Menu rozwijane

22 maja 2026

W porannej audycji RMF FM szef Biura Polityki Międzynarodowej, minister Marcin Przydacz, odniósł się do zapowiedzi prezydenta Donalda Trumpa dotyczącej wysłania do Polski 5 tysięcy amerykańskich żołnierzy.

– Przede wszystkim to jest sukces Polski i Polaków. Będziemy wszyscy czuli się bezpieczniej, mając dodatkowych amerykańskich żołnierzy – powiedział. Prezydencki minister zaznaczył, że decyzja jest efektem dobrych relacji osobistych pomiędzy przywódcami, a ostatnie „niezbyt optymistyczne sygnały” ze strony Pentagonu udało się wyprostować poprzez działania dyplomacji prezydenckiej i dobrego kontaktu z prezydentem Stanów Zjednoczonych.

Możemy mieć poczucie dobrze wykonanej pracy. Polska jest ważnym sojusznikiem, ale istotna jest też ta bezpośrednia relacja prezydentów – dodał.

Odnosząc się do szczegółów rotacji, Marcin Przydacz zaznaczył, że „będzie to kwestia działań samego Pentagonu, w jakiej formule wypełnią decyzję własnego prezydenta”.

– Ja zakładam scenariusz minimalistyczny: przyjedzie 5 tys. zamiast tych 4 tys. zatrzymanych w rotacji. Efektem i tak będzie zwiększona obecność amerykańska – wyjaśnił.

Naszym kolejnym celem jest zmiana obecności z rotacyjnej na stałą, zwłaszcza że Amerykanie zapowiadają ograniczenie obecności w Niemczech. W przeciwieństwie do premiera Tuska, który mówi, że nie chce nikomu „podbierać” żołnierzy, a zwłaszcza „ulubionym przez niego Niemcom”, my uważamy, że lepiej, aby ci żołnierze przyjechali do Polski niż wracali do Stanów – kontynuował.

Nadmienił, że to prezydent Stanów Zjednoczonych podejmuje decyzję, a Pentagon ją implementuje. – Ostatnie tygodnie pokazały, że Pentagon czasem próbuje realizować działania inaczej, niż wskazywał prezydent. Scenariusz maksymalistyczny, o który będziemy zabiegać, to powrót 4 tys. z rotacji plus dodatkowe 5 tys. Wiele będzie zależało od Ministerstwa Obrony Narodowej – jakie warunki stworzy żołnierzom. Liczę, że rząd zacznie to realizować, a nie tylko „wypinać piersi do orderów”, gdy ktoś inny wykonał za nich ciężką pracę – powiedział.

Zaapelował do strony rządowej o „lepszy kontakt” z Kancelarią Prezydenta oraz stroną amerykańską.

– Wczoraj w ciągu dnia mieliśmy sygnał, że wieczorem pojawi się konkretny komunikat. Nie znaliśmy jego dokładnej treści ani tego, że prezydent Donald Trump wprost napisze o świetnych relacjach między prezydentami. Zaskoczona była strona rządowa – zachęcamy ich do lepszego kontaktu z nami i ze stroną amerykańską zamiast ich obrażania – zakończył.

W rozmowie z portalem „Wirtualna Polska”, szef BPM przekazał, że szereg działań koordynowanych przez Prezydenta, wykonywanych przez jego współpracowników, doprowadziło do tej decyzji. – Wiedzieliśmy, że po powrocie z Chin prezydent USA zajmie się tym tematem i przetnie spekulacje.(...) Ale przede wszystkim doprowadziła do tego dobra relacja pomiędzy prezydentami, wypracowywana przez ostatnie miesiące, o czym wprost pisze w swoim komunikacie Donald Trump – wyjaśnił. Swoje słowa skierował także w stronę rządzących.

To, co rząd psuł, Prezydent Karol Nawrocki naprawiał. Dla bezpieczeństwa Polaków – podkreślił.

Może Cię zainteresować Rzecznik Prezydenta: To sygnał potwierdzający dobre relacje polsko–amerykańskie Prezydent: Stoję i będę stać na straży sojuszu polsko–amerykańskiego [PL/EN]

Wieczorem w „Przekazie dnia” w Kanale Zero szef BPM stwierdził, że Polska jest wiarygodnym partnerem dla Stanów Zjednoczonych poprzez wypełnianie zobowiązań w ramach NATO. Jak dodał, stale zwiększamy wydatki na obronność i dokonujemy zakupu sprzętu na wyposażenie polskiej armii. 

– My przede wszystkim kupujemy sprzęt –  także amerykański – na własne potrzeby. Mamy takie przekonanie, że w ramach polityki odstraszania trzeba ten sprzęt kupować. Jasnym jest, że te kontrakty na pewno mają pozytywne znaczenie, ale myślę, że także w politycznych mniej kosztownych sprawach warto inwestować w tę dobrą relację, bo może ona nam się przydać w przyszłości – podkreślił. 

Przypomniał również, że w sprawie przystąpienia do Rady Pokoju nie było oczekiwania, by Polska dokonywała wpłaty w ramach członkostwa. Podkreślił, że finalnie nie przystąpiliśmy do tego formatu, ale poprzez fakt wyrażenia pewnego zainteresowania tą inicjatywą „zaskarbiliśmy sobie w jakimś sensie przyjaźń, takie poczucie, że w sytuacji potrzeby można na nas liczyć, w drobnej, nic niekosztującej sprawie”.

Dopytywany, czy Polska powinna polegać na sojuszu z Amerykanami stwierdził, że „przede wszystkim powinniśmy budować swoje własne zdolności”. – I to robimy – dodał Marcin Przydacz. 

– Natomiast w sytuacji, w której Rosja obawia się tylko tak naprawdę jednej armii, czyli armii amerykańskiej, my powinniśmy zrobić wszystko, żeby armia amerykańska odstraszała Rosjan. Oczywiście w duchu partnerskim, i w duchu solidarności – zauważył, dodając, że poprzez to Polska zyskuje czas na budowanie własnych zdolności.