Menu rozwijane

23 września 2024

Magda Sakowska, Polsat News: Dobry wieczór, dzień dobry tutaj, w Nowym Jorku, bo dopiero jest parę minut po 15. Z nami Prezydent Andrzej Duda. Dzień dobry, Panie Prezydencie.

Prezydent RP Andrzej Duda: Dzień dobry, Pani Redaktor. Witam naszych widzów.

Panie Prezydencie, wczoraj był Pan w Doylestown, tzw. polskiej Częstochowie w Stanach Zjednoczonych. Miał być były Prezydent Donald Trump. Do spotkania jednak nie doszło. Żałuje Pan, że żeście się nie spotkali, Panowie?

Pani Redaktor, może zacznijmy od tego, że tak z punktu widzenia mojego i Kancelarii, to media – czyli Państwo – zapowiedzieliście wizytę Pana Prezydenta Donalda Trumpa i Państwo ją odwołaliście. Tak można powiedzieć, dlatego że myśmy nie mieli żadnego formalnego potwierdzenia – ani tego, że Prezydent Trump przyjedzie, ani tego, że w końcu, jak twierdzicie Państwo, nie przyjedzie.

Panie Prezydencie, sztab wyborczy Donalda Trumpa potwierdził, że Donald Trump wybiera się.

Tak, ale proszę pamiętać o tym, że zaproszenie skierowali organizatorzy tego wydarzenia, czyli przedstawiciele polskich organizacji, którzy byli zarazem fundatorami pomnika, który odsłanialiśmy wczoraj rzeczywiście tam, na cmentarzu polskim, w amerykańskiej Częstochowie. I to z nimi – że tak powiem – w kontakcie, jak rozumiem, byli współpracownicy Pana Prezydenta Donalda Trumpa.

Więc ja byłem tam gościem na tej uroczystości. Ja byłem po prostu zaproszony, co zresztą wiedzieliśmy od dawna, bo to zaproszenie dostaliśmy już dawno temu od organizatorów. I bardzo się cieszę, że wziąłem w tym spotkaniu udział, bo to było ważne spotkanie dla Polaków tutaj, w ważnym miejscu.

Ale chciał się Pan spotkać z Donaldem Trumpem?

Nie miałem nic przeciwko temu. Nie jest żadną tajemnicą, że się przyjaźnimy, znamy się od lat. Ja bardzo dobrze wspominam czasy, kiedy Pan Prezydent Donald Trump był Prezydentem Stanów Zjednoczonych. Uważam, że to były lata dobre dla Polski, w których załatwiliśmy wiele bardzo ważnych spraw.

Chociażby dzięki wsparciu Prezydenta Donalda Trumpa udało nam się bardzo rozwinąć inicjatywę Trójmorza, dzięki amerykańskiemu zainteresowaniu poprzez osobę Prezydenta – to po pierwsze. Po drugie – zawarliśmy bardzo ważne kontrakty zbrojeniowe, wzmocniliśmy amerykańską obecność w Polsce, generalnie polską pozycję, także i w Sojuszu Północnoatlantyckim.

To były dobre lata dla Polski. Ja je dobrze wspominam. Prezydent zresztą akurat należy do tej grupy Prezydentów amerykańskich, którzy naprawdę dobrze znają polskie sprawy, co dla niektórych być może było zaskoczeniem, ale mnie to pokazał wielokrotnie. I tak – mogę powiedzieć: zaprzyjaźniliśmy się, dobrze razem nam się współpracowało.

A gdyby przyszło takie zaproszenie albo możliwość spotkania jeszcze przed wyborami, to przyjąłby Pan takie zaproszenie, taką możliwość spotkania się z Donaldem Trumpem przed listopadowymi wyborami?

To zależy, w jakiej formule miałoby do tego dojść, gdyby Prezydent Donald Trump miał taką wolę. Pani Redaktor, z mojego punktu widzenia Pan Prezydent Donald Trump dzisiaj jest osobą prywatną. Oczywiście tutaj, w Stanach Zjednoczonych, jest kandydatem na urząd Prezydenta, ale dzisiaj żadnego urzędu formalnie nie pełni. W związku z powyższym to jest dla mnie spotkanie, które miałoby walor prywatny. Tak jak się spotykam z byłymi Prezydentami niektórych krajów.

Przed momentem mieliśmy spotkanie właśnie tutaj, w Atlantic Council, w związku z rozwojem inicjatywy Trójmorza i współpracą amerykańskich firm z inicjatywą Trójmorza. I między innymi gościem tego spotkania była też Pani Prezydent Kolinda Grabar–Kitarović, która wiadomo, że kiedyś tam ze mną współtworzyła inicjatywę Trójmorza; była Prezydent Chorwacji. I też z nią się spotykam jako dzisiaj – z mojego punktu widzenia – osobą prywatną, bo nie jest już Prezydentem.

No tak, ale Donald Trump jest kandydatem i za chwilę może zostać znowu Prezydentem. I niektórzy mówią, że gdyby doszło do takiego spotkania – także tu, w Stanach Zjednoczonych, chociażby kongresmeni Partii Demokratycznej – to stałby się Pan częścią kampanii wyborczej. Dlatego pytam, czy – gdyby była taka możliwość – to spotkałby się Pan z Donaldem Trumpem.

Wie Pani, ale to zostawmy na boku komentarze kongresmenów takiej partii czy innej partii, skupmy się na faktach. Przede wszystkim zacznijmy od tego, że żadnego spotkania nie było i nie mam dzisiaj zaproszenia na żadne spotkanie z Panem Prezydentem Donaldem Trumpem ani nie mam żadnej informacji ze strony Pana Prezydenta Donalda Trumpa, żeby miał jakieś zapotrzebowanie na spotkanie ze mną. Rzeczywiście jest tak, że w tej chwili – jako kandydat – prowadzi tutaj kampanię i na tym jest skoncentrowany.

Panie Prezydencie, za to spotka się Pan – bo tak jest co roku podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ – spotka się Pan z Prezydentem Bidenem. W środę ta kolacja wydawana dla przedstawicieli delegacji. Niewykluczone, że to będzie Wasze ostatnie spotkanie – Prezydent Biden kończy swoją polityczną misję, Pan powoli kończy swoją polityczną misję. Co mu Pan powie, jak się spotkacie?

Mam nadzieję, że to nie będzie nasze ostatnie spotkanie; że obaj, kiedy już będziemy…

Ale może być jako Prezydentów.

A to być może tak.

…że obaj – jako byli Prezydenci – jeszcze będziemy się spotykali. Mam nadzieję, że może razem jeszcze niejedną dobrą rzecz dla Polski i Stanów Zjednoczonych uda nam się zrobić. To przyszłość pokaże, zobaczymy.

Natomiast tak, trudno jest powiedzieć, czy będziemy mieli sposobność jeszcze raz się zobaczyć jako dwaj piastujący urząd Prezydenta. Bo rzeczywiście będzie tak, że nowy Prezydent zostanie zaprzysiężony w Stanach Zjednoczonych w styczniu, więc to już niedługo. Nie wiem, czy będzie jeszcze jakaś wizyta tutaj, w Stanach Zjednoczonych. To też zależy od Pana Prezydenta Bidena. Bo to Prezydent musiałby zapraszać na taką wizytę, żeby było tutaj z nim spotkanie.

Nie wiem, czy będziemy mieli też na jakichś forach międzynarodowych jakąś sposobność spotkania, choć nigdy nie wiadomo. Nieraz jest tak, że okoliczności są nieprzewidywalne. Tak jak nikt z nas nie przypuszczał, że wybuchnie taka wojna w wyniku rosyjskiej agresji na Ukrainę, jak obserwujemy od ponad dwóch lat. Więc trudno to przewidzieć. Ale niewykluczone rzeczywiście, że to jest nasze ostatnie spotkanie jako pełniących urząd Prezydenta.

Co Pan powie Prezydentowi Bidenowi? Zakładając, że to może być ostatnie spotkanie jako Prezydentów.

Na pewno mu podziękuję za wszystkie te lata naszej współpracy. Podziękuję mu za jego wizyty w Polsce. Podziękuję mu za jego bardzo ważne dla Polaków słowa i za jego bardzo ważne dla Polaków działania, które na pewno prowadziły do umocnienia naszego bezpieczeństwa, bo co do tego nie ma żadnych wątpliwości.

Ja powiedziałem tak: ja mam bardzo dobre doświadczenia ze współpracy ze wszystkimi trzema Prezydentami Stanów Zjednoczonych, z którymi do tej pory mogłem pracować – zarówno z Panem Prezydentem Barackiem Obamą, jak i z Panem Prezydentem Donaldem Trumpem, jak i z Panem Prezydentem Joe Bidenem.

Czemu? Dlatego że każdy z tych Prezydentów umacniał polskie bezpieczeństwo poprzez amerykańską obecność w Polsce.

Przypomnę: Prezydent Barack Obama – decyzja o wysuniętej obecności NATO na wschodniej flance. To on tę decyzję podejmował, bo był szefem, Prezydentem najważniejszego mocarstwa w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego, jego decyzja była tutaj kluczowa. To więc po pierwsze.

Po drugie – bilateralna obecność amerykańska, czyli obecność amerykańskich wojsk w Polsce niezależnie od tego, że Amerykanie są w szpicy i w kontyngencie NATO, i że są państwem ramowym dla tego kontyngentu NATO. Jeszcze oprócz tego dodatkowa obecność amerykańska. To była też decyzja, która podjęta została przez Pana Prezydenta Baracka Obamę.

Później nadeszła kadencja Pana Prezydenta Donalda Trumpa, tak? Zwiększyła się obecność amerykańska, podpisaliśmy umowę na dostawę do Polski F–35. Wtedy to była kolejka, która była ustawiona i myśmy zostali do tej kolejki po prostu wprowadzeni przez Prezydenta Donalda Trumpa. Więc to było dla nas bardzo ważne. Dzisiaj już te pierwsze myśliwce są w rękach polskich pilotów, więc to też był dla nas bardzo ważny moment.

No i później prezydentura Pana Prezydenta Joe Bidena. Przypomnę: tuż przed rosyjską agresją na Ukrainę Prezydent wysyła tysiące amerykańskich żołnierzy do Polski wraz z wyposażeniem, plus dodatkową amerykańską infrastrukturę obronną po to, żeby umocnić także i nasze bezpieczeństwo, co miało fundamentalne znaczenie. Dwukrotnie nas odwiedza, tak? Dwukrotnie gwarantuje swoim słowem prezydenckim przestrzeganie art. 5 i kolektywną obronę, i bezpieczeństwo każdej piędzi ziemi Sojuszu, w tym naszej ziemi. Więc to ma ogromne znaczenie.

Panie Prezydencie, wspomniał Pan o Ukrainie. W Nowym Jorku jest też Prezydent Wołodymyr Zełenski. Jak by Pan ocenił w dwóch zdaniach obecne relacje pomiędzy Warszawą a Kijowem? Bo to są relacje napięte i głównym punktem tego napięcia jest Wołyń.

Ja starałem się tak działać, żeby w miarę możliwości nie kreować punktów napięcia pomiędzy Warszawą a Kijowem, kiedy odpowiedzialność za to spoczywała przede wszystkim w moich rękach. To nie było – oczywiście – łatwe, bo są te tematy między nami bardzo trudne. Ale ja rozmawiałem na te tematy z Prezydentem Wołodymyrem Zełenskim. I najlepszym dowodem tego była obecność Pana Prezydenta ze mną razem w Łucku w rocznicę rzezi wołyńskiej, kiedy razem modliliśmy się w łuckiej katedrze. I tam złożyliśmy…

Ale nie ma zgody na ekshumacje cały czas.

…i tam złożyliśmy kwiaty. Dzisiaj tę politykę zagraniczną bezpośrednio prowadzi rząd, prowadzi także Minister Sikorski. To oni dzisiaj ponoszą odpowiedzialność w ogromnej części za relacje polsko–ukraińskie.

Ale widzi Pan ze strony Kijowa chęć znalezienia porozumienia w sprawie ekshumacji, w sprawie Wołynia?

Znalezienie porozumienia z nami we wszystkich trudnych kwestiach – także kwestiach historycznych – jest również w interesie Ukrainy. Proszę pamiętać, że Ukraińcy mają bardzo wiele problemów ze swoją przeszłością z okresu II wojny światowej.

To nie jest tylko kwestia rzezi wołyńskiej. To jest kwestia także oddziałów SS, w których służyli Ukraińcy po prostu. To jest kwestia współpracy – generalnie – pomiędzy ówczesnymi, powiedzmy, władzami ukraińskimi, tak?, Stepanem Banderą i innymi, a władzami hitlerowskiej Rzeszy, samym Adolfem Hitlerem. To jest także kwestia relacji ukraińsko–żydowskich w tamtym czasie i uczestnictwa w Holokauście, które było realizowane. Wiele tych tematów jest dla współczesnej Ukrainy bardzo trudnych.

To na koniec tego wątku zapytam tak: kiedy rozmawiałam z Wicepremierem Kosiniakiem–Kamyszem niedawno w Waszyngtonie, powiedział, że dopóki, dopóty nie zostanie kwestia Wołynia rozwiązana pomiędzy Warszawą a Kijowem, to – według niego – nie ma miejsca dla Ukrainy w Unii Europejskiej. Zgadza się Pan z takim podejściem?

Wie Pani, to, żeby Ukraina nie była w Unii Europejskiej, to był jeden z powodów, dla których Putin zdecydował się na agresję na Ukrainę. To właśnie po to, żeby zatrzymać wejście Ukrainy do Unii Europejskiej, po to, żeby zatrzymać integrację Ukrainy z – że tak powiem – generalnie wspólnotą zachodnioeuropejską, czyli szeroko pojętą wspólnotą Zachodu.

Jeżeli ktoś mówi w związku z tym, że będzie blokował dostęp Ukrainy do Unii Europejskiej, to tym samym wpisuje się w politykę Władimira Putina. Nie wiem, czy taka jest intencja obecnie rządzących.                                                                                                            

Ale tylko dopóki, dopóty sprawa Wołynia nie będzie... Czyli Pan się nie zgadza z tym?

Nie, ja bym chciał wiedzieć, co konkretnie mają na myśli Panowie Ministrowie, Panowie Premierzy, kiedy wyrażają, kiedy formułują takie stwierdzenia. Bo to są kwestie trudne, to są także takie kwestie, które dla samych Ukraińców – co trzeba wziąć pod uwagę – były zamilczane przez całe lata.

Proszę pamiętać, że Ukraina była częścią Związku Sowieckiego. Całe pokolenia wychowane w Związku Sowieckim, kiedy Ukraina była po prostu sowiecką republiką, w większości przypadków nigdy nie słyszały o Wołyniu, bo w Związku Sowieckim o Wołyniu się nie mówiło.

To przejdźmy do tematów krajowych. Jak Pan ocenia – Panie Prezydencie – działania rządu w związku z powodzią?

Przede wszystkim dzisiaj trzeba działać dynamicznie, żeby tam, gdzie jeszcze trzeba zapobiegać powodzi, to starać się w miarę możliwości zapobiec jej o tyle, żeby pomóc ludziom ratować dobytek. I prowadzić mądrą, rozsądną politykę, jeżeli chodzi o umacnianie wałów, jeżeli chodzi o pilnowanie bezpieczeństwa.

Natomiast najważniejszym zadaniem, które jest i które jest – niestety – coraz bardziej rozległe, to jest pomoc tym, których ta powódź dotknęła. I to przede wszystkim dzisiaj musi być w pierwszej kolejności zrealizowane. Dlatego ja mówię: my, którzy dzisiaj sprawujemy władzę – bo ja podchodzę do tego tak, że z jednej strony rząd sprawuje władzę, ale także i ja, bo to są dwie części systemu władzy wykonawczej w Polsce; tą władzą wykonawczą są Prezydent Rzeczypospolitej i rząd…

Ja nie będę się dzisiaj kłócił z rządem o kwestię powodzi i mówił rządowi, co jest winą rządu, a co jest zasługą rządu. Tylko chciałbym, żeby sprawa pomocy osobom poszkodowanym przez powódź została załatwiona jak najsprawniej i jak najlepiej, tak żeby ci ludzie jak najszybciej mogli odbudować swoje życie.

To jest dzisiaj dla mnie – jako elementu władzy wykonawczej – kwestia najważniejsza.

Natomiast politycy, którzy zasiadają w Sejmie, także opozycja – jest w jakimś sensie naturalną sprawą, że prowadzi rozliczenia rządu za jego działania i zaniechania. I takie są prawidła demokracji.

Ale nie myśli Pan, że można by poczekać z tymi rozliczeniami? Pytam dlatego, że z ostatniego sondażu wynika, że nieco ponad 50 proc. Polaków mówi: „Na razie nie krytykować, na razie niech wszyscy się zjednoczą i po prostu pomagają tym, którym ta pomoc jest potrzebna”.

Dobrze, to ja należę do tych 50 proc., które też tak mówią, bo ja tak mówię od samego początku. I nikt mi nie musiał tego sugerować. Uważam to za logiczne. I mało – co więcej, uważam to za swój obowiązek. Myślę, że takie jest dzisiaj oczekiwanie większości ludzi ode mnie jako Prezydenta, czyli części władzy wykonawczej – że nie będę atakował rządu, tylko będę robił wszystko, żeby starać się po prostu pomagać na tyle, na ile mogę jako urzędujący Prezydent Rzeczypospolitej.

A mogę na takie sposoby, że rzeczywiście organizuję różnego rodzaju pomoc, apeluję o tę pomoc, tak. Jeżeli rząd chce powołać pełnomocnika ds. odbudowy zniszczeń dokonanych przez powódź i pomocy – generalnie – osobom poszkodowanym przez powódź, to mówię: jestem gotów tego ministra powołać jak najszybciej. Praktycznie natychmiast, jak tylko będzie to możliwe, jestem gotów do tego powołania. Bo uważam, że na tym polega konstruktywna współpraca dzisiaj, kiedy trzeba pomagać.

Kiedy Pan ostatni raz, Panie Prezydencie, rozmawiał z Premierem?

Jeszcze w okresie wakacji rozmawialiśmy ostatni raz.

A nie uważa Pan, że byłoby dobrze, kiedy jest powódź i jest ta potrzeba współpracy i wspólnego pomagania, porozmawiać? Chciałby Pan, żeby Premier zadzwonił?

Ale nie ma dzisiaj takiej palącej potrzeby, żeby Premier bezpośrednio ze mną rozmawiał. Kancelarie są ze sobą w kontakcie. Szefowa mojej Kancelarii jest w kontakcie z szefem Kancelarii Premiera. Sprawa nominacji właśnie ministra odpowiedzialnego za sprawy odbudowy i pomocy powodzianom była omawiana pomiędzy nimi – co do tego, że będzie taka nominacja i że te dokumenty zostaną przesłane. Nie było potrzeby bezpośredniego mojego kontaktu z Premierem.

Panie Prezydencie, niedługo – za kilka dni, może za tydzień – ma przyjechać do Waszyngtonu Bogdan Klich, ma zacząć kierować naszą ambasadą w Waszyngtonie. To nie jest człowiek, którego Pan chciał widzieć na tym miejscu. Przyjeżdża jednak. Jaki jest Pana komentarz?

Będzie kierownikiem placówki, skoro go tutaj Pan Minister Sikorski wysyła. Nic na to nie poradzę. Uważam, że się nie kwalifikuje do tego. Uważam, że nie ma potrzebnych kwalifikacji ani merytorycznych – uważam, że nie jest do tego przygotowany, żeby być ambasadorem Rzeczypospolitej w Waszyngtonie – uważam, że nie bardzo ma do tego predyspozycje osobowościowe.

A przeszłość, jaka mu się przydarzyła – czyli to, że był Ministrem Obrony Narodowej w okresie, kiedy w katastrofie smoleńskiej w rządowym, wojskowym samolocie zginął Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej; w wojskowym samolocie, kiedy on był Ministrem Obrony Narodowej – nie jest najlepszą recenzją dla niego. I chyba nie warto wysyłać kogoś takiego do Stanów Zjednoczonych, żeby nas reprezentował.

Rozumiem, że rząd uważa inaczej.

Widocznie uważa inaczej. Mamy tutaj różnicę zdań.

To na koniec o Pana też pożegnaniu, bo to jest Pana ostatnie wystąpienie jutro na forum ONZ jako Prezydenta.

A tego jeszcze nie wiadomo.

Ale podczas Zgromadzenia ostatnie. Za rok już nie będzie Pan Polski reprezentował.

Podczas Zgromadzenia Ogólnego – tak.

Przygotowuje się Pan już do – nazwijmy to – życia po prezydenturze? Myśli Pan już, co zrobić?

Jestem przygotowany generalnie do życia po prezydenturze. Zresztą starałem się w miarę swoich możliwości przez cały okres prezydentury trzymać się jednak życia. I wiele osób, które miały ze mną w tym czasie kontakt – także i prywatny – o tym wie.

Natomiast, Pani Redaktor, nie organizuję niczego dla siebie po prezydenturze w tej chwili, bo koncentruję się na swoich obowiązkach prezydenckich, one są dzisiaj najważniejsze. Po to ludzie mnie wybrali te ponad dziewięć lat temu – już niedługo będzie 10 lat – żebym ich do samego końca swojego urzędowania reprezentował najlepiej jak to możliwe i najlepiej realizował polskie sprawy. I ze wszystkich sił staram się to robić.

Czyli na razie nie myśli Pan o żadnej międzynarodowej karierze po wyprowadzce z Pałacu Prezydenckiego?

Nie. I to chyba widać? Dlatego że nie słychać o żadnej mojej międzynarodowej karierze, o żadnym stanowisku, które miałbym zająć. To, że się pojawiają plotki, to, że niektórzy politycy – także byli politycy – pozwalają sobie na różne jakieś takie drobne ploteczki, złośliwości itd., to traktuję to z uśmiechem jako folklor polityczny w Polsce, jako jakieś tam kompleksy, które może odreagowują. Natomiast nie ma to nic wspólnego z prawdą i nie jest to poważne.

A myśli Pan albo nie wyklucza Pan założenia własnej partii po zakończeniu prezydentury? W jednym z sondaży taka partia dostałaby ponad 9 proc. Partia prezydencka.

Byłego Prezydenta. Już nie prezydencka, bo już nie będzie Prezydentem.

Byłego Prezydenta. W każdym razie z Panem jako liderem.

Pani Redaktor, życie pokaże, co będzie, jakie będą też wyzwania, które będzie stawiała Polska i czasy, które przed nami, których czasem też nikt nie jest w stanie przewidzieć. Bo chyba nikt nie przewidywał, że ten okres mojej prezydentury będzie tak burzliwy – myślę tutaj o pandemii koronawirusa, myślę o rosyjskiej agresji na Ukrainę. Te wydarzenia rzeczywiście…

Jeżeli ktoś mówi, że Andrzej Duda przez samą prezydenturę przejdzie do historii, to ja bym powiedział: jeżeli przejdę do historii, to rzeczywiście, ale to przez to, że byłem Prezydentem Rzeczypospolitej w okresie, kiedy Rosja napadła na Ukrainę – to możliwe, że tak. Możliwe, że to historia rzeczywiście zapamięta. Bo cała ta sytuacja była i jest wielkim wyzwaniem dla bezpieczeństwa Polski i dla wszystkich tych, którzy są za nie odpowiedzialni.

I jeżeli Polska będzie miała jakieś wyzwania jeszcze dla mnie, to ja będę starał się na te wyzwania odpowiedzieć. Ale to przede wszystkim chodzi mi o wyzwania dla Rzeczypospolitej. Bo dla mnie Rzeczpospolita jest najważniejsza.

Dziękuję bardzo, Panie Prezydencie, za tę rozmowę tutaj, w Nowym Jorku, podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Dziękuję bardzo.

Ostatnia sesja Andrzeja Dudy jako Prezydenta, pożegnalna sesja.

Tak, dziesiąta. Dziękuję bardzo.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

____________________________________________________

WIĘCEJ O WIZYCIE PARY PREZYDENCKIEJ W USA: