Menu rozwijane

27 lipca 2023

Szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta Minister Marcin Przydacz był gościem audycji „Sygnały dnia” w Jedynce Polskiego Radia. Na antenie poruszono m.in. temat zbliżających się wyborów parlamentarnych, współpracy z rządem w kwestiach związanych z UE i komisji badającej rosyjskie wpływy.

Minister Przydacz zapytany o datę wyborów parlamentarnych przypomniał, że Prezydent Andrzej Duda wyznaczy termin w konstytucyjnie przewidzianym terminie. – Nie jest tajemnicą, że kadencja tego sejmu kończy się 12 listopada. [...] Uzbrójmy się jeszcze w cierpliwość – dodał.

Termin zarządzenia wyborów do Sejmu i Senatu upływa 14 sierpnia – zgodnie z przepisami zarządza je Prezydent nie później niż na 90 dni przed upływem 4 lat od rozpoczęcia kadencji Sejmu i Senatu. Obecna kadencja Sejmu i Senatu trwa od 12 listopada 2019 roku i zakończy się w dniu poprzedzającym pierwsze posiedzenie Sejmu następnej kadencji.

Minister Przydacz podkreślał też w rozmowie, że Prezydent niezmiennie kierunkuje się w stronę dobrej współpracy z rządem. – Tę dobrą współpracę obserwujemy w ostatnich latach, przy ogromnych wyzwaniach, zarówno wewnętrznych jak i zagranicznych – podkreślał.

Komentując przedstawione w dokumencie „Reset” ustalenia o odcinaniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego od informacji mówił z kolei: „To się nie mieści w żadnych standardach cywilizacyjnych współpracy dwóch najważniejszych urzędów, jeśli chodzi o politykę zagraniczną”.

– Tutaj nie tylko zabrakło współpracy ze strony ówczesnego rządu, ale wręcz zatajane są informacje, podwójne notatki – jedne, które są wysyłane na szeroki rozdzielnik włącznie z prezydentem RP, a drugie bardziej szczegółowe i tak naprawdę traktujące o meritum sprawy już tylko do swoich najbliższych kolegów – dodał Min. Przydacz. Podkreślił, że „to nie jest dobra dyplomacja”. Pytany, czy takie działanie podlega jakiejś odpowiedzialności, ocenił, że „powinno to zostać zweryfikowane”. 

Polska racja stanu wymaga dziś dobrej współpracy z rządem, tego wymaga bezpieczeństwo – mówił Marcin Przydacz.

Wskazał też, że Rosja, Putin i KGB–iści na Kremlu rozgrywali polską politykę. – Niestety, ówczesny polski rząd z Donald Tuskiem, z ministrem Radosławem Sikorskim, wchodzili w tę grę albo nawet byli z niej zadowoleni, bo mogli w ten sposób wspólnie z Rosjanami albo omijać, albo celowo lekceważyć Prezydenta RP – zaznaczył.

W kontekście rozmów z rządem na temat ustawy doprecyzowującej zasady współdziałania władz w sprawach europejskich Min. Przydacz podkreślił, że przede wszystkim chodzi o to, żeby była ona jak najlepsza i została jak najszybciej przegłosowana, a jednocześnie usprawniająca i kodyfikująca dobre praktyki współpracy pomiędzy rządem a Prezydentem, także w kontekście zbliżającej się prezydencji Polski w Radzie UE.

Minister Przydacz odniósł się też do zagadnienia rosyjskich działań destabilizacyjnych. – Wagnerowcy są wysyłani na Białoruś z konkretnymi celami. Jestem przekonany, że jednym z nich jest próba destabilizacji sytuacji w naszej części świata – powiedział. – To są niebezpieczni ludzie, to byli kryminaliści, którzy walczyli na froncie z Ukraińcami. Oni nie są zupełnie przypadkowo na terytorium Białorusi. Zdolni są tak naprawdę do wszystkiego, przede wszystkim do wykonywania rozkazów ich kierownictwa oraz kierownictwa państwa rosyjskiego i białoruskiego, które ma nastawienie wrogie wobec całej wspólnoty euroatlantyckiej – dodał.

Szef BPM zapytany o to, czy gdyby doszło do jakiejś prowokacji np. przygranicznej, której dopuściliby się wagnerowcy, moc miałby art. 5 NATO. – Przypominam, co się wydarzyło w lutym zeszłego roku, kiedy wojsko rosyjskie zaatakowało Ukrainę od strony Białorusi. Wszyscy znawcy prawa międzynarodowego stwierdzili, że udzielenie swojego terytorium do ataku jest również aktem agresji. W tym sensie, ktokolwiek by nie dopuszczał się jakichś działań destabilizacyjnych, agresywnych z terytorium danego państwa, to dane państwo ponosi za to odpowiedzialność” – podkreślił.

Mam nadzieję, że do takiej sytuacji dochodzić nie będzie, że nie będziemy musieli rozważać, czy to art. 4 czy art. 5. Dlatego musimy twardo kontynuować politykę odstraszania. Po to są na Podlasiu polskie brygady, aby zabezpieczać granicę, ale także po to, aby pokazać, że się zbroimy, aby nikomu nawet do głowy nie przyszło, aby próbować zaatakować Polskę – zaznaczył.

Marcin Przydacz odniósł się również do zarzutów wobec komisji badającej rosyjskie wpływy. – Argumentem, że nie chodzi o kampanię jest to, że ta komisja ma działać na podstawie zupełnie odrębnej ustawy, nie jako komisja śledcza, która działa tylko do końca kadencji Parlamentu i w listopadzie zakończyłaby swoją działalność. Tu chodzi o stałą komisję, która będzie przez kilkanaście miesięcy badać i eliminować te wpływy, niezależnie od tego, co będzie się działo w polskim Parlamencie – podsumował Min. Przydacz.

Szef BPM był również pytany o szkolenia F–16. – Uważam, że inne państwa sojusznicze mogą wykazywać się dużo większą chęcią pomocy i wsparcia dla Ukrainy, Polska zrobiła tu już bardzo dużo. Nie planujemy przekazywania żadnych samolotów F–16, natomiast co do kwestii szkoleń, jeśli to będzie dobra oferta i dobra prośba ze strony ukraińskiej, to oczywiście będziemy ją rozważać, ale na pewno nie na zasadzie take it for granted – zakończył Minister Przydacz.