Szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta Marcin Przydacz był gościem wieczornej rozmowy w programie „Przekaz Dnia” w Kanale Zero. Podczas rozmowy poruszono kwestię m.in. expose ministra MSZ, Radosława Sikorskiego.
– Muszę powiedzieć, że z dużą dozą zaskoczenia przyjąłem niektóre tezy, które minister Sikorski próbował lansować – mówił. Przyznał, że wystąpienie daleko odbiegało od tego, jak duża część polskiej prawicy myśli o sprawach międzynarodowych.
Marcin Przydacz wskazywał, że szef polskiej dyplomacji uznał, że kilkanaście minut swojego wystąpienia poświęci na „zwalczanie niewidzialnego i nieistniejącego wroga”. – Wykreował sobie takiego „chochoła” w postaci rzekomego Polexitu i zaczął go aktywnie zwalczać – stwierdził. Prezydencki minister podkreślił, że wielu polityków dzisiejszej prawicy było i jest za tym, żeby Polska była w Unii Europejskiej.
Następnie minister Marcin Przydacz był również gościem programu „Debata Gozdyry” w Polsat News. Rozmowa dotyczyła kluczowych wyzwań polskiej polityki zagranicznej i obronnej.
Minister Marcin Przydacz, pytany o aktualny stan relacji polsko–amerykańskich, podkreślił, że w polityce zagranicznej nie ma miejsca ani na naiwność, ani na niepotrzebną konfrontację. Jak zaznaczył, Polska musi prowadzić politykę opartą na twardym rachunku interesów.
Trzeba mieć świadomość, że Stany Zjednoczone są państwem dużo silniejszym niż Polska. To Polsce raczej zależy na sympatii Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza w polityce bezpieczeństwa – powiedział.
Podczas rozmowy zwrócił uwagę na to, że obecność wojsk amerykańskich w Polsce jest realnym gwarantem bezpieczeństwa, zwłaszcza w kontekście zagrożeń ze strony Rosja. Jednocześnie podkreślił, że relacja ta nie jest jednostronna. – Oferujemy Amerykanom współpracę energetyczną, nuklearną, kupujemy sprzęt wojskowy. Jesteśmy partnerem do rozmowy, a nie tylko biorcą – zaznaczył.
Szef BPM zaznaczył, że choć nie wszystkie decyzje administracji prezydenta Donalda Trumpa są zbieżne z polską wrażliwością, to w kluczowych kwestiach bezpieczeństwa Polska uzyskiwała konkretne rezultaty. – Kwestia utrzymania obecności wojskowej amerykańskiej w Polsce – mówiło się różnie, że być może wycofają. Z Rumunii wycofali część, z Polski nie wycofali. Zaprosili nas do G20. Tam gdzie, o coś zabiegaliśmy, to raczej uzyskiwaliśmy pozytywne decyzje. Natomiast kwestie dialogu ze stroną rosyjską oczywiście, że w pewnych aspektach nas niepokoją – wskazał.
Minister odniósł się także do ograniczenia finansowania wsparcia dla Ukrainy przez USA.
One są ograniczane, bo rzeczywiście prezydent Trump mówi: „przecież to jest przede wszystkim problem Europy”. To Europa ma wojnę, bogata Europa ma wojnę na swoim kontynencie, to niechże zacznie nieco bardziej inwestować w swoje własne bezpieczeństwo – przekonywał.
Marcin Przydacz wskazał, że nie mamy prawa oczekiwać, żeby amerykański podatnik przedkładał europejskie bezpieczeństwo nad własne, w sytuacji, w której są takie państwa Europy, które nie płacą jeszcze nawet 2% PKB. – Więc w tym sensie to nie jest idealna sytuacja, ale jakieś argumenty po stronie amerykańskiej stoją – mówił.
Szef BPM podkreślił jednak jednoznacznie w temacie Ukrainy, że trzeba stać po stronie prawa międzynarodowego i nienaruszalności granic.
Ukraińcy muszą sami decydować o swoim terytorium i to oni będą o tym finalnie podejmować decyzję – zaznaczył.
W dalszej części rozmowy minister odniósł się do relacji z Unią Europejską. – Ja nie jestem przeciwnikiem integracji europejskiej. Uważam, że trzeba być aktywnym członkiem Unii Europejskiej, ale aktywnym i asertywnym – podkreślił.
Marcin Przydacz przekonywał, że tam, gdzie jest coś zgodne polskim interesem, to głosujemy „za” i się cieszymy, a tam, gdzie pojawiają się pomysły chore i głupie, to trzeba umieć też twardo powiedzieć: „nie, na to się nie zgadzamy”. Krytycznie ocenił brak skuteczności rządu w blokowaniu niektórych unijnych inicjatyw, wskazując m.in. na pakt migracyjny oraz umowę Mercosur.
Znaczną część rozmowy poświęcono instrumentowi finansowania zbrojeń w ramach UE, programowi SAFE. Marcin Przydacz podkreślił, że co do zasady zwiększanie wydatków na obronność jest konieczne, jednak pojawiają się pytania o mechanizmy decyzyjne.
– W sytuacji, w której pojawiła się poprawka w Sejmie, żeby te słowa rządu – że 90% środków trafi do polskiego przemysłu – zapisać w postaci ustawy, to rząd mówi: „nie będziemy tego zapisywać”. Posłowie opozycji mówią: „to wpiszmy, że chociaż połowa trafi do polskiego przemysłu”, a rząd na to: „aż połowa to nie”. Więc jest obawa, że te pieniądze zostaną wytransferowane do przemysłu innego, także zachodnioeuropejskiego, niemieckiego – wskazywał.
Minister przekonywał, że trzeba rozbudowywać przemysł zbrojeniowy. – Czy przy pomocy programu SAFE? Tego jeszcze nie wiemy, bo ustawa nie wyszła, nie wiemy, czy Prezydent ją podpisze. Są znaki zapytania. Co do zasady uważam: więcej pieniędzy na zbrojenia – tak – podsumował.
Prezydent finalnie musi podjąć decyzję i będzie ją podejmował nie w oparciu o sondaże, bo one mogą się zmieniać w zależności od argumentów w mediach, ale w oparciu o interes państwa polskiego – mówił.