Menu rozwijane

21 listopada 2022

Dobrze się stało, że ukraińscy śledczy zostali dopuszczeni do miejsca eksplozji w Przewodowie; to kwestia elementarnej zasady sprawiedliwości – podkreślił w poniedziałek szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Jakub Kumoch. Ocenił też, że prawdopodobieństwo powtórzenia się takiej tragedii jest znikome.

Jakub Kumoch w radiu RMF FM pytany był, co zmieniło dopuszczenie do miejsca eksplozji w Przewodowie ukraińskich śledczych. Jak zaznaczył, strona, dla której dana teoria jest niekorzystna, powinna mieć możliwość przekonać się naocznie o sprawie i ewentualnie przedstawić kontrargumenty. – Jest to elementarna zasada sprawiedliwości. Dobrze się stało, że śledczy zostali dopuszczeni – ocenił.

Minister pytany był także o wpływ na polsko–ukraińskie relacje stanowiska prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w sprawie eksplozji w Polsce.

Jak zaznaczył Jakub Kumoch, prezydent Ukrainy ma prawo do obrony. – Oczywiście, że inaczej byśmy chcieli, żeby to było komunikowane, ale też rozumiem człowieka, który prowadzi wojnę i który na samym początku zareagował tak, jak zareagował. Natomiast łagodzi to stanowisko – powiedział.

Według ministra dużą zmianą w języku dyplomatycznym była czwartkowa wypowiedź Wołodymyra Zełenskiego. – Śledztwo trwa i my też nigdy nie powiedzieliśmy, że coś na 100 procent wiemy. Mówimy tylko, która teoria jest bardziej prawdopodobna – dodał szef BPM.

Jakub Kumoch był też pytany, co można zrobić, aby tragedia z Przewodowa się nie powtórzyła. – Prawdopodobieństwo, że powtórzy się taka sytuacja jest znikome – podkreślił i, odnosząc się do pomysłu wprowadzenia ostrzeżeń przed nalotami w regionach przygranicznych, zaznaczył, że w obwodach ukraińskich takie alarmy rozbrzmiewają codziennie po kilka razy. – Mieszkańcy przygranicznego pasa byliby kilkakrotnie w ciągu dnia straszeni czymś, co nie nastąpi. Po jakimś czasie byłby to tylko i wyłącznie kolejny dzwonek, który im przeszkadza – powiedział.

Na pytanie o to, czy Zachód naciska na Ukrainę, żeby rozpoczęła rozmowy pokojowe z Rosją, minister odpowiedział: – Udałem się do Kijowa i rozmawiałem o tym, jak dokładnie wygląda sytuacja, czy takie naciski są i czy w jakiś sposób możemy pomóc. Zapewniono mnie kilkukrotnie, że jest to wymysł medialny. Nie ma nacisków na negocjację z Rosją. Są naciski na zmianę języka. Poproszono, żeby Ukraina też wyrażała gotowość do rozmów. Ukraina jest do tego gotowa, warunkiem tych rozmów jest oczywiście wycofanie się sił rosyjskich z Ukrainy. 

Minister ocenił m.in., że w sprawie możliwości rozpoczęcia rozmów pokojowych miedzy Ukrainą i Rosją dużo się zmieniło od lutego. Zwrócił też uwagę, że Ukraina powoli wygrywa militarnie wojnę z Rosją. 

– Na pewno Rosjanie będą walczyć, ale na razie nie widzę żadnych symptomów tego, aby Rosjanie odnosili jakiekolwiek znaczące sukcesy na którejkolwiek z linii frontu w ostatnim czasie po najnowszych dostawach uzbrojenia i amunicji dla Ukrainy, natomiast jest jeszcze jedna rzecz, którą chciałbym dodać jeśli chodzi o Rosję – sami Rosjanie spuszczają z tonu – zauważył szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej.

– Na samym początku wojny te żądania były takie, żeby była dwujęzyczność, denazyfikacja, kult wielkiej wojny ojczyźnianej, teraz już jest tylko: siądźcie z nami do rozmów – dodał.

Prezydencki minister zwrócił uwagę, że Ukraina jest zrujnowana i funkcjonuje w trybie wojennym. – Oczywiście to będzie bardzo ciężka zima i spodziewamy się też, że będą też dodatkowi uchodźcy z Ukrainy – uchodźcy tym razem przed zimą – powiedział szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej.(PAP/RMF FM)