Menu rozwijane

06 października 2026

Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak, Wirtualna Polska: Prezydent powiedział, że Kancelaria Prezydenta nie dostała notatki ze spotkania wicepremiera Władysława Kosiniaka–Kamysza z prezydentem Donaldem Trumpem. A może prezydent wezwie na rozmowę swojego doradcę Nikodema Rachonia, by opowiedział o jej szczegółach? To on miał odegrać kluczową rolę w ustawieniu tego spotkania.

Rafał Leśkiewicz, rzecznik Prezydenta RP: Kluczowe jest to, że wicepremier Kosiniak–Kamysz sam kilka dni temu potwierdził, że do rozmowy doszło, i podziękował Kancelarii Prezydenta za pomoc w zorganizowaniu spotkania. To wpisuje się w ciąg działań, o których mówimy od początku prezydentury Karola Nawrockiego: w podejmowane wysiłki, by zwiększyć bezpieczeństwo Polski i doprowadzić do utworzenia stałej bazy wojsk amerykańskich w naszym kraju. Nie ma tu dwugłosu. Prezydent Nawrocki wykorzystał swoje kontakty z prezydentem Trumpem: uzyskał jego deklarację jeszcze we wrześniu zeszłego roku, a potem było to kontynuowane w kolejnych rozmowach. Tuż przed weekendem minister Marcin Przydacz był w USA i spotkał się z przedstawicielami administracji amerykańskiej także w tej sprawie. 

Tylko że w sprawie marcowego spotkania premier Tusk mówi, że kwestia bazy nie była poruszana, a raczej jakieś sprawy wewnętrzne Polski. Do tego dochodzi cała nadbudowa, że rozmawiano o tym, by de facto obalić rząd.

Premier Donald Tusk przyzwyczaił nas do niedomówień i manipulacji. Podobnie było z raportem szefa CIA, o którym publicznie mówił, a którego – jak się okazało – nie było. Do dyskusji w sprawie marcowego spotkania włączył się także minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który nic o tym spotkaniu nie wiedział. Relacje między premierem a wicepremierem Sikorskim to sprawa między nimi. Jeśli premier nie przekazał ministrowi Sikorskiemu treści rozmowy z ministrem Kosiniakiem–Kamyszem, to problem wewnątrz rządu. Widocznie nie ma zaufania do wicepremiera Sikorskiego.

To spotkanie, tak jak inne, dotyczyło – z tego, co mi wiadomo – utworzenia stałej bazy amerykańskiej w Polsce. To clou dyskusji z Amerykanami. Nie doszukiwałbym się drugiego dna. Premier Tusk wczoraj tylko TVN–owi, przechodząc na czerwonym świetle przez ulicę, napomknął, że chodziło o sprawy polskie. Nie ma podstaw, by tak twierdzić. Takie wypowiedzi są niepoważne, gdy finalizujemy moment podjęcia decyzji przez Amerykanów.

Czy do Pałacu nie docierały sugestie ze strony amerykańskiej, że chętnie widzieliby zmianę układu rządowego w Polsce? I Władysława Kosiniaka–Kamysza w roli premiera?

Proszę pytać pana premiera Kosiniaka–Kamysza. Mnie nic na ten temat nie wiadomo. Rozmawiamy przede wszystkim o stałej obecności wojsk amerykańskich, by wzmocnić wschodnią flankę NATO. Próby podważania dialogu z Amerykanami nie służą tej sprawie. Premiera, a przede wszystkim ministra Sikorskiego, zachęcam do mocniejszego zaangażowania, bo niewiele w tej sprawie robi.

Pan mówi o ministrze i premierze, ale ze strony Adama Bielana nieraz było słychać, że Amerykanie są krytyczni wobec tego rządu i premiera.

Nie będę komentował słów pana europosła. Mogę mówić o tym, za co odpowiadamy: robimy wszystko, by baza amerykańska powstała. Prezydent udrożnił komunikację z administracją amerykańską. Odbyło się wiele spotkań na różnych szczeblach, z udziałem przedstawicieli prezydenta i rządu. Nie uczestniczy w nich minister Sikorski. Te sprawy pilotuje wicepremier Kosiniak–Kamysz. Jak wygląda wymiana informacji w rządzie? To sprawa, za którą odpowiada premier Tusk.

Jaka jest obecnie wiedza Pałacu: jak daleko jesteśmy od stuprocentowej decyzji o bazie?

Wiemy, że trwa przegląd sił amerykańskich w Europie. Mówili o tym ministrowie Przydacz, Grodecki i przedstawiciele rządu. Przegląd ma się zakończyć raportem sekretarza wojny Pete'a Hegsetha dla prezydenta Trumpa. Zapewne na początku grudnia może zapaść decyzja – to Amerykanie zdecydują. Mamy kilka bardzo twardych deklaracji, ostatnią samego prezydenta Donalda Trumpa z 17 września, na Truth Social. Była też amerykańska grupa rekonesansowa w Polsce wizytująca miejsca, gdzie może powstać baza. Doprowadźmy ten temat wspólnie do końca.

Przechodząc do drugiego tematu: słychać głosy krytyczne wobec prezydenta w kontekście jego udziału w gali bokserskiej w Koszalinie. Padają pytania o ewentualną monetyzację prezydentury, o promowanie określonych środowisk czy osób. Czy nie był to błąd, że prezydent wziął w niej udział, tym bardziej że sponsorem była firma jego siostry? 

To wszystko tematy zastępcze, które mają przykryć gigantyczne problemy gospodarcze rządu.

Nawet jeśli zastępcze, to nie znaczy, że nie istnieją.

Tak, ale przede wszystkim warto porozmawiać o obniżonym ratingu, o którym rząd woli głośno nie mówić. Póki co udaje się rządzącym to przykryć sztucznie wykreowanymi tematami i atakami na prezydenta. Do tego pogłębiający się deficyt i rosnące zadłużenie.

Uciekamy od tematu. Pytamy o ten jeden. Wątpliwość nie jest od dziś: siostra prezydenta zarejestrowała ten znak.

Prezydent nie ma żadnego związku z marką Nawrocky.

Ale z siostrą już ma.

Siostra zarejestrowała znak towarowy, a to różnica w porównaniu z udziałami w firmie czy jej zarządzaniem. Ta firma była jednym z wielu sponsorów gali i sponsoruje wiele gal bokserskich w Polsce. Prezydent wziął udział na zaproszenie organizatorów, bo chciał obejrzeć pojedynek Kacpra Meyny.

Dzień wcześniej odwiedził Stargard, w sobotę był w Koszalinie – w Wyższej Szkole Straży Granicznej, a potem spotkał się z Polakami na Górze Chełmskiej. Nieprawdą jest, że – jak piszą niektóre media – było to krótkie spotkanie: trwało blisko dwie godziny. Nie było promowania żadnej marki. Prezydent nie wpływa na to, kto sponsoruje wydarzenia sportowe.

Mimo wszystko wcześniej widzieliśmy prezydenta w czapeczce czy bluzie z tym logo. 

Proszę pokazać chociaż jeden przykład z ostatnich miesięcy, kiedy prezydent ma na sobie ubrania tej marki. Każdy z nas chodzi w ubraniach różnych marek.

Czyli od tego czasu nastąpiła refleksja i prezydent nie będzie już eksponował tego logo?

Prezydent nie eksponuje tej marki i nie ma z nią związku. To prywatna inicjatywa biznesowa, nawiązująca do nazwiska. Sprawa, o którą panowie pytacie, jest sztucznie wykreowana, przede wszystkim przez media sprzyjające rządowi, bez pokrycia w faktach.

Chcieliśmy poruszyć „wątek koński”. Czy to kwestia stylu prezydentury, czy po prostu zamiłowanie Karola Nawrockiego do konnej jazdy sprawiły, że Kancelaria postanowiła dokupić dwa konie? 

Te dwa nowe konie pojawiły się w ubiegłym roku i na początku tego roku. Konie są jednak w ośrodku prezydenckim od początku lat 90. Bachus i Dżanet były tam za prezydentury Lecha Wałęsy, Aleksandra Kwaśniewskiego, śp. Lecha Kaczyńskiego i Bronisława Komorowskiego. Prezydent Kwaśniewski wybudował nawet stajnię. Jest tam masa zwierząt: muflony, daniele, jelenie, owce czy kozy. Prezydent jeździł konno przed objęciem urzędu i jeśli ma choć chwilę wolnego, stara się odpoczywać aktywnie.

Rządzący jednak krytykują prezydenta: niech realizuje dalej swoje pasje, ale za swoje, a nie za pieniądze publiczne. 

W ośrodku prezydenckim jest łącznie ponad setka zwierząt, w tym konie. Prezydent tego nie ukrywał, mówił w wywiadach, że od czasu do czasu jeździ konno. Konie mają tam schronienie i spokojnie żyją. Nie ma w tym nic złego. To kolejny temat zastępczy.

Dobrze, że prezydent nie ma słabości do czerwonych Ferrari, bo może jeszcze im trzeba byłoby „znaleźć schronienie” w jednym z ośrodków prezydenckich.

Panowie, naprawdę nie czujecie, że ta dyskusja wokół koni jest żenująca? To temat wywołany przez ludzi zajmujących się na co dzień czarnym PR.

Dyskusja jak dyskusja. Okazuje się też, że osoba opiekująca się zwierzętami dostaje około 20 tysięcy złotych miesięcznie.

Tak, ale nie za same konie, na miłość boską. Chodzi o wszystkie zwierzęta będące pod opieką jednego z ośrodków prezydenckich: daniele, jelenie, muflony, owce, kozy i wiele innych. Trafiały tam przez dziesiątki lat. Czy Kancelaria Prezydenta ma się teraz ich pozbyć? Żyją sobie spokojnie, pod opieką weterynarzy. Nikt tego nigdy nie ukrywał.

Pan minister stara się przedstawić to jako temat zastępczy, ale władza, pieniądze i czas wolny czołowych polityków zawsze ludzi interesują. Donald Tusk też jest na celowniku, gdy np. jedzie na narty w Alpy włoskie.

Nie damy się wciągnąć w scenariusz gry napisanej przez premiera Tuska. Gdy nie ma pomysłu na rządzenie i wyjście z kryzysu, wówczas pojawiają się tematy zastępcze. 

W takim razie ze spraw bardziej istotnych: czy coś wiadomo w sprawie zaprzysiężenia Macieja Berka?

Na razie nic się nie zmieniło, stanowisko pana prezydenta jest jasne. Pan minister Berek nie przedstawił żadnego dokumentu potwierdzającego dziesięcioletni okres wykonywania zawodu radcy prawnego. Nieoficjalnie wiemy, że po stronie rządowej też jest konsternacja, bo zdano sobie sprawę, że z Maciejem Berkiem „przegrzano”, gdyż nie spełnia wymogów formalnych. Ataki na Karola Nawrockiego – udział w gali czy konie – to próba przykrycia takich właśnie spraw, które obciążają rządzących. 

Równie dobrze można uznać, że to są zróżnicowane formy wywierania przez rząd presji na Pałac, by osiągnąć inne cele. W ostatnich dniach przekonali się, że czasem presja ma sens: choć prezydent mówił, że ustawa pozwalająca obniżyć ceny paliw dzięki pieniądzom od koncernów paliwowych jest niekonstytucyjna, to i tak ją podpisał. Rządzący dziś wręcz triumfują.

Nie zgadzam się z takim stawianiem sprawy. Prezydent wyraźnie podkreślił w czwartkowym orędziu, że ludzie nie będą zakładnikami fanaberii i cynicznej polityki Donalda Tuska. Nadal uważa przepisy ustawy za niekonstytucyjne, ale odpowiedzialność za nią jest po stronie rządzących. To Trybunał Konstytucyjny stwierdzi, czy ustawa jest zgodna z ustawą zasadniczą. Rząd następnego dnia po podpisaniu ustawy obniżył VAT i akcyzę na paliwa, dlatego są tańsze.

Akcyzę – dzięki ustawie.

Tak, akcyzę dzięki ustawie, VAT rząd mógł obniżyć niezależnie od decyzji pana prezydenta. Reszta przepisów dotyczących tzw. windfall tax wchodzi od 1 listopada. Teraz twierdzą, że dosypią sobie pieniędzy od spółek na sfinansowanie obniżek na stacjach. Zobaczymy, czy tak będzie i na jak długo. A paliwo ponownie drożeje. 

Taki moment rynkowy. Bez „CPN” byłoby jeszcze drożej.

Prezydent nie chciał stawiać na szali dobra Polaków płacących wysokie ceny za paliwo. Te kilkanaście miliardów złotych, które trafiły do Orlenu, to czysty zysk i większe przychody budżetu państwa kosztem portfeli zwykłych Polaków. Dlaczego programu „CPN” nie było, gdy Polacy wyjeżdżali na wakacje, a rolnicy mieli żniwa? Wtedy wszyscy płacili bardzo drogo za paliwo. Prezydent domaga się też obiecywanych przez rząd dopłat do paliwa rolniczego.

Sprawa ciągnie się od lipca. Już wtedy można było zakończyć ten serial, a tak temat uruchomienia kolejnego „CPN” przeciągnął się na październik.

Można było znacznie wcześniej, gdyby ustawa była konstytucyjna.

Waszym zdaniem dalej jest niekonstytucyjna, a mimo to wtedy podpisu prezydenta nie było, a teraz jest.

Prezydent już wtedy mówił, że nie jest zgodna z konstytucją, dlatego skierował ją w trybie prewencyjnym do TK. Rządzący nie wyciągnęli wniosków. Dobro Polaków ponad wszystko, dlatego teraz ustawa została podpisana i w trybie następczym skierowana do TK, który ją oceni.

Na koniec: widział pan wypowiedź amerykańskiego publicysty Tuckera Carlsona? W rozmowie z angielskim politykiem twierdził, że Anglicy bez sensu zaangażowali się w II wojnę światową, relatywizował powody, dla których Hitler napadł na Polskę.

To piramidalne bzdury. Hitler mówił o konieczności zwiększenia niemieckiej przestrzeni życiowej, tzw. Lebensraum, wskazując m.in. na Polskę. Ekspansja terytorialna hitlerowskich Niemiec była jedną z głównych przyczyn wywołania II wojny światowej. Co kluczowe, Hitler rozwijał gospodarczo Niemcy dzięki przemysłowi zbrojeniowemu, a parcie do wojny było elementem twardej polityki III Rzeszy. Nie ma co do tego wątpliwości u nikogo, kto zna choć trochę historię.

T. Żółciak, G. Osiecki