Menu rozwijane

29 października 2024

Bogdan Rymanowski, Radio Zet: Dzień dobry, dzień dobry. A gościem Radia Zet jest dzisiaj w Pałacu Prezydenckim Prezydent Andrzej Duda. Witam, Panie Prezydencie. Dzień dobry.

Prezydent RP Andrzej Duda: Dzień dobry, Panie Redaktorze. Witam serdecznie naszych słuchaczy i widzów.

Gruzini demonstrują przeciwko sfałszowanym wyborom. Czy Pan myśli o wyjeździe do Tbilisi, tak jak w 2008 roku Prezydent Lech Kaczyński?

To – oczywiście – będziemy rozważali. Jeżeli będzie taka sytuacja, że będzie to potrzebne – to jest dla mnie jasne. Uważam to w jakimś sensie za swój obowiązek, jeżeli przyjdzie taka sytuacja. Natomiast dzisiaj przede wszystkim tak – rozmawiałem wczoraj z Panią Prezydent Salome Zurabiszwili o tej sytuacji.

Proszę wziąć pod uwagę też, że troszkę ponad miesiąc temu Pani Prezydent była tutaj, w Warszawie, u mnie. Rozmawialiśmy również na temat tego, jak wygląda sytuacja przedwyborcza, jak wyglądają sondaże, jak generalnie wygląda sytuacja polityczna. I wtedy Pani Prezydent mi zarysowała, że prawdopodobnie jest tak, że Gruzińskie Marzenie wygra wybory, ale że nic nie wskazuje na to, żeby miało uzyskać taką przewagę, która pozwoli im na utrzymanie władzy i na samodzielne rządy. I że zjednoczona opozycja najprawdopodobniej uzyska tam taki wynik, który pozwoli sformować nowy rząd, o którym ona wyrażała się, że ma nadzieję, że to będzie taki rząd rzeczywiście proeuropejski, który będzie chciał w sposób zdecydowany Gruzję prowadzić ku integracji europejskiej. I ten wynik, który jest w tej chwili ogłaszany, zdecydowanie zaprzecza temu, co ona wtedy mówiła.

A Pan jest pewien, że sfałszowano wybory? Być może Gruzini tak myślą.

Panie Redaktorze, ja powiem tak: tak jak powiedziałem, ja rozmawiałem wczoraj z Panią Prezydent Salome Zurabiszwili. Powiedziała do mnie, że uważa, że wybory zostały nie tyle sfałszowane – powiedziała – co ich wynik został zniekształcony wielopiętrowo. To znaczy w bardzo skomplikowany sposób. Dlatego ona używa tego określenia, że to był taki hybrydowy atak na wybory w Gruzji.

Atak Rosji?

Bo ona uważa, że wielopiętrowo zostały te wybory nie tyle sfałszowane, co wynik ich został wypaczony.

Putin mieszał w Gruzji?

Tego nie powiedziała wyraźnie, bo na to nie ma żadnego jednoznacznego dowodu. Ale powiedzmy sobie, że w jakimś sensie siły prorosyjskie… Bo nie ma się co oszukiwać, że władze Rosji w zdecydowany sposób popierają partię, która jest partią w tej chwili cały czas jeszcze rządzącą w Gruzji, a mianowicie Gruzińskie Marzenie. Ta partia ma wsparcie władz Rosji, wsparcie Władimira Putina. Więc – oczywiście – to, co Pan mówi, jest takim prostym wnioskiem, tak?

A jakie znaczenie dla Polski ma w ogóle Gruzja?

Ma znaczenie.

Czy to jest dla nas ważne w sensie bezpieczeństwa?

Gruzja leży w bardzo kluczowym punkcie świata, można powiedzieć, tak? Na skrzyżowaniu Europy i Azji. Na takim wąskim przesmyku między morzami. I to jest teren o bardzo strategicznym znaczeniu – nad Morzem Czarnym, niedaleko Iranu, w pobliżu Turcji, w pobliżu Azerbejdżanu, Armenii, graniczy z Rosją, Kaukazem. W związku z powyższym to jest bardzo ważne miejsce na świecie. I stąd o tę Gruzję od lat już trwają takie boje i przepychanki. I stąd też Rosja chce Gruzję zagarnąć. Gruzja to jest droga z Rosji w kierunku Bliskiego Wschodu.

Kończąc ten wątek: Viktor Orbán tam już jest. Z poparciem dla obecnego rządu. Czy Pan rozważa wyjazd w najbliższych dniach?

Ja przede wszystkim przyjmuję podobną postawę, jak przyjmują też i inni, rozsądnie patrzący liderzy europejscy, byli obserwatorzy tych wyborów – także nasi, polscy obserwatorzy tych wyborów z różnych ugrupowań u nas. Bardzo ważne jest to, jakie są ich wnioski z obserwacji tych wyborów.

Proszę pamiętać, że ja sam byłem obserwatorem wyborów w Gruzji w 2012 roku, kiedy po raz pierwszy wygrało Gruzińskie Marzenie, dzisiaj przez Gruzinów nazywane Rosyjskim Marzeniem – i wiem, jak wygląda obserwacja wyborów. Także w Gruzji wiem, jak te wybory mogą wyglądać. Więc czekamy na te opinie.

Pani Prezydent, ale także Prezydenci krajów tutaj sąsiednich – choćby Gitanas Nausėda – wczoraj wezwali do międzynarodowego śledztwa. Ja też uważam, że takie śledztwo w znaczeniu dokładnego zbadania wszystkich opinii obserwatorów międzynarodowych, którzy widzieli te wybory z bliska, jest konieczne, żeby zorientować się, na jaką skalę rzeczywiście mogło tam dojść do zafałszowania. Bo że do zafałszowania doszło, to specjalnych wątpliwości nie ma, tak? Jeżeli słyszymy o tym, jakich metod tam używano. Natomiast pytanie: jaka była tego skala?

Panie Prezydencie, Włodzimierz Czarzasty, Wicemarszałek Sejmu, chce, aby Pan odebrał Order Orła Białego Antoniemu Macierewiczowi. Czy Pan to zrobi?

Panie Redaktorze, ja powiem tak: Antoni Macierewicz dostał Order Orła Białego za swoje wielkie zasługi dla naszej wolności, dla odzyskania przez Polskę niepodległości i suwerenności. I to są wielkie zasługi jeszcze z lat 60. XX wieku, kiedy był jednym ze współtwórców Komitetu Obrony Robotników. Od tej strony – można śmiało powiedzieć – należy do absolutnych bohaterów walki z komunizmem i ostatecznego zwycięstwa nad tym komunizmem. I przede wszystkim za to dostał Order Orła Białego. Ja mówiłem wtedy też, że położył ważne zasługi dla Polski choćby poprzez udział w likwidacji WSI czy poprzez stworzenie Wojsk Obrony Terytorialnej jako Minister Obrony Narodowej.

Natomiast Pan Czarzasty… No cóż, Pan Czarzasty mało istnieje w polityce i chyba w ten sposób postanowił zaistnieć rzeczywiście, że wystąpi z taką inicjatywą. Można się uśmiechnąć.

Czyli Pan nie zamierza odbierać tego Orderu Orła Białego?

Nie widzę żadnego powodu do tego.

A czytał Pan raport analizujący pracę podkomisji smoleńskiej Antoniego Macierewicza? Z tego raportu – z tego, co słyszałem, miał do Pana dotrzeć, Panie Prezydencie – wynika, że były kłamstwa Antoniego Macierewicza, że był szantaż wobec ekspertów, były fałszerstwa i zmarnowanie aż 80 mln zł.

Wie Pan, w raporcie można napisać sobie wszystko. Zwłaszcza w ostatnim czasie, kiedy mamy do czynienia rzeczywiście z kuriozalnymi sytuacjami typu: przetrzymywanie pół roku czy więcej księdza w areszcie za jakieś rzekome malwersacje finansowe, podczas gdy po prostu realizowano…

Czy podważa Pan prawdziwość, wiarygodność tego raportu rządowego?

Nie, ja nie podważam wartości tego raportu. Ja mówię tylko, że to jest po prostu jakiś raport, którego jeszcze nikt tak naprawdę obiektywizmu nie oceniał.

Podobno przyszły do Pana meldunki Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

Nie, ja żadnych takich meldunków nie widziałem.

Mówię w związku z tym bardzo spokojnie, że to należy oszacować. Proszę pamiętać, że w Polsce Antoni Macierewicz ma wielu wściekłych przeciwników. Zwłaszcza że sprawa w ogóle katastrofy smoleńskiej jest sprawą bardzo politycznie niebezpieczną dla Donalda Tuska.

Bo przecież trzeba spokojnie na to spojrzeć i przypomnieć sobie: kto odpowiadał za to, że polscy prokuratorzy nie mogli uczestniczyć w czynnościach śledczych w Rosji przy badaniu przyczyn katastrofy smoleńskiej? Kto zrezygnował z korzystania z naszego uprawnienia, jakie wynikało z umowy o katastrofach wojskowych statków powietrznych, która wiązała nas z Rosją? O ile pamiętam, umowa z 1993 roku. Nagle z niezrozumiałych przyczyn Donald Tusk od tej umowy odstąpił i zgodził się na to, by tutaj były realizowane przepisy konwencji chicagowskiej dotyczącej statków cywilnych.

Przepraszam bardzo, ale ten samolot rządowy był samolotem wojskowym z wojskowymi oznaczeniami, na nim były szachownice polskich Sił Powietrznych, był pilotowany przez wojskowych pilotów. To był samolot wojskowy.

Ale sprawa dotyczy tu i teraz – tego, w jaki sposób była badana ta katastrofa przez podkomisję smoleńską, Panie Prezydencie. Ja pamiętam Pana słowa sprzed kilku lat, kiedy Pan mówił o Antonim Macierewiczu, że stosuje ubeckie metody.

To była konkretna sprawa, o której wtedy rozmawialiśmy – emocjonalna – pomiędzy mną a Ministrem. Uważam, że Minister wtedy zachował się w sposób taki, w jaki nie powinien był się zachować wobec generała. Uważam, że wtedy nie powinien był się tak zachować.

Natomiast proszę tej jednej sprawy nie rozciągać na całe spektrum działalności Antoniego Macierewicza. I zwłaszcza mieszać tej sprawy z polityczną rozgrywka, którą dzisiaj prowadzi przeciwko Antoniemu Macierewiczowi obóz rządowy.

Panie Prezydencie, czy pochwali Pan Ministra Sikorskiego za zamknięcie konsulatu rosyjskiego w Poznaniu?

Mam nadzieję, że były ku temu rzeczywiście ważne przyczyny. Bo mimo tego, że jesteśmy w oczywistym konflikcie politycznym z Rosją i jasno mówimy, kto jest agresorem na Ukrainie, i jasno mówimy, że rosyjscy żołnierze i władze rosyjskie dopuszczają się zbrodni na Ukrainie i te zbrodnie muszą być rozliczone, to jednak mimo wszystko ten podstawowy poziom relacji dyplomatycznych do tej pory był utrzymywany – tak zresztą, jak robią to inne kraje na świecie. Więc mam nadzieję, że były rzeczywiście istotne przyczyny podjęcia tej decyzji, a nie jest to kwestia kampanii wyborczej, którą sobie chce prowadzić Pan Minister.

A ma Pan takie podejrzenia?

Wszyscy to widzą.

Ale co Pan widzi? Dostrzega Pan, że Radosław Sikorski robi coś w sferze międzynarodowej po to, żeby sobie coś pomóc w kampanii?

Wszyscy widzą to, że jest bardzo mocno rozważany jako kandydat. I wiadomo, że jest tym bardzo zainteresowany.

A – Pana zdaniem – byłby kompetentnym Pańskim następcą?

Ja bym nie popierał tej kandydatury.

Bo serce ma Pan po innej stronie, to zrozumiałe. Ale ja pytam o kompetencje Ministra Spraw Zagranicznych. Zajmuje się sprawami bezpieczeństwa, był Ministrem Obrony, jest szefem polskiej dyplomacji. Czyli kompetencje ma czy nie ma?

Biorąc pod uwagę całokształt różnych wypowiedzi Pana Ministra Sikorskiego na przestrzeni lat, można mieć wątpliwości co do jego kompetencji.

Ma Pan uraz, bo nie możecie się dogadać w sprawie ambasadorów, tak?

Nie, Panie Redaktorze, ja nie wiem, czy to są decyzje, które w ogóle może podejmować Pan Sikorski, czy to są tak naprawdę decyzje, które dyktuje mu Donald Tusk. Nie mogę tutaj jednoznacznie tego rozstrzygnąć.

Panie Prezydencie, z sondażu dla Radia Zet wynika, że największą popularnością wśród wyborców, jeśli chodzi o kandydowanie z ramienia PiS–u, cieszy się Przemysław Czarnek. Czy Pan zagłosowałby na Przemysława Czarnka?

Ja będę głosował tak jak każdy inny wyborca – na kandydata, którego uznam za najbardziej wartościowego, jeżeli chodzi o urzeczywistnianie takiej Polski, o jakiej ja jestem przekonany, że powinna ona w przyszłości być.

Proszę wybaczyć, ale nie odpowiedział Pan na moje pytanie. Czy zagłosowałby na Przemysława Czarnka?

Ja będę głosował tak jak każdy obywatel w wyborach – i to będzie głosowanie tajne, Panie Redaktorze.

Rozumiem. Ale czy – Pana zdaniem – Przemysław Czarnek to byłby dobry lokator Pałacu Prezydenckiego? Nie pytam, na kogo Pan będzie głosował, tylko pytam o kompetencje.

Z całą pewnością kompetencje Pan Minister ma. I doświadczenie polityczne również. Więc co do tego nie ma wątpliwości. Jest zresztą też profesorem na uniwersytecie. W związku z powyższym ma też takie przygotowanie, taki background naukowy, bym powiedział, co – oczywiście – jest bardzo cenne. Czyli można śmiało powiedzieć, że jego przygotowanie jest daleko szersze ponad przeciętne, tak? Więc co do tego nie ma żadnych wątpliwości, patrząc obiektywnie i chłodno.

Ale między Wami nie było sielanki, kiedy był Ministrem Edukacji, bo Pan dwa razy zawetował jego ustawę.

Mieliśmy różne podejścia, jeżeli chodzi o kwestię tego, w jaki sposób powinny funkcjonować kuratoria, jaka powinna być rola kuratora wobec szkoły. Oczywiście tak, mieliśmy tutaj różne spojrzenia. Dlatego że ja po prostu uważałem, że przede wszystkim w tych sprawach akurat, o które chodziło – światopoglądowych – powinna liczyć się przede wszystkim wola rodziców, i mówiłem, że to rodzice powinni decydować, a nie kurator.

Wracam do mojego pytania: czy to byłby dobry Pański następca?

Panie Redaktorze, wyborcy zdecydują.

Wyobraża Pan sobie pojedynek Sikorski–Czarnek?

Każdy pojedynek jestem sobie w stanie wyobrazić w polityce. A wyobrażałby sobie Pan lat temu 10 pojedynek Andrzej Duda – Bronisław Komorowski? A jeszcze nie było 11 listopada, przypominam.

To prawda. To było zaskakujące. Jest Pan zaskoczony, że PiS przesunął ogłoszenie swojego kandydata? To już nie będzie 11 listopada, czyli nie będzie powtórki z Andrzeja Dudy. To będzie później, prawdopodobnie po kandydacie Platformy Obywatelskiej. Widzi Pan szansę kandydata PiS–u czy PiS jest na straconej pozycji?

Panie Redaktorze, ja Panu coś powiem: wtedy, rzeczywiście 10 lat temu, po 11 listopada zaraz zrobiono sondaż. W tym sondażu – o ile pamiętam – ja miałem 12 proc., a Prezydent Komorowski prawie 70 proc. I wszyscy się wtedy ze mnie śmiali. Byli nawet tacy, którzy złośliwie przychodzili i mówili, że Jarosław Kaczyński kozła ofiarnego ze mnie zrobił; że jak będzie porażka – a na pewno będzie porażka, bo to przecież od razu gołym okiem widać – to moja głowa zostanie ścięta i będzie po sprawie. A ja mówiłem: „Ja wygram te wybory”.

Krótka piłka na koniec tej części radiowej. Poproszę o odpowiedzi „tak” albo „nie”. Kosiniak–Kamysz byłby lepszym premierem niż Tusk. Tak czy nie?

Myślę, że tak.

Prezydent Zełenski nie jest już moim przyjacielem. Tak czy nie?

Jest moim przyjacielem.

Mastalerek lepszym kandydatem na prezydenta niż Przydacz. Tak czy nie?

Biorąc pod uwagę wiek, są równi.

Są równi?

Tak. Aczkolwiek na pewno Marcin Mastalerek jest zdolniejszym politykiem.

Panie Prezydencie, lewica chce, żeby Wigilia była dniem wolnym od pracy. Czy jeśli Pan dostanie taką ustawę, od razu Pan podpisze?

Ja myślę, że tak – że to byłoby dobrze, gdyby Wigilia była dniem wolnym od pracy. I zgadzam się tutaj z tym pomysłem lewicy. Myślę, że zwłaszcza dla kobiet, które wiadomo, u nas cały czas tradycyjnie – ktoś może być z tego zadowolony, ktoś może być z tego niezadowolony – ale jednak mają tutaj swoją rolę, jeżeli chodzi o przygotowanie w wielu domach potraw wigilijnych. To na pewno byłoby paniom lżej.

A i mężczyznom byłoby lżej, bo przecież mnóstwo zakupów trzeba zrobić też przed Wigilią i przygotować też dom do Wigilii. Więc mężczyźni wykonują dużo takich zadań. I też byłoby im na pewno łatwiej.

Ryszard Petru, jeden z oponentów tego pomysłu, mówi, że to byłaby strata rzędu 6 mld zł dla gospodarki. Nie przejmuje się Pan tym?

Nie, nie przejmuję się tym.

Dlaczego?

Dlatego że uważam, że ludziom też się coś należy. I to nie jest tak, że każdego dnia muszą pracować od świtu do nocy, zwłaszcza w takim momencie, w którym mamy do czynienia z Wigilią. Tym bardziej że, Panie Redaktorze, powiedzmy sobie szczerze: w większości przypadków to już jest taka praca – przepraszam za wyrażenie – na pół gwizdka. Ludzie wychodzą z pracy, bo wiadomo, że muszą załatwić sprawy. Więc to jest taki dzień, który w istocie bardzo, bardzo umiarkowanie jest dniem przepracowanym, powiedzmy to sobie szczerze. Oczywiście są zawody, które muszą przepracować solidnie, tak? I to jest jasne – i tak po prostu jest. Natomiast w większości przypadków jednak ludzie podchodzą do tego z lekkim przymrużeniem oka.

Mówił Pan, że Kosiniak–Kamysz byłby lepszym premierem niż Donald Tusk. Wyobraża Pan sobie, że po raz kolejny – po wyborach majowych prezydenckich – dostaje szansę czy dostaje propozycję tego, żeby został premierem w rządzie z PiS–em?

Nie wiem, Panie Redaktorze. Ale jeżeli Pan mnie pyta, czy byłby lepszym premierem, to – moim zdaniem – byłby lepszym premierem, ponieważ myślę, że Władysław Kosiniak–Kamysz raczej by był taką postacią łagodzącą te podziały, które są w Polsce, a nie zaogniającą je. Natomiast Donald Tusk, patrząc na jego rok urzędowania jako premier, z całą pewnością jest postacią, która te podziały zaognia.

Mówi Pan dlatego, że Pan Premier Tusk bardzo mocno skrytykował Pańskie ostatnie orędzie w Sejmie? Niektórzy politycy mówili, że to były wstyd i hańba z Pańskiej strony.

Ja rozumiem, że usłyszenie prawdy to może było coś, czego się nie spodziewali. Natomiast trudno było odnieść się inaczej do tego roku od czasu wyborów parlamentarnych, które mieliśmy jesienią rok temu, w 2023 roku.

Donald Tusk powiedział jeszcze jedną rzecz: że tak naprawdę Pan tym orędziem udowodnił, że jest Pan Prezydentem jednej partii politycznej.

Bardzo widocznie zabolało Pana Premiera to, że wskazałem spokojnie i konsekwentnie wszystkie te punkty zasadnicze, w których po prostu w normalny sposób dopuszcza się brutalnego naruszenia prawa, zasady praworządności, depcze te zasady, mając – niestety, z przykrością to mówię – jak widać, przynajmniej milczące poparcie ze strony Brukseli, która wspierała go w tym, żeby wygrał wybory w Polsce.

To bardzo mocne słowa. Pan mówi o tym, że Donald Tusk depcze zasady praworządności.

Tak.

Z drugiej strony są głosy – choćby znowu Wicemarszałka Czarzastego – że to Pan kiedyś stanie przed Trybunałem Stanu za to, że Pan łamał konstytucję.

Panie Redaktorze, ja się prawem konstytucyjnym zajmowałem przez wiele lat. Proszę mi wierzyć – działam spokojnie, konsekwentnie, realizując swoje prezydenckie zadania.

Nie boi się Pan Trybunału Stanu?

Nie, nie boję się absolutnie żadnej odpowiedzialności, dlatego że realizowałem swoje zadania prezydenckie najlepiej, jak umiałem – w sposób bardzo spokojny, konsekwentny i całkowicie zgodnie z polską konstytucją – razem z większością parlamentarną, która była wybrana w demokratycznych wyborach i miała prawo razem z Prezydentem dokonywać zmian ustawodawczych w Polsce. I ich dokonywała zgodnie ze wszystkimi konstytucyjnymi regułami.

Prof. Adam Strzembosz – pamiętam – powiedział coś takiego, że on nawet liczył Panu, ile razy Pan złamał konstytucję. Doliczył do 16 i potem przestał liczyć.

Prof. Adam Strzembosz jest jednym z ludzi, którzy są odpowiedzialni za to, że w polskim wymiarze sprawiedliwości pozostali komunistyczni sędziowie splamieni przynależnością do PZPR, a niektórzy splamieni wydawaniem wyroków w stanie wojennym. Więc myślę, że wypowiadanie się przez niego w tych sprawach w tej chwili jest naprawdę co najmniej nie na miejscu. Ale rozumiem, że już jest starszym panem.

To starszy człowiek ma większe doświadczenie, większą wiedzę. To chyba ma…

Oj tak, doświadczenie ma wielkie. W podtrzymywaniu komuny na pewno.

Panie Prezydencie, jest Pan zawiedziony tym, że nikt z Polski nie był na tym ostatnim spotkaniu dotyczącym Ukrainy, na szczycie, gdzie był Prezydent Biden, gdzie był Kanclerz Scholz, gdzie był Prezydent Macron i Premier Wielkiej Brytanii?

Jestem – powiedziałbym – zmartwiony tym, że ten szczyt przebiegł w taki sposób. Przede wszystkim, że przebiegł bez udziału strony ukraińskiej. Bo zawsze mówię, że nie może być takich spotkań w sprawie Ukrainy, gdzie przy stole nie ma Ukrainy – to po pierwsze.

Po drugie – rzeczywiście jestem też zmartwiony tym, że nas tam nie było. Obawiam się, że może to wynikać z tego, że na przykład ja prezentuję bardzo jednoznaczne stanowisko, jeżeli chodzi o Ukrainę i o kwestię tego, w jaki sposób wojna na Ukrainie powinna się zakończyć. To znaczy tego, że Rosja po prostu powinna zostać wyparta, powinna się wycofać ze wszystkich okupowanych ziem Ukrainy, bo to oznacza przywrócenie ładu i porządku międzynarodowego i prymatu prawa międzynarodowego.

Czy ja dobrze rozumiem Pana Prezydenta…?

Że Ukraina odzyska kontrolę nad wszystkimi swoimi międzynarodowo uznanymi terytoriami – to jest pierwszy mój postulat. I drugi: że Ukraina powinna otrzymać oficjalne zaproszenie do NATO. No i – oczywiście – że powinien być kontynuowany proces przyjmowania Ukrainy do Unii Europejskiej.

Uważa Pan, że to był świadomy bojkot Polski ze strony Pana Kanclerza Scholza? Pytanie, czy to był bojkot Pańskiej osoby, czy bojkot Premiera Tuska? Bo kto miałby tam pojechać z polskiej strony?

To jest bardzo dobre pytanie. Ja bym powiedział, że w tej sytuacji – biorąc pod uwagę, kto tam brał udział w tym spotkaniu – to raczej Premier. Dlatego że we Francji jest tak specyficznie, że w zasadzie Prezydent jest tak mocną postacią, że właściwie pełni funkcję premiera również; Kanclerz Niemiec, czyli premier; i Premier Wielkiej Brytanii. W związku z czym format był raczej premierowski – bym powiedział.

Czyli – Pana zdaniem – tam powinien być Donald Tusk.

W jakimś sensie naturalne byłoby…

Ale nie został zaproszony ze względu na to, że prowadzi taką samą politykę wobec Rosji jak Pan dzisiaj?

Trudno mi jest na to pytanie odpowiedzieć – dlaczego.

Bo macie praktycznie takie samo zdanie dzisiaj.

Trudno mi jest na to pytanie odpowiedzieć. Ale nie mogę tego wykluczyć.

Panie Prezydencie, a był Pan wściekły na Prezydenta Zełenskiego, że on nie przekazał Polsce tajnych aneksów do swojego planu pokojowego? Nie dostaliśmy tych aneksów, chociaż wielcy tego świata dostali. A my, sąsiad, który tak bardzo pomaga Ukrainie, tego nie dostaliśmy.

Wie Pan, ja podchodzę do sprawy Ukrainy bardzo spokojnie. Uważam, że kwestie istnienia–nieistnienia Ukrainy jako suwerennego państwa – bo tylko przez ten pryzmat rozpatruję całą kwestię wojny, którą Rosja rozpoczęła, atakując Ukrainę, i naszej postawy wobec tej wojny – to jest tylko kwestia tego, na ile w naszym interesie jest to, żeby Ukraina istniała i żeby Ukraina była państwem rzeczywiście suwerennym i niepodległym. I nie mam wątpliwości, że absolutnie jest to w naszym interesie.

Oczywiście bardzo bym chciał, żeby Ukraina była państwem bardzo zaprzyjaźnionym z Polską, i bardzo bym chciał, żebyśmy mieli jak najlepsze relacje. Ale to zawsze jest tak, że w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz – to po pierwsze.

A po drugie – wie Pan – proszę też pamiętać, że Wołodymyr Zełenski również dzisiaj jest pod różnymi presjami, również pod presjami swoich największych donatorów, to znaczy tych, którzy dzisiaj rzeczywiście przekazują mu największe ilości uzbrojenia – tak? – po to, żeby bronić Ukrainy. Ja namawiam…

Wie Pan, co mówią ludzie? „My już wszystko przekazaliśmy, w związku z tym nie liczy się z nami teraz”.

W jakimś sensie tak to – być może – może wyglądać. Dlatego że to są też…

Czy to Pana osobiście nie zabolało?

Wie Pan, polityka nie jest od tego, żeby zabolało, tylko polityka jest też od tego, żeby patrzeć i przygotowywać taktykę na następne działania. I cały czas trzeba na bieżąco rozpatrywać sytuację. Można było się spodziewać, że ta sytuacja będzie się tak zmieniała. Bo myśmy dali to, co mogliśmy dać po prostu. I to daliśmy szybko, i rzeczywiście daliśmy wtedy, kiedy było potrzebne. Ja uważam osobiście, że to jest nasza wielka chluba. Tylko że od tego czasu minęły już dwa lata. I trudno – muszę z przykrością powiedzieć: life is brutal, tak?

Ukraina musi dalej walczyć, a my dzisiaj już ani nie jesteśmy w stanie przekazać takich ilości uzbrojenia posowieckiego, jak przekazaliśmy kiedyś, bo już przekazaliśmy to, co mieliśmy. A dla mnie oczywiste jest to, że tego nowego uzbrojenia, które za miliardy dolarów kupujemy po to, żeby się wzmocnić, i po to, żeby wzmocnić nasze bezpieczeństwo, po prostu odpowiedzialny polityk przekazać nie może.

Czyli powiedział Pan to w Korei, teraz Pan jakby podtrzymuje tę deklarację. A co z migami, które jeszcze posiadamy? Mamy chyba 14 samolotów. Prezydent Zełenski kilka tygodni temu mówił, że potrzebuje tego, że chciałby, żeby Polska przekazała. Powinniśmy mu przekazać czy nie?

I myśmy też mówili, że chcemy przekazać, tylko jest jeden warunek – ten, o którym ja przed momentem wspomniałem, a mianowicie: umocnienie, zabezpieczenie naszego interesu, czyli bezpieczeństwa Polski.

Czyli co – przekażemy wtedy, kiedy dostaniemy alternatywne samoloty z Zachodu?

Albo wtedy, kiedy zostaniemy zabezpieczeni poprzez samoloty, które czasowo przynajmniej przyjdą do nas z Zachodu po to, by bronić naszego nieba – i będziemy to mieli zagwarantowane. A wkrótce rzeczywiście dostaniemy samoloty, którymi będą latali nasi piloci. To faktycznie umocni naszą pozycję.

W temacie ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej Ukraińcy nie kiwnęli palcem, Panie Prezydencie. Tymczasem pozwalają na ekshumację żołnierzy Wehrmachtu. Czy to jest uczciwe?

Panie Redaktorze, ja bym powiedział tak: uczciwe… Oczywiście, że kwestia uczciwości w polityce też powinna być ważna, ale polityka jest – niestety – przede wszystkim polityką. Pamiętajmy, że dzisiaj Ukraina jest coraz bliżej z Niemcami. Zresztą zawsze była bardzo blisko od właściwie zakończenia II wojny światowej, bo bardzo wielu Ukraińców w Niemczech po II wojnie światowej schroniło się i zamieszkało – tych, którzy uciekli z sowieckiej Ukrainy. W związku z powyższym te relacje były zawsze bardzo mocne.

I dzisiaj Niemcy rozprzestrzeniają swoje wpływy na Ukrainie, są silni – nie ma co się oszukiwać. Są przecież mocniejsi od nas – gospodarczo, finansowo. Mamy tego pełną świadomość. Jest tak, że w trudnych czasach widocznie władze Ukrainy wychodzą z założenia, że lepiej przyjaźnić się z takim partnerem. Choć to jest… Też trzeba zrozumieć – kwestia rzezi wołyńskiej jest tematem bardzo dla Ukrainy niewygodnym, a kwestie ekshumacji żołnierzy Wehrmachtu dla Ukrainy są tematem neutralnym.

Ale czy to nie jest trochę tak, że polska polityka wobec Ukrainy w ostatnich dwóch i pół roku w tym temacie nie poniosła porażki?

Panie Redaktorze, to jest wielkie pytanie, które – oczywiście – nieraz było stawiane, i jest to zarzut, który jest stawiany także mnie, ja mam tego świadomość: „Trzeba było Ukraińcom powiedzieć: dostaniecie od nas cokolwiek, pod warunkiem że się przyznacie, że klękniecie na kolana, że przeprosicie” itd., itd. Oczywiście można było zaszantażować Ukrainę, która miała wtedy przez Rosję przyłożony nóż nawet nie tyle do gardła, co w zasadzie wbity w gardło. Można było, tak? Ale to proszę w takim razie do tego znaleźć innego polityka, ponieważ ja takimi metodami nie działam.

Panie Prezydencie, był Pan w Korei Południowej. Co Pan przywiózł z Seulu dla Polski?

Przede wszystkim przywiozłem potwierdzenie bardzo dobrych relacji pomiędzy Polską a Koreą, co jest bardzo ważne. Wizyty prezydenckie mają taką specyfikę, że służą albo nawiązaniu, albo umacnianiu relacji. I to zadanie ta wizyta z całą pewnością zrealizowała. Po wizycie Prezydenta Korei u nas rok temu ta wizyta – moje spotkania z Panem Prezydentem, z Panem Premierem, z Przewodniczącym Parlamentu, z przedstawicielami wielkiego koreańskiego biznesu, wizyty w zakładach, w których produkowane jest dzisiaj uzbrojenie dla polskiej armii – na pewno miała walor umacniający te relacje.

Mam nadzieję, że w najbliższych – dosłownie – dniach będziemy mieli podpisaną kolejną ważną umowę pomiędzy Polską a Koreą Południową, jeżeli chodzi o produkcję uzbrojenia. Bo ten temat jest negocjowany od bardzo dawna i mam nadzieję, że właśnie w najbliższych dniach zostanie przeniesiony na kolejny etap. Myślę o produkcji czołgów K2 w Polsce. Więc to jest bardzo ważny element. O tym ja rozmawiałem z Prezydentem, o tym, oczywiście, rozmawiał Minister Obrony Narodowej – najpierw Mariusz Błaszczak, ostatnio Pan Wicepremier Kosiniak–Kamysz. Więc ten temat cały czas prowadzimy i…

Czyli ma Pan wsparcie rządu w tych sprawach dzisiaj.

Jeżeli chodzi o kwestię bezpieczeństwa, ja na moją współpracę z rządem absolutnie narzekać nie mogę. Ważne tematy są realizowane. Przyjmuję to z satysfakcją. Odbieramy F–35 w Stanach Zjednoczonych, to nie tak dawno miało tam miejsce. Odbieramy kolejne dostawy czołgów ze Stanów Zjednoczonych, odbieramy kolejne dostawy uzbrojenia z Korei Południowej. To wszystko się dzieje i kolejne etapy są realizowane. Ja zresztą podkreślałem też w czasie mojego orędzia: zawarcie tych bardzo ważnych umów przez MON już pod wodzą Ministra Kosiniaka–Kamysza, jeżeli chodzi o zakup apache’y, czyli śmigłowców szturmowych ze Stanów Zjednoczonych – najlepszych, moim zdaniem, w tej chwili na świecie, zdaniem też wielu ekspertów. Cieszę się, że ten kontrakt został podpisany.

Wie Pan, co mówią niektórzy eksperci – że dzisiaj śmigłowce są już trochę passé. Dzisiaj liczą się drony. Że za jednego apache’a można wyprodukować tysiące fantastycznych, nowoczesnych dronów. Pole walki się zmieniło.

Panie Redaktorze, trzeba mieć i apache’e, i drony.

Okej.

Jedno i drugie trzeba mieć. I trzeba jedno i drugie produkować. I cieszę się, że w Polsce produkujemy, cieszę się, że kupujemy śmigłowce Apache, i cieszę się, że rozwijają się producenci dronów, choćby tacy, jak firma WB Electronics.

Panie Prezydencie, czy po tym, jak szef firmy Red is Bad, Paweł Szopa, został zatrzymany na Dominikanie i najpewniej zostanie deportowany do Polski, Pan żałuje, że chodził kiedyś w ubraniach tej firmy?

Nie, skąd, Panie Redaktorze. Czym innym jest chodzenie – przepraszam – w ubraniach, a czym innym są jakieś kwestie, o które oskarżany jest mężczyzna, który jest właścicielem tej marki.

Wierzy Pan w jego niewinność?

Przede wszystkim podchodzę do tego bardzo spokojnie. Został zatrzymany, mam nadzieję, że sprawa będzie rozpatrywana. Natomiast, Panie Redaktorze, co tu wiele mówić. Ostatnio bez przerwy komuś stawia się w Polsce zarzuty. Ta prokuratura pod wodzą nielegalnie powołanego Prokuratora Krajowego, Korneluka, stawia zarzuty co pięć minut na prawo i lewo komuś. W związku z czym trudno do tego podchodzić jakoś bardzo poważnie.

A ma Pan wątpliwości co do tych zarzutów wobec Pana Pawła Szopy? On miał dostać kontrakt od rządowej agencji na 1,5 mld zł. I to bez przetargu.

Panie Redaktorze, przede wszystkim chciałbym, żeby uczciwie zostało ustalone, co tam miało miejsce, jak to się odbyło, czy to było zgodne z prawem, czy było niezgodne z prawem. Czy było przede wszystkim zgodne z przepisami prawa – od tego zacznijmy. Bo dopiero w takiej sytuacji można mówić o winie. I jak będzie wina, to można mówić o ukaraniu jakiegoś człowieka. Bo najpierw tematem wyjściowym jest w ogóle to, czy doszło do naruszenia prawa. Więc niech to wszystko zostanie ustalone na spokojnie i wtedy będziemy mogli mówić o tym, kto jest winny, a kto nie.

Czy Pan byłby gotów poprzeć projekt ustawy o związkach partnerskich zaprezentowany przez Panią Minister Kotulę? Pani Minister mówi, że to jest projekt bardzo konserwatywny, wychodzący naprzeciw oczekiwaniom konserwatywnego PSL–u.

I ja słyszałem właśnie też od PSL–u, że to jest wręcz przeciwnie – że to jest projekt bardzo progresywny, który praktycznie zrównuje te związki partnerskie z małżeństwami.

Pan też tak uważa?

A ja przypominam – mówiłem swego czasu – że byłbym gotów rozważyć kwestię statusu osoby najbliższej.

Czyli taki pomysł ma również PSL. Chce taką ustawę przygotować. Rozumiem, że Pan nie podpisałby takiej ustawy w formule Pani Minister Kotuli.

Ja powiedziałem, że byłbym gotów rozważyć projekt, który przewidywałby powołanie instytucji – w jakimś sensie instytucji prawnej – pod tytułem osoba najbliższa, tak? Ale, oczywiście, jak w każdym przypadku trzeba byłoby się w szczegółach takiej ustawie przyjrzeć.

A co Panu przeszkadza w zalegalizowaniu związków partnerskich?

Panie Redaktorze, mamy w Polsce małżeństwa. To jest wypróbowana forma dająca stabilność rodzinie. Wczoraj słyszałem w radiu, jadąc samochodem, wypowiedzi eksperta, który wskazał stabilność związku między kobietą a mężczyzną jako jeden z podstawowych elementów warunkujących chęć i spokój w posiadaniu dziecka, czyli także i kwestię rozwiązywania naszego problemu demograficznego, który dzisiaj jest jednym z największych w Europie.

Obrońcy tego projektu twierdzą, że właśnie wzrośnie stabilność – jak zalegalizujemy konkubinat.

A dlaczego nie może być to małżeństwo?

Czyli nie widzi Pan możliwości poparcia tego rodzaju ustawy w przyszłości?

Wie Pan, jest to tworzenie drugiej instytucji obok małżeństwa – nie wiadomo dlaczego. Przecież nie każdy musi mieć małżeństwo tzw. kościelne. Przecież może być małżeństwo zawarte w urzędzie stanu cywilnego – to nie jest żaden problem. To nie jest tak, że małżeństwo to już od razu musi być jakaś kwestia religijna. Przecież mamy małżeństwa cywilne. To jest instytucja prawna przede wszystkim. Więc ja nie bardzo rozumiem, o co chodzi w tej walce przeciwko małżeństwu w takim razie.

To jest walka przeciwko małżeństwu?

Dla mnie tak.

Ta ustawa to jest walka przeciwko małżeństwu?

Po co tworzenie takiej drugiej instytucji…

Pani Minister Kotula walczy przeciwko małżeństwu?

Według mnie jest to próba odciągnięcia ludzi od małżeństwa.

Panie Prezydencie, czy Donald Trump przypomina Panu faszystę albo Hitlera?

Ja znam osobiście Pana Prezydenta Donalda Trumpa. Nie.

Wie Pan, kto tak mówił o byłym Prezydencie? Pan Generał Kelly, były szef personelu Białego Domu: „Trump zachowywał się jak faszysta”. A z kolei o tym, że Trump mówi językiem Hitlera, pisała Anne Applebaum.

Panie Redaktorze, ja powiem tak: nie wiem, czy był Pan ostatnio w Stanach Zjednoczonych?

Dawno nie byłem, Pan częściej bywa.

Ja byłem we wrześniu, w czasie Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych. Poziom emocji politycznych i takiego wręcz krzyku, który jest w głównych amerykańskich stacjach telewizyjnych – myślę o CNN, Fox News – to jest po prostu coś, co u nas naprawdę jest trudne do wyobrażenia. Mimo wszystko, że nam się nieraz tutaj wydaje u nas, że u nas jest tak straszny poziom takiej politycznej – mówią niektórzy – agresji, tak? To wszystko to jest naprawdę mało w porównaniu z tym, co tam się dzieje.

Liczy Pan na zwycięstwo Trumpa? To byłoby lepsze dla Polski niż zwycięstwo Kamali Harris?

Panie Redaktorze, ja przede wszystkim nie głosuję w Stanach Zjednoczonych. Decyzję podejmą obywatele Stanów Zjednoczonych uprawnieni do głosowania. Ja mówię tak: każdy Prezydent Stanów Zjednoczonych powinien być przyjacielem Prezydenta Polski. To powinna być podstawowa zasada wszystkich Prezydentów Rzeczypospolitej.

Okej, ale to Donald Trump mówi o Panu, że Pan jest jego przyjacielem. A Kamala Harris tak nie mówi.

Ale Pani Wiceprezydent Kamala Harris była tutaj, w Warszawie, w marcu 2022 roku. I miałem z nią bardzo dobre spotkanie, bardzo życzliwe, bardzo merytoryczne. Nie mogę złego słowa powiedzieć po tym spotkaniu na jej temat. I uważam, że jesteśmy w stanie budować bardzo dobre relacje.

A co Panu podpowiada intuicja polityczna? Kto wygra – Trump czy Kamala Harris? Ostatnio została wsparta przez idoli nastolatków: Taylor Swift, Eminema, Beyoncé.

Wyścig jest wyrównany. Aczkolwiek proszę pamiętać, że Pan Prezydent Donald Trump jest takim kandydatem – jak na standardy amerykańskie – zdecydowanie bardziej konserwatywnym, zresztą republikańskim. A Pani Kamala Harris jest takim kandydatem – byśmy powiedzieli – liberalno–lewicowym, progresywnym, kandydatem demokratów. Więc to są jakby dwie różne w jakimś sensie też i wizje Ameryki. I to naprawdę Amerykanie muszą tutaj zdecydować. Wyścig jest wyrównany.

Gdyby to wygrał Donald Trump, to Panu łatwiej byłoby zrealizować ideę dwóch spotkań w Warszawie, podczas prezydencji Polski, czyli szczyt Unia Europejska–USA i Unia Europejska–Ukraina?

Tak, ale to przede wszystkim pamiętajmy o tym, że gospodarzem prezydencji jesteśmy tutaj razem z rządem. Ale w istocie główne, pierwsze skrzypce, jeżeli chodzi o realizację prezydencji, gra rząd. Bo to jest cały szereg spotkań, które przede wszystkim będą odbywali i które przede wszystkim będą prowadzili przedstawiciele rządu. Jeżeli będą się odbywały tutaj jakieś główne szczyty prezydencji w Polsce, to – jako głowa państwa – ja będę w nich uczestniczył. Ale normalnie to prowadzenie prezydencji jest generalnie sprawą rządową. W związku z tym tutaj…

No dobrze, nie rozmawiacie na ten temat? Bo to jest Pański pomysł, Panie Prezydencie. Nie chce Pan pogadać o tym z Donaldem Tuskiem?

Ja to już dawno temu zaproponowałem Panu Premierowi Donaldowi Tuskowi.

I jaka jest reakcja?

Pan Premier wtedy tę moją propozycję przedstawioną w szczegółach przeze mnie przyjął i mam nadzieję, że ona zostanie zrealizowana. Ja na pewno będę chciał zaprosić Prezydenta Stanów Zjednoczonych – niezależnie od tego, kto tym Prezydentem będzie w wyniku decyzji Amerykanów.

Panie Prezydencie, kilka pytań od naszych słuchaczy. Było ich mnóstwo, więc muszę wybrać naprawdę kilka, bo już nas czas goni.

Pytanie pierwsze: dlaczego na koniec – to jest cytat – tak kiepskiej prezydentury nie współpracuje Pan z rządem dla dobra Polski? Dlaczego nie potrafi Pan być bezpartyjny?

Panie Redaktorze, ja powiem tak: punkt widzenia człowieka, który z całą pewnością na mnie nie głosował. Tak mogę powiedzieć. Ja uważam, że realizowałem swoje obowiązki prezydenckie przede wszystkim zgodnie z wolą tych, którzy na mnie głosowali. Realizowałem swój program prezydencki. I realizowałem go spokojnie i konsekwentnie, wiele razy mając odmienne zdanie od partii, do której kiedyś należałem i której kandydatem byłem w wyborach, co zresztą wywoływało w szeregach tej partii i w przywództwie tej partii duże zdenerwowanie. Ale po prostu uważałem, że realizuję swoje zadania prezydenckie – i realizowałem je. I wiele razy również przedstawiciele ówczesnej opozycji z różnych poziomów – między innymi samorządowego – dziękowali mi też za moje decyzje. Więc – tak jak mówię – punkt widzenia zależy od poglądów politycznych.

Kolejne pytanie. Trochę już o tym mówiliśmy, ale tu jest szczegółowe pytanie: czy obawia się Pan odpowiedzialności prawnej za łamanie konstytucji podczas kadencji? Chodzi konkretnie o niezaprzysiężenie trzech prawidłowo wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

Przede wszystkim zacznijmy od tego, że nie zostali prawidłowo wybrani. I w żadnym punkcie konstytucja przeze mnie nigdy nie została złamana.

Panie Prezydencie, kolejne pytanie: czy nie nachodzi Pana refleksja, że może trzeba przestać zabiegać o względy Ukrainy i zacząć dbać o Polskę? Interesy obu krajów nie są zbieżne. Nie czuje się Pan wykorzystany i porzucony przez Ukrainę? Czy nie ma Pan wyrzutów sumienia względem Księdza Isakowicza–Zaleskiego?

Nie, nie mam żadnych wyrzutów sumienia. Nie czuję się przez nikogo wykorzystany i porzucony. Miałbym naprawdę potężny problem – jako Prezydent Rzeczypospolitej – gdybyśmy nie pomogli Ukrainie i gdyby się okazało, że rosyjska nawała zalałaby Kijów, zniknęłyby władze ukraińskie. W tym miejscu byłby być może dzisiaj marionetkowy rząd ustanowiony przez Władimira Putina i mielibyśmy na naszej granicy z Ukrainą rosyjskie wojska. W związku z czym z tego punktu widzenia żadna pomoc militarna, którą wysłaliśmy na Ukrainę, z całą pewnością nie była pomocą zmarnowaną, bo Ukraina cały czas jest suwerennym i niepodległym państwem. A dla Rzeczypospolitej i jej interesów to jest najważniejsze.

Kolejne pytanie: czy Pan Prezydent zechce odwiedzić najsłynniejszą lotniskową gminę w Polsce – gminę Baranów – przed upływem swojej kadencji, aby zapoznać się z dotychczasowymi działaniami spółki, postępami prac, mieszkańcami i realiami budowy CPK?

Tak, wybiorę się.

Wkrótce?

Wybiorę się.

Czy emerytura dla byłych Prezydentów powinna wzrosnąć? – kolejne pytanie naszego słuchacza.

Panie Redaktorze, ja powiem tak. Ja, kiedy zakończę swoją prezydencką służbę już niedługo, za praktycznie dziewięć miesięcy, będę jeszcze cały czas człowiekiem względnie młodym. 53 lata to jeszcze jest taki bardzo prężny wiek – bym powiedział – zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Ja w ogóle jestem taką osobą dosyć prężną. Więc jeszcze spokojnie będę mógł pracować i zarobić na życie.

Ale biorąc pod uwagę też wymagania, jakie życie stawia byłemu Prezydentowi, że jednak trzeba się przyzwoicie ubrać, że trzeba od czasu do czasu gdzieś pojechać, odbyć jakieś spotkanie czy wystąpienie, czy kogoś gdzieś zaprosić, choćby do restauracji, żeby odbyć jakieś spotkanie, to powiedzmy sobie, że ten stan spoczynku prezydencki – czy też emerytura prezydencka – w Polsce nie jest przesadnie wysoki. Rzeczpospolita nie rozpieszcza pod tym względem byłych Prezydentów. I mówię: zwłaszcza wtedy, kiedy człowiek staje się już bardziej seniorem, czyli staje się człowiekiem starszym, już nie ma takich możliwości takiej aktywności nadal – w jakimś sensie zawodowej czy publicznej – realizować, to faktycznie jej wysokość może być problemem.

Czyli byłby Pan za podwyższeniem tej wysokości.

Tak, byłbym za jej podwyższeniem.

Gdzie Pan i Pana małżonka planujecie zamieszkać po zakończeniu Pańskiej drugiej kadencji jako Para Prezydencka? Czy to będzie Warszawa, Kraków, czy może poza Polską? Czy to będzie dom, czy mieszkanie?

W naszym mieszkaniu w Krakowie. Mimo wszystko i mimo różnych plotek i sensacji, które robiły niektóre media, jest to jednak mieszkanie. Wygodne mieszkanie, ale mieszkanie. W Krakowie. I do tego mieszkania planujemy wrócić.

Ile metrów w tym mieszkaniu? To jest tajemnica czy może Pan powiedzieć?

Nie, to jest w moim oświadczeniu majątkowym – 132 mkw.

Wystarczy?

Na dwie osoby chyba raczej znakomicie.

Kiedy ostatnio wygłaszał Pan orędzie w Sejmie, kilka metrów od Pana siedział, a potem stanął Prezes Jarosław Kaczyński i bił Panu brawo. To rzecz niespotykana, bo ostatnio nie było to zbyt częste. Nawet powiedział potem pytany przez dziennikarzy, że spotkałby się z Panem. Czy Pan zadzwoni do Prezesa Kaczyńskiego i zaprosi go Pan na rozmowę? Pierwszą od czterech lat.

Panie Redaktorze, jeżeli będzie taka państwowa potrzeba, to – oczywiście – że zawsze jestem gotów do rozmowy. Jeżeli Pan Prezes Kaczyński będzie miał takie zapotrzebowanie, to z całą pewnością myślę, że się skontaktuje i wtedy na pewno taka rozmowa się odbędzie.

Czyli to on powinien zadzwonić pierwszy?

Jeżeli będzie miał takie zapotrzebowanie, żeby ze mną rozmawiać, to ja takiej rozmowy – oczywiście – nie odmówię.

A Pan myśli już o tym, co będzie po sierpniu przyszłego roku czy nie? Myśli Pan, jak Pan sobie poradzi na emeryturze prezydenckiej?

Jestem dzisiaj Prezydentem Rzeczypospolitej – tak jak mówiliśmy przed chwilą – jeszcze cały czas przez dziewięć miesięcy, w trudnych czasach. Bo rozmawiamy przecież cały czas o tym, jak te czasy są w tej chwili trudne, gdzie mamy za naszą granicą toczącą się wojnę, gdzie mamy dzisiaj też zmieniającą się sytuację w polityce międzynarodowej w związku z wyborami w Stanach Zjednoczonych, w związku z różnymi wyborami, które się toczą – tak? – w Gruzji itd. Jest więc wiele znaków zapytania i wiele ważnych zadań w polityce. Ja naprawdę mam co robić przez najbliższe dziewięć miesięcy.

Czyli nie śni się Panu koszmar codziennie w nocy: Boże, co ja będę potem robił?!

Nie, nie śni mi się koszmar.

Okej.

Ja już w życiu robiłem różne rzeczy i zawsze się śmieję, że jak będzie trzeba, to mogę też fizycznie pracować. Nie ma dla mnie problemu.

A co mógłby Pan robić z prac fizycznych?

Mogę robić wszystko. Naprawdę umiem dużo rzeczy.

To co – kopać doły?!

Jak człowiek ma wykształcenie tak jak ja, to może też kopać doły.

Bardzo dziękuję. Prezydent Andrzej Duda był gościem Radia Zet. Bardzo dziękuję, Panie Prezydencie, i życzę miłego dnia.

Dziękuję bardzo.

Dziękuję bardzo.

Może Cię zainteresować Prezydent Andrzej Duda w Radiu Zet