Przede wszystkim bardzo dziękuję za zorganizowanie tej dyskusji, tego forum. Ma to duże znaczenie w relacjach polsko-niemieckich właśnie w tym bardzo szczególnym dla nas, Polaków, roku – stulecia odzyskania niepodległości – że spotykamy się najpierw w czerwcu w Warszawie, a teraz tutaj, w Berlinie, już tuż-tuż przed tą setną rocznicą, i rozmawiamy o naszych sprawach, naszych relacjach także w pewnej perspektywie historycznej. O naszych – w znaczeniu polsko-niemieckich, ale naszych znaczy również polsko-niemiecko-europejskich – bo przecież staramy się spojrzeć również w takiej perspektywie.
I tutaj wiele jest takich elementów szczególnych, które – patrząc przez pryzmat historii – trzeba by znać, żeby zrozumieć postawę Polaków w niektórych sytuacjach. Myślę, że gdyby wszyscy w Europie mieli pełną świadomość meandrów historii Polski, ale przede wszystkim Polaków na przestrzeni ostatnich ponad dwóch stuleci, to może w wielu przypadkach łatwiej byłoby zrozumieć coś, co może określę mianem polskiej wrażliwości. Ktoś powie: polskiej upartości, ale będę delikatniejszy wobec nas i powiem, że polskiej wrażliwości.
Straciliśmy niepodległość pod koniec XVIII wieku, nastąpiło rozdarcie Polski przez trzy państwa zaborcze: Prusy, Cesarstwo Austriackie i Cesarstwo Rosyjskie. Na przestrzeni kolejnych 123 lat Polacy próbowali trzykrotnie w potężnych zrywach zbrojnych, powstańczych tę swoją Polskę, tę niepodległość odzyskiwać. Ufając w międzyczasie różnym potęgom europejskim ‒ takim jak Francja napoleońska ‒ że dzięki współpracy z nimi, dzięki wspieraniu uda się Polskę odzyskać.
Na tej drodze przeżyliśmy wiele zawodów, odnieśliśmy też cały szereg porażek, ale przede wszystkim skrwawiliśmy się – i to bardzo – w trzech zrywach powstańczych: najpierw w powstaniu kościuszkowskim pod koniec XVIII wieku, następnie w powstaniu listopadowym w pierwszej połowie XIX wieku, a potem, w drugiej połowie XIX wieku, w powstaniu styczniowym. Wszystkie trzy były powstaniami przeciwko Rosji carskiej i wszystkie trzy nie tylko skończyły się krwawo dla Polaków – bo wielu ludzi zginęło – ale przede wszystkim skończyły się bardzo potężnymi prześladowaniami.
I to, że później udało nam się odzyskać Polskę w 1918 roku, było tak wielką radością, że ludzie powszechnie uważali to za cud. Pewien historyczny zbieg politycznych okoliczności z jednej strony, z drugiej – opieki opatrzności, co bardzo wielu ludzi w Polsce podkreśla, z trzeciej strony – również męstwa i mądrości ówczesnych przywódców, a także bardzo jednolitej postawy politycznej. Tzn. niezależnie od poglądów przywódcy polityczni dążyli do wolnej, niepodległej, suwerennej Polski. To było ponad wszelkimi podziałami ideologicznymi, politycznymi. Wszyscy jak jeden mąż tego odzyskania niepodległości chcieli ‒ i to się w 1918 roku udało.
Później, niecałe 20 lat budowy wolnego, niepodległego polskiego państwa. Przychodzi II wojna światowa, w której znów poprzez napaść hitlerowskich Niemiec Polska znowu znika z mapy – oczywiście również i Rosji sowieckiej, która zawarła pakt z Hitlerem. Wraca w 1945 roku, ale – co wielu podkreśla – już nie jako Polska wolna, nie jako państwo prawdziwie niepodległe. Wraca jako satelita Rosji sowieckiej, trzymana układem jałtańskim, znajduje się za żelazną kurtyną. Wszyscy, którzy żyli w Niemieckiej Republice Demokratycznej, doskonale wiedzą, co mam na myśli – co to znaczyło nie żyć w wolnym, prawdziwie suwerennym, demokratycznym kraju.
Dzisiaj, gdy jesteśmy już wolni, udało nam się tę wolność odzyskać, udało się odzyskać prawdziwą demokrację – to wszystko, co jest tak potrzebne, by państwo mogło się dobrze rozwijać – mówimy: „Gdy na świecie, ale przede wszystkim w Europie – chcę to mocno podkreślić – pojawiały się tendencje zmierzające w kierunku czegoś, co nazywamy koncertem mocarstw, tzn. w momencie, w którym potężni zaczynali się dogadywać ze sobą ponad głowami pozostałych, zawsze kończyło się to źle dla Polski. Zawsze kończyło się tym, że traciliśmy wolność, suwerenność, znowu ktoś nas napadał, lała się krew, znowu ginęli ludzie, byli wywożeni na wschód, zabijano nam inteligencję”.
To dlatego Polacy są tak bardzo przewrażliwieni właśnie na punkcie tego, że coś jest załatwiane gdzieś poza nimi – to po pierwsze, a po drugie – że ktoś próbuje im coś narzucić. To te 50 lat komunistycznego zniewolenia – jak my to nazywamy – spowodowało dominację Związku Radzieckiego nad Polską i narzucanie właściwie wszystkiego z Moskwy, również wszelkich decyzji polskim władzom, co było bardzo mocno odbierane przez polskie społeczeństwo. Taka uniżoność wobec wielkiego wschodniego sąsiada, mocarza, wpisywana do polskiej konstytucji jako wieczna przyjaźń z ZSRR, wiodąca rola partii komunistycznej.
No to do dzisiaj, jeżeli ktoś próbuje do tego wracać i Polacy widzą, że ktoś próbuje nad nimi dominować, coś narzucać, dostajemy gęsiej skórki. To natychmiast wywołuje protest w naszym społeczeństwie. Ktoś powie, że są to polskie kompleksy. Może. Ale ja powiem, że jest to przede wszystkim absolutna wrażliwość na punkcie wolności, tzn. tego, że się jej po prostu nie ma. Że ktoś podejmuje decyzje za twoimi plecami.
W wielu przypadkach reakcje – czy to polskich polityków, czy polskiego społeczeństwa – na pewne zjawiska, które można obserwować, czy na pewne rzeczy, które się dzieją, wynikają właśnie z tego: z pewnych uwarunkowań historycznych, które w innych krajach, gdzie wolność była zawsze ‒ demokracja zawsze funkcjonowała, wybory zawsze były wolne, media były wolne, gdzie można było w przestrzeni publicznej słyszeć różne głosy – bardzo często trudno jest zrozumieć. A to jest właśnie nasza historia i coś, co nas ukształtowało.
Żeby to rozumieć, powtarzam jedno: zawsze będziemy przeciwni koncertowi mocarstw, zawsze będziemy żądali równego traktowania. Bo tylko równe i sprawiedliwe traktowanie zapewniało nam wolność. I tylko przestrzeganie prawa międzynarodowego zawsze zapewniało nam wolność. Ile razy prawo międzynarodowe tutaj, w Europie, było łamane, tyle razy my w efekcie – niestety – tę wolność traciliśmy czy też była ona bardzo poważnie zagrożona.
To stąd nasze ogromne uwrażliwienie w tej chwili na to, co dzieje się chociażby na Ukrainie. To stąd taka bardzo mocna reakcja w 2008 roku nieżyjącego już – niestety – prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego na agresję rosyjską na Gruzję. Po prostu my wiemy o tym, że jeżeli w Rosji – jakkolwiek się ona nazywa: czy jest Rosją carską, czy sowiecką, czy jakąkolwiek Rosją – pojawiają się tendencje imperialne, to zaraz my się pojawiamy na muszce tych tendencji imperialnych. I zaraz kolejny krok jest wymierzony w nas, bo w jakimś sensie Rosja historycznie uważa Europę Środkową za swoją strefę wpływów.
Tymczasem my pragniemy być wolni, suwerenni i niepodlegli, nie chcemy być niczyim wasalem. Uważamy, że jesteśmy państwem, które istnieje w Europie od 1052 lat i mamy w niej swoje miejsce, swój wkład w historię i kulturę europejską, w rozwój europejskiej sztuki, europejskiej czy wręcz światowej muzyki, także i światowej polityki – i po prostu chcemy, żeby to było dostrzegane, uznawane. I żeby w związku z tym nie próbowano negować naszego prawa do głosu. Uważamy, że ten głos liczy się tak samo jak każdego innego europejskiego państwa.
I stąd te głosy i moje bardzo wyraźne wielokrotne stwierdzenia, że jeżeli widzimy przyszłość Unii Europejskiej, to widzimy ją jako unię równych państw, gdzie państwa są traktowane sprawiedliwie, jednakowo, gdzie nie ma właśnie tego, że jedne państwa – bo są większe, liczebniejsze, w sensie ludności, bo mają większy potencjał ‒ będą narzucały innym swoją wolę. Uważam, że nie w ten sposób i nie na takich fundamentach powstała Unia Europejska.
Unia Europejska powstawała na gruncie głębokiego przekonania o konieczności zachowania wzajemnego szacunku, bo to właśnie on będzie prowadził do tego, że nie wybuchnie kolejna wojna. To w ten sposób myśleli kiedyś ojcowie założyciele Unii Europejskiej. Bardzo bym chciał, żeby w Unii Europejskiej takie właśnie myślenie było nie tylko dominujące, ale obowiązujące. Bo uważam, że jest to podstawa sprawiedliwego i wolnego świata.