Wieczorem na antenie Telewizji Republika minister Marcin Przydacz skomentował decyzję rządu dotyczącą przekazania Ukrainie sprzętu wojskowego. Zdaniem szefa BPM dyskusja wokół tego tematu unaoczniła kłamstwa premiera, który w kwietniu straszył Polaków możliwym rosyjskim atakiem w perspektywie kilku miesięcy, a jednocześnie oddawał Ukrainie „kluczowe elementy naszego uzbrojenia”.
Szef BPM podkreślił podczas rozmowy, że na sprawę należy spojrzeć szerzej, bo Polska od pierwszych dni wojny udzielała pomocy wojskowej i humanitarnej walczącej Ukrainie. Jak zaznaczył, wówczas nasze oczekiwania były takie, by Ukraina dzielnie stawiała opór rosyjskiemu agresorowi oraz wykazała solidarność w kwestii polityki historycznej.
– Polska po tych kilku latach nie doczekała się wyrazów solidarności ze strony ukraińskiej, stąd też ten sentyment zaczął się zmieniać u zwykłych ludzi, ale także u wielu polityków – podkreślił Marcin Przydacz.
Jak dodał, czym innym jest przekazywanie starego, postsowieckiego sprzętu w pierwszych dniach wojny – bez którego być może Kijów by się nie utrzymał – a czym innym przekazywanie dziś Ukrainie nowoczesnego, amerykańskiego uzbrojenia.
Przypomniał, że za rządów Zjednoczonej Prawicy „dołączyliśmy do klubu amerykańskich sojuszników w zakresie Patriotów”. – Jest bardzo duża kolejka, jeśli chodzi o pozyskiwanie tych rakiet – zauważył, dodając, że obrona polskiego nieba pozostaje wciąż priorytetem. – Ten niezwykle cenny sprzęt oddaje się Ukraińcom. I teraz pytanie, czy rząd cokolwiek w tej sprawie ugrał dla Polski w ostatnich miesiącach? – pytał szef BPM.
W ocenie ministra rząd ukrywał tę informację, bo „bał się reakcji społecznej”. – Informacja o przekazaniu pocisków do baterii Patriot pojawiła się w ukraińskiej infosferze już kilka miesięcy temu. To nie jest tak, że to jest jakaś tajemnica. Dzisiaj to już w ogóle nie jest tajemnicą, bo minister Władysław Kosiniak–Kamysz mówił o tym wprost – podkreślił Marcin Przydacz.
– Rząd z jednej strony straszy Rosją, a z drugiej strony oddaje kluczowe elementy naszego uzbrojenia. Donald Tusk po prostu wychodził po raz kolejny na kłamcę, straszył Polaków zupełnie niepotrzebnie – mówił, dodając, że jest to działanie nieodpowiedzialne, ponieważ w sytuacji zagrożenia nikt nie będzie traktował takich komunikatów poważnie – ani społeczeństwo, ani nasi sojusznicy.