Menu rozwijane

27 marca 2024

 

Czcigodni Najbliżsi śp. Pana Leszka Długosza,

Szanowna Pani Małżonko Pana Leszka,

Drodzy Panowie, Synowie,

Cała Droga Rodzino,

Czcigodny Księże Arcybiskupie, Metropolito Krakowski,

Czcigodny Księże Arcybiskupie – Gościu Nasz, któremu dziękujemy za piękną homilię,

Szanowny Panie Marszałku,

Szanowni Panie i Panowie Ministrowie, Posłowie, Senatorowie,

Wszyscy Przedstawiciele władz – tych państwowych, tych regionalnych i tych lokalnych, krakowskich,

Przedstawiciele środowiska artystycznego,

Szanowni Panie i Panowie Profesorowie,

Wszyscy Dostojni Przybyli Goście,

Wszyscy Przyjaciele i Wielbiciele Pana Leszka Długosza!

 

Żegnamy Pana Leszka po jego pięknej drodze życia artystycznego tutaj właśnie, w tym kościele – w kościele św. Krzyża, w kościele artystów. Nie przez przypadek. Artystą był nie tylko wybitnym, ale z całą pewnością i pełnym. Poeta, pieśniarz, bard, aktor, muzyk, twórca, radiowiec, literat. Człowiek wybitny.

Kiedy w ostatnich dniach czytałem w różnych miejscach wspomnienie o Leszku Długoszu, jakże wymownie – zwłaszcza dla nas tutaj, w Krakowie – padały w kontekście jego, jego życia artystycznego, jego twórczości, a także i miejsc, gdzie to jego życie artystyczne się koncentrowało i realizowało, jeszcze trzy nazwiska, jakże znamienne: Ewa Demarczyk, Wiesław Dymny, Marek Grechuta.

Pan Adam Bujak, także kawaler Orderu Orła Białego, który jest znanym nam wszystkim w Polsce powszechnie, i nie tylko w Polsce, artystą fotografikiem – tu, jak zawsze, dzisiaj z aparatem – powiedział w ostatnich dniach: „Tylko dwóch takich było pieśniarzy w Krakowie, którzy dla mnie wyrażają tę pełnię tego niezwykłego artyzmu i głębi ludzkiej duszy: Marek Grechuta i Leszek Długosz”.

Ale sam o sobie mówił z uśmiechem, że jest Europejczykiem z Zaklikowa. Z uśmiechem, ale nie śmiesznie. Bo myślę, że w istocie mówił niezwykle poważnie. On rzeczywiście był Europejczykiem z Zaklikowa – czy może jest Europejczykiem z Zaklikowa – w najgłębszym tego słowa znaczeniu i rozumieniu. Bo w rozumieniu wartości. Jego życie było życiem wartości.

Może Cię zainteresować Ostatnie pożegnanie Kawalera Orderu Orła Białego śp. Leszka Długosza Zmarł Leszek Długosz - wybitny literat, pieśniarz, kompozytor

Jego życie było życiem człowieka wartości, artysty bez kompleksów, który z dumą wyszedł ze swojej rodzinnej miejscowości z głębokim przekonaniem, wiarą i pewnością, że te wartości, o których dzisiaj była tutaj mowa – i w trakcie przedmowy, i w trakcie homilii Księży Arcybiskupów – to są te właśnie wartości, które są najważniejsze, na których ukształtowana jest pełnia naszej cywilizacji. Cywilizacji europejskiej.

Dlatego mówił o sobie, że jest Europejczykiem. Że cywilizacja europejska to w istocie ta, która jest oparta na wartościach, na korzeniach chrześcijańskich. To jest cywilizacja europejska. To jest cywilizacja miłości drugiego człowieka. To jest cywilizacja wyrozumiałości i wybaczania. To jest – krótko mówiąc – cywilizacja ewangeliczna, także w swojej głębi oparta na Dekalogu i wszystkich jego najgłębszych zasadach. To właśnie dlatego niektórzy mówili o nim, że jest bezkompromisowy.

I nie uważam, żeby mieli rację. Bo Pan Leszek Długosz był człowiekiem bardzo kompromisowym, bardzo spokojnym i bardzo wyrozumiałym. Ale tam, gdzie sprawa dotyczyła tych zasad najgłębszych, rzeczywiście swoje przekonania miał twarde i niezachwiane. I nigdy im nie zaprzeczył. Był człowiekiem wiary w szerokim tego słowa znaczeniu.

Z tego punktu widzenia można powiedzieć, że wędrówka jego życia właśnie zatoczyła koło. Wyszedł kiedyś z Domu Ojca i urodził się w Zaklikowie, gdzie Pan Bóg tchnął w niego życie – to ziemskie, to ludzkie. Potem przeszedł całą drogę tego życia – niełatwą, przez bardzo trudne czasy, których przetrwanie z godnością do samego końca wymagało wielkiego hartu ducha i właśnie zasad. I do końca je zachował. Śmiało może o sobie powiedzieć: „Bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem”. I do tego Domu Ojca wraca.

Ta urna, która stoi tutaj, przed nami, w której spoczywają prochy, czyli szczątki doczesne Pana Leszka Długosza, to nie jest końcowa kropka. Jego życie – z punktu widzenia jego zasad, którym dawał wyraz także w swoich pieśniach, w swojej poezji, w swojej twórczości, we wszystkim tym, co mówił, pisał – toczy się nadal. To jest zdanie złożone. Zakończył się pewien jego etap. Ta urna jest przecinkiem. Ono teraz toczy się dalej.

Dlatego – choć jesteśmy tutaj z żalem, bo żegnamy naszego przyjaciela, żegnamy symbol, żegnamy człowieka wielkiego serca i niezwykłej, artystycznej duszy, który potrafił swoją twórczością powiedzieć rzeczy, których większość z nas nie jest w stanie wyrazić, a w każdym razie nie tak, żeby porwać drugich; a przecież był rozumiany nie tylko w Polsce, ale także i poza jej granicami, co tym dobitniej pokazuje, że był nie tylko Europejczykiem, ale był człowiekiem światowym – to życie w tej twórczości trwa nadal. I będzie trwało. Na szczęście ta twórczość po nim zostaje z nami. Tak jak i pamięć.

Padły tutaj dzisiaj słowa, że mówił czasem z żalem o tym, że przez właśnie swoje zasady – w tych najważniejszych ich punktach – spotkał się z niezrozumieniem w krakowskim środowisku artystycznym. I nie tylko krakowskim. No cóż, proszę Państwa, historia pokaże, kto w istocie także i w środowisku artystycznym był naprawdę elitą, a kto tylko tak siebie nazywał. Na szczęście – jak do tej pory – historia Polski pokazuje, że w różnych aspektach i warstwach naszego społeczeństwa umiemy to także i przez pryzmat historii ocenić.

I nikt dzisiaj nie szanuje tych, co służyli zaborcom. Dzisiaj jasno i wyraźnie potępia się zdrajców, słowo „Targowica” kojarzy się jednoznacznie; i związane z nią nazwiska. A Żołnierze Niezłomni są dzisiaj na piedestale. A zdrajcami nazywa się tych, którzy próbowali nam wmówić, że to bandyci. Na szczęście historia i młodsze pokolenia umieją nazwać sprawy takimi, jakimi one rzeczywiście były, a nie takimi, jakimi chcieliby, żeby były, ci, co głośniej krzyczą.

Panie Leszku, pięknie zapisał się Pan w naszej historii. Bo z całą pewnością można powiedzieć, że Pan ją tworzył. I to zarówno w historii tego miasta, jak i – szerzej – w historii Rzeczypospolitej. W wielu ważnych jej momentach. Zwłaszcza tej historii najnowszej. Także dlatego, że umiał Pan nazywać rzeczy po imieniu i „tak” znaczyło „tak”, a „nie” znaczyło „nie”.

W imieniu Rzeczypospolitej z całego serca Panu za to dziękuję. Także w imieniu tych najmłodszych pokoleń. Także tych najmłodszych, którzy jeszcze może nawet nie zapoznali się z Pana twórczością, ale będą do niej zaglądać. I będą z niej czerpać, tak jak czerpią z wielkich mistrzów. Bo to buduje Rzeczpospolitą w jej sile, która pozwala jej trwać przez pokolenia, jak i naszemu narodowi. A z całą pewnością w poczet tych budujących etos Rzeczypospolitej – w najlepszym tego słowa znaczeniu – jest Pan na trwałe zapisany.

Z całego serca dziękuję Panu za tę służbę Bogu, Polsce i nam wszystkim. Za to wszystko, co zostawia Pan Rzeczypospolitej. Za to wszystko, co Pan jej dał. I nam wszystkim. Także w najtrudniejszych czasach, także krzepiąc serca, także pozwalając otrzeć łzy. Nawet nie tak dawno, kiedy tak bardzo płakaliśmy. Kiedy wielu mówiło, że to koniec przecież, Pan mówił, że nie, że trzeba dalej trwać. I – oczywiście – miał Pan rację.

I dlatego ja mogę dzisiaj Panu z całą odpowiedzialnością powiedzieć – także ucząc się od Pana, Panie Leszku – trwamy dalej, robimy swoje. Dziękujemy za wszystko. Cały Pana wkład w Rzeczpospolitą, jak i wspomnienie, jak i Pan na kolejnym etapie swojego życia – pozostaje z nami i przy nas. Do zobaczenia. Spoczywaj w pokoju.

20_Andrzej_Duda_Msza_pogrzebowa_sp_Leszek_Dlugosz_20240327_MB2_3288.jpg [816.04 KB]