Menu rozwijane

07 czerwca 2024

Wielce Szanowna Pani Poseł,
Szanowni Państwo Posłowie,
Ekscelencje, Czcigodni Księża Biskupi,
Czcigodny Księże Proboszczu,
Wielce Szanowna Pani Starosto,
Wielce Szanowni Państwo Przewodniczący, Radni,
Wielce Szanowna Dyrekcjo Zespołu Szkół oraz Grono Pedagogiczne – Szanowni Panie i Panowie Profesorowie,
Wszyscy Dostojni Przybyli Goście,
Wszyscy Wielce Szanowni Państwo!

Krzyż był z nami, jest z nami. Wyznacza naszą rzeczywistość i nasze miejsce na mapie świata i w dziejach ludzkości. Bo tak naprawdę dzieje Rzeczypospolitej od krzyża się zaczęły. Od 966 roku liczymy czas, kiedy nasze państwo – Rzeczpospolita – istnieje. To moment, w którym przyjęliśmy krzyż. To moment, w którym nasz wówczas władca – Mieszko I – pojąwszy za żonę czeską księżniczkę, zdecydował się na przyjęcie wiary chrześcijańskiej, łamiąc zupełnie dotychczasową tradycję, odchodząc od bóstw słowiańskich, godząc się na religię, która wtedy przychodziła, która była obca. Ale tak naprawdę okazała się religią świata. Największą, z naszego punktu widzenia absolutnie najważniejszą. Chrześcijaństwo, katolicyzm rzymski – powiedzielibyśmy dzisiaj.

Nasz znak przez ponad 1050 lat. Nieprzerwanie. Nasz znak, pod którym szli do walki nasi wojowie, nasi rycerze, nasi żołnierze, powstańcy – zawsze. Nasz znak, który zawsze nam towarzyszył i który zawsze mieliśmy ze sobą w najtrudniejszych momentach. Który zdarzało się, że rzeźbiono z kości; z węgla gdzieś na dalekiej Syberii, w kopalniach; z kamienia w kazamatach więzień; lepiono z chleba – zawsze w najgorszych warunkach.

Może Cię zainteresować Uroczystość 40-lecia zwycięskiej obrony Krzyża w Miętnem

Pierwsze, co nasi ojcowie chcieli stworzyć, żeby mieć ze sobą, to był krzyż. Żeby można było się modlić, żeby Pan Bóg towarzyszył, żeby ten symbol był. Dodający wiary, otuchy, mocy. Krzyż zawsze dodawał nam mocy. Tak jest do dzisiaj dla absolutnie przeważającej części naszego narodu i społeczeństwa. Nigdy nie daliśmy sobie krzyża wydrzeć. Na żadne sposoby.

Tamte wydarzenia tutaj, z przełomu – śmiało można powiedzieć – lat 1983 i 1984. Bo przecież sprawa zaczęła się jesienią, w listopadzie 1983 roku, kiedy Państwo zauważyliście, że krzyże, które zawieszone zostały w szkole za czasów Solidarności – powiewu wolności – nagle zaczynają znikać, ktoś je zdejmuje. Okazało się, że tutaj, w tej szkole – w najnowocześniejszej w kraju szkole rolniczej – próbuje się przywrócić pełnego ducha laickiego w duchu komunizmu, w duchu narzucanym z Moskwy: życia, trwania, edukacji bez Boga; w poczuciu, że Boga nie ma; w istocie w poczuciu, że teraz jest inny Bóg. Ten czerwony, na portretach, wiekopomni towarzysze. Bo taka była prawda o tamtych czasach. To oni mieli być nowymi bogami.

Młodzież się temu sprzeciwiła. To była bardzo specyficzna młodzież. Między innymi – w moim przekonaniu – dlatego prowadzona była ta akcja. To była młodzież w większości z polskich wiosek, w większości z bardzo tradycyjnych rodzin, w większości z rodzin głęboko wierzących. W większości właśnie z tych rodzin, które kiedyś nie pozwoliły na kolektywizację. Bo ja zawsze to przypominam, że polski chłop nie dał sobie zabrać ziemi. Zaraz po II wojnie światowej, kiedy przyszli, kiedy chcieli kolektywizować, kiedy chcieli na wzór sowiecki stworzyć tutaj kołchozy, sowchozy, to właśnie polscy rolnicy się na to nie zgodzili. To oni nie oddali ziemi, nie oddali ojcowizny. To oni się postawili. Bo ona była wartością.

Wiara, ziemia, ojcowizna i tradycja – to przecież było najważniejsze, na czym zawsze polska wieś budowała swój byt i polską siłę. I dlatego właśnie w tej szkole próbowano tej młodzieży zabrać krzyż. Bo – moim zdaniem – to była kolejna próba złamania ludzi z tego środowiska. Wybicia tej głównej osi, w której byli wychowani w domach. Wyplenienia tego ziarna, które w domach przez rodziców, przez dziadków zostało zasiane. Młodzi sobie nie pozwolili na to.

To był niezwykle ważny moment. Bardzo piękny zresztą, kiedy popatrzymy na historię, choć przecież wiemy, jak bardzo wtedy trudny. Bo jakże to było spokojne, jakże pełne ducha i jakże pełne modlitwy. Nawet wtedy, kiedy przyszło ZOMO, nawet wtedy, kiedy relegowano ze szkoły, nawet wtedy, kiedy straszono – utrzymano pełną powagę i szacunek do istoty tego, o co była ta walka. To była walka o wiarę, nadzieję i miłość. I chociaż źle się to skończyło dla niektórych – musieli ze szkoły odejść, 170 uczniów nie mogło do szkoły wrócić, część nauczycieli także, z obecną tutaj Panią Profesor – ale krzyż wrócił. Ale krzyż wrócił w kwietniu. I to było zwycięstwo.

Wiecie Państwo, ja do dzisiaj wspominam taką sytuację z mojego dzieciństwa – bo przecież jestem w sumie nie bardzo wiele, patrząc z dzisiejszej mojej 52–letniej perspektywy, młodszy od Państwa, od uczniów, którzy wtedy walczyli – czasem pewnie pięć, czasem sześć, czasem siedem lat. To dużo, ale na dziecięce standardy. Na dorosłe już nie tak bardzo. Ale – wiecie Państwo – i ja pamiętam znakomicie z mojej szkoły podstawowej sytuację z krzyżem, z Krakowa. Bardzo renomowanej, bardzo znanej szkoły, do której chodziło mnóstwo dzieci krakowskiej inteligencji – szkoły, która znajduje się w pobliżu krakowskich uczelni, ważnych krakowskich uczelni, w nobliwej, można powiedzieć, dzielnicy.

Pamiętam jak dziś, w szkole były krzyże. Kiedy ja do szkoły przyszedłem, już w niej były i wisiały cały czas. Ale pamiętam, jak kiedyś jedna z nauczycielek, mówiąc coś o krzyżach, powiedziała: „No, powinny zostać zdjęte, nie ma tutaj szacunku dla krzyża, to nie jest właściwe miejsce, żeby wisiał krzyż. Młodzież rzuca ogryzkami”. Wiecie Państwo, patrzyliśmy ze zdziwieniem. Pamiętam ja – nie przypominam sobie żadnej sytuacji, żeby ktokolwiek czymkolwiek rzucił w kierunku krzyża. To były takie próby podkopywania, podcinania. One w Krakowie nie miały żadnych szans.

Pewnie dzisiaj patrząc, z dwóch przyczyn: ta sytuacja musiała mieć miejsce gdzieś około 1985 może 1986 roku, ja byłem gdzieś w siódmej, ósmej klasie wtedy. Nie miała szans – dzisiaj wiem – z dwóch przyczyn. Po pierwsze dlatego, że myśmy mieli w Krakowie swoją tradycję obrony krzyża. Wiecie Państwo znakomicie którego – tego nowohuckiego krzyża, tego, gdzie dziś stoi kościół Arka Pana. Tego, w którego obronie uczestniczył ówczesny nasz kardynał, późniejszy Ojciec Święty, dzisiaj Święty Jan Paweł II. Wiecie Państwo, no – niespecjalnie były szanse walki z taką tradycją, walki o krzyż.

Ale dodatkowo myślę, że miała znaczenie w tym sensie szkolnym Państwa sprawa, z której my wtedy – jako dzieciaki – niekoniecznie i nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę, ale nauczycielka wiedziała na pewno, że w Miętnem młodzież powiedziała „nie” twardo. I musieli pęknąć. I że będzie afera. Bo ludzie nie popuszczą tego – ani dzieci, ani rodzice. I że po prostu się nie da tego zrobić. To także dzięki Wam – można śmiało powiedzieć – nie poszły tamte łzy na marne, nie poszedł tamten ból na marne, nie poszły tamte problemy na marne. Wykonaliście Państwo wielką pracę – bohaterską, opozycyjną, duchową – która też i dzisiaj umacnia poczucie wartości krzyża dla nas. Bezdyskusyjnie i bezapelacyjnie.

Jestem zaszczycony, że mogę być u Państwa drugi raz. Wtedy, w 2009 roku, towarzysząc Panu Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, i dzisiaj, kiedy w jakimś sensie staram się kontynuować jego misję. Jako też w jakimś sensie – i to wcale niebagatelnym – kiedyś jego uczeń. Bo tak mogę powiedzieć, że chyba nas traktował, tych najmłodszych swoich współpracowników. Bo tak dużo z nami rozmawiał i mówił nam o tym, co jest naprawdę ważne i gdzie naprawdę są polskie interesy.

Nie mam żadnych wątpliwości, że to jest polski interes: jedności, siły, tożsamości. Z całego serca dziękuję za jego obronę wtedy. Ale dziękuję Państwu za jego obronę także i teraz. O, jakże to paradoksalne, że po 35 latach wolności – od wielkiego zwycięstwa roku 1989 i potem – dzisiaj trzeba znowu myśleć o obronie krzyża. O, jakże to paradoksalne. Ale trzeba. Ale trzeba bardzo. Bo on nam jest bardzo potrzebny także po to, żeby dawać światło, i także po to, żeby dawać przykład, bo jesteśmy już jednymi z niewielu, którzy ten krzyż mają i noszą powszechnie.

Bo w tej wspólnocie, w jakiej jesteśmy – myślę choćby o Unii Europejskiej – wielu zupełnie o krzyżu zapomniało i wielu go dzisiaj lekceważy. Ale my bardzo świeżo znamy jego wartość. I wiemy tak naprawdę, czym on dla nas jest i dla naszego narodu jako wspólnoty. I nie wolno nam go oddać za żadne skarby świata. Będą różne próby, będzie tłumaczenie: „Ale są inni, którzy mają inne wyznanie, inne poglądy. Żeby ich nie urażać”. Nie – żeby ich nie urażać, niech powieszą obok swój znak, proszę bardzo.

Ja jestem człowiekiem wierzącym, katolikiem i chcę, żeby krzyż był w pomieszczeniu, w którym ja pracuję. Ale jeżeli kolega jest innego wyznania, niech zawiesi swój symbol religijny. Ja nie mam z tym żadnego problemu, bo ja szanuję każdego wierzącego człowieka, jego wyznanie, jego przekonania. Nie ma dla mnie problemu. Natomiast jeżeli ktoś próbuje usuwać, to jako żywo przypomina się bolszewia, która usuwała wszystkie symbole poza swoim czerwonym bogiem, którego chciała tutaj ustanowić. I na co Państwo się nie zgodziliście, za co – wierzę w to – historia dozgonnie będzie Wam wdzięczna.

Jeszcze raz dziękuję. I proszę, żebyście zawsze stawali w obronie krzyża, bo on jest częścią naszej tożsamości, czy się to komuś podoba, czy nie. Na nim wyrośliśmy. I od samego początku, odkąd właściwie istniejemy jako naród, jako społeczeństwo i jako państwo, wszędzie znajdowane są krzyże – przy pochowanych żołnierzach, przy pochowanych rycerzach, na zbrojach rycerzy, na sztandarach, wszędzie. Nie darmo wieszcz pisał: „Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska jest Polską, a Polak Polakiem”.

Dziękuję Wam za to, żeście nam tego wielkiego, nieodłącznego znaku naszej tożsamości nie pozwolili wydrzeć. Cześć i chwała bohaterom! Tak, bohaterom. Dziękuję.