Szanowni Państwo,
przede wszystkim Szanowni Panowie Prezydenci,
a zwłaszcza Drogi, Szanowny Wołodymyrze!
Z Panem Prezydentem Gitanasem Nausėdą byliśmy tutaj, w Kijowie, z wizytą u Pana Prezydenta Wołodymira Zełenskiego nieco ponad miesiąc temu, dzień przed rozpoczęciem inwazji rosyjskiej na Ukrainę.
Żaden z nas wtedy nie wątpił, bo wiedzieliśmy doskonale, że ta inwazja nastąpi. Ale wbrew temu, co słyszeliśmy z zachodniej Europy i z różnych innych miejsc, żaden z nas też nie wątpił – zresztą upewniał nas w tym Pan Prezydent Wołodymyr Zełenski – że Ukraińcy są absolutnie zdeterminowani, będą bronili swojego kraju do upadłego.
W międzyczasie – przez ten ponad miesiąc – wojna przetacza się przez Ukrainę. Do mojego kraju, do Polski, przybyło 2,5 mln uchodźców z Ukrainy – przede wszystkim kobiety i dzieci. Wiele z nich, bo ok. 2 mln, przez cały czas jest w tej chwili w Polsce. Staramy się udzielać pomocy w miarę naszych możliwości. Jak zawsze powtarzam: traktując naszych sąsiadów jako gości, a nie uchodźców. Aczkolwiek mamy pełną świadomość, że chronią się przed wojną, zagładą, śmiercią.
Może Cię zainteresować Prezydenci Polski, Estonii, Litwy i Łotwy w Ukrainie [PL/EN]Przybyliśmy dzisiaj razem z przyjaciółmi – z Panami Prezydentami – tutaj, do Kijowa, by stanąć obok Prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, uścisnąć go, powiedzieć, że podziwiamy jego bohaterstwo, twardość w obronie kraju – jego, jego współpracowników, wszystkich ukraińskich żołnierzy, którzy na co dzień walczą, oddają życie w obronie swojej ojczyzny. Tak jak zapowiadał Pan Prezydent: bohatersko i bez ani jednego kroku w tył.
Widzieliśmy dzisiaj dwa oblicza tej wojny, dwa oblicza rosyjskiej agresji. Widzieliśmy oblicze wojskowe, powiedziałbym „męskie”, choć mam świadomość, że w armii ukraińskiej przecież walczą też kobiety, dziewczyny. To były te zniszczone czołgi, to była śmierć, która unosiła się wokół nich. Ale było to starcie żołnierzy z żołnierzami – żołnierzy ukraińskich broniących swojej ojczyzny z rosyjskimi najeźdźcami, którzy napadli na ich ziemie. Twarde starcie. Wojenne starcie. Zgodnie z regułami wojennego prawa: na śmierć i życie. Trudne. Trudne do zaakceptowania. Ale znane w historii świata.
I widzieliśmy drugie oblicze. Widzieliśmy oblicze, którego nie sposób zrozumieć, nie sposób absolutnie zaakceptować i nie sposób przyjąć: zbombardowanych osiedli mieszkalnych, zbombardowanych bloków, zbombardowanych, zniszczonych domów. Mieszkalnych – nie wojskowych instalacji, nie koszar wojskowych, w których mieszkali żołnierze. Nie! Zwykłych domów, gdzie mieszkają zwykli ludzie, ci właśnie, którzy dzisiaj w wielu przypadkach są w mojej ojczyźnie, dlatego że szukają tam schronienia.
Przyjechałem tutaj i zrozumiałem, choć przecież wcześniej też widziałem to w telewizji – ale dzisiaj widziałem to na własne oczy. I nie sposób tego zrozumieć. Powiedziałem do Pana Prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, do Panów Prezydentów i do naszych współpracowników: „To nie jest wojna. To terroryzm”. Jeżeli ktoś wysyła samoloty i żołnierzy, żeby bombardowali osiedla mieszkaniowe, zabijali cywilów, mordowali ich – to nie jest wojna. To okrucieństwo, bandytyzm, terroryzm. I to jest drugie oblicze rosyjskiej napaści na Ukrainę – oblicze, z którym nigdy nie wolno nam się pogodzić.
Zaryzykuję twierdzenie, że jako mężczyźni jesteśmy w stanie pogodzić się z wojną – wojny były na świecie, pewnie odkąd świat istnieje, a ściślej mówiąc: odkąd istnieje ludzkość. Ale w XXI wieku zabijanie kobiet i dzieci, bombardowanie budynków, po prostu bloków mieszkalnych to jest terroryzm, bandytyzm, złamanie reguł prawa wojennego, prawa międzynarodowego – złamanie wszelkich reguł.
Dla tych, którzy takie reguły łamią, nie ma dzisiaj miejsca w społeczności międzynarodowej, która wzajemnie się uznaje – chcę to z całą mocą podkreślić. Dlatego gdy mówimy o sankcjach, o środkach, które muszą być zastosowane wobec najeźdźcy, muszą to być – w moim przekonaniu – właśnie sankcje wykluczające. Aby doprowadziły do zakończenia tej wojny – z jednej strony, ale też by były na przyszłość przykładem, że nigdy nie wolno w ten sposób postępować.
I że to jest nieakceptowalne. I że żadna uczciwa część wspólnoty międzynarodowej i żadni politycy, którzy uczciwość w życiu codziennym i w polityce uważają za ważną i cenną, którzy przestrzegają reguł demokratycznego świata i uznają prawa innych ludzi do życia, do samostanowienia, budowania własnych narodów i państw – nie mogą tego zaakceptować.
Dlatego cały czas stąd, z Kijowa, z tych miejsc na Ukrainie, które w tak straszliwy sposób doświadczyły rosyjskiej agresji, musi płynąć ten apel do wspólnoty międzynarodowej – ten sprzeciw musi być absolutny, twardy i zdecydowany. Rosja i jej władze nie mogą być akceptowane. Nie prowadzi się dialogu z tymi, którzy łamią wszystkie reguły. Najpierw muszą przyznać, że je złamali. Najpierw – krótko mówiąc – muszą zostać pokonani, by można było rozpocząć z nimi normalną rozmowę.
Ale przede wszystkim – co jest niezwykle ważne i o czym też dzisiaj rozmawialiśmy – sprawcy tych zbrodni odpowiedzialni za nie nie tylko bezpośrednio, lecz także pośrednio, ci, którzy wydali rozkazy, którzy dali przyzwolenie na mordowanie, na zabijanie, na bombardowanie cywilów, muszą zostać ukarani przez międzynarodowe trybunały. Bardzo dobrze, że są obecni tutaj, na Ukrainie, prokuratorzy.
Bardzo dobrze, że prowadzą w tej chwili postępowanie i czynności dowodowe w Buczy – tam, gdzie doszło do masowych mordów, gdzie odkrywane są masowe groby.
Nie do pomyślenia jest, aby we współczesnym świecie działy się takie rzeczy. Jak powiedziałem: ktoś, kto dokonuje takich działań, musi zostać ukarany. I dopóki ta kara się nie zakończy, musi zostać zarazem wykluczony. To jest prosta reguła. Nieskomplikowana. Nie wymaga wielkiego tłumaczenia. Chciałem jeszcze raz podziękować Panu Prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu za przyjęcie nas tutaj, w Kijowie, za zaproszenie.
Chciałem podziękować moim kolegom – Panom Prezydentom – za tę wspólną wizytę.
Jesteśmy wszyscy – choć nie wszyscy bezpośrednio – sąsiadami Ukrainy. Nie tylko właśnie w znaczeniu dosłownym, lecz także w znaczeniu pewnej wspólnoty dziejów i pewnego zrozumienia sytuacji, która u nas jest szczególna – u mieszkańców i Prezydentów państw bałtyckich, u mieszkańców i Prezydentów Polski oraz całej wschodniej flanki Sojuszu Północnoatlantyckiego, która kiedyś znajdowała się za żelazną kurtyną w rosyjskiej strefie wpływów.
Oczywiście wiemy z historii, co znaczą rosyjska okupacja i rosyjski terror. Tutaj widzimy, że pod tym względem żadna zmiana w Rosji nie nastąpiła. I że ta mentalność – także traktowania naszych narodów – nadal pozostaje taka sama. Chcę bardzo mocno podkreślić: nie godzimy się na to! Głęboko wierzymy, że przyzwoita część współczesnego świata również się na to nie godzi i w sposób zdecydowany da temu wyraz.
By tak właśnie się działo, ze swojej strony czynimy wszystko, co w naszej mocy, we wszystkich miejscach, gdzie tylko możemy: w instytucjach światowych, w instytucjach europejskich, w bezpośrednich kontaktach z naszymi partnerami – koleżankami i kolegami z całego świata, przede wszystkim z państw europejskich i Stanów Zjednoczonych, w ramach wspólnot, do których należymy, takich jak Unia Europejska czy Sojusz Północnoatlantycki.
Mam nadzieję, że częścią Unii Europejskiej w niedługim czasie stanie się także Ukraina jako wolne, suwerenne, niepodległe państwo, samo o sobie stanowiące i samo o swoich sprawach podejmujące decyzje.
Bardzo dziękuję.
*
Paweł Bobołowicz, Radio Wnet, Polska: Dzisiaj w Kijowie razem z Panami Prezydentami nie ma Prezydenta Francji, który – pytany o ludobójstwo – zaczął mówić o rzekomym braterstwie Rosjan i Ukraińców. Nie ma też w Kijowie Prezydenta Niemiec. Czy kraje naszego regionu mają podstawy, by bać się zdrady Niemiec i Francji w sytuacji tej największej próby?
Może odpowiem ze swojej strony, ponieważ pytanie było zadane przez Pana Redaktora z mojego kraju, z Polski. Nasza wizyta tutaj, w Kijowie – mówiąc prawdę – była planowana od dawna. To jest specyficzny format, w którym my się spotykamy, tzn. Prezydenci państw bałtyckich i Prezydent Polski, i od dawna planowaliśmy tę wizytę. Zwłaszcza że – jak powiedziałem na wstępie, w mojej wcześniejszej wypowiedzi – z Panem Prezydentem Gitanasem Nausėdą byliśmy tutaj, w Kijowie, u Pana Prezydenta Wołodymyra Zełenskiego w dniu poprzedzającym rozpoczęcie rosyjskiej agresji.
Dzisiaj jesteśmy tu wszyscy razem – jak mówię – planowaliśmy to od dawna. Oczywiście nie zapowiadaliśmy tego w mediach z wielu względów, m.in. dlatego, że gdy toczy się wojna i gdy dzieje się coś takiego jak w tej chwili w związku z rosyjską agresją na Ukrainie, trudno jest wszystko zaplanować w szczegółach – i zrealizować. Ale cieszymy się ogromnie, że nasza obecność dzisiaj w Kijowie doszła do skutku.
Jeżeli chodzi o kwestię naszych sojuszników – bo razem z Francją i Niemcami wszyscy obecni tutaj goście Pana Prezydenta Zełenskiego należymy do Sojuszu Północnoatlantyckiego, w którym obowiązuje art. 5; gdzie najpotężniejszym państwem i największym mocarstwem bez wątpienia są Stany Zjednoczone Ameryki – wielokrotna deklaracja Pana Prezydenta Joe Bidena, a także bardzo mocno po raz kolejny złożona ostatnio w Warszawie, że art. 5 obowiązuje, jest dla nas jednoznaczna i nie mamy wątpliwości, że gdyby doszło do rosyjskiej czy jakiejkolwiek innej napaści na ziemie któregokolwiek z naszych państw należących do Sojuszu Północnoatlantyckiego, zobowiązania sojusznicze zostaną zrealizowane. Wystarczy nam, że zrealizuje je armia Stanów Zjednoczonych.
Natomiast co do naszej relacji z Ukrainą: czynimy dzisiaj wobec Ukrainy – która nie należy do Sojuszu Północnoatlantyckiego, ale jest krajem dla nas bratnim – wszystko, co możliwe, by ją wesprzeć, by wesprzeć Ukraińców; i tych, którzy przebywają dziś w naszych krajach, i tych, którzy cały czas są jeszcze na Ukrainie, którzy walczą dzisiaj przeciwko rosyjskiej agresji, by Ukraina przetrwała, by istniała, by była wolnym, niepodległym, suwerennym państwem, które może się swobodnie rozwijać zgodnie z wolą jej obywateli; które należy do wspólnoty państw demokratycznych i – mam nadzieję – również do tych najważniejszych związków ogólnoświatowych, międzypaństwowych; w przyszłości przede wszystkim do Unii Europejskiej.