Udajemy się do Stanów Zjednoczonych na zaplanowaną dużo wcześniej wizytę, która ma dwa zasadnicze punkty i dwa zasadnicze cele. Pierwszym punktem jest Chicago i tam się udajemy prosto po to, żeby spotkać się z mieszkającymi tam Polakami, z Polonią. A drugim punktem jest wizyta w Nowym Jorku związana ze Zgromadzeniem Ogólnym Organizacji Narodów Zjednoczonych, które jest zwołane specjalnie po to, żebym mógł przedstawić swoje wystąpienie, takie de facto pożegnalne, bo po 10 latach obecności w składzie Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych – jako Prezydent Polski – podsumowujące te 10 lat mojej pracy z Organizacją Narodów Zjednoczonych, współpracy międzynarodowej. To są takie dwa zasadnicze cele tej wizyty.
Muszę Państwu powiedzieć tak: w szczególności po zeszłotygodniowej wizycie w Stanach Zjednoczonych i mojej rozmowie z Prezydentem Donaldem Trumpem, a zwłaszcza po tym, co Prezydent Donald Trump potem powiedział do uczestników konferencji CPAC – z wielką satysfakcją wystąpię przed moimi rodakami i podziękuję im. Bo mogę powiedzieć tak: wysłuchali naszych próśb, które ja też kierowałem właściwie przez cały okres mojej prezydentury, a także jeszcze wcześniej, o to, żeby Polacy w Stanach Zjednoczonych w tych sprawach politycznych – zwłaszcza wyborczych – starali się mówić jak najbardziej jednym głosem.
Może Cię zainteresować Wizyta Pary Prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych AmerykiJeżeli Prezydent Donald Trump, z trybuny wygłaszając przemówienie de facto do Amerykanów – bo mówiąc na konferencji CPAC; to wystąpienie przecież było transmitowane, mówił de facto do całych Stanów Zjednoczonych – podkreśla wartość polskich głosów dla jego zwycięstwa wyborczego, to to jest to, co chcieliśmy osiągnąć: żeby Polacy mieli wpływ na wybór najważniejszych osób w Stanach Zjednoczonych. To się stało. Prezydent podkreślał, że ponad 80 proc. polskiej społeczności – ludzi o polskim pochodzeniu, polskich korzeniach, obywateli Stanów Zjednoczonych, amerykańskich wyborców – zagłosowało na niego, za co jest bardzo wdzięczny. Mówił generalnie o swojej też wdzięczności wobec Polski, wobec Polaków.
Mogę powiedzieć tak: bardzo się z tego cieszę i będę gratulował moim rodakom tego wyniku. Będę gratulował moim rodakom tego zjednoczenia w działaniu, bo tego właśnie bardzo w Ameryce potrzebujemy. Wielokrotnie podkreślaliśmy: Polacy mają – mieszkający w Stanach Zjednoczonych – wielką zasługę w tym, że zostaliśmy przyjęci do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Lobbowali za tym różni nasi rodacy bardzo często bardzo w Stanach Zjednoczonych wówczas wpływowi, jak np. Zbigniew Brzeziński.
Ale dzisiaj mamy polską społeczność, która rzeczywiście stanowi wymiar wyborczy odczuwalny przez najważniejszego polityka w Stanach Zjednoczonych – przez Prezydenta Stanów Zjednoczonych. I to ma ogromną, ogromną dla nas wartość, jeżeli chodzi o lobbowanie za polskimi sprawami, jeżeli chodzi także o przełożenie tego na Kongres, na różnego rodzaju decyzje, które będą w przyszłości i są w Stanach Zjednoczonych podejmowane w różnych ważnych sprawach, także naszych sprawach. To ma znaczenie fundamentalne. Więc na pewno o tym będę mówił.
Będę też dziękował za wszystkie te lata współpracy z Polonią, z Polakami, za wszystkie niezwykle miłe chwile, które w Stanach Zjednoczonych miałem wielką przyjemność spędzić wtedy, kiedy się spotykaliśmy w różnych miejscach – i w Nowym Jorku, i wcześniej w Chicago, i w innych, gdzie nasi rodacy są. Bo są wszędzie, jak Państwo wiecie. Polska społeczność w Stanach Zjednoczonych to około 10 mln ludzi. Więc to jest naprawdę ogromna, ogromna rzesza naszych rodaków. W samym Chicago szacuje się, że mieszka około miliona. Więc to będzie na pewno bardzo ważne spotkanie i bardzo ważny dla nas punkt. Także obchody Dnia Kazimierza Pułaskiego – bohatera i Stanów Zjednoczonych, i Polski.
Natomiast później przemieścimy się do Nowego Jorku. Tam Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych, moje wystąpienie podsumowujące. Przypomnę, że w 2015 roku, podczas pierwszego wystąpienia, wtedy wystąpiłem z tą ideą „Pokój przez prawo” – że świat powinien się opierać na sile prawa, a nie na prawie siły. O to cały czas apelowałem. Powiem tak, proszę Państwa: czas pokazał, jak bardzo ważne to były apele. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy patrzymy na otaczającą nas rzeczywistość, na rosyjską agresję na Ukrainę, czyli właśnie stosowanie prawa siły wobec suwerennego, niepodległego państwa, które się dzisiaj broni.
Widzimy, jak bardzo ważne było to już wtedy głośne mówienie o zagrożeniach, które istnieją, a których my byliśmy świadomi; które swego czasu przedstawiał jeszcze Prezydent Lech Kaczyński choćby w swoim wystąpieniu w Tbilisi w Gruzji, kiedy Rosja atakowała Gruzję w 2008 roku. Wtedy mówił przecież o niebezpieczeństwie, które zagraża Ukrainie i – w perspektywie – państwom bałtyckim, także i Polsce.
Wyciągamy z tego wnioski – i w tej sferze werbalnej, tak jak ja wtedy w tym wystąpieniu, i realizując inne zadania, jak dzisiaj budowanie potencjału militarnego naszego kraju. Wydatki na obronność, które ponosimy, skuteczna polityka, którą prowadzimy w ciągu ostatnich lat, umacniania bezpieczeństwa Polski, obecność sił NATO w Polsce, przede wszystkim wojsk amerykańskich, i umacnianie relacji ze Stanami Zjednoczonymi jako tym kluczowym sojusznikiem. To jest wszystko to, co robimy dla bezpieczeństwa Polski.
Ale oprócz tego jest jeszcze współpraca międzynarodowa – ta właśnie w ramach Organizacji Narodów Zjednoczonych, gdzie starałem się również o to, byśmy wrócili do misji, tych pokojowych, militarnych Organizacji Narodów Zjednoczonych. I cieszę się ogromnie, że to się udało. Bo jesteśmy dzisiaj obecni w Libanie – nasz kontyngent UNIFIL, który tam jest po latach. Jesteśmy częścią tych działań – właśnie pokojowych – w znaczeniu zapewniania pokoju na świecie. Cieszę się, że w związku z tym niesiemy także pokój innym i nasi żołnierze spełniają tutaj rzeczywiście niezwykle szlachetną i ważną rolę, także w bardzo niebezpiecznych miejscach, za co jestem im ogromnie wdzięczny. Ale to także wiele, wiele innych działań, które prowadziliśmy przez wszystkie lata. O tym będę mówił właśnie w Nowym Jorku i to są te najistotniejsze punkty tej kilkudniowej wizyty w Stanach Zjednoczonych.
Cieszę się bardzo z tego, bo – jak Państwo widzicie – jest wokół Polski w tej chwili bardzo dobra atmosfera. Te wczorajsze słowa Prezydenta Donalda Trumpa na konferencji prasowej, którą z całą pewnością oglądał cały świat, na tym spotkaniu z mediami, kiedy – zapytany o Polskę – mówił, że jest wobec Polski wręcz zobowiązany. Mówił o naszej polityce bezpieczeństwa, mówił o tym, jakim jesteśmy członkiem NATO, że wywiązujemy się ze swoich zobowiązań, że de facto jesteśmy przykładem dla innych i że pamięta o naszym kraju. Ma nas w sercu.
To jest rzeczywiście w dzisiejszych bardzo trudnych czasach, kiedy tak wiele się mówi o sprawach bezpieczeństwa, o przyszłej amerykańskiej polityce... Cieszę się, że – mogę śmiało powiedzieć – jesteśmy obecni w świadomości amerykańskiej polityki, tej właśnie dotyczącej kwestii bezpieczeństwa, co jest niezwykle istotne i co jest niewątpliwie sukcesem i tej naszej polityki przez cztery lata poprzedniej kadencji Prezydenta Donalda Trumpa, i ostatnich rozmów, które także ja z Prezydentem Trumpem i jego współpracownikami prowadziłem.
Przypomnę: to nie tylko spotkanie z Prezydentem w kwietniu zeszłego roku w Nowym Jorku, które trwało dwie i pół godziny, zanim jeszcze – oczywiście – wygrał wybory prezydenckie. Ale to potem także i rozmowa telefoniczna, kiedy gratulowałem mu zwycięstwa wyborczego. To potem nasze spotkanie także i w Paryżu, gdzie rzeczywiście w kuluarach po uroczystości w katedrze Notre Dame jeszcze rozmawialiśmy w Pałacu Elizejskim, gdzie wszystkich nas zaprosił Prezydent Emmanuel Macron.
Ale to też – oczywiście – ostatnia moja tydzień temu wizyta w Stanach Zjednoczonych, spotkanie z Prezydentem Donaldem Trumpem. Także bardzo ważna rozmowa w tej bardzo trudnej bieżącej sytuacji, kiedy jeszcze raz mówił mi o tym, jaki jest jego stosunek do Polski, jak ocenia naszą politykę, naszą pozycję i czego możemy się z jego strony spodziewać.
Tak że cieszę się z tej wizyty. Mam nadzieję, że ona także przyczyni się do umacniania relacji polsko–amerykańskich.
[Pytania dziennikarzy]
Panie Prezydencie, jak Pan ocenia burzliwy przebieg rozmowy pomiędzy Donaldem Trumpem a Wołodymyrem Zełenskim? Wczoraj Prezydent Donald Trump po raz pierwszy powiedział tak jasno, że nie stoi po stronie Ukrainy. Nie stoi po żadnej ze stron.
Szanowni Państwo, ja powiem w ten sposób: były różne próby doprowadzenia do zakończenia wojny na Ukrainie. Ja przypomnę, że ta wojna – niestety – zaczęła się w 2014 roku, więc ona się zaczęła dawno. W 2022 roku doszło do po prostu kolejnego etapu tej wojny, jakim jest pełnoskalowa agresja Rosji na Ukrainę. Ale w 2014 roku Rosja na Ukrainę napadła, zajęła i anektowała bezprawnie Krym, tak naprawdę zajęła okręgi doniecki i ługański. I ta wojna toczy się od tego czasu.
Przez ten czas stworzono format normandzki, europejski, dyskutowano i robiono interesy z Rosją. Jednocześnie porozumienia mińskie, o których można powiedzieć – przepraszam – bla, bla, bla. Nic z nich tak naprawdę nie wynikło, a już na pewno nie dla Ukrainy, bo skończyło się to wszystko zbudowaniem gazociągu Nord Stream 2.
Potem, kiedy zniesiono sankcje, które ustanowił przeciwko temu gazociągowi tak naprawdę Prezydent – właśnie – Donald Trump, m.in. na moje apele, na nasze apele, żeby zatrzymać tę inwestycję, Rosja dokonała pełnoskalowej agresji na Ukrainę w 2022 roku – i od tego czasu tak naprawdę nikt nie umie tej agresji zatrzymać. Prezydent Donald Trump zdecydował się podjąć próbę.
W moim osobistym przekonaniu – patrząc na dotychczasowe doświadczenia – ja nie widzę innej siły na świecie poza Stanami Zjednoczonymi, które byłyby w stanie rosyjską agresję zatrzymać, biorąc pod uwagę i możliwości wsparcia Ukrainy, którymi dysponują Stany Zjednoczone, jak również przede wszystkim potencjał militarny i gospodarczy Stanów Zjednoczonych. Te możliwości są rzeczywiście nieporównywalne z żadnymi innymi. I mam nadzieję, że w efekcie ta polityka do zatrzymania rosyjskiej agresji na Ukrainę doprowadzi. Sprawa jest bardzo trudna. Prezydent Donald Trump zdecydował się podjąć negocjacje. Wczoraj doszło do pewnego – co tu wiele kryć – impasu.
Ja rozmawiałem przed moim zeszłotygodniowym wylotem do Stanów Zjednoczonych z Prezydentem Wołodymyrem Zełenskim. Jak Państwo widzieliście, zamieściłem komunikat po tej rozmowie, w którym zrelacjonowałem mniej więcej to, co powiedziałem Prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu. Że uważam, że powinien prowadzić z Prezydentem Donaldem Trumpem spokojne, konstruktywne negocjacje.
Tak, to jest pewien rodzaj targowania się, bo Prezydent Donald Trump całe swoje życie profesjonalne spędził jako wielkiego formatu biznesmen. Jest miliarderem amerykańskim, więc cóż tu wiele mówić. To jest jego doświadczenie życiowe, zawodowe. I trochę biznesowo podchodzi do… i w sposób biznesowy działa.
Powiedziałem Wołodymyrowi, że uważam, że trzeba się do tego po prostu dostosować i szukać porozumienia z nim, szukając wspólnego rozwiązania – także na zasadzie amerykańskiej zasady, że można ustalić takie warunki, że obie strony na tym wygrają. To była taka moja sugestia dla Prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.
I dzisiaj powiem tak: trzeba wrócić do stołu rozmów, trzeba usiąść z powrotem przy stole negocjacji. Wołodymyr Zełenski powinien wrócić do tego stołu, powinien spokojnie usiąść przy tym stole i zachowując spokój, negocjować takie rozwiązanie, które spowoduje, że Ukraina będzie bezpieczna.
A my, którzy jesteśmy sojusznikiem Ukrainy i wspieramy Ukrainę od samego początku, będziemy go w tym wspierali, żeby udało się osiągnąć taki bezpieczny i trwały pokój. Bo nam na tym pokoju przecież też ogromnie zależy. To jest polski interes, żeby na Ukrainie był pokój, żeby ta wojna się skończyła i żeby się zakończyła w taki sposób, by Rosja nikogo więcej już nie zaatakowała. To jest dzisiaj dla nas najważniejsze. To wymaga – w moim osobistym przekonaniu – powrotu do stołu negocjacji.
Panie Prezydencie, co się stało wczoraj w Gabinecie Owalnym? Zamierza Pan jakoś osobiście wesprzeć rozmowy pomiędzy Donaldem Trumpem a Wołodymyrem Zełenskim? Na przykład może chce Pan zadzwonić do Donalda Trumpa lub w trakcie tej wizyty spotkać się z nim?
Proszę Państwa, niczego nie można wykluczyć. Nie potwierdzam, nie zaprzeczam. Ta sprawa – oczywiście – jest sprawą otwartą. Proszę zwrócić uwagę – wielu polityków dzisiaj wypowiada się na ten temat. Ja powtórzę tylko jeszcze raz: w moim osobistym przekonaniu, jeżeli ktoś jest w stanie osiągnąć zakończenie tej wojny, to Stany Zjednoczone mają taki potencjał, dzięki któremu może to zostać uzyskane – nikt inny.
Panie Prezydencie, jak Pan odczytuje słowa polityków koalicji rządzącej, m.in. Wiceministra Obrony Narodowej, który atakuje Donalda Trumpa? No i sugeruje, że to Europa, a nie Stany Zjednoczone są gwarantem polskiego bezpieczeństwa.
Wie Pan, słowa nic nie kosztują, ale – jak mówią bardzo często politycy – ze słów nie da się też wystrzelić. Nie da się słowami obronić Ukrainy.
Panie Prezydencie, ma Pan wrażenie, że wczorajsze zachowanie J.D. Vance’a i Donalda Trumpa to jednak brak szacunku dla Prezydenta Ukrainy i narodu ukraińskiego?
Wie Pan, mogą być różne oceny tej sytuacji. Pamiętajmy, że spotkanie odbyło się w Gabinecie Owalnym, w centralnym punkcie – można powiedzieć – Stanów Zjednoczonych. A niektórzy powiedzą pewnie – nie bez przyczyny – że także [jest] centralnym punktem świata, jeżeli chodzi o politykę. I każdy polityk – nawet z największych potęg europejskich – rozumie, że są takie pewne kanony i normy zachowania, których wszyscy do tej pory przestrzegali.
Dziękuję bardzo.