– Trwa przeciąganie linii. Naszym celem jest pokazanie, że nie jesteśmy podzieleni, jesteśmy reaktywni. Jestem głęboko przekonany, że Rosja – dziś uwikłana w wojnę na Ukrainie – nie jest chętna, ani gotowa, by realnie zmierzyć się z siłą NATO – ocenił Szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz w programie „Rymanowski Live” na You Tube, komentując rosyjskie prowokacje w ostatnich tygodniach.
Jak podkreślił, Polska nie chce wojny, ale na rosyjskie drony, które w nocy z 9 na 10 września br. znalazły się w polskiej przestrzeni powietrznej, odpowiedzieliśmy ogniem. Dodał, że w Polsce jesteśmy impregnowani na rosyjskie prowokacje. – Nie popadamy w przesadny strach, ale pamiętam, gdy Rosjanie postraszyli podniesieniem bombowców strategicznych o zdolnościach nuklearnych, to przedstawiciele Europy Zachodniej, wychowani w duchu zimnej wojny, spoglądali na to z niepokojem. Taki jest cel Rosji: by przestraszyć.
Szef BPM zwrócił uwagę na niedawne słowa przywódcy USA, który po raz pierwszy przyznał, że Ukraina może wygrać tę wojną i odzyskać całe terytorium. – Jasne jest, że Donald Trump chciałby, by większe koszty wsparcia Ukrainy poniosły państwa europejskie – dodał. Jego zdaniem amerykański prezydent słusznie zadaje pytanie, jak to jest, że europejskie państwa finansują zaatakowaną przez Rosją Ukrainę, a z drugiej strony kupują z tejże Rosji surowce energetyczne, a za te pieniądze Rosja buduje armię, która atakuje Ukrainę.
Jak dodał, niczym nowym nie są uwagi Donalda Trumpa, że Europa powinna być bardziej odpowiedzialna za swoje bezpieczeństwo. – Stany Zjednoczone mają teraz także inne wyzwania – powiedział, zwracając uwagę, że o bardziej proporcjonalny rozkład kosztów apelował już wcześniej jeden z poprzednich Prezydentów USA Barack Obama.
Według Marcina Przydacza, to USA i amerykańscy żołnierze w największym stopniu gwarantują bezpieczeństwo Polsce i w naszym interesie jest zabieganie o ich jak najliczniejszą obecność. – Jedyną siłą zdolną do zatrzymania ewentualnego pochodu Rosjan są Stany Zjednoczone – podkreślił. – Nie możemy oprzeć swego bezpieczeństwa tylko o Republikę Federalną Niemiec.
Szef BPM zwrócił uwagę, że niestety rosyjską ropę wciąż kupują Węgrzy, Słowacy i Turcy, ale – o czym rzadziej się mówi – od początku wojny na Ukrainie aż o 60 proc. wzrósł import rosyjskiego LNG do Europy Zachodniej, z czego korzystają m.in. Niemcy.
Przypomniał starą zasadę: chcesz mieć pokój, szykuj się do wojny. – Dlatego jak najszybciej musimy mieć silną armią, ale jednocześnie nie straszyłby Polaków, że lada moment nie wiadomo, co się wydarzy – dodał.
Szef BPM uznał, że konieczne jest jak najszybsze zakończenie sporu o ambasadorów między ośrodkiem rządowym a prezydenckim, bo ich brak zwłaszcza w kluczowych stolicach nie służy Polsce.
– Co innego, gdy spór trwa tydzień czy miesiąc, ale on już trwa ponad rok. Mam propozycję dla Ministra Sikorskiego: trzeba zaczął przestrzegać prawa – podkreślił.
Może Cię zainteresować Szef BPM spotkał się z Wiceministrem Spraw ZagranicznychMarcin Przydacz powiedział, że nie jest wykluczone, że Prezydent Karol Nawrocki będzie korzystał z rozwiązań przewidzianych w ustawie o służbie zagranicznej czyli tzw. prezydenckich ambasadorów upoważnionych do specjalnych spraw. – Coś takiego może się wydarzyć – zapowiedział.
Zapytany o stosunek Polski do sytuacji w Strefie Gazy przypomniał, że Karol Nawrocki poruszył tę kwestię podczas niedawnego wystąpienia podczas debaty generalnej 80. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku: „Polska niezmiennie opowiada się za dwupaństwowym rozwiązaniem konfliktu na Bliskim Wschodzie, w taki sposób, aby dać zarówno Palestyńczykom, jak i Izraelczykom prawo do życia w pokoju i bezpieczeństwie”.
Odpowiadając na pytanie o losy najnowszej ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy, która czeka na podpis Prezydenta RP Marcin Przydacz przypomniał, że po wecie noweli ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy, Karol Nawrocki zaproponował Sejmowi własny projekt ustawy.
– Źle się stało, że Sejm nie chciał procedować tej ustawy, bo wtedy miałby 100–procentową pewność, ze Prezydent ją podpisze – ocenił minister. Jak dodał, niezależnie od ostatecznej decyzji Prezydenta RP w tej sprawie, Karol Nawrocki będzie oczekiwał, by do katalogu przepisów karnych zostało dodane – obok obowiązującego zakazu propagowania ideologii faszystowskiej, nazistowskiej i komunistycznej – także propagowanie banderowskiej ideologii OUN.