Fakt braku obecności polskiego przedstawiciela w Genewie, w rozmowach dotyczących przyszłości Europy Środkowej nie jest optymalny z punktu widzenia naszego interesu. Pytanie, dlaczego rząd do takiej sytuacji doprowadza – powiedział w Polsat News szef BPM Marcin Przydacz.
Przypomniał, że do tej pory rozmowy dotyczące negocjacji pokojowych prowadziła koalicja chętnych. – Jak jest podbramkowa sytuacja, to rząd sam nie potrafi niczego załatwić i mówi: teraz to niech Prezydent się zaangażuje – dodał.
Minister podkreślił, że „współpraca z rządem w tak kluczowym momencie, jaki obserwujemy, nie jest najlepsza”. – Premier zakazał szefom służb przychodzenia do Pałacu Prezydenckiego, to nie ułatwia dialogu. Na skutek decyzji politycznej, minister Sikorski sparaliżował prace naszej ambasady w Waszyngtonie, nie mamy tam ambasadora, więc nasza skuteczność jest niestety ograniczona – powiedział.
Marcin Przydacz podkreślił, że stanowisko Prezydenta w sprawie planu pokojowego dla Ukrainy jest jasne: Karol Nawrocki nie ma krzty zaufania do ustaleń, jakie miałby podpisywać Władimir Putin, bo Rosja putinowska nie dotrzymuje porozumień. – Prezydent mówił wprost, że nie można wprowadzać ustaleń ponad głowami regionu, Ukraińców i Wołodymyra Zełenskiego. Jeśli coś ma być stałe, to nie może główny aktor być pomijany – dodał.
Pytany o pomysł zorganizowania igrzysk olimpijskich w Warszawie, minister przypomniał, że nie jest nowy pomysł, bo pojawiał się w przestrzeni publicznej, kiedy ministrem sportu był Kamil Bortniczuk. – Prezydent jest zwolennikiem dużych projektów, podnoszących Polskę na wyższy poziom organizacyjny, wyższy poziom rozpoznawalności międzynarodowej. Diabeł tkwi w szczegółach. Pytanie o timing, o koszty i co powinno być najpierw realizowane. Najważniejszy jest rozwój gospodarczy i bezpieczeństwo, a takie projekty mogą być realizowane w dalszej kolejności – powiedział.
Marcin Przydacz został również zapytany o decyzję Karola Nawrockiego w sprawie przyjętej przez Sejm 21 listopada nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Wskazał, że „Prezydent nie jest zwolennikiem ograniczania wolności słowa zwłaszcza w internecie, a UE do tego zmierza”. – Mam wątpliwości, czy chodzi o ograniczanie hejtu, czy ograniczenie wolności głoszenia poglądów, zwłaszcza prawicowych. Nie wylewajmy dziecka z kąpielą, bo niedługo nie będziemy mogli czegoś napisać w internecie, bo jakiś urzędnik uzna, że to jego zdaniem nie mieści się w ramach wolności słowa – powiedział.