Menu rozwijane

15 marca 2022

Rosyjska armia atakująca Ukrainę wykazuje się niskimi walorami bojowymi. Frustracja przekształca się w zbrodnie wojenne – mówił w TVN24 prezydencki minister Jakub Kumoch. Dodał, że Polska wspiera Ukrainę, bo „wierzy w jej zwycięstwo”. – Jesteśmy przekonani, że agresor może zostać odparty – powiedział.

O rosyjskiej agresji na Ukrainę i jej przebiegu mówił w „Rozmowie Piaseckiego” w TVN24 prezydencki minister, szef Biura Polityki Międzynarodowej Jakub Kumoch.

– Sytuacja na froncie agresji rosyjskiej wygląda tak, że Rosja słabo się posuwa, wręcz wcale nie posuwa się do przodu, a w niektórych miejscach okopuje się na pozycjach. Kiedy armia lądowa wykazuje się niskimi walorami bojowymi, trwa ostrzał miast i terroryzowanie ludności cywilnej – mówił.

Zaznaczył, że „nie jest to nic nowego”, bo „bardzo często w wojnach frustracja przekształcała się w zbrodnie wojenne”. – Widzieliśmy to w naszym kraju w czasie drugiej wojny światowej. (...) Przypominam sceny z Powstania Warszawskiego. Kiedy Niemcom nie udawała się walka, mordowali jeszcze bardziej. Armia Putina zachowuje się w bardzo podobny sposób – dodał Kumoch.

Wspieramy Ukrainę, bo wierzymy w jej zwycięstwo

Jesteśmy przekonani, że agresor może zostać odparty, że to ma sens, że rosyjska armia jest w stanie głębokiej demoralizacji i sam fakt, że państwo, które miało zająć Ukrainę, dzisiaj próbuje zachować pozycje, które zdobyło, świadczy o tym, że agresja się nie udała – powiedział prezydencki minister.

Stwierdził, że „Rosja żadnej gigantycznej armii za plecami nie ma”. – Rosji pozostał sprzęt do zabijania ludzi i to niestety jest realizowane. Samo rozszerzanie działań wojennych posunęłoby Rosję dalej w dół. Pamiętajmy, że to raptem 140–milionowy kraj. To nie jest jakaś niekończąca się, niemająca granic potęga. Jej armia też ma swoje limity. One dosyć szybko stały się widoczne – mówił.

Przestrzegał jednak przed przekonaniem, że sytuacja jest dobra. – Ona nie jest dobra dla ludności cywilnej. – Są wielkie oblężone miasta, sytuacja humanitarna jest dramatyczna – zaznaczył.

Byłoby szaleństwem ze strony Putina zaczynanie wojny z którymś krajem NATO

Jakub Kumoch pytany o ewentualne rozszerzenie obecnego konfliktu na inne państwa, powiedział, że „oczywiście Rosjanie są na Białorusi, Bialoruś jest okupowana przez armię rosyjską, armia rosyjska robi tam, co chce”.

– Natomiast Polska jest krajem bezpiecznym, jest w NATO i nie będzie – w naszej ocenie – celem ataku. Gdyby była, to świadczyłoby o zupełnym odejściu Putina od rzeczywistości – ocenił.

Rosja – dodał prezydencki minister – „w tej wojnie może sobie pozwolić na zgromadzenie 200 tysięcy żołnierzy i użycie ich w walce”. – Natomiast NATO ma pod bronią 2 miliony żołnierzy. Byłoby szaleństwem ze strony Putina zaczynanie wojny z którymś krajem NATO. A dowolna prowokacja wobec Polski, Łotwy, Litwy, czy Estonii skończy się uruchomieniem artykułu 5 – zapewniał.

Zamknięcie nieba nad Ukrainą obniżyłoby liczbę ofiar wśród ludności cywilnej

Jakub Kumoch odniósł się też do sprawy przekazania polskich MiG–ów 29 ukraińskiej armii. – Zostało jasno postawione przez Polskę, że Polska jest gotowa oddać samoloty, jeśli będzie to decyzja sojusznicza i będzie to zrobione wspólnie. Byliśmy gotowi oddać za darmo część lotnictwa wojskowego, by ukraińskie niebo było bronione. Uznajemy, że to musi być decyzja sojusznicza. Państwa NATO nie działają na własną rękę, bo inaczej wciągałyby cały sojusz w swoje konflikty – powiedział.

Dopytywany, czy nad Ukrainą powinna być wprowadzona strefa zakazu lotów przyznał, że „zamknięcie nieba nad Ukrainą w znacznym stopniu obniżyłoby liczbę ofiar wśród ludności cywilnej”. – Ale zamknięcie nieba oznacza zestrzeliwanie wszystkich statków powietrznych, jakie się znajdą nad danym krajem. Zestrzelenie rosyjskiego samolotu oznaczałoby konflikt NATO z Rosja. Jak rozumiem, zgody politycznej na zachodzie na taki konflikt nie ma – mówił.

Szef BPM był pytany na antenie TVN24 o polskich ochotników walczących na Ukrainie – bez zgody MON – za co może im grozić do 5 lat więzienia oraz czy mogliby oni liczyć na ułaskawienie ze strony Prezydenta.

– Wczoraj ukazał się wywiad pana prezydenta, w którym poruszył tę kwestię. Mówił, żeby pamiętali, że jest cały czas Prezydentem. Jak rozumiem, a wszyscy zrozumieli to chyba jednoznacznie, że trudno sobie wyobrazić karanie człowieka, który z odruchu serca udał się po to, żeby bronić bezbronnych cywilów przed zbrodniami wojennymi. Tak zrozumiałem wypowiedź pana prezydenta i z tego co widzę, wszyscy ją tak zrozumieli – komentował Jakub Kumoch.

Prezydencki minister był pytany także o atak na zabudowania wojskowe w Jaworowie, w pobliżu polskiej granicy.

– Był to zwykły atak mający na celu zastraszanie i pokazywanie, że Rosja jest w stanie zrzucić bomby wszędzie i zabić każdego, kogo chce. Znamy ten język i nie boimy się tego języka. Gdyby Rosjanom przyszło do głowy wysyłać rakiety blisko polskiego terytorium, to jesteśmy gotowi się przed tym bronić. I nasi amerykańscy sojusznicy. Jeżeli to miało na celu zastraszenie Polski, to nie wywołało to żadnego podobnego efektu – mówił. – Rosja zdaje sobie sprawę, że Polski nie może w żaden sposób dotknąć – ocenił.

Polska nie jest bezstronna wobec agresji

W odpowiedzi na pytanie, czy NATO przejdzie do historii tej wojny jak Anglia i Francja w 1939 r., zauważył, że jest „duża rozbieżność między tym, w jaki sposób na wojnę zareagowaliby Polacy czy wielu polskich polityków, a duża rozbieżność między tym, w jaki sposób tę wojnę chcą zakończyć niektórzy politycy z Europy Zachodniej”. – Zauważamy, że w wielu państwach Europy Zachodniej lekcje z tego, co się stało, nie zostały do końca wyciągnięte, czego probierzem był stosunek tych państw do dania Ukrainie statusu państwa kandydackiego do UE. Nawet oblężona Ukraina, nawet walcząca Ukraina, nawet Ukraina, która bądź co bądź walczy, dlatego że chciała integracji z Zachodem, ona też nie jest mile widziana w Unii. Dla nas było to szokujące – mówił, wskazując, że Polska spodziewała się innej reakcji.

Zauważył także, że sytuacja na Ukrainie się zmienia. – To nie jest tak, że Ukraina została zostawiona sama sobie. Bo czymś się broni, skądś ma broń, skądś ma siły do tego, żeby Rosji stawiać opór. I z jakiś przyczyn Rosja państwom NATO grozi. Jeżeli grozi, to znaczy, że widzi, że państwa NATO, a zwłaszcza Polska jest jednym z takich krajów, nie są państwami wojującymi, ale też nie są państwami bezstronnymi wobec agresji – mówił. (TVN 24)