Menu rozwijane

16 lutego 2026

Minister Karol Rabenda, pytany w porannej rozmowie na antenie Radia Wnet o budowę elektrowni atomowej w Polsce i współpracę ze Stanami Zjednoczonymi w tym obszarze, przekonywał, że jeśli chodzi o elektrownię atomową, to gigantyczny sukces, że ten proces został rozpoczęty po wielu latach różnych rządów. Przez obecny rząd jest deklaratywnie kontynuowany, choć monitorujemy to w Kancelarii Prezydenta – powiedział.

Karol Rabenda, pytany o temat energii w Polsce, odniósł się do prezydenckiego projektu ustawy „Tani Prąd – 33%”, który – jak wskazał – został zablokowany w Sejmie. Chodzi o inicjatywę ustawodawczą Prezydenta RP mającą na celu obniżenie cen energii dla gospodarstw domowych i przedsiębiorców.

Może Cię zainteresować Prezydent przeciwko sejmowej „zamrażarce”

Minister nie krył sceptycyzmu wobec postawy części koalicji rządzącej. Wskazał, że polityka blokowania inicjatyw prezydenckich jest elementem szerszego sporu politycznego. – Kryzys rządowy trwa od momentu, gdy wybory prezydenckie wygrał Karol Nawrocki – mówił.

Minister stwierdził, że dopóki obecny premier kieruje rządem, trudno spodziewać się współpracy przy projektach, które realnie obniżyłyby ceny energii. Podsumował, że jeśli Donald Tusk straci większość w rządzie, to możliwości przeprowadzenia zmian w Polsce będą inne.

Może Cię zainteresować Prezydent powołał Radę Energii i Zasobów Naturalnych Min. Rabenda o projekcie inicjatywy ustawodawczej Prezydenta „Tani prąd –33%”

Szeroko komentowana była również kwestia budowy elektrowni jądrowej w Polsce. Minister podkreślił, że samo rozpoczęcie procesu inwestycyjnego było gigantycznym sukcesem po latach prób różnych rządów. Zaznaczył, że obecny rząd deklaruje kontynuację projektu, jednak Kancelaria Prezydenta monitoruje postępy.

W procesie inwestycyjnym nawet drobne zaniechania administracyjne mogą po kilku latach skutkować poważnymi opóźnieniami – przestrzegał.

Dodał, że ewentualne wydłużenie harmonogramu oznaczałoby wzrost kosztów, a w konsekwencji wyższe ceny energii dla odbiorców.

– Dochodzą do nas głosy, że są zaniedbania; ta budowa nie tyle, że nie dojdzie do skutku, tylko będzie zrealizowana z opóźnieniem – przekazał minister

– Mówimy o dziesiątkach miliardów złotych, które są inwestowane w zasadzie w nasze bezpieczeństwo energetyczne. Jedną kwestią jest to, że ten prąd będzie, ale my mówimy o przyszłości polskiej gospodarki – zauważył. – Bez terminowej realizacji tej inwestycji w Polsce, będą problemy z dostarczaniem prądu, nie z jego ceną, nie z jego stabilnością, tylko z jego dostarczeniem. Jeśli kwestie administracyjne zostaną teraz „zawalone”, to ten termin będzie się wydłużał – wyjaśniał Karol Rabenda.

Minister odniósł się także do rozwoju morskiej energetyki wiatrowej. Zaznaczył, że pierwsze fazy projektów, planowane wcześniej w innych realiach gospodarczych, generują energię po niższych kosztach. Jednak kolejne etapy – realizowane w warunkach wyższych cen technologii i finansowania – mogą znacząco podnieść obciążenia systemu.

– To nie jest wyłącznie moja opinia. Pojawiają się głosy ze strony operatora systemu przesyłowego, że skala i tempo tych inwestycji muszą być racjonalnie dostosowane do możliwości finansowych państwa – podkreślił.

Na pytanie o to, czy kolejną taką ustawę Prezydent podpisze, czy zawetuje w kontekście budowy farm wiatrowych, odpowiedział:  

Jeśli zmieniamy prawo, żeby inwestycje takie czy inne mogły być realizowane to jest zmiana prawa, a to, czy będziemy budować kolejne farmy na Bałtyku, to jest decyzja polityczna – tłumaczył.

Karol Rabenda zapytany, czy możliwe jest obniżenie cen energii do poziomu około 300 zł za MWh ocenił, że bez zasadniczej zmiany polityki energetyczno–klimatycznej Unii Europejskiej będzie to niezwykle trudne.

– Model regulacyjny kształtowany w czasach pokoju w dużej mierze się wyczerpał. Dziś potrzebujemy poważnej debaty o tym, jak powinna wyglądać polska polityka energetyczna w nowych realiach geopolitycznych – zaznaczył.

Podkreślił również, że przy obecnym otoczeniu regulacyjnym duże instytucje finansowe nie są zainteresowane finansowaniem nowych bloków węglowych. – Przy takiej polityce unijnej tych środków po prostu by nie było. Banki inwestycyjne analizują ryzyko prawne i regulacyjne, a to w obecnym kształcie działa zniechęcająco – wskazał.