W czwartek Sejm przyjął uchwałę wyrażającą sprzeciw wobec unijnego mechanizmu relokacji nielegalnych migrantów, która zobowiązuje rząd do stanowczego sprzeciwu wobec takich praktyk Unii Europejskiej.
Marcin Przydacz podkreślał w Polskim Radiu, że Polska ma prawo do suwerennej decyzji ws. relokacji uchodźców i „nie musi bazować na humorze instytucji europejskich”. – Chcemy mieć twarde gwarancje co do tego, że to Polska będzie decydować o tym, kto przyjeżdża do Polski, a kto do Polski nie przyjeżdża, a nie jacyś urzędnicy europejscy – mówił.
– Uważamy, że tutaj konieczna jest decyzja Polaków, stąd też Sejm podejmie prace nad referendum, które ma zostać przeprowadzone. Ma do tego konstytucyjne uprawnienie – art. 4 konstytucji mówi, że władza zwierzchnia należy do narodu i realizuje ją albo poprzez swoich przedstawicieli, albo bezpośrednio. To jest nasze konstytucyjne uprawnienie, żeby w tego typu sytuacjach podejmować decyzje, a nie Komisji Europejskiej czy jakichś urzędników – wskazywał prezydencki minister.
Na uwagę, że wszystkie siły polityczne są przeciw przymusowej relokacji, więc po co organizować referendum, Marcin Przydacz podkreślił, że rząd, minister ds. europejskich czy MSZ, rozmawiając z Brukselą, będą mieli twardy argument w postaci wyniku referendum.
Minister pytany był również o niedawną wypowiedź szefa ukraińskiego IPN Antona Drobowycza, który w wywiadzie opublikowanym przez ukraiński portal glavcom oświadczył, że warunkiem przeprowadzenia ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej byłoby m.in. odrestaurowanie grobów członków UPA na Podkarpaciu. – Po stronie ukraińskiej są takie środowiska, które nie są zainteresowane konstruktywnym podejściem do relacji z Polską. Są takie środowiska, które starają się burzyć tę dobrą relację, dobrą atmosferę i dobre decyzje, które wypracowujemy. Mam nadzieje, że to nie są środowiska dominujące – skomentował Marcin Przydacz.
Zapytany o to, kiedy ostatni raz Prezydent Andrzej Duda rozmawiał z Prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim o interpretacji polsko–ukraińskiej historii, odparł: – Te rozmowy odbywają się sukcesywnie. One są dosyć częste. Często dotyczą tematu bezpieczeństwa, bo trwa rosyjska agresja na Ukrainę. (...) Trwają także rozmowy w sprawach historycznych, które są niezmiernie ważne tak dla Polski, jak i dla Ukrainy.
Jak przypomniał, podczas wizyty w Warszawie Wołodymyr Zełenski mówił m.in. o tym, że nie może być zakazów dotyczących poszukiwań bliskich, a potem powtórzył to w Sejmie szef ukraińskiego parlamentu Rusłan Stefanczuk.
Szef BPM zaznaczył, że problem z ekshumacjami istnieje, ale Polska stara się wypracować rozwiązanie i za dobrą monetę bierze dotychczasowe deklaracje m.in. Prezydenta Ukrainy.
– Jeżeli ktoś próbuje jakiekolwiek warunki stawiać w dzisiejszym kontekście, w którym Ukraina jest w stanie wojny, w którym Ukraina otrzymała tak dużo wsparcia od Polski, w którym Ukraina nadal to wsparcie otrzymuje także, a może przede wszystkim dzięki sąsiedztwu z Polską i wychodzi jeden czy drugi historyk, podbudowany ideologicznie, i zaczyna stawiać jakieś swoje warunki – na pewno to nie jest konstruktywne podejście i nie przykłada się do dobrej relacji polsko–ukraińskiej – mówił Szef BPM.
Jak dodał, same gesty nie są wystarczające i trzeba długiego dialogu, tłumaczenia, na czym polegała zbrodnicza działalność ukraińskich nacjonalistów. (PAP)