Menu rozwijane

25 maja 2026

W „Gościu wydarzeń” w Polsat News minister Marcin Przydacz pytany był o to, czy znany jest już termin wysłania do Polski dodatkowych 5 tys. żołnierzy amerykańskich. – Trzeba stworzyć jak najlepsze warunki jak najszybciej, bo to ważny sygnał strategiczny – mówił szef BPM odnosząc się do ubiegłotygodniowej zapowiedzi Donalda Trumpa o wysłaniu dodatkowych sił amerykańskich.

Podczas rozmowy zwrócił uwagę, że obecnie w Pentagonie odbywa się pewne „nowe rozrysowywanie”, gdzie mają zostać utrzymane czy też dokąd mają być rozlokowane wojska amerykańskie. – Ten sygnał Prezydenta Trumpa jest niezwykle mocny – przekonywał minister.

Jak dodał, w pierwszej kolejności będą to wojska rotacyjne, ale – zdaniem Marcina Przydacza – dla Polski najważniejsza jest stała obecność wojsk sojuszniczych. – Natomiast do stałej obecności potrzebna jest infrastruktura (…) i tym musi się już zająć Ministerstwo Obrony Narodowej – dodał.

Dopytywany o to, czy widzi szansę na stałą obecność wojsk amerykańskich odparł, że „my już mamy częściowo stałą obecność”. – Dowództwo V Korpusu w Poznaniu to jest stała obecność, tylko że ma zarządzać wojskami, które są dziś rozlokowane w Niemczech – mówił.

Jak dodał, po „zimnej wojnie” Sojusz Północnoatlantycki przesunął się na wschód, dlatego „te rozlokowane kiedyś na Zachodzie wojska spokojnie mogłyby w takiej samej, stałej formule funkcjonować tutaj”. Zauważył, że faktycznie płyną różne głosy z Pentagonu mówiące o tym, że należy wycofywać wojska z Europy, ale są też takie, które popierają stałą obecność na wschodniej flance NATO, i takie głosy – w ocenie ministra – należy podbijać.

– Teraz trzeba tę decyzję przekuć na konkretną praktykę. A decyzja [Donalda Trumpa] mówi o dodatkowych siłach, więc trzeba założyć minimum, że to będzie jedenaście tysięcy, a wersja maksymalna piętnaście tysięcy – podkreślił.

Może Cię zainteresować Prezydent: Stoję i będę stać na straży sojuszu polsko–amerykańskiego [PL/EN] Min. Marcin Przydacz: Możemy mieć poczucie dobrze wykonanej pracy

Podczas rozmowy poruszony został temat fałszywego zgłoszenia przez numer alarmowy 112, do którego doszło w sobotę. Dotyczyło ono rodzinnego domu Prezydenta Karola Nawrockiego w Gdańsku. – Państwo za sprawą tej sytuacji pokazało swoją „kartonowość” – stwierdził Marcin Przydacz.

Dodał, że nasuwa się więc pytanie, czy w momencie, gdy państwo polskie nie jest w stanie zabezpieczyć przed taką sytuacją domu rodzinnego Prezydenta, to czy jest w stanie zabezpieczyć Polaków przed atakami rosyjskimi czy białoruskimi. – W tym jest problem – zauważył.

Szef BPM wyjaśnił, że winy za tę sytuację nie ponoszą strażacy, którzy przyjechali na miejsce i podjęli działania lecz kierownictwo służb specjalnych, bo „dostają odpowiednie uprawnienia ustawowe, aby móc działać w cieniu i eliminować takie zagrożenia”.

– Moje główne zarzuty kierowałbym wobec Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i służb specjalnych, które po pierwsze powinny zwalczać tego typu cyberprzestępczość – mówił minister.

Przypomniał, że od początku maja dochodziło do wielu przypadków, gdy służby otrzymywały fałszywe zgłoszenia. Dotyczyły one między innymi redaktora Tomasza Sakiewicza, a także prof. Sławomira Cenckiewicza. – Politycy rządzący to obśmiewali – mówił Marcin Przydacz, dodając, że właśnie wtedy służby powinny się tym zająć, aby wyeliminować przyczynę tych sytuacji.