Adrian Siwek, Gazeta Polska Codziennie: Jak Pan ocenia przerzut Grupy Wagnera na Białoruś? Jakie niebezpieczeństwa stwarza to dla Polski?
Grupa Wagnera to liczne formacje składające się w dużej mierze z ludzi o kryminalnej przeszłości. Ludzi, którzy dopuszczali się potwornych zbrodni na terytorium Ukrainy, ale także w Afryce. Ich relokacji na Białoruś w żaden nie sposób nie można ocenić pozytywnie. Wręcz przeciwnie. Zmienia to całkowicie architekturę bezpieczeństwa w regionie. Jeśli dodamy do tego informacje o pobycie szefa tej paramilitarnej grupy Jewgienija Prigożyna na Białorusi, fakt autorytarnych rządów na Białorusi, które dopuszczały się już hybrydowych ataków na polską granicę, i jeszcze na to nałożymy rozlokowanie rosyjskiej broni jądrowej na terytorium Białorusi, tworzy to wszystko nową rzeczywistość bezpieczeństwa, do której NATO i nasza wspólnota muszą się jakoś odnieść. Będziemy zabiegać o to na szczycie w Wilnie już niedługo.
Czy te wszystkie wydarzenia, których Pan mówi, mogą spowodować, że będzie dochodzić do jeszcze groźniejszych prowokacji niż te szturmy migrantów, które cały czas obserwujemy?
Nie możemy w żaden sposób wykluczyć, że Rosja i zdominowana przez Rosję Białoruś mogą chcieć realizować jakieś działania prowokacyjne. Działania poniżej progu wojny czy właśnie działania hybrydowe. Byliśmy świadkami tego w ostatnim czasie. Dla nas najważniejsze jest, aby maksymalnie przygotować Polskę na te nowe wyzwania natury bezpieczeństwa, i to przez ostatnie osiem lat działo się bardzo intensywnie.
Jakie to były przygotowania?
To chociażby rozbudowa polskiego potencjału zbrojnego, budowanie niezależności energetycznej czy rozlokowanie sojuszniczych wojsk na terytorium Polski. To wszystko wpływa na poprawę bezpieczeństwa. Ale wobec tych nowych różnego rodzaju wyzwań musimy być baczni, czujni i także je właściwie rozpoznawać jako opinia publiczna, jako polskie społeczeństwo.
Co ma Pan na myśli?
Mamy w pamięci fakt, że nie wszyscy potraktowali ataki na polską granicę jako rzeczywisty atak białoruski. Część – czy to celowo, czy to na skutek swojej naiwności – stanęła de facto po stronie reżimu Aleksandra Łukaszenki.
Pana zdaniem Polska jest dobrze przygotowana, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo naszej wschodniej granicy?
Myślę, że jesteśmy dobrze przygotowani do tego, aby Polacy czuli się bezpiecznie, aby zabezpieczać te podstawowe potrzeby naszego państwa. Natomiast bezpieczeństwa nigdy za wiele. Zawsze trzeba o nie dbać, adaptować się do nowych wyzwań i o to zawsze apeluje Pan Prezydent Andrzej Duda. Także my zajmujemy się tym jako jego zaplecze i tym zajmuje się polski rząd.
Zbliża się szczyt NATO. Jakie tematy związane z polskim bezpieczeństwem będą na nim najważniejsze?
Sądzę, że najważniejszym tematem będzie kontynuacja polityki obrony i odstraszania, czyli adaptacji do tych nowych wyzwań. Tak aby tę Rosję, która na ostatnim szczycie została wprost nazwana bezpośrednim zagrożeniem dla wspólnoty północnoatlantyckiej, odstraszać. Aby nie pojawiła się chęć destabilizacji naszych granic, potrzebna jest wzmocniona obecność sił NATO–wskich w Polsce.
Zarówno nasza własna, jak i sojusznicza. I w tej sprawie cały czas działamy i przygotowujemy się. A do tego potrzebny jest nowoczesny sprzęt sojuszniczy. Oczekujemy ponadto zwiększenia wydatków na obronność w państwach członkowskich NATO, gdzie 2 proc. budżetu na wojskowość, które w ubiegłych latach zostało wskazane jako cel, dziś, w obecnej sytuacji, to raczej jedynie fundament. Polska przeznacza na przykład 3,5 proc. swojego budżetu na bezpieczeństwo, na budżet obronny. Nie ma powodu, aby niektórzy bardziej oddaleni od wschodniej flanki partnerzy nadal mieli jechać „na gapę” w tym zakresie, bo to państwa ze wschodniej flanki biorą na siebie za to odpowiedzialność. To pierwszy cel.
A jaki jest drugi cel?
Drugi cel to oczywiście kwestia rozszerzenia NATO. Mówimy tutaj o Szwecji, ale także w przyszłości Ukrainy, kiedy warunki geopolityczne na to pozwolą. Jest także kwestia organizacji samego Paktu Północnoatlantyckiego, czyli chociażby funkcji sekretarza generalnego NATO. Wiemy, że kadencja Jensa Stoltenberga została przedłużona o kolejny rok. My uważamy, że dobrze pełni on swoją funkcję.
Przejdźmy do tematu Ukrainy. Czy Pana zdaniem rosyjski atak na Zaporoską Elektrownię Atomową – o takim pomyśle Kremla w ostatnim czasie dużo się mówi – aby wywołać skażenie, jest realny?
Zaporoska Elektrownia Atomowa znajduje się obecnie pod rosyjską okupacją. Od wielu miesięcy są tam wojska rosyjskie. Nie można oczywiście wykluczyć, że Rosja będzie chciała destabilizować właśnie w ten sposób, takimi działaniami przykrytymi, co do których powodów nie można być do końca pewnym. Mieliśmy już wywołanie poważnej klęski żywiołowej za pomocą wysadzenia tamy w Nowej Kachowce. Dlatego też nacisk międzynarodowy na Rosję w sprawie elektrowni musi być silny. W tej sprawie kluczowa jest rola Międzynarodowej Agencji Energetyki Atomowej z siedzibą w Wiedniu i przewodniczącego Rafaela Grossiego, który w ostatnim czasie bywał w Zaporożu. Tutaj te działania dyplomatyczno–eksperckie są kluczowe dla bezpieczeństwa całego regionu, ale musimy na bieżąco obserwować tę sytuację.
Rozmawiał Adrian Siwek