Szanowni Panowie Ministrowie,
Szanowny Panie Konsulu Generalny,
Szanowni Państwo Oficerowie,
Wszyscy Drodzy Goście Konsulatu,
Państwo Redaktorzy,
Szanowni Państwo!
W kaplicy w Pałacu Prezydenckim w Warszawie są tablice upamiętniające najważniejsze wydarzenia. Są tablice upamiętniające wizyty papieży, którzy modlili się z kolejnymi prezydentami właśnie w kaplicy, i są dwie tablice upamiętniające tych, którzy zginęli.
Może Cię zainteresować Para Prezydencka upamiętniła ofiary ataków terrorystycznych 11 września Jedna upamiętnia Prezydenta Lecha Kaczyńskiego z małżonką i wszystkich ludzi związanych z Pałacem Prezydenckim, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem, gdy rozbił się rządowy samolot, gdzie zginęli moi przyjaciele, koledzy, z którymi wtedy pracowałem dla Rzeczypospolitej u boku Pana Prezydenta.
A druga tablica upamiętnia Państwa przyjaciół, najbliższych, kolegów, którzy zginęli właśnie wtedy, 20 lat temu, 11 września. Na tej tablicy jest niewielki stalowy krzyż, wycięty palnikiem z filara jednej z wież.
Upamiętnione są dwa wydarzenia, które były traumą dla Pałacu Prezydenckiego, dla wszystkich, którzy tam przebywali. Dwa – można powiedzieć – z tego punktu widzenia najważniejsze. Jednym z nich jest właśnie tamten atak terrorystyczny, którego byli Państwo świadkami.
Ja też nigdy nie zapomnę tamtego dnia, tamtej godz. 14.46 w Polsce, czyli 8.46 tutaj, gdy pierwszy samolot uderzył w północną wieżę. Byłem wtedy na ulicy w Krakowie i przechodziłem koło sklepu, w którym sprzedawano telewizory. Całą witrynę skomponowano tak, że stały tam włączone telewizory. Zazwyczaj pokazywały one różne programy, ale wtedy wszystkie pokazywały to samo – płonącą wieżę World Trade Center. A przed sklepem stali ludzie i oniemiali patrzyli na te ekrany.
I wtedy samolot uderzył w drugą wieżę. To było coś absolutnie nie do uwierzenia. Pamiętam ten moment bardzo dokładnie. To był po prostu głęboki szok, bo – oczywiście – wszyscy, patrząc na północną wieżę, byliśmy przekonani, że to wypadek, że to na skutek jakiegoś zdarzenia, pomyłki, zasłabnięcia pilota, awarii czy nie wiadomo czego po prostu samolot uderzył. Ale wtedy stało się już jasne i oczywiste, że nie mógł to być wypadek, że jest to rzeczywiście atak na Amerykę – coś nie do wyobrażenia.
Dopiero w kolejnych dniach, gdy mówiło się na ten temat coraz więcej – właściwie nie mówiono o niczym więcej, tylko o tym, co stało się tu, na Manhattanie – wszyscy zobaczyliśmy to niezwykłe bohaterstwo. Strażaków, policjantów i wszystkich, którzy wtedy tam byli, by odbywać swoją służbę albo po prostu ratować życie drugiemu człowiekowi.
Proszę nie mieć mi za złe tego, co teraz powiem, ale wtedy rzeczywiście – słuchając tych relacji, patrząc na dokumentalne nagrania z tamtych momentów, na strażaków idących do wież – zrozumiałem, że etos służby, który jest pokazywany w amerykańskich filmach, to nie jest film – on taki po prostu jest; to nie jest patos, to rzeczywiście coś absolutnie niezwykłego.
Bohaterstwo tych strażaków i policjantów było czymś niewyobrażalnym. Przecież byli to ogromnie doświadczeni funkcjonariusze. Musieli sobie doskonale zdawać sprawę, że jest wysoce prawdopodobne, że idą na śmierć. A jednak szli, bo wiedzieli, że tam są ludzie i że ich służba polega właśnie na tym, że idą i do ostatniej chwili służą człowiekowi.
Przyklęknąłem dziś, składając wieniec, bo w ten symboliczny sposób chciałem oddać im hołd. Dzisiaj już nic więcej nie można dla nich zrobić, poza tym, by pamiętać o nich, o ich bohaterstwie, o ich niezwykłej postawie służby drugiemu człowiekowi – bo to jest służba drugiemu człowiekowi. To wspomnienie zawsze ogromnie mnie wzrusza.
Tak samo wtedy, gdy jestem tu, w Nowym Jorku, i przejeżdżam koło siedzib straży pożarnej – koło remiz, jak to mówimy w Polsce – zerkam i widzę tablice upamiętniające koleżanki i kolegów, którzy polegli wtedy, na służbie, to zawsze ogarnia mnie wzruszenie. Bardzo Państwu za tę służbę dziękuję.
Wtedy – niestety – zginęli też nasi rodacy, niektórzy na służbie, bo przecież byli strażacy i policjanci z polskimi korzeniami. Niejednokrotnie patrzyłem w internecie na listy tych, którzy polegli właśnie wtedy na służbie, i oglądałem zdjęcia twarzy tych funkcjonariuszy, tych niezwykłych ludzi. Byli także pracownicy, którzy po prostu wykonywali wtedy tam, w World Trade Center, różne swoje zawodowe działania i też – niestety – stracili życie.
Tak, tamto wydarzenie na pewno zmieniło Amerykę, ale w gruncie rzeczy zmieniło także świat. Historia na pewno nigdy nie zapomni o tym wydarzeniu. Ale to jest między innymi to, za co cały świat podziwia Amerykę – że Ameryka zawsze ma w sobie niezwykłego ducha i zawsze się podnosi. Jeżeli nawet zburzyli World Trade Center, to obok – zostawiając miejsca pamięci – odbudujemy te budynki. Tak, będą nowocześniejsze, większe, w jeszcze bardziej podniosły sposób pokażą potencjał i siłę Ameryki.
To jest coś, co na pewno stanowi ważne świadectwo także dla nas, Polaków, którzy mamy swoją bardzo trudną, tragiczną historię. Czasem mówię, że jesteśmy jak trawa. Przebiegają po nas konnice ze wschodu na zachód, przejeżdżają po nas czołgi. Przez chwilę leżymy, a potem podnosimy się i odbudowujemy. Tak jak odbudowaliśmy Warszawę.
Można powiedzieć, iż tę cechę mamy podobną z Ameryką. Może jesteśmy trochę bardziej melancholijni, może my, Polacy, nie mamy w sobie takiej wyraźnie widocznej mocy, jaką mają Ameryka i amerykańskie społeczeństwo, ale siła ducha w gruncie rzeczy jest ta sama. I dlatego patrzę na Państwa – wiem, że Państwo bardzo ciężko przeżyli tamten moment, wiem, że na pewno bardzo długo nie mogliście wrócić do normalnej formy psychicznej.
Mówię, że wiem, dlatego że nie było mnie wtedy – podczas drugiego wydarzenia z Prezydentem – gdy oni zginęli, ale do siebie dochodziłem przez ponad rok. Dlatego że moi przyjaciele, którzy zginęli – ministrowie, koledzy – byli po prostu na wyciągnięcie ręki. Dosłownie dwa dni wcześniej lecieliśmy samolotem razem z Prezydentem. Tylko tak się po prostu akurat wtedy złożyło, że mnie tam nie było. Byłem w domu.
Wiem, co takie przeżycie robi z człowiekiem, i wiem, jak czuje się ktoś taki, kto ma trochę poczucie, jakby jego życie było w jakimś sensie darowane. Ale też myślę – proszę Państwa – że taki ktoś jest potem mocniejszy. Wierzę, że Państwo też są mocniejsi.
Proszę, byście wszyscy przyjęli mój gorący uścisk i zapewnienie, że my, w Polsce, także pamiętamy. 11 września osobiście zszedłem do kaplicy i pod tablicą upamiętniającą tych, którzy zginęli wówczas w World Trade Center i innych miejscach – w Pentagonie i w samolocie, który rozbił się, dlatego że pasażerowie bohatersko doprowadzili do jego katastrofy, walcząc z terrorystami – złożyłem wieniec, oddając im hołd. Chciałbym, by Państwo wyszli stąd z przekonaniem, że w Warszawie też się o nich pamięta – o wszystkich, którzy oddali wtedy życie.
Bardzo Państwu dziękuję, że zechcieliście dziś przyjść i spotkać się z nami. Jestem też bardzo wdzięczny za Państwa świadectwo.
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
Andrzej Duda