– Nazwanie jednej z jednostek ukraińskiej armii im. „bohaterów UPA” jest obrazą stu kilkudziesięciu tysięcy Polaków, cywilów, którzy zostali bestialsko zamordowani przez bandytów z UPA – ocenił szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz, który był gościem Polsat News.
Ta decyzja (nazwania jednostki wojskowej im. „bohaterów UPA”) była skandaliczna i myślę, że każdy z Polaków, nie tylko tych, którzy się interesują historią, ale po prostu, którzy szanują siebie i swoją własną historię, nie wyobrażał sobie innej reakcji – zaznaczył.
Wskazał, że trzeba było twardo zareagować i dlatego Prezydent uznał, że Prezydent Wołodymyr Zełenski nie jest godzien noszenia Orderu Orła Białego po tym, co zrobił, jakie podjął decyzje. Przypomniał, że „proces gloryfikacji UPA trwa od kilku lat”. Jak zauważył, pojawiają się pomniki, nazwy stadionów, pomysły panteonu, że dowódcy czy liderzy UPA będą pochowani w jakiejś świeckiej świątyni.
Pytany, czy z Kijowa dotarł jakiś sygnał w sprawie propozycji odebrania Prezydentowi Ukrainy najwyższego polskiego odznaczenia, odpowiedział: „Do KPRP taki sygnał ani reakcja nie spłynęła. Być może do ambasady polskiej w Kijowie albo do MSZ, aczkolwiek wątpię. Myślę, że takiej bezpośredniej reakcji nie było”.
Minister podkreślił, że w 2022 roku, w momencie kiedy Ukraina została napadnięta przez Rosję – w odruchu solidarności, ale też poczucia własnego bezpieczeństwa – wielu Polaków, a także rządzący, uznali, że teraz to jest czas na to, aby Ukraina mogła walczyć z Rosją, aby móc w przyszłości rozmawiać w ogóle z Ukrainą o tematach historycznych.
– Wołodymyr Zełenski w tamtym czasie jawił się dla wszystkich jako niezłomny człowiek, który nie wyjechał z Kijowa, który dowodził, który jednak utrzymał stabilność swojego państwa. Po drugie, Andrzej Duda otrzymał najwyższe odznaczenie ukraińskie i tak jest między głowami państw, że ta wzajemność jest mile widziana – mówił Marcin Przydacz.
Minister dopytywany o ewentualny brak kontrasygnaty premiera Donalda Tuska pod postanowieniem o odebraniu Orderu Orła Białego Wołodymirowi Zełenskiemu: „Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której premier Donald Tusk będzie blokował tego typu decyzje”.
– Wydaje mi się, że pan Donald Tusk musi mieć elementarne wyczucie w tej sprawie i nie będzie stawał po stronie tak zwanych „bohaterów z UPA”, tylko stanie po stronie polskich ofiar – powiedział.
Szef BPM zaznaczył, że w obecnej sytuacji „najlepszym krokiem byłoby odmrożenie projektu ustawy Prezydenta dotyczącego zakazu banderyzmu, zakazu gloryfikacji banderyzmu, przeciwdziałania tej gloryfikacji w Polsce”. Od września 2025 roku projekt ten znajduje się w tzw. „sejmowej zamrażarce”.
– Pamiętajmy, że w polityce bezpieczeństwa jednak podstawowym naszym zagrożeniem jest polityka Federacji Rosyjskiej – akcentował. – Chodzi nam o to, aby Federacja Rosyjska przestała być zagrożeniem. I tutaj Pan Prezydent o tym mówił, w polityce bezpieczeństwa jesteśmy przeciwko agresywnej polityce rosyjskiej. Natomiast w polityce historycznej nie możemy – tak jak, zdaje się, chciałby Donald Tusk – zamykać oczu na to, co robi Ukraina w kontekście promocji bandytów z UPA – powiedział.
Karol Nawrocki stoi po stronie ofiar i polskiej pamięci, Donald Tusk, jak widać, stoi po stronie usprawiedliwiania, gloryfikacji bandytów z UPA – zaznaczył minister.
Minister był również pytany o informacje dotyczące amerykańskich planów obecności żołnierzy USA w Polsce. – Prace planistyczne, strategiczne trwają w Pentagonie i myślę, że przez najbliższe tygodnie jeszcze potrwają. Możemy się spodziewać całościowego obrazu obecności amerykańskiej w Europie – mówił szef BPM.
– Mamy decyzję polityczną wypracowaną przez Pana Prezydenta Nawrockiego – opublikowany komunikat Prezydenta Donalda Trumpa: do Polski przyjedzie dodatkowych 5 tysięcy żołnierzy – przekonywał.