najgorsze czasy i najgorsze systemy, i mechanizmy, jakie znamy z historii XX wieku.

Natomiast nawiązując do pytania Panów Redaktorów, mówimy o działaniu prokuratury, a my nie mamy w Polsce legalnie działającego Prokuratora Krajowego. To pokazuje, że to, co zostało zepsute na poziomie mechanizmów i praworządności, postępuje. Za tym przecież idą środki finansowe, te postępowania prokuratorskie i działania prokuratury muszą mieć rodzaj budżetowania, zajmują się sprawami, które nie mają żadnego znaczenia dla życia Polaków i które są skazane na porażkę jako postępowania prokuratorskie.

M.W.: Może to są skomplikowane rzeczy dla widzów, ale jednak to jest taka metoda polityczna: „mamy taki błąd założycielski, on potem jest jakoś rozsmarowywany i przechodzimy dalej; uznajcie tych sześciu sędziów, których sobie wybraliśmy w nieprawidłowy sposób – na przykład – albo przejdźmy dalej nad tym, że nie ma Prokuratora Krajowego”. To jest metoda polityczna, którą dziś mamy w Polsce.

Tak, i to jest metoda polityczna, z którą ja się nie zgadzam i jako Prezydent Polski robię i będę robił wszystko, aby nie ulec tego typu presji. Wszystkim, którzy nas oglądają, chciałbym zaproponować taki sposób myślenia: że podczas gdy te ataki prokuratury na moich bliskich współpracowników czy na mnie, czy wykorzystywanie instytucji państwa polskiego do walki z otoczeniem Prezydenta czy z opozycją mogą być nagłośnione, my możemy o nich rozmawiać, możemy podejmować pewne formalne czy prawne reakcje – przecież to także robimy w Pałacu Prezydenckim – to w momencie, gdy zejdzie to na zwykłych obywateli, to oni pozostają bez możliwości obrony. Chciałbym, żeby wybrzmiało w moich słowach to, że tego typu ataki – czy w kampanii wyborczej, czy teraz, gdy jestem Prezydentem i są wokół mnie moi ministrowie – w żaden sposób nie są w stanie nas oczywiście złamać, dotknąć czy sprawić, że będziemy nerwowi.

M.W.: To już słyszeliśmy, Panie Prezydencie, i od Ministra Boguckiego, i od Ministra Szefernakera. Wiemy też, że Pan Minister Leśkiewicz dostał takie pismo. Jak głęboko prokuratura Żurka próbuje sięgać do Kancelarii i wywoływać ten efekt mrożący?

Wiem, że tego typu pisma trafiły, zgodnie ze słowami ministrów, także zdaje się na szczebel dyrektorski w Kancelarii Prezydenta.

J.K.: Zastanawiam się, czy do pań sprzątających, wobec których mamy duży szacunek, nie trafiły przypadkiem. Wszystko możliwe w państwie Donalda Tuska.

Rzadko to mówię, ale czuję się trochę skonsternowany, uczestnicząc w tej dyskusji. Sami się uśmiechamy, bo sprawa jest zupełnie niepoważna. Jeśli komukolwiek, jeśli Panu Ministrowi Żurkowi wydaje się, że ktokolwiek w Kancelarii jest tymi pismami przestraszony, to tak naprawdę nie. Musi Pan Minister to wiedzieć. Naprawdę prokuratura powinna zająć się poważnymi sprawami.

J.K.: Panie Prezydencie, poziom dewastacji państwa jest zatrważający. Rozmawiamy tuż przed 3 maja. Wiemy, jak upadła Pierwsza Rzeczpospolita. Była agresja zewnętrzna, ale były też przyczyny i winy nasze własne, polskie. Patrzymy na rok 2027, kiedy się odbędą wybory parlamentarne, i jeżeli wówczas nie dojdzie do zmiany rządu, to naprawdę jesteśmy w bardzo złej sytuacji. Czy Pan będzie patronem układu politycznego, który odtworzy w jakiś sposób tę społeczną i polityczną koalicję, która Pana wyniosła do prezydentury? Bo to była koalicja od centrum ku prawej stronie.

Myślę, że dzisiaj jest zbyt wcześnie, aby tworzyć takie scenariusze wyborcze. Natomiast ja nie ukrywam, że temu, co dzieje się w Polsce, moglibyśmy poświęcić odrębną rozmowę – jakie są porażki obecnie rządzących: w zakresie finansów publicznych, ochrony zdrowia, właśnie łamania polskiej praworządności, czy temu, co jest dla mnie najważniejsze: brakowi jakiejkolwiek woli, aby szukać kompromisu wokół spraw zasadniczych, najważniejszych dla Polski, w obliczu wojny za naszą wschodnią granicą. To wszystko jest niepokojące i mam nadzieję, że Polacy w 2027 roku odpowiednio to ocenią.

J.K.: Prawdą jest, Panie Prezydencie, że Minister Zbigniew Bogucki jest możliwym kandydatem na Premiera? Że nawet już teraz mógłby być kandydatem, ale nie jest dlatego, żeby właśnie później być takim kandydatem jednoczącym?

Przede wszystkim te zagadnienia, na których ja się skupiam jako Prezydent Polski, a Minister Bogucki jako najwyższej rangi urzędnik przy Prezydencie, dotyczą kwestii polskich i państwowych. I ja, i Minister Bogucki skupiamy się dzisiaj nie tyle na pewnej dynamice życia politycznego – oczywiście jesteśmy politykami – ile na tym, co dzieje się w państwie. To pochłania najwięcej naszej energii. Dzisiaj Minister Bogucki wykonuje swoje zadania urzędnicze.

Myślę, że Minister Bogucki ma predyspozycje i umiejętności, które dają mu możliwość sprawowania wszystkich najważniejszych funkcji w państwie polskim. Natomiast dzisiaj kandydatem konserwatywnej części sceny politycznej jest równie zdolny Profesor Przemysław Czarnek i myślę, że wokół Profesora Czarnka kumuluje się debata polityczna, debata społeczna na temat potencjalnej zmiany.

J.K.: To oczywiście nie wyklucza znaczenia Profesora Czarnka. Jest pewna perspektywa, raczej koalicyjna, prawicowa.

Panie Prezydencie, dlaczego Pańskie zwycięstwo nie przyniosło przełamania na poziomie parlamentarnym, rządowym. Wydawało się, że to jest cios, którego ta ekipa nie zniesie.

M.W.: Że to ma być autostrada dla Zjednoczonej Prawicy do odzyskania władzy.

J.K.: Wielu analityków tak sądziło, ja również sądziłem, że – jak to się mówi potocznie – posypią się. A jakoś zwarli szeregi i ten wynik wyborów parlamentarnych nie jest wcale taki oczywisty.

To kwestia analityczna i z całą pewnością dla komentatorów. Ja byłem niejako przedmiotem, czy jestem przedmiotem tego procesu, a nie tym, który opiniuje, jak wygląda ten proces. Natomiast mam też swoje opinie i swoje myśli na ten temat. Myślę, że moje zwycięstwo jako kandydata bezpartyjnego i kandydata obywatelskiego, ale wprost popieranego przez Prawo i Sprawiedliwość, za co wielokrotnie dziękowałem, było takim momentem – ja byłem takim kandydatem, jak mi się wydaje, i pozostanę takim Prezydentem – który jednak przyciągał czasami wyborców spoza znanej powszechnie pragmatyki politycznej; to było pokazane także w statystykach po wyborach prezydenckich. A więc tych, którzy chcieliby po prostu zmiany. Zmiany nie tylko w odniesieniu do obecnie rządzących, ale też zmiany pewnego rytmu życia politycznego.

J.K.: A jeśli zmiana ma twarz partii politycznych, to już wygląda to inaczej, tak?

Tak mi się wydaje. Oczywiście nie da się stworzyć rządu ani zostać Prezydentem w Polsce bez partii politycznej. Ale myślę, że odczytywanie wyniku wyborów z 1 czerwca [2025 roku] to pokazuje, i ta struktura także moich wyborców, w zasadniczej części przecież konserwatywnych, ale poza nimi byli także ci, którzy głosowali na partie lewicowe, a oddali głos na mnie, pokazując raczej chęć pewnego przełomu w całej polskiej polityce. To jest myśl dość spontaniczna z mojej strony, ale myślę, że Wy, Panowie, lepiej to zanalizujecie jako komentatorzy, a nie ja jako przedmiot tego zagadnienia.

005_Prezydent Karol Nawrocki_Wywiad wPolsce24_30-04-2026_MWB18422.jpg.JPG [939.07 KB]

M.W.: Wszyscy widzimy, Panie Prezydencie, że ta porażka Rafała Trzaskowskiego to jest trauma, z którą ten obóz do dzisiaj chyba sobie nie poradził. Ciągle są jakieś rzeczy wypominane, przypominane. To też jest duża pretensja do Pana, że ośmielił się Pan zwyciężyć z tak „wspaniałym kandydatem” jak Rafał Trzaskowski.

I oto rok później – uzupełnię to pytanie Jacka – prawie byliśmy na progu rozpadu Prawa i Sprawiedliwości. Te frakcje, te podziały; teraz mamy dwa płuca. Pan Profesor Cenckiewicz, Pana niedawny współpracownik, zaangażował się w to płuco z Przemysławem Czarnkiem, który ma szukać wyborców po stronie prawej, Konfederacji. To też były ważne głosy przy Pana wyborze. Mateusz Morawiecki szuka w centrum i też o tym mówi głośno. Jak ocenić dzisiejszą kondycję prawicy?

J.K.: I która z tych diagnoz, Panie Prezydencie, jest Panu bliższa? Bo tu są dwie diagnozy. Jedna mówi – pragmatyczni wyborcy: stawiamy na rozwój, Premier Morawiecki, a druga: Profesor Przemysław Czarnek; strata jest z prawej strony i tam trzeba szukać odbicia.

Panowie, mijamy się trochę z celem w moim uznaniu, bo ja nie jestem komentatorem politycznym, szczególnie wewnątrz partii politycznych.

J.K.: Ale jest Pan uczestnikiem. Pana słowa mają też znaczenie.

Jest tyle zasadniczych kwestii dla państwa polskiego, że dla mnie komentowanie wewnętrznych emocji partyjnych i prognozowanie przyszłości środowisk politycznych jest nie tyle kłopotliwe, ile myślę, że nie tego oczekują widzowie telewizji wPolsce24. Chociaż to Wy o tym decydujecie, bo jesteście gospodarzami, więc nie czujcie się urażeni. Ale widzowie nie oczekują chyba tego, żebym komentował wewnętrzne napięcia w partiach politycznych. Ale wielu przewidywało już upadek Prawa i Sprawiedliwości. Widzimy, że Prawo i Sprawiedliwość stoi twardo, próba znalezienia rozwiązania pomiędzy dwoma skrzydłami się powiodła i niech wyborcy zdecydują, co stanie się w 2027 roku.

J.K.: Rozłam byłby tragedią, problemem, nieszczęściem?

Ja konsekwentnie uznaję – to zresztą powtarzam od czasu kampanii wyborczej – że tragedią byłoby funkcjonowanie takiego rządu, którego działania dzisiaj możemy obserwować. Rozmawiamy o tym, jak wiele jest problemów wokół funkcjonowania rządu, jak ten rząd łamie polską praworządność, co odbywa się w kwestii finansów publicznych. Więc myślę, że największym problemem byłyby kolejne lata rządów z najgorszym w historii Polski po 1989 roku premierem, jakim jest Pan Premier Donald Tusk.

A już droga dojścia i zjednoczenie środowisk patriotycznych, środowisk konserwatywnych wokół tej idei z całą pewnością byłyby dobre dla Polski. Analizowanie tego pod względem partyjnym – w związku z tym, że nie mam partyjnego doświadczenia ani też nie nazbyt dużo czasu, żeby kwestie partyjne analizować – myślę, że zostawiłbym na tym etapie.

M.W.: Premiera ocenia Pan jednoznacznie – tutaj mamy jasność – ale jest część tego rządu, z którą Panu się dobrze współpracuje. Myślę o łaskawym spojrzeniu na Ministerstwo Obrony Narodowej, na Pana Premiera Władysława Kosiniaka–Kamysza. Choćby teraz – wiemy, że 2 maja będziemy świadkami nominacji generalskich, i to jest Wasze porozumienie, prawda?

Myślę, że to nie jest kwestia wzajemnych sympatii czy antypatii. Ja każdą swoją decyzję staram się podejmować, myśląc o państwie, o generałach, o obywatelach. To znaczy jeśli są nominacje generalskie i mamy dobrych kandydatów na generałów, to niezależnie od tego, kto jest Ministrem Obrony Narodowej, chcę wykonywać swoje obowiązki wobec polskich obywateli. Są takie momenty, w których to się udaje. Chciałbym, żeby udawało się częściej, odbywa się rzadko. Ale tak – te nominacje generalskie czy nominacje w służbach specjalnych, nominacje profesorskie i wiele innych kwestii, które wymagają generalnej współpracy, muszą iść do przodu. Wydawało mi się także, że w kontekście polityki międzynarodowej mamy jasno określony podział i nie będziemy sobie w tym zakresie wchodzić w drogę, a raczej myśleć o tym, żeby budować siłę państwa polskiego – tutaj już jest gorzej, niestety.

Natomiast nie ukrywamy, tak jak Panowie Redaktorzy wiedzą, swojej krytycznej oceny wobec siebie z Panem Premierem Donaldem Tuskiem. Ale przynajmniej ja staram się poszukiwać takiej linii demarkacyjnej, która pozwoli mi wykonywać obowiązki głowy państwa.

J.K.: Słyszymy, że ma być teraz umowa obronna z Niemcami – nie wiem, czy Pan Prezydent słyszał – taka bliska współpraca na poziomie międzyrządowym, właściwie bez debaty. Zwierzchnik Sił Zbrojnych jak ocenia takie działania Premiera?

M.W.: Tym bardziej że od rządu słyszymy: nie ma konieczności parafowania ani przez parlament, ani przez Prezydenta, bo to jest uaktualnienie umowy, a nie nowa umowa.

Nie wypowiem się w kwestii struktury tej umowy, bo nie dostałem oficjalnych dokumentów ani analiz z Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Wiem tylko z opinii publicznej, że tego typu umowa jest procedowana.

Natomiast musimy bardziej wziąć pod uwagę to, co wydarzyło się w ostatnich dniach w kontekście wywiadu Pana Premiera, mówiąc o tej tendencji, do której Panowie nawiązują. To znaczy w zakresie polityki międzynarodowej nie możemy wysyłać sygnałów, które są tak dużym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski. Nie odnoszę się teraz do tej omawianej publicznie umowy z Niemcami, natomiast do pewnej tendencji, która jest dla mnie niepokojąca.

J.K.: Premier Tusk powiedział, że właściwie zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w NATO jest dyskusyjne, niepewne. To jest ten sygnał, o którym mówimy.

Właśnie, i tego typu słowa, niezależnie od tego, kto jest Prezydentem, kto jest Premierem w Polsce, są bardzo niedobre dla Polek, dla Polaków, dla naszych relacji międzynarodowych. Niezależnie od naszych sympatii do konkretnych państw powinniśmy być lojalnymi sojusznikami. Oczywiście z wiarą, że to Polskie Siły Zbrojne zapewniają nam bezpieczeństwo. Ale kwestionowanie artykułu 5 NATO, czy w ogóle Sojuszu Północnoatlantyckiego, czy tego typu słowa świadczące o braku lojalności wobec naszego strategicznego sojusznika, którego 10 tysięcy żołnierzy jest na terenie Rzeczypospolitej Polskiej, z którym mamy tak głębokie gospodarcze, ekonomiczne relacje, którego w ostatnich dniach – już po wywiadzie Pana Premiera Tuska – Prezydent tak wydatnie pomógł, po mojej prośbie, w uwolnieniu choćby Andrzeja Poczobuta, w kierunku państwa, którego Prezydent zaprosił Polskę do Grupy G20, jeszcze na arenie międzynarodowej, jest i odległe od pragmatyzmu dyplomatycznego, i nieodpowiedzialne, i niebezpieczne dla Polski.

002_Prezydent Karol Nawrocki_Wywiad wPolsce24_30-04-2026_MWB18237.jpg.JPG [798.55 KB]

M.W.: W nawiązaniu do tego wywiadu Pana Premiera dla „Financial Times” – co miało być zyskiem Pana Premiera, jak Pan myśli? Czy chwilowy poklask? Wiadomo, że takie treści się przebiją, jeżeli ktoś podważa sojusz z Ameryką. Ale też mówienie o tym, że Rosjanie mogą nas zaatakować za kilka miesięcy. Wiemy, że Pan zapytał Premiera, o co chodzi w tej sprawie, skąd ma takie wiadomości. Dostał Pan odpowiedź?

Przede wszystkim jako Zwierzchnik Sił Zbrojnych  od razu podyskutowałem z polskimi generałami. Musiałem upomnieć się, czy spytać, czy są jakieś informacje, których nie dostaję. Bo Zwierzchnik Sił Zbrojnych powinien dostać informacje o potencjalnie nadchodzącej wojnie. Z generałami spotykamy się regularnie, ja takich informacji nie dostawałem, ale pozwoliłem sobie to potwierdzić. I czułem raczej rodzaj konsternacji w polskim wojsku tymi słowami w odniesieniu do relacji międzynarodowych, bo ta współpraca z sojusznikami – Amerykanami – jest na bardzo dobrym poziomie i zawsze generałowie to podkreślają. Ale też w kontekście tego, że być może nadchodzi wojna. Ja natomiast starałem się też – nie wiem, czy Panowie Redaktorzy, czy Państwo tak myślą – znaleźć pewną logikę w tym myśleniu. Bo skoro w opinii Pana Premiera w ciągu kilku miesięcy może dojść do takiej tragedii, a jednocześnie skłócamy się z naszymi sojusznikami, czyli ze Stanami Zjednoczonymi, i planujemy budować europejskie siły zbrojne z taką perspektywą wielu lat do przodu – to trudno znaleźć tutaj logikę. Bo jeśli w uznaniu Pana Premiera jesteśmy w perspektywie kilku miesięcy w zagrożeniu wojennym, to raczej powinniśmy kumulować nasze wysiłki dyplomatyczne, współpracę ze Stanami Zjednoczonymi, wzmacniać Sojusz Północnoatlantycki, a nie stawiać na mało możliwe do zrealizowania rozwiązania.

M.W.: Może to jest tak ostentacyjna, jawna gra na Niemcy po prostu?

J.K.: Albo Tusk się bawi interesem Polski i robi głupoty, które szkodzą ojczyźnie.

Ten wywiad to była wielka głupota. To jest zabawa interesem Polski, tak, Panie Redaktorze. To było niepotrzebne, to było nieprzemyślane, to jest szkodliwe dla Polski. Wszyscy nosimy w sobie wiele wątpliwości. Jak Panowie, Państwo wiedzą, jestem historykiem. Jeśli w ogóle zadajemy sobie pytanie o efektywność sojuszy na przestrzeni XX wieku z polskiej perspektywy, to mamy wiele niepewności, jeśli spojrzymy na historię. Dlatego musimy ufać przede wszystkim polskiemu wojsku, polskim żołnierzom, naszym rozwiązaniom, także odważnym. Natomiast najbardziej stabilny i najlepszy sojusz strategiczny, ekonomiczny, gospodarczy to jest sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, Sojusz Północnoatlantycki, który powinniśmy po prostu wzmacniać, i kwestionowanie go w taki sposób jest po prostu szkodliwe dla Polski.

J.K.: Zwłaszcza że Andrzej Poczobut jest na wolności.

M.W.: Właśnie, Pan powiedział o tym, że Amerykanie dużo zrobili w tej sprawie, że bez Amerykanów, bez nacisku Pana Prezydenta Trumpa nie byłoby to możliwe. To efekt Waszej rozmowy we wrześniu ubiegłego roku w Białym Domu. Może nam Pan Prezydent zdradzić jakieś kulisy, jak ta rozmowa przebiegała?

Naród polski jest także poza granicami Rzeczypospolitej i to oczywiste. Około 20 milionów Polaków jest poza granicami. Jednym z nich był więziony przez Łukaszenkę Andrzej Poczobut, który stał się symbolem, zresztą został odznaczony Orderem Orła Białego, więc dla mnie sprawy Polaków na arenie międzynarodowej są najważniejszym punktem odniesienia.

Gdy wiedziałem, że toczą się negocjacje amerykańsko–białoruskie, to w sposób oczywisty dla mnie, to jest rzecz naturalna, nie tylko w jednej rozmowie, ale w ciągu kilku rozmów dyskutowaliśmy z Prezydentem Trumpem o Andrzeju Poczobucie. I John Cole przekazał dzień wcześniej, jadąc już w ostatnią misję, dzień przed uwolnieniem Andrzeja Poczobuta, że ta deklaracja Prezydenta Trumpa sprawia, że są bardzo zmobilizowani do tego, aby przywieźć Andrzeja Poczobuta.

To też jest wyraz sojuszniczej lojalności, to jest też sygnał, jak Prezydent Donald Trump traktuje Polskę i te relacje, które są zasadnicze dla Polski. I myślę, że powinniśmy, ja i Pan Premier – szczególnie w tak groźnej i trudnej sytuacji za naszą wschodnią granicą i patrząc na to, co w ogóle dzieje się na świecie w kontekście geopolitycznym – raczej skupiać się na tym, jak budować nasze relacje z jednej strony ze Stanami Zjednoczonymi, a z drugiej strony w ramach Unii Europejskiej czy w tych formatach jak Inicjatywa Trójmorza, które są korzystne dla Polski, a nie obrażać naszych sojuszników. To jest naprawdę niepotrzebne.

M.W.: Pan Premier w ogóle wiedział, że taka akcja jest przygotowywana? Bo sprawiał wrażenie trochę zaskoczonego. Najpierw nastaje na nasz sojusz z Amerykanami, potem ten szaleńczy wyścig, aby przywitać Andrzeja Poczobuta na granicy, a kiedy trzeba było coś realnie zrobić dla Związku Polaków na Białorusi, to okazuje się, że ten rząd obcinał pieniądze dla mediów z nim związanych. Widzimy dużą niekonsekwencję w tym wszystkim.

Ja po tym, co obserwuję, czasami zastanawiam się, czy podobnie jak ja, sam Pan Premier nie jest pozbawiony pewnych informacji, choćby od polskich służb, choćby w kontekście tych problemów, które rząd narobił z kryptowalutami. To znaczy mogąc na poziomie Kodeksu karnego i działania polskich służb przeciwdziałać temu, nie robili nic.

J.K.: Jak to nie robili nic – budowali pułapkę propagandowo–polityczną na Pana Prezydenta, i nie tylko podkładając ustawy, które nic by w tej sprawie nie zmieniły, ale które miały związać Urząd Prezydenta, osobę Prezydenta z upadkiem chyba piramidy, jak się wydaje.

Oczywiście to rynek działający poza granicami Rzeczypospolitej Polskiej, więc z wielu względów ta konkretna ustawa nie wniosłaby nic do tej sprawy. Myślę, że każdy, kto posługuje się na poziomie podstawowym logiką, ma świadomość, że ta ustawa nie była o tej aferze, na którą rząd i polskie służby mogli zareagować przez jedenaście miesięcy.

Ale zaczęliśmy rozmawiać o tym, co wie Pan Premier w kontekście kryptowalut. Wydaje mi się, że o tej sprawie nie powiedziano też Panu Premierowi, bo widzieliśmy fotografię Pana Premiera z Zondacrypto – więc zaczynam mieć wątpliwości, czy Pan Premier wie wszystko. Dobrze, gdyby Premier polskiego rządu i Prezydent Polski mieli pełne informacje na tematy zasadnicze dla bezpieczeństwa Polski. Ale to, co się działo wokół kryptowalut, i ta próba zrzucenia tego na opozycję, czy nawet na mnie, w odniesieniu do tej ustawy, pokazuje głęboką niemoc. I być może nie wszyscy dostają informacje, które powinni mieć.

J.K.: Panie Prezydencie, jeżeli już mówimy o Premierze Tusku, to przyznam szczerze, że niewiele rzeczy mną tak wstrząsnęło, jak kontekst wizyty Prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Przyjeżdża Prezydent państwa i nie spotyka się z Prezydentem państwa, na którego jest terytorium. Pomija Pana, za to spaceruje z Donaldem Tuskiem po Gdańsku i wydaje się, że Premier Donald Tusk powinien się trupem położyć i domagać się tej wizyty w imię ochrony międzynarodowego statusu i prestiżu naszego państwa. A on zadowolony był, że pominął Prezydenta. To jest straszliwy obraz kupczenia fundamentami naszej ojczyzny na arenie międzynarodowej, jej znaczeniem, jej pozycją.

Ja oczywiście osobiście nie przeżyłem tego, że nie spotkałem się z Emmanuelem Macronem. W pełni zgadzam się w tym sensie, że mam tyle zadań, że taki dzień bez spotkania z Emmanuelem Macronem nie jest dla mnie dniem straconym. Natomiast w kontekście, o którym mówi Pan Redaktor, wydaje się, że to rzecz fundamentalna.

J.K.: To jest sygnał, że Tusk nie uważa Prezydenta za część państwa polskiego. Robił to samo ze śp. Lechem Kaczyńskim. To była ta sama metoda, ta sama technika.

To jest przede wszystkim szkodliwe dla relacji polsko–francuskich. Ja w komunikacji z Prezydentem Macronem, czy też w komunikacji ze swoimi współpracownikami, mówiłem, że sojusz polsko–francuski, nasze relacje – szczególnie że Książę Józef Poniatowski, francuski marszałek, stoi przed Pałacem Prezydenckim – są dużo dłuższe niż Emmanuel Macron, Karol Nawrocki czy Donald Tusk. Więc myślę, że dla naszych relacji był to gest niepotrzebny i nieprzemyślany. Nie wiem, jaka była rola w tym Premiera Tuska, nie dochodziłem tego. Szczególnie że podpisałem przecież Traktat z Nancy. To znaczy nie pozwalam sobie na to, aby kierować się emocjami, sympatiami czy antypatiami do kwestiach zasadniczych. Traktat z Nancy został wynegocjowany przez rząd, a przeze mnie podpisany. Myślę, że to wszystko było niepotrzebne, ale to pokazuje pewne igranie kwestiami zasadniczymi w ramach sporu politycznego.

M.W.: Panie Prezydencie, padło tutaj dużo cierpkich słów w kierunku Pana Premiera Donalda Tuska, ale był taki moment, kiedy podaliście sobie rękę, przekazaliście znak pokoju, czyli msza pogrzebowa Pana Posła Łukasza Litewki.

Tak, oczywiście wielka tragedia. Jestem katolikiem, chrześcijaninem i nie mam problemu z podaniem ręki Panu Premierowi. To nie pierwszy raz, kiedy podaliśmy sobie rękę. Podawaliśmy sobie rękę i poza świątynią. Myślę, że tego typu dyskusja między Prezydentem a Premierem musi się odbywać.

J.K.: Chodź znak pokoju znaczy „odpuszczamy sobie”, tak? Jakby resetujemy.

Nie, tutaj o resecie w trosce o Polskę nie może być mowy. Natomiast w odpowiedzialności za państwo powinniśmy szukać takich miejsc – i dobrze, że kościół katolicki jest takim miejscem, w którym możemy uścisnąć sobie dłonie i spojrzeć w oczy. Myślę, że o żadnych resetach nie mówimy – zresztą to słowo po książce Profesora Cenckiewicza bardzo źle się kojarzy. Ja mówię, Panowie Redaktorzy, w ogóle o trosce o Polskę. Jeśli będę widział, że Pan Premier Donald Tusk, tak jak tym ostatnim wywiadem czy propozycjami kolejnych ustaw robi rzeczy, które w moim odbiorze, w odbiorze moich współpracowników są szkodliwe dla Polski, to i z uśmiechem, i z chrześcijańskim miłosierdziem, tak jak teraz, powiem po prostu, że się nie zgadzam. Ale są pewna kultura, dyplomacja i też dobra wola, szczególnie podczas pogrzebowej mszy świętej, na której żegnaliśmy tak zdolnego i tak pięknego człowieka, jak Łukasz Litewka, który poświęcał się pracy dla innych i szukał porozumienia. To właśnie był taki poseł, który mimo że dostawał zakaz kontaktowania się z Prezydentem, to jednak szukał porozumień wokół spraw bardzo ważnych dla niego i ważnych też dla mnie.

J.K.: Zakaz kontaktowania się z Prezydentem?

Chciałem zaprosić Pana Posła Litewkę do swojej Rady, bo widziałem, że jest to człowiek, który po prostu robi dobro, i wsparcie Pałacu Prezydenckiego mogło być tu dla niego korzystne, co sam rozumiał, ale pewna pragmatyka partyjna, wiadomo, to wyklucza. To jest chyba zło polityki, na które ani śp. Łukasz Litewka [się nie zgadzał], ani ja się nie zgadzam.

Dla mnie, jeśli uznałem, że dobra jest ustawa o Państwowej Inspekcji Pracy, prowadzona czy koordynowana przez Panią Minister Dziemianowicz–Bąk, z którą jesteśmy na zupełnie odległych biegunach postrzegania naszej rzeczywistości, to dla dobra pewnych rozwiązań prawnych po prostu podpisuję taką ustawę. I myślę, że śp. Łukasz Litewka był taką samą osobą, patrzącą na dobro, na konkretne dzieło, a nie na barwy polityczne.

006_Prezydent Karol Nawrocki_Wywiad wPolsce24_30-04-2026_MWB28452.jpg.JPG [630.09 KB]

M.W.: Jako Polacy jesteśmy wspaniałym narodem i takich ludzi, takie instytucje rozpoznajemy od razu, mam wrażenie. To jego dobry wynik w wyborach, dwa razy większy niż Pana Przewodniczącego Włodzimierza Czarzastego. To jego pożegnanie, piękne pożegnanie, Pan uczestniczył w tym pogrzebie. Sosnowiec dawno nie widział takiej uroczystości, mam wrażenie. Ale też myślę o zbiórce charytatywnej Łatwoganga, gdzie też Polacy rozpoznali w czymś z pozoru błahym jednak jakąś większą ideę i też się bardzo mocno w to zaangażowali.

J.K.: I trochę obnażyli tę – przepraszam, że to powiem, ale tak uważam – Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, która z wielkim aparatem zbiera niewiele mniej, z dużym wsparciem różnych struktur, a która też sprzedaje przy okazji określony przekaz propolityczny czy wprost polityczny.

Jesteśmy wspaniałym narodem, który docenia – w moim uznaniu – także autentyczność. Ja to czuję w swoim sercu jako Polak, myślę, że jestem Polakiem z krwi i kości, czuję tę polską duszę głęboko w sobie i w swoim sercu i myślę, że Polacy po prostu są w stanie docenić autentyczność. I te trzy przykłady, które Panowie Redaktorzy poruszają, są tego chyba najlepszym dowodem. I ta zbiórka też przecież była kwestią płynącą z serca, z potrzeby, z chęci pomocy. Nie trzeba było wokół niej tworzyć czy specjalnych struktur, czy konkretnego nienaturalnego PR–u, czy niepotrzebnych gestów. To było na tyle spontaniczne, a osiągnęło tak doskonałe wyniki finansowe i przyniosło konkretną pomoc, że Polacy zdaje się to docenili. Wydaje mi się, że jesteśmy takim narodem i że w polityce w ogóle jest zbyt mało autentyczności. Ja mam w sobie takie przekonanie, że nawet jeśli ktoś ma zupełnie odmienne poglądy od moich, ale rzeczywiście jest nośnikiem pewnych wartości, pewnych poglądów, które są odległe wobec mojego poczucia, ale on w to głęboko wierzy i jest w stanie o te poglądy walczyć, to od razu zyskuje w moich oczach szacunek. A jeśli chodzi tylko o to, aby trwać przy władzy, aby pewną mgłę roztaczać nad rzeczywistymi problemami za sprawą problemów wymyślonych czy implikowanych przez PR–owców politycznych, to ja czuję głęboki bunt, a jako że jestem stuprocentowym Polakiem, myślę, że miliony Polaków zawsze to czują.

J.K.: Panie Prezydencie, musimy powoli zmierzać do końca, bo Pan też ma bogaty kalendarz, więc krótkie pytanie. Profesor Cenckiewicz odszedł, już o tym mówiliśmy, ale czy to wpłynie na funkcjonowanie Pałacu Prezydenckiego? Czy coś tu się zmieni?

Profesorowi Cenckiewiczowi chciałbym poświęcić kilka chwil, bo to wyjątkowa postać, to zasób Rzeczypospolitej Polskiej. To jest człowiek o wybitnym intelekcie, ogromnej wiedzy, także ogromnej wiedzy wypływającej ze znajomości wpływów sowieckich, a potem rosyjskich w Polsce po roku 1989, nie tylko tych odnoszących się do historii. To człowiek, który zdiagnozował niepokojący influx postkomuny do polskich służb.

Myślę, że ta misja Profesora Sławomira Cenckiewicza chęci zupełnego odcięcia się od komunizmu – Polacy, zdecydowali o tym, że nie chcą być częścią systemu komunistycznego – jest bardzo ważna dla trwałości Rzeczypospolitej i za to bardzo jestem Panu Profesorowi wdzięczny. Jestem mu także wdzięczny za to, że przez osiem miesięcy był szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, wykonał postawione przeze mnie zadania. Jednym z nich była głęboka analiza aneksu do raportu WSI.

J.K.: Tam jest coś ciekawego, Panie Prezydencie?

Myślę, że ten raport jest przeszacowany, jeśli chodzi o  zainteresowanie Dlatego warto go opublikować, aby przeciąć pewne spekulacje, aby państwo było transparentne, aby państwo wywiązało się ze swoich zobowiązań wobec obywateli. I tej misji też służył Profesor Cenckiewicz, pracując osiem miesięcy nad nim, w rygorach ustawy, w rygorach orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Więc to zadanie wykonał. Mam nadzieję, że uda nam się opublikować ten raport, a czy jest ciekawy, sami Państwo ocenią. Ale myślę, że niezdrowa dla życia publicznego, społecznego jest ta tajemnica wisząca nad raportem do spraw WSI.

Jeśli chodzi o Profesora Cenckiewicza, to muszę dodać jeszcze jedno, bo Profesor Cenckiewicz stał się symbolem tego, o czym my dziś rozmawiamy – głębokiego nadwyrężania instytucji państwa polskiego do władzy politycznej. Sprawa Profesora Cenckiewicza jest taką egzemplifikacja.

J.K.: Tam jest nawet – chyba można tak powiedzieć – sitwa postkomunistyczna, spleciona z częścią złamanych solidarnościowców, bo tak te warstwy w służbach się układają. Ona wzięła w jasyr służby specjalne i używa ich do walki.

I to jest tym bardziej niepokojące. Ponad 35 lat po upadku systemu komunistycznego znów wracamy na wielu poziomach do praktyk, do emocji, do zachowań, które przywołują system komunistyczny. I tak jak mówię, Pan Profesor Cenckiewicz stał się tego egzemplifikacją. Człowiek wygrywający postępowanie sądowe i w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym, i w Naczelnym Sądzie Administracyjnym, a mimo to nadal prześladowany przez służby specjalne, to jest bardzo groźne i niebezpieczne dla państwa polskiego – aby polskie służby, władza wykonawcza nie respektowała wyroków sądów z jednej strony, a z drugiej strony niszczyła człowieka, który w polskim sądzie wygrał. Pan Profesor zachował się propaństwowo, zachował się patriotycznie. Uznał, że to, co dzieje się w Rzeczypospolitej w obecnym kształcie, nie daje mu możliwości wykonywania w pełni obowiązków szefa BBN–u, więc dowiódł tych wszystkich złych tendencji przed polskim sądem, które go dotykały. Wykonał swoje zadania, pozostaje przy Kancelarii Prezydenta jako przewodniczący Rady ds. Bezpieczeństwa [i Obronności] i na innym odcinku będzie kontynuował swoją misję. Serdecznie pozdrawiam.

J.K.: Następca jest już znany?

Tak, wiem, kto nim będzie. Było kilku kandydatów do sprawowania tej bardzo ważnej, zasadniczej funkcji dla bezpieczeństwa Polski. Jestem już po rozmowach, myślę, że w ciągu kilku tygodni podam kolejnego Szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

M.W.: Pan Profesor Cenckiewicz w swoim oświadczeniu pożegnalnym napisał, że nie darują mu pracy nad agenturalnością niejakiego „Bolka”, pracy w Komisji Weryfikacyjnej WSI, pracy w komisji badającej wpływy rosyjskie w Polsce. To jest jakiś fragment takiej zemsty osobistej tego układu, o którym wcześniej mówiliśmy?

Nie mam wątpliwości, że Profesor Cenckiewicz płaci cenę za swoją odwagę, za swoją wiedzę i za swoją służbę Polsce. Tak, dotykał wielu zasadniczych tematów, robiąc to wszystko z myślą o Polsce, ale też będąc wyraźnym antykomunistą, jeśli na poziomie fundamentalnym ustalimy – a ja tak uważam także – że system komunistyczny to obok niemieckiego narodowego socjalizmu największe zło, jakie spotkało świat w XX wieku. Jeśli system komunistyczny jest zły, jeśli Polacy odrzucili system komunistyczny, to przynajmniej komuniści albo postkomuniści nie powinni sprawować ważnych funkcji w państwie, a szczególnie w polskich służbach specjalnych. I za to Profesor Cenckiewicz płaci cenę. Będzie nowy szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, a znając Profesora Cenckiewicza, to będzie nadal służył Polsce.

M.W.: Możemy coś powiedzieć o tej kandydaturze? Z jakich kręgów to jest człowiek?

To jest człowiek na pewno z kręgów, które dają możliwość efektywnego kierowania Biurem Bezpieczeństwa Narodowego. To będzie człowiek wysoce utalentowany pod względem umiejętności dyplomatycznych, ale też przyglądania się aspektom bezpieczeństwa Polski. Na pewno to będzie szef BBN–u aktywny w spotkaniach z polskimi generałami, służbami. Będzie odwiedzał polskie kontyngenty, będzie wyposażony we wszystkie kompetencje, które są niezbędne do prawidłowego kierowania Biurem Bezpieczeństwa Narodowego. I też człowiek, który wygrał poważną konkurencję przy obsadzaniu tak ważnego stanowiska.

J.K.: Panie Prezydencie, już musimy kończyć, ale jeszcze dwie sprawy. Pierwsza: Polska wymiera i w dniu 3 maja też musimy o tym pamiętać. To jest tragedia. Razem z socjologiem Markiem Grabowskim, zresztą członkiem Pana Rady Rodziny i Demografii, zaproponowaliśmy Dekalog Narodowego Przetrwania. Znalazły się w nim między innymi prawa polityczne dla dzieci realizowane przez rodziców, progresywne programy społeczne czy wyraźniejsza walka z propagandą antyrodzinną. Czy Pan poprze tego typu postulaty, jeśli się pojawią już w konkretnej formie, ustawowej? Tu trzeba jednak wstrząsnąć fundamentami, jeśli mamy przetrwać jako naród.

Oczywiście dzisiaj kryzys demograficzny jest jednym z najpoważniejszych w moim uznaniu kryzysów w Polsce. On wymyka się cyklowi wyborów parlamentarnych czy prezydenckich. To jest pewna tendencja.

J.K.: Ogólnoeuropejska, zresztą, ogólnoświatowa.

Tak, zdaje się, że zaledwie dwa kraje w Unii Europejskiej nie są dotknięte tego typu kryzysem demograficznym. Więc także jako ośrodek prezydencki dokładamy wszelkich starań, aby rozwiązywać te problemy. Rada Rodziny i Demografii ma zadanie i elementem tego zadania jest przygotowanie rozwiązań prawnych, legislacyjnych, które będą potrafiły zatrzymać, spowolnić ten kryzys. Po to tę Radę powołałem i bardzo się cieszę, że będą jej konkretne efekty. Ta Rada zresztą doradza mi także w kontekście ustaw. Tych ustaw już jest dużo ponad dwieście. Dzisiaj podjęta decyzja o zawetowaniu jednej z ustaw wynikała także z troski o demografię Polski.

001_Prezydent Karol Nawrocki_Wywiad wPolsce24_30-04-2026_MWB28373.jpg.JPG [797.71 KB]

J.K.: Panie Prezydencie – w kontekście 3 maja – to była nieudana próba ratowania Rzeczypospolitej, ale też dzień, w którym myślimy o tym, że potężne państwo upadło. O czym powinni pamiętać Polacy w dniu 3 maja?

Polacy w dniu 3 maja przede wszystkim powinni być dumni z tego, że byliśmy gotowi do stworzenia tak nowoczesnego dokumentu zasadniczego, ustawy zasadniczej, jaką jest Konstytucja 3 maja. To pokazuje przede wszystkim nasz wielki wspólnotowy potencjał. Była to pierwsza w Europie, druga na świecie nowoczesna Konstytucja, tak doskonale odbierana w całej Europie – z zazdrością. Polacy powinni na Konstytucję i na tę rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja patrzeć też przez pryzmat tego, o czym mówi Pan Redaktor. To znaczy, że pewne zachodzące na naszych oczach procesy mogą przynieść upadek Rzeczypospolitej. Bo ona, pomimo że była piękna, ważna, przełomowa, była niejako testamentem Rzeczypospolitej. Była w ostatnim momencie, funkcjonowała zaledwie kilkanaście miesięcy i skończyła się – nie sama Konstytucja, ale ta tendencja wieku XVIII – ostatecznym upadkiem Rzeczypospolitej i rozbiorami. Więc myślę, że Konstytucja i rocznica Konstytucji 3 maja wysyła do nas wszystkich sygnał, że o sprawy Polski – Polski za 100 lat, Polski za 50 lat – powinniśmy troszczyć się właśnie dzisiaj. Widząc, kto Polsce służy, a kto chce oddawać polską niepodległość – tak jak w końcówce wieku XVIII czy w całym wieku XVIII – poza granice Rzeczypospolitej, i widząc te procesy, które na co dzień są niedostrzegalne, a prowadzą do realnej katastrofy. Ja zostałem Prezydentem po to, i jeszcze raz dziękuje moim wyborcom, aby to się nie powtórzyło.

J.K.: Bo gdyby Pan nie został, to byłaby dopiero katastrofa, Panie Prezydencie – to opinia nasza i widzów.

Dziękuję, Panie Redaktorze.

J.K.: Zawróciliśmy znad przepaści jako wspólnota narodowa i państwowa.

Bardzo dziękuję, Panie Redaktorze. I myślę, że wspólnie powinniśmy także w kontekście rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja myśleć o tym, że o Polskę powinniśmy troszczyć się tu i teraz, dzisiaj, każdego dnia i widzieć te tendencje, które mogą zniszczyć naszą ukochaną ojczyznę za lat 10, 20, 30 albo 100. Niech żyje Polska.

M.W.: Karol Nawrocki, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Gość specjalny magazynu „Minęła 20:05”. Chociaż to my gościmy u Pana Prezydenta. Bardzo dziękujemy, Panie Prezydencie.

Dziękuję Panom Redaktorom.