Menu rozwijane

01 kwietnia 2026

W programie „Minęła 20.05” na antenie telewizji wPolsce24 Szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz odpowiadał na pytania dotyczące sytuacji na świecie i kryzysu w koalicji rządzącej w Polsce. Odniósł się też do przyjęcia przez Prezydenta ślubowania dwojga spośród sześciorga wybranych przez Sejm sędziów do Trybunału Konstytucyjnego.

Sytuacja jest rzeczywiście niezwykle zagmatwana z uwagi na próbę paraliżu Trybunału Konstytucyjnego. Od półtora roku [koalicja rządząca] nie wybierała żadnego sędziego, mimo że przepis mówi o konieczności wskazania kandydata na 30 dni przed upływem poprzedniej kadencji. Sejm miał większość, aby [tych kandydatów] wskazać – powiedział minister.

Poinformował, że decyzja Prezydenta Karola Nawrockiego odebrania przyrzeczenia od dwojga kandydatów, mimo że ich wybór nie był zgodny z przepisami, wynikała z faktu, że do pełnego składu sędziów brakowało właśnie dwóch nazwisk, a żebyTrybunał Konstytucyjny mógł funkcjonować, musi być pełen skład, czyli jedenastu sędziów.

W dalszej części rozmowy minister w Kancelarii Prezydenta skomentował zapowiedź Donalda Trumpa, który stwierdził, że rozważa wycofanie Stanów Zjednoczonych z NATO. Amerykański przywódca określił NATO mianem „papierowego tygrysa”, po tym, jak sojusznicy nie poparli jego działań militarnych w Iranie.

NATO opiera się o siłę Stanów Zjednoczonych, więc jakiekolwiek decyzje tego typu to jest rozpad Sojuszu – mówił Marcin Przydacz i dodał, że Prezydent Trump próbuje wywrzeć w ten sposób presję na państwa Europy Zachodniej, żeby wsparły operację militarną na Bliskim Wschodzie.

– Jestem przekonany, że to jest forma nacisku na zachodnioeuropejskich sojuszników. Prezydent Trump mówi: w Zatoce Perskiej jest potrzeba wsparcia, więc jeśli ja mam sojuszników, którzy ode mnie oczekują wielu spraw, to dzisiaj ja oczekuję poparcia i pomocy, zwłaszcza tych, którzy mają marynarkę wojenną. A oni mówią: nie będziemy pomagać, w ogóle nas to nie interesuje – zauważył minister.

Marcin Przydacz przekonywał jednocześnie, że Polska ma bardzo dobre relacje ze Stanami Zjednoczonymi i takie nadal należy starać się utrzymywać. Jak bowiem zauważył „prezydent Trump jest naprawdę gotów do podejmowania daleko idących decyzji”.

W naszym interesie jest, żeby amerykańskie wojska tu były, żeby sprzęt, który rozlokowali był i straszył naszych potencjalnych wrogów. Wydaje mi się, że taktyka, jaką przyjął Prezydent Nawrocki, żeby starać się utrzymywać jak najlepszą bezpośrednią relację, choć nie musi się zgadzać w każdej sprawie, jest dobra – stwierdził.

Minister ocenił, że dyplomacja jest od tego, żeby przede wszystkim budować bezpieczeństwo. Zauważył też, że Stany Zjednoczone nie wycofują swoich żołnierzy z Polski, a to pokazuje, że w kontaktach międzynarodowych obu krajów nic się nie zmienia.  

–  Bezpieczeństwo dzisiaj oparte jest też o 10 tysięcy żołnierzy [amerykańskich], którzy są w Polsce. Trump ich nie wycofuje, choć wycofał na przykład z Rumunii. Mało tego, mówi, że nawet z Niemiec może przesunąć te wojska do Polski. To chyba dobrze, prawda? – zastanawiał się.

Skomentował także sytuację na Bliskim Wschodzie pod kątem szans na zakończenie konfliktu. Stwierdził, że choć zdolności Iranu są bardzo ograniczone, to „strategia, którą przyjął Izrael i Stany Zjednoczone, w pełni się nie realizuje”. – Zmiany, upadku systemu nie ma, więc zakładam, że Stany Zjednoczone zweryfikują swoje działania – ocenił.

Zaznaczył, że trzeba brać pod uwagę, że w tej chwili toczą się rozmowy między stronami konfliktu i od nich może zależeć sytuacja w najbliższych tygodniach.

– Marco Rubio powiedział, że jeszcze dwa tygodnie co najmniej, albo nawet więcej, więc zakładam, że ta operacja może jeszcze potrwać. No chyba, że „podskórne rozmowy”, o których możemy się tylko domyślać, jakoś się potoczą – podsumował.

Minister skomentował też bieżące wydarzenia w polityce krajowej. Pytany o kryzys w koalicji rządzącej po tym, jak Donald Tusk nie poparł projektu ustawy o Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych złożonej przez PSL, odpowiedział, że możliwe są różne scenariusze.

Jasnym jest, że rząd Tuska dzisiaj „wisi” na głosach PSL–u i ludzi od Hołowni. Trzecia droga, która szła do władzy z czymś pomiędzy PiS a PO, stała się trzecią drogą do powrotu Donalda Tuska. Oszukała swoich wyborców i wyborcy zareagowali na to, bo poparcie dla tych partii bardzo mocno spadło. Gdyby oni się zdecydowali na inną wariację, to z całą pewnością każda opcja, w której nie Donald Tusk, nie Roman Giertych decyduje o tym, co jest w Polsce, byłaby lepsza – podsumował.

 

Może Cię zainteresować Szef KPRP: Prezydent RP przyjął ślubowanie od dwojga sędziów Trybunału Konstytucyjnego Minister Leśkiewicz: Prezydent RP nie ulega żadnej presji w sprawie sędziów