Menu rozwijane

04 listopada 2025

Na antenie Radia Wnet zastępca szefa KPRP Adam Andruszkiewicz mówił, że implementacja unijnego Aktu o usługach cyfrowych (DSA) w kształcie, który trafił do prac polskiego parlamentu otwiera możliwość ograniczania wolności słowa. – To prawo jest absolutnie zbyt daleko idące – przekonywał.

Zdaniem ministra proponowane rozwiązania godzą w interes Polaków, którzy coraz częściej korzystają z dostępu do informacji za pośrednictwem Internetu. Przekazał również, że rządzący zawarli w projekcie zapis dający prezesowi Urzędu Komunikacji Elektronicznej możliwość podejmowania decyzji o blokowaniu, czy usuwaniu treści. – Wyobraźmy sobie sytuację, w której urzędnik uzna, że audycja jest niedopuszczalna (…) i zostanie usunięty kanał – mówił. Jak dodał, decyzje w tej sprawie będą mogli wydawać urzędnicy UKE. 

Dopytywany, kto zyska na wprowadzeniu takich rozwiązań Adam Andruszkiewicz ocenił, że przede wszystkim grupy medialne z zagranicznym kapitałem: telewizje i portale internetowe. – Dzisiaj Polacy coraz częściej czerpią informacje z różnych innych miejsc, chociażby z mediów społecznościowych. Moim zdaniem ograniczanie wolności w mediach społecznościowych ma służyć interesom tych wielkich koncernów medialnych, które są w Polsce – dodał.

Zwrócił uwagę, że Karol Nawrocki w czasie kampanii wyborczej mówił, że będzie „Prezydentem polskiej wolności i nie będzie podpisywał żadnych ustaw, które będę wprowadzały jakkolwiek cenzurę w Polsce”. – Mam nadzieję, że (…) ta ustawa zostanie tak ukształtowana, że nie będzie tam żadnych komponentów dających urzędnikom prawo do decydowania o tym, co może być w Internecie, a co nie – stwierdził.

– My dajemy jasny sygnał z Kancelarii Prezydenta, że w obecnym kształcie ciężko będzie uzyskać podpis Prezydenta pod tą ustawą – podkreślił.

W ocenie Adama Andruszkiewicza rządzący chcą wprowadzić te rozwiązania, motywując to próbą walki z dezinformacją, ale w istocie powinno się to odbywać przy „pomocy innych narzędzi”.