Piotr Krupa i Jakub Więcław, Telewizja Trwam: Szczęść Boże, zapraszamy na „Polski Punkt Widzenia”. Dziś w wyjątkowym miejscu – w Pałacu Prezydenckim, a naszym gościem jest Pan Prezydent Andrzej Duda. Szczęść Boże, dobry wieczór, Panie Prezydencie.
Prezydent RP Andrzej Duda: Szczęść Boże, witam serdecznie Panów Redaktorów i witam też wszystkich widzów Telewizji Trwam. Tak, w Pałacu Prezydenckim. Mam nadzieję, że wszyscy widzowie poznają to miejsce. Chyba najbardziej charakterystyczne i najbardziej znane, czyli Salę Kolumnową, gdzie odbywają się najważniejsze wydarzenia. Dzisiaj tutaj goszczę Państwa na czele z Panami Redaktorami. Ale witam przede wszystkim wszystkich widzów.
Bardzo nam miło, Panie Prezydencie. Najważniejsze rzeczy w Polsce, które się dzieją, dzieją się – tak jak Pan mówi – tutaj bardzo często. Bo to jest kwestia m.in. powołania rządu. Ale bardzo ważne rzeczy w zeszłym tygodniu działy się bardzo daleko stąd, bo w Korei Południowej, w Seulu. Pan Prezydent był tam z wizytą. I mówił Pan o tym, że jesteśmy bardzo blisko drugiej umowy dotyczącej czołgów K2, kolejnych dostaw, kolejnych konkretów w tej sprawie. Kiedy konkretnie właśnie ta umowa zostanie podpisana? To są dni, to są tygodnie, to są miesiące?
To znaczy sprecyzujmy: w 2022 roku, kiedy rozpoczął się cały projekt związany z tymi wielkimi zakupami sprzętu wojskowego, obronnego – w ramach modernizacji naszej armii – z Korei Południowej, wtedy Pan Minister Mariusz Błaszczak podpisał takie ramowe porozumienie z przedstawicielami Korei, z firmą Hyundai Rotem; generalnie na program zakupu tysiąca czołgów K2 od firmy Hyundai Rotem, czyli z Korei Południowej. Natomiast ten program przewidywał m.in. polonizację tych czołgów, tak?
W tej chwili one są do nas przysyłane w takiej jeszcze wersji koreańskiej. Ta wersja polska dopiero będzie realizowana, przy czym ta polonizacja ma nastąpić w sensie takim bardzo dosłownym, bo ta polonizacja m.in. zakładana jest przez to, że one po prostu będą produkowane w Polsce.
W pełni? Cała maszyna będzie produkowana w Polsce? To ma zakładać ta umowa?
Tak, będzie produkowana w Polsce. I na tym polega cała istota, że po prostu zakłady, które będą te czołgi montowały, będą tutaj. I tego właśnie ma dotyczyć ta umowa – a mianowicie produkcji w Polsce czołgu K2. Oczywiście przez Hyundai Rotem – tak? – wspólnie z Polską, ale na zasadach daleko posuniętej kooperacji. I to jest dla nas bardzo ważne. I to jest jak gdyby sedno tego kontraktu, którego rzeczywiście spodziewamy się w najbliższym czasie.
![01_Anrzej_Duda_wywiad_TV_Trwam_20241029_MB1_8346.jpg [646.46 KB]](https://www.przyszlosc.pl/storage/image/core_files/2024/10/29/b9f0c5eb1c11647259a6ecdf2a8eb7e9/jpg/prezydent/preview/01_Anrzej_Duda_wywiad_TV_Trwam_20241029_MB1_8346.jpg)
W najbliższym czasie. Dni? Tygodnie?
Dosłownie w najbliższym czasie. Powiedzmy: dni, tygodnie, ale nie w liczbach bardzo mnogich tygodnie.
Panie Prezydencie, Pan podczas jednego z briefingów w Korei mówił o tym… o możliwości… właśnie braku możliwości tego, żebyśmy przekazywali tę koreańską broń na Ukrainę, jeśli Korea by się zdecydowała na wsparcie militarne. Pan mówił o tym, że prosili o to nasi sojusznicy w Kijowie. Prezydent Zełenski wprost prosił Pana o to, abyśmy tę broń przekazali walczącej Ukrainie?
Tak, były takie sytuacje, kiedy mówił do mnie, że chciałby, żebyśmy im to przekazali. Ale ja od razu wtedy powiedziałem, że to nie jest i nie będzie możliwe. To jeszcze było wtedy, kiedy w ogóle spodziewaliśmy się tych dostaw. Powiedziałem, że po prostu – niestety – nie ma takiej możliwości.
Bo to, co mogliśmy, przekazaliśmy dosłownie z rąk naszych żołnierzy. Czyli to była ta broń, którą jeszcze mieliśmy po czasach Związku Sowieckiego. Ona była w pełni przecież sprawna. To były czołgi – i inna infrastruktura, tak?, pojazdy opancerzone – którymi nasi żołnierze na bieżąco się posługiwali, na nich po prostu wykonywali swoją codzienną służbę. One zostały rzeczywiście oddane praktycznie z rąk polskich żołnierzy w ręce żołnierzy ukraińskich w pełnej sprawności. Więc to był sprzęt, który nadawał się w zasadzie natychmiastowo do walki.
Oczywiście Ukraińcy przynajmniej część tych czołgów dodatkowym pancerzem zabezpieczającym jeszcze pokrywali, tym tzw. pancerzem skrzynkowym. Natomiast to były czołgi w pełni sprawne, w pełni gotowe do boju. A część z nich to w ogóle były czołgi PT–91 Twardy, a więc wersja bardzo dalece zmodernizowanych czołgów T–72, które były bardzo unowocześnione i które nadawały się jeszcze do długoletniej służby.
Zbroimy się, Panie Prezydencie. Cały czas obawiamy się tej rosyjskiej agresji, musimy być gotowi na atak. Ale – Panie Prezydencie – czy Pan ma nadzieję na początek procesu pokojowego na Ukrainie? Jak – według Pana – on powinien wyglądać?
Przede wszystkim tu jest jeden warunek, o którym ja mówię od samego początku jako sąsiad Ukrainy, jako ten, który bazuje też na naszym własnym, trudnym doświadczeniu historycznym, choćby tych porozumień kończących II wojnę światową, kiedy nie było nas przy stole: nie ma takiej możliwości – uważam – żeby jakiekolwiek porozumienia dotyczące przyszłości Ukrainy były zawierane bez Ukrainy.
Ostatnio były takie rozmowy.
Dlatego jestem bardzo zniesmaczony tą sytuacją. Nie powinno…
Polski też tam nie było, Panie Prezydencie.
To też jest inna sprawa. Oczywiście to bardzo źle, że nas tam nie było. Ale przede wszystkim, jeżeli patrzymy z punktu widzenia pewnych procesów dziejowych, to także dla nas i dla naszego interesu fundamentalnie ważne jest to, aby ten, kto jest bezpośrednio zainteresowany, był przy stole. Bo nas już kiedyś pominięto. Jeżeli nie będziemy walczyli o to, żeby dzisiaj Ukraina była przy stole, to niewykluczone, że takie pomijanie będzie miało miejsce również w przyszłości. A my za wszelką cenę musimy walczyć, żeby takie praktyki już nigdy nie występowały.
W związku z powyższym najgorszą sprawą – uważam – było to, że przy tym stole negocjacji, dyskusji w ogóle na temat przyszłości nie było Ukrainy. To jest sytuacja, która nigdy nie powinna mieć miejsca. I ona pozwala również snuć różne wątpliwości co do intencji tego, kto organizował spotkanie. Bo dlaczego Ukrainy nie było przy stole? To znaczy: o czym rozmawiano tam, że nie chciano zaprosić przedstawiciela Ukrainy? Nie wiem – Premiera, Prezydenta Zełenskiego czy ich przedstawicieli. O czym takim tam rozmawiano, jakie warianty były omawiane, że nie chciano przy tym stole Ukrainy?
![02_Anrzej_Duda_wywiad_TV_Trwam_20241029_MB2_3629.jpg [347.04 KB]](https://www.przyszlosc.pl/storage/image/core_files/2024/10/29/62a04265c7831b0973f24ad38a67577f/jpg/prezydent/preview/02_Anrzej_Duda_wywiad_TV_Trwam_20241029_MB2_3629.jpg)
To – Pana zdaniem – dlaczego nie było takiej możliwości?
Nie wiem. To jest bardzo dobre pytanie, bo nas przy tym stole też nie było. Nie została Polska zaproszona. To było spotkanie przede wszystkim Premierów. Bo pamiętajmy, że – z uwagi na swoją pozycję we Francji – prezydent francuski ma taką specyficzną rolę, że de facto jakby skupia w swoim ręku władzę. Natomiast był tam obecny Premier Wielkiej Brytanii na zaproszenie Kanclerza Scholza. Był obecny Kanclerz Niemiec – tak? – i Prezydent Francji. W związku z powyższym jakby przede wszystkim było to spotkanie premierów. Premier Polski Donald Tusk nie został tam zaproszony.
A co najważniejsze osoby w państwie – Pan jako Prezydent – co rząd powinien zrobić, by w pewnym sensie nie zawieść też oczekiwań Polaków, którzy tak chętnie otworzyli swoje domy na pomoc Ukraińcom? Akceptowali też to, że państwo polskie przekazywało broń, a teraz mogą odnieść wrażenie, że Polska jako państwo, jako społeczeństwo jest w pewnym sensie marginalizowana – być może też przez Ukrainę – w tych procesach.
No tak, ale to akurat w tej kwestii, o której mówimy, tak?, czyli spotkania berlińskiego, sama Ukraina – niestety – została zmarginalizowana. Więc trudno tutaj mówić o jakiejś winie Ukrainy.
Natomiast rzeczywiście… Ale, Panowie, to jest polityka. Bardzo twarda, tak? Myśmy rzeczywiście bardzo pomogli Ukrainie w pierwszej fazie wojny. Kto wie, co by było, gdyby nie nasza pomoc. Proszę pamiętać, że to my pierwsi byliśmy gotowi wysłać nasze migi–29 na pomoc Ukrainie. Zresztą Ukraina o to prosiła, błagała – bym powiedział wręcz – wtedy w katastrofalnie trudnej sytuacji, kiedy Rosjanie jechali na Kijów. To już dzisiaj dla wielu zapomniana historia, ale tak to przecież wtedy było. Kiedy myśmy zdecydowali się na wysłanie pierwszych stu czołgów na pomoc Ukrainie, to nikt jeszcze wtedy właściwie Ukrainie militarnie nie pomagał. Myśmy byli tymi pierwszymi, którzy przełamali właśnie te bariery, wysyłając czołgi.
Co chcę podkreślić: które nadawały się do użytku praktycznie natychmiast. Bo co było ważne w tej broni? Przed chwilą mówiliśmy – tak? – że to była broń posowiecka. Ale to była broń, do której natychmiastowego użytkowania ukraińscy żołnierze byli przygotowani, nie potrzebowali do tego żadnego dodatkowego szkolenia. To była taka sama broń, jakiej używali, używają normalnie na co dzień. Ona nie wymagała żadnych dodatkowych ćwiczeń, można było wsiąść do czołgu i od razu jechać na linię frontu.
![03_Anrzej_Duda_wywiad_TV_Trwam_20241029_MB2_3592.jpg [583.89 KB]](https://www.przyszlosc.pl/storage/image/core_files/2024/10/29/6dab4f643683941e31a43cd11fe64f63/jpg/prezydent/preview/03_Anrzej_Duda_wywiad_TV_Trwam_20241029_MB2_3592.jpg)
Panie Prezydencie, Pan wykazuje, że my w tej pomocy byliśmy takim prymusem na samym początku.
Myśmy byli w absolutnej awangardzie.
Tak jest. A czy z perspektywy czasu, Panie Prezydencie, uważa Pan, że te wszystkie decyzje – o wysyłaniu czołgów, samolotów myśliwców, migów – w tym, że my przodowaliśmy w tym i tyle tej broni przekazaliśmy, to były dobre decyzje? I gdyby trzeba było je podjąć jeszcze raz, to zostałyby podjęte?
Uważam, że bardzo dobrze, że zostały podjęte. I uważam, że niebezpieczeństwo, które groziło, gdyby nie zostały podjęte, było tak katastrofalne, że aż trudno o tym myśleć.
To znaczy – co by było, gdyby Ukraińcy nie byli w stanie przeciwstawić się Rosjanom? Gdyby Ukraińcy nie byli w stanie postawić takiego aż oporu, który spowodował, że Rosjanie wycofali się i poniechali zdobywania Kijowa? Co by było? Co by było, gdyby Rosjanie zdobyli Kijów? Co by było, gdyby Rosjanie zainstalowali na Ukrainie swoje marionetkowe władze albo gdyby po prostu Rosjanie okupowali całą Ukrainę, bo władze na Ukrainie – te demokratycznie wybrane, te prawdziwe ukraińskie władze – po prostu by upadły czy zostałyby wzięte do niewoli, czy zostałyby zamordowane przez Rosjan? I tak naprawdę Ukraina ległaby na pastwę Rosji całkowicie, byłaby przez Rosję okupowana i my mielibyśmy w istocie rosyjskie siły zbrojne na naszej granicy z Ukrainą? Co by było? Jaki byłby poziom bezpieczeństwa Polski dzisiaj? Dramatyczny.
Nie wiadomo, jakie byłyby tego następstwa i co by zrobili Rosjanie, gdyby udało im się rzeczywiście wielkim rajdem zdobyć Kijów i dalej pędzić poprzez Ukrainę, gdyby nie zostali zatrzymani. Zostali zatrzymani między innymi – oczywiście głównie dzięki bohaterstwu ukraińskich żołnierzy, nie wolno im tego odbierać – ale ci ukraińscy żołnierze w pewnym momencie, absolutnie krytycznym, otrzymali od nas rzeczywiście kroplówkę. To mało powiedziane – po prostu gigantyczne wsparcie w momencie, w którym tak bardzo brakowało im tej infrastruktury militarnej.
To co powinniśmy w tym momencie zrobić, żeby tych oczekiwań Polaków nie zawieść? Tego zaangażowania państwa polskiego w ten cały proces pokojowy. Żeby nie było tego negatywnego wrażenia, że pomogliśmy w tym kluczowym momencie, a teraz właściwie zostaliśmy oszukani, być może nie będziemy jakiejś ważnej roli odgrywać w odbudowie Ukrainy.
Trzeba czynić wszystko, żeby w tym procesie decyzyjnym, który toczy się wokół i w sprawie Ukrainy, uczestniczyć. Z jednej strony – starać się od tej strony utrzymać rozsądnie dobre relacje z Ukrainą, choć wiadomo, że będzie wiele problemów. Bo te problemy są i widać je gołym okiem, i one będą. To nie jest tak, że problemów w relacjach pomiędzy Polską i Ukrainą nie będzie. Będą te problemy, tak? Chociażby – tak jak przekonaliśmy się – dotyczące kwestii rolnictwa.
Ukraina ma potężne rolnictwo i na pewno sprawa ukraińskiego rolnictwa, jeżeli mówimy w ogóle o akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej, wymaga szczegółowej analizy, szczegółowego omówienia i specjalnej polityki europejskiej w tym kontekście. Bo w istocie ukraińskie rolnictwo jest tak potężne, że może w ogóle zagrozić rolnictwu całej Unii Europejskiej w obecnej jej postaci. W związku z powyższym to jest bardzo poważne zagadnienie.
Czy tu nie powinno być, Panie Prezydencie, naszego większego dystansu do tego wejścia Ukrainy do Unii Europejskiej? Tego entuzjazmu przy tym pomyśle, tej inicjatywie? Właśnie myślę o tym, co Pan mówił – o rolnictwie.
Panie Redaktorze, ja widzę na zachodzie Europy wystarczający brak entuzjazmu, żeby można było podchodzić do tego bardzo spokojnie. Bo ja uważam, że jeżeli ktoś ma być tutaj rzeczywiście tym, kto wspiera Ukrainę w jej dążeniu euroatlantyckim – podkreślam to, bo dla mnie to są dwa elementy. Z jednej strony – przynależność Ukrainy do Unii Europejskiej. Ale z drugiej strony – przynależność Ukrainy do NATO. To ja zawsze mówię: to my powinniśmy być w tej awangardzie jako sąsiad Ukrainy, bo to jest w naszym interesie.
To jest w naszym interesie, żeby ta granica pomiędzy groźną, imperialną Rosją a wolnym światem… Dzisiaj widać, że nie wiem, co musiałby się stać, żeby Rosja stała się częścią wolnego świata. Rosja jest po prostu Rosją taką, jak była przez całe wieki. Jest groźna, jest niebezpieczna i w związku z tym, żeby ta granica pomiędzy Rosją – ta, niestety, wracamy do tego bardzo niechcianego na Zachodzie określenia, ta swoista żelazna kurtyna oddzielająca nas od tego potwora, który jest łapczywy i który wiadomo, że zabija – żeby ona była jak najdalej od naszej granicy.
![08_Anrzej_Duda_wywiad_TV_Trwam_20241029_MB2_3836.jpg [435.45 KB]](https://www.przyszlosc.pl/storage/image/core_files/2024/10/29/c064c7e21340ad1e173c2c4b6b67e852/jpg/prezydent/preview/08_Anrzej_Duda_wywiad_TV_Trwam_20241029_MB2_3836.jpg)
Panie Prezydencie, mamy ewidentny problem z jedną i drugą granicą Polski, jeśli chodzi o temat migracji – nielegalnej migracji. Chodzi o zachód i o wschód. Gdzie – Pana zdaniem – dziś jest większe zagrożenie, jeżeli chodzi o te granice? Czy jest ono na wschodzie, tam, gdzie jest nielegalna migracja przy murze, który powstał kilka lat temu? Czy jest na zachodzie, gdzie z Niemiec trafiają do nas migranci?
Przede wszystkim my powinniśmy się na poziomie europejskim domagać… Zresztą domagamy się. Od 2015 roku. Do 2015 roku, do jesieni – dopóki ja nie zostałem Prezydentem Rzeczypospolitej i nie przyszedł rząd Zjednoczonej Prawicy – gdzie prowadzono de facto beztroską kompletnie politykę migracyjną. Przypominam, że wtedy rząd Premier Kopacz zgadzał się na kwoty, na system kwotowy. Przecież to ta polityka została właśnie przez nas zablokowana. Myśmy powiedzieli, że nie życzymy sobie żadnej przymusowej relokacji migrantów.
Ja miałem bardzo trudne rozmowy na ten temat z Panią Kanclerz Angelą Merkel w 2015, 2016 roku. W końcu, w efekcie, większość Europy zgodziła się z naszym spojrzeniem i przyznała rację tej polityce, którą myśmy prowadzili. A to jest przede wszystkim polityka, która mówiła: chronić granice. Obowiązkiem państw, które mają na swojej granicy granicę Unii Europejskiej, jest ochrona granicy Unii Europejskiej, tym bardziej jeśli to jest strefa Schengen.
To tak teraz Premier Tusk mówi, Panie Prezydencie.
No tak, ale…
Pan wierzy w tę zmianę jego deklaratywną?
(śmiech) Wie Pan, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – jak to mówią, tak? Przypomnijmy sobie, że… Ja się cieszę bardzo z tego, że Pan Premier Tusk został teraz ostatnio obrońcą polskiej granicy i szanuje polskich strażników granicznych, szanuje polskich żołnierzy, którzy są na granicy. Bo on i jego obóz polityczny jeszcze rok temu w sposób po prostu skandaliczny i haniebny wobec tych ludzi się zachowywał – co tu wiele mówić, tak? Więc – mówię – cieszę się, że w tej chwili należą do tych, którzy szanują strażników polskiej granicy i którzy są zwolennikami jej obrony.
Choć z drugiej strony, Panie Prezydencie, jest w prokuraturze zespół specjalny, który bada działania służb, które działają przy granicy wobec migrantów. Pada często to hasło, że to jest efekt mrożący wobec służb, obawa: użyć broni, nie użyć? założą mi kajdanki, nie założą? Nie ma tu konsekwencji chyba, jeśli chodzi o tę obronę granicy. Bo z jednej strony mamy strategię migracyjną, Tarczę Wschód. A z drugiej strony – prokuratorzy, którzy patrzą cały czas na ręce.
Panie Redaktorze, ja bym do tego podchodził bardzo spokojnie. To jest tak, że pewne zasady muszą być przestrzegane, tak? W związku z powyższym i tak zostały wprowadzone nie tak dawno przepisy, które tutaj w istotny sposób od strony prawnej jednak chronią żołnierzy, likwidują pewne absurdy, z którymi do niedawna jeszcze mieliśmy do czynienia.
I dzisiaj jest tak, że z drugiej strony musi być też poczucie tego, że to nie jest tak, że można na tej granicy robić, co nam się żywnie podoba. Bo pewne jednak zasady związane z humanitarnym traktowaniem, z zachowaniem żołnierzy i funkcjonariuszy w określony sposób muszą być przestrzegane. I też tego trzeba pilnować.
Więc nie odchylajmy się za bardzo ani w jedną, ani w drugą stronę. Trzeba zachować tutaj tę zasadę złotego środka. Wydaje mi się, że póki co – przynajmniej na razie – od czasu ostatnich wstrząsów, które mieliśmy kilka miesięcy temu, ta zasada złotego środka jest zachowywana.
Panie Prezydencie, Pan liczy na to, że Centralny Port Komunikacyjny powstanie w takiej formie, jak też słyszymy deklaracje ze strony rządu, że to niewiele będzie zmienione? Ale w międzyczasie są doniesienia o tym, że chociażby z Pana rodzinnego Krakowa nie dojedzie się do CPK bezpośrednio pociągiem, tylko jednak przez Warszawę trzeba będzie jechać.
Mnie zależy przede wszystkim na tym, żeby Centralny Port Komunikacyjny powstał. Żeby skończyły się mrzonki pod tytułem, że 50 lokalnymi czy regionalnymi portami lotniczymi załatwimy tę sprawę. Nie, nie załatwimy tej sprawy w ten sposób. I ci, którzy opowiadają takie rzeczy, po prostu chcą spowolnić rozwój Polski – ja nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Dlatego że Polska potrzebuje jednego i drugiego. Potrzebuje zarówno rozwoju portów regionalnych, jak i potrzebuje wielkiego Centralnego Portu Komunikacyjnego, który będzie zarazem portem przesiadkowym, który będzie portem dostaw, który będzie w związku z tym portem transportowym, tak? Również i dostaw wojskowych. Podkreślam to z całą mocą – bo wiem to także z rozmów z natowskimi, z amerykańskimi generałami – że takie lotnisko jest konieczne w takiej strefie, w jakiej my dzisiaj znajdujemy się wobec niebezpiecznej Rosji…
Generał Ben Hodges mówił.
… w której odżyły ewidentnie ambicje i tendencje imperialne.
Ale przede wszystkim też potrzebujemy okna na świat. Potrzebujemy takiego lotniska, z którego Polacy będą mogli w każdą stronę świata swobodnie polecieć bez przesiadania się dziesięć razy. Dlaczego w małej Holandii może być potężny port lotniczy w Amsterdamie, który jest europejskim portem przesiadkowym? W Niemczech może być kilka wielkich portów lotniczych. Nie tak dawno otwarty wielki port lotniczy w Berlinie; wielki, znany od lat port lotniczy we Frankfurcie; port lotniczy w Monachium, który na przestrzeni ostatnich 20 lat znacząco się unowocześnił i rozbudował, zwiększyła się jego rola w Niemczech. Jak to jest, że w sąsiednich Niemczech może być kilka takich portów, a u nas jest problem ze zbudowaniem jednego dużego portu?
Ta presja społeczna tego ruchu Tak dla CPK wystarczy, żeby zmusić rząd Donalda Tuska do realizacji tej inwestycji?
Przede wszystkim jest to inwestycja o charakterze dziejowym, jest to odpowiedź na – z jednej strony – wymagania po prostu rozwoju infrastrukturalnego Polski i przyszłości. Ale z drugiej strony – jest to też realizacja pewnych oczywistych, zrozumiałych i dla mnie absolutnie uzasadnionych aspiracji nas, Polaków, tak? Chcemy mieć po prostu takie możliwości z własnego kraju.
Jesteśmy coraz silniejszym państwem, jesteśmy coraz silniejszą gospodarką, jesteśmy coraz silniejszym społeczeństwem, coraz zamożniejszym społeczeństwem. Ludzie chcą podróżować – z jednej strony – w celach, oczywiście, turystycznych, więc wypoczynek i zabawa, i ciekawość świata. Ale z drugiej strony – mnóstwo ludzi prowadzi biznesy w przestrzeni w tej chwili ogólnoświatowej. Ci ludzie chcą mieć szybszą komunikację, lepszą komunikację, komunikację od siebie.
To oznacza rozwój polskich linii lotniczych, to oznacza nowe miejsca pracy w Polsce, to oznacza szanse rozwojowe również dla poszczególnych regionów związanych… Pan mówi tutaj o dostępie poprzez sieć szybkiej kolei, więc na pewno będzie jeszcze wiele dyskusji na ten temat.
Ale ja przede wszystkim chciałbym, żeby ta inwestycja była realizowana. Bo na razie to słyszymy opowieści. A w istocie nie tylko wrażenie, ale praktyka pokazuje, że nie widać żadnych efektów tego wszystkiego, tak? Że te procesy po prostu zostały zatrzymane. Robi się jakieś analizy. Wiedzą Panowie – przypomina to takie bicie piany po to, żeby właśnie nic nie robić, po to, żeby nie było żadnego efektu, po to, żeby maksymalnie spowolnić te procesy.
Ja uważam tak: dziękuję bardzo, wszystkie analizy już zostały przeprowadzone po dziesięć razy, już się wypowiadały instytucje fachowe z wielu renomowanych ośrodków. Tak, że to jest inwestycja uzasadniona, potrzebna, absolutnie zrozumiała. Więc realizujmy ją. Bo za chwilę się okaże, że powstanie port w Budapeszcie, za chwilę się okaże, że powstanie kolejny port w Wiedniu czy w okolicach Wiednia, że Austriacy zbudują. I wtedy rzeczywiście okaże się, że podniosą się głosy: „Już się nie opłaca, tak? Przecież jest lotnisko w Wiedniu, przecież jest lotnisko w Budapeszcie”. Już słyszeliśmy: „Po co? Przecież jest lotnisko w Berlinie”. Pamiętamy ten argument, który tak oburzył Polaków w 2020 roku, w czasie kampanii prezydenckiej.
Megalomania. Panie Prezydencie, ale CPK to jest kwestia rozwojowa.
Ale zdaje się, że też kwestia przetrwania przed nami. Już mamy właściwie praktycznie najdroższy prąd w Europie. To zabije przecież naszą gospodarkę, naszą konkurencyjność z naszymi sąsiadami. Przecież Niemcy mają chyba o 1/4 tańszą energię. I pod znakiem zapytania cały czas też stoją kolejne elektrownie atomowe. Powiedzmy, że tę jedną mamy już klepniętą. Co z kolejnymi?
To jest, niestety, tak, że wszystko wskazuje na to, że obecne władze, obecna koalicja rządząca pod wodzą Donalda Tuska zatrzymała projekt – powiedzmy – w większości prywatny, tak?, ale z udziałem państwa de facto. Bo PGE jest podmiotem państwa polskiego, który był realizowany przez znanego w całej Polsce Prezesa Zygmunta Solorza w rejonie Konina. Tam przecież planował realizację elektrowni atomowej we współpracy z inwestorem, z partnerem koreańskim.
Co Pan w Seulu usłyszał o tej inwestycji?
Że – niestety – w związku z tym, że PGE de facto wycofał się z tej inwestycji, jakby pomysł na razie jest nieaktualny. I to jest bardzo zła wiadomość.
To jest igranie bezpieczeństwem energetycznym dzisiaj?
W jakimś sensie można powiedzieć, że tak. Oczywiście tym pierwszym najważniejszym zadaniem była i jest budowa elektrowni we współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, czyli ten projekt państwowy, który ma być realizowany przez firmę Westinghouse i firmę Bechtel – amerykańskie firmy.
Natomiast jest to kwestia fundamentalna, w jakim tempie ten projekt będzie realizowany i w jakim tempie my będziemy mogli z tej elektrowni jądrowej rozpocząć korzystanie z energii elektrycznej. Fundamentalna dla kwestii transformacji energetycznej w Polsce, fundamentalna dla kwestii zapewnienia Polsce w związku z tym energii elektrycznej, ale fundamentalna także dla realizacji naszych zobowiązań europejskich, jeżeli chodzi o ochronę klimatu.
Panie Prezydencie, obywatele też z niepokojem patrzą na pozostałe te inwestycje – chociażby żeglowność Odry, kolejne porty, rozwój tych portów.
Więc niestety… Ja o to apeluję od samego początku. Zwołałem swego czasu w tej sprawie Radę Gabinetową, tak? Mówiłem o tym w moim ostatnim orędziu sejmowym: inwestycje, inwestycje i jeszcze raz inwestycje.
Bo wiedzą Panowie, trwa w Polsce wszczynanie spraw prokuratorskich wobec co drugiej osoby. Każdy, kto cokolwiek zrobił w ciągu ostatnich ośmiu lat, za chwilę będzie miał sprawę prokuratorską. Bo tak Pan Donald Tusk postanowił działać, żeby zniechęcić wszystkich do tego, żeby ośmielili się w jakikolwiek sposób mieć inne zdanie niż obecna koalicja rządząca.
W związku z czym sprawy prokuratorskie są wszczynane nagminnie i co drugi dzień słyszymy o tym, że kolejne sprawy prokuratorskie są wszczynane. Ja już nie chcę wracać do tematu tej prokuratury, bo wiadomo, w jaki sposób zostało powołane jej kierownictwo na czele z Panem Kornelukiem – nielegalnie powołanym prokuratorem. Tak szczerze mówiąc, trudno go w ogóle nazywać Prokuratorem Krajowym.
Natomiast przede wszystkim mamy ewidentne zatrzymanie procesów inwestycyjnych. I to jest rzeczywiście dla przyszłości Polski ogromnie groźne.
No i trudno też inwestować, jeżeli bylibyśmy zagranicznymi inwestorami, w państwie, gdzie jest niepewny system prawny.
Wracam do tych też naszych sreber narodowych, szans rozwoju. Z niepokojem też patrzymy na to, co się w Lasach Państwowych dzieje, Panie Prezydencie. Już jest zawiązany sztab protestacyjny przez centrale związkowe działające właśnie w Lasach Państwowych. Leśnicy protestowali chociażby przeciwko tej nielegalnej decyzji Pani Minister Kloski, która na początku roku bez żadnej podstawy prawnej wstrzymała prace leśne na 100 tys. hektarów, m.in. na Podkarpaciu, pozbawiając ludzi pracy. Jak Pan patrzy na te wszystkie działania, które się wokół Lasów Państwowych, tego srebra naszego narodowego, pojawiają?
Oczywiście, że patrzę z niepokojem. Miejmy świadomość tego, że Lasy Państwowe to jest bardzo prężnie działające przedsiębiorstwo – powiedziałbym – w skali światowej wzorcowe, jeżeli chodzi o gospodarkę leśną. Jeżeli ktoś ma wątpliwości, to niech odwiedzi las zarządzany przez Lasy Państwowe i niech odwiedzi las, którym Lasy Państwowe nie zarządzają, to zobaczy z reguły, jaka jest różnica w utrzymaniu tego lasu po prostu.
Oczywiście, że Lasy Państwowe prowadzą gospodarkę leśną – tak? – ale ta gospodarka leśna jest gospodarką leśną racjonalną. Jeżeli ktoś ma wątpliwości, to ja krótko powiem. Możliwe, że trudno jest to sobie wyobrazić niektórym, ale proszę sobie wyobrazić – jednak mimo wszystko – że Lasy Państwowe sadzą pół miliarda drzew rocznie. Pół miliarda drzew rocznie. Nie pół miliona, nie 500 tys. – 500 mln drzew rocznie sadzą Lasy Państwowe w naszym kraju.
Więc to jest rzeczywiście gospodarka, która polega – oczywiście – na planowym wycinaniu według zasad gospodarowania zasobem leśnym wtedy w sposób jak najbardziej zoptymalizowany. Ale to również polega na systematycznym odtwarzaniu tego zasobu. I dlatego ta gospodarka od dziesięcioleci prowadzona jest z sukcesem i z doskonałymi wynikami. A Lasy Państwowe są – śmiało można powiedzieć – zasobnym państwowym przedsiębiorstwem…
![06_Anrzej_Duda_wywiad_TV_Trwam_20241029_MB2_3754.jpg [462.19 KB]](https://www.przyszlosc.pl/storage/image/core_files/2024/10/29/ce8e3c6951cf82adf2d0e00e215212d0/jpg/prezydent/preview/06_Anrzej_Duda_wywiad_TV_Trwam_20241029_MB2_3754.jpg)
Pan będzie bronił tego modelu?
…wielkim bogactwem w związku z tym. I – proszę Panów – jest sprawą oczywistą… Już poprzednio, pamiętam, jako poseł Prawa i Sprawiedliwości w Sejmie w latach 2011–2014 występowałem parokrotnie w obronie Lasów Państwowych i cały czas było alarmowane wtedy, że za chwilę będzie na pełną skalę prowadzony zamach na Lasy Państwowe. Dlaczego? Bo to jest jedno z najpotężniejszych dóbr narodowych, które jeszcze pozostały faktycznie w polskich rękach, niesprywatyzowane i że są wielkie apetyty na to, żeby to po prostu zagarnąć.
To, Panie Prezydencie, na sekundę wrócę do tego, o czym Pan wspomniał, czyli o Prokuraturę Krajową zapytam. Pan jakiś czas temu spotkał się z Dariuszem Barskim tutaj, w Pałacu Prezydenckim.
Tak.
Jakie są wnioski z tej rozmowy? Czy jest z tej rozmowy jakiś konkret, próba egzekwowania tego, że – Pana zdaniem – to Dariusz Barski jest Prokuratorem Krajowym? A nie Dariusz Korneluk.
Mamy dzisiaj do czynienia z ewidentnym bezprawiem – które najpierw zostało dokonane przez rząd Donalda Tuska, tutaj akurat przy udziale obecnego Ministra Sprawiedliwości Adama Bodnara – de facto całkowicie bezprawnego i brutalnego uniemożliwienia Dariuszowi Barskiemu wykonywania funkcji Prokuratora Krajowego. Następnie z ominięciem przepisów ustawy według nieokreślonej w zasadzie ustawowo procedury powołanie Pana Korneluka na niby–funkcję Prokuratora Krajowego.
Ale ponieważ dokonane to zostało z pominięciem obowiązujących przepisów, w związku z czym trudno w ogóle powiedzieć o jakimkolwiek tutaj legalnym działaniu. To było po prostu zwykłe bezprawie. Więc nazywanie tego Pana Prokuratorem Krajowym uważam za – delikatnie mówiąc – nie na miejscu.
Dobrze, Panie Prezydencie, ale możemy nazywać, nie nazywać, ale fakty są takie, że ta prokuratura działa, podejmuje decyzje.
I to jest sytuacja bardzo niedobra dla państwa, ale przede wszystkim bardzo niedobra dla obywateli. Bo ona za chwilę będzie miała swoje skutki prawne w postępowaniach karnych, w postaci możliwości podważania wyroków wydanych w sprawach, w których uczestniczył Prokurator Krajowy i jego przedstawiciele przez niego powołani itd., itd. Więc to jest rzeczywiście stan w sensie utrzymania praworządności fatalny. I do tego doprowadziły decyzje i działania Donalda Tuska.
To gdzie jest ta ściana, Panie Prezydencie, o którą się chyba w pewnym momencie będziemy musieli rozbić w tym wymiarze sądownictwa, prokuratury? Podważany jest Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy. Ostatecznie to obywatel – Kowalski – będzie na tym cierpiał, gdy pójdzie po sprawiedliwość.
Pamiętajmy o tym, że to wszystko zaczęło się de facto w 2015 roku, kiedy – w sumie, jakby to tak ścisnąć – to właściwie usłyszeliśmy, że ci, którzy przegrali wybory, uznają, że w Polsce nie ma demokracji, dlatego że oni nie rządzą. Bo można to do tego sprowadzić, tak?
Państwo uznali, że ponieważ nie ten, kto chcieli, wygrał wybory prezydenckie i oni nie wygrali wyborów parlamentarnych, przegrali te wybory parlamentarne – jeszcze, mało!, po raz pierwszy w historii od 1989 roku w sposób tak dramatycznie spektakularny, że obóz polityczny przeciwny wobec nich miał samodzielną większość, co było chyba szokiem dla obozu politycznego Donalda Tuska i lewicy; to ich kompletnie skonsternowało – w związku z tym zaczęli na cały świat głosić, że w Polsce nastąpił koniec demokracji. Oczywiste kłamstwo i manipulacja, które były po prostu powtarzane jak mantra na zasadzie goebbelsowskiej, że kłamstwo tysiąc razy powtórzone staje się prawdą, tak?
To teraz czeka nas ten koniec demokracji, koniec sądownictwa uczciwego, sprawiedliwego?
Panie Redaktorze, cały problem polega na tym, że w czasach, kiedy ja zostałem Prezydentem Rzeczypospolitej w 2015 roku i Zjednoczona Prawica wygrała wybory, cała istota obiecanego przez nas procesu reformowania wymiaru sprawiedliwości nie brała się z bylekąd, tylko brała się z tego, że tych zmian w wymiarze sprawiedliwości po prostu żądali od nas ludzie.
Ludzie, którzy uważali, że poziom właśnie wymiaru sprawiedliwości i poczucie – ich zdaniem – sprawiedliwości w Polsce, ich poczucie sprawiedliwości i działania sądów było po prostu fatalne. Ocena polskiego sądownictwa, czyli wymiaru sprawiedliwości, była po prostu zupełnie fatalna. I stąd nie było żadnych wątpliwości, że te zmiany są konieczne, potrzebne.
Ja przypomnę skandaliczne nagrania sędziów Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego, których można było wysłuchać w internecie o tym, jak de facto ustawiali sprawy, które toczyły się na wokandzie Sądu Najwyższego. Wszyscy to słyszeli, tak? Wszyscy mieli do tego powszechny dostęp. Jaki był tego skutek? Co zostało zrobione wobec tych ludzi w Sądzie Najwyższym? Słyszeli Panowie? To ja powiem: nic. Nic. Nic nie zostało zrobione.
W takiej postaci wymiar sprawiedliwości ja zastałem, kiedy zostałem Prezydentem Rzeczypospolitej. Przy czym wzywałem do siebie ówczesną Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego razem z Prezesami Sądu Najwyższego, pytałem ich o to. Nie byli mi w stanie odpowiedzieć na te pytania.
Jaki jest cel…?
Ja mówiłem: „Dlaczego Pan Sędzia, którego dotyczą te taśmy, sam nie odszedł? Dla dobra wymiaru sprawiedliwości powinien był w jakiś sposób usunąć się po prostu”. Na to wiecie, co – Panowie – usłyszałem? „Ale przecież wtedy by się przyznał”. No wiecie, powiem szczerze, że jak ja to usłyszałem, to wbiło mnie w fotel.
Panie Prezydencie, deprecjonowana jest rola Trybunału Konstytucyjnego, nazywa się go Trybunałem – czyimś – Pani Prezes. Czy tu chodzi o to, żeby rozproszyć kontrolę konstytucyjną w Polsce?
Ja powiem krótko: Panowie, decyzja o tym, aby w sposób zdecydowany sprzeciwić się zamachowi na Trybunał Konstytucyjny, którego chciała dokonać – i właściwie dokonała – Platforma Obywatelska w 2015 roku, jesienią, mimo moich ostrzeżeń po zwycięstwie moim wyborczym…
Kiedy – przypominam – Państwowa Komisja Wyborcza oficjalnie wręczała mi poświadczenie wyboru na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej, czyli że zostałem Prezydentem elektem, wówczas wygłosiłem takie krótkie wystąpienie, w którym powiedziałem, że apeluję, żeby nie dokonywać zmian, które mogą mieć wpływ ustrojowy. To – oczywiście – właśnie miałem na myśli: brutalny wybór sędziów Trybunału Konstytucyjnego na zapas. Jak sądzicie, Panowie, po co ten wybór został dokonany? Niewielu było prawników w Polsce, którzy w tak dotkliwy sposób doświadczyli tego jak ja. Dlatego moje decyzje w tym zakresie były absolutnie jednoznaczne.
Ja dobrze wiedziałem, po co to jest robione. To zostało zrobione po to, by uniemożliwić dokonanie w Polsce zmian, do których także ja zobowiązałem się w moim programie wobec moich wyborców. Po to, by ostatecznie po uchwaleniu ustaw można było wszystko skierować do Trybunału Konstytucyjnego – odpowiednio uformowanego z odpowiednich ludzi – a następnie stwierdzić, że wszystko, co zostało zrobione, jest niekonstytucyjne.
Ja miałem z tym osobiście do czynienia, w czasie kiedy byłem Ministrem w Kancelarii Pana Prezydenta Prof. Lecha Kaczyńskiego. To ja reprezentowałem Prezydenta przed Trybunałem Konstytucyjnym i wiem, co się w tym Trybunale Konstytucyjnym i przed tym Konstytucyjnym Trybunałem wtedy działo, jak wyglądały rozprawy.
Tym bardziej że proszę pamiętać, że wcześniej – od 2006 roku do późnej jesieni 2007 roku – byłem Wiceministrem Sprawiedliwości odpowiedzialnym m.in. za legislację. I w związku z tym brałem udział w tworzeniu ustaw m.in. takich, jak pamiętne sądy 24–godzinne i inne tego typu rozwiązania. Także takie, które w istocie miały wprowadzić porządek w wymiarze sprawiedliwości. W jakimś sensie rzeczywiście dyscyplinujące sędziów w tym zakresie, że wprowadzały faktycznie poważną odpowiedzialność. Wszystko to zostało uznane za niekonstytucyjne. Po kolei. Wszystko.
W związku z powyższym było dla mnie jasne w 2015 roku, kiedy dokonała Platforma Obywatelska tego zamachu na Trybunał Konstytucyjny, że jest to zrobione po to, żeby uniemożliwić tak naprawdę praktyczną realizację zmian w Polsce, do których myśmy się zobowiązywali. A następnie – podczas kolejnej kampanii wyborczej – powiedzieć: „Przecież nic nie zrobiliście. Bo wszystko, co zrobiliście, zostało uznane za niekonstytucyjne”…
Panie Prezydencie, za chwilę kolejna kampania. Czas nas goni. Ja muszę o to zapytać.
…trzeba było jasno i w oczywisty sposób temu zapobiec, przywracając stan elementarnego porządku prawnego demokratycznego. I ten stan elementarnego porządku demokratycznego i konstytucyjnego został po prostu przywrócony.
Panie Prezydencie, w wywiadzie udzielonym dla Radia Maryja Prezes Jarosław Kaczyński mówił, że kandydat Prawa i Sprawiedliwości musi być wysoki, okazały, przystojny, znać języki. A Pana – jako Prezydenta z 10–letnim doświadczeniem prawie – Pana zdaniem, jakie te kryteria powinny być kandydata prawicy w wyborach prezydenckich?
Przede wszystkim powinien… To się mówi, że powinien być wybieralny. To znaczy powinien to być taki kandydat, którego ludzie będą chcieli wybrać. Bo to jest najistotniejsze kryterium. Może być piękny, przystojny, mówić dziewięcioma językami. Co z tego, jeżeli nie będzie umiał rozmawiać z ludźmi? Co z tego, jeżeli ludzie nie będą czuli dotknięcia jego ręki? Co z tego, jeżeli ludzie nie będą czuli obecności? Co z tego, jeżeli ludzie nie będą w stanie się z nim utożsamić, że to jest nasz prezydent?
Panie Prezydencie, a Pan się spotykał z możliwymi kandydatami na kandydatów Prawa i Sprawiedliwości?
Ja mogę powiedzieć tak…
Nie, nie, no oczywiście, na pewno się Pan spotykał, tak.
…w przestrzeni ostatnich dziewięciu lat – wielokrotnie.
Ale ja myślę, czy w ciągu ostatnich dwóch tygodni spotkanie, w którym jest to przedstawiona Panu osoba jako możliwy kandydat. Czy doszło do takiego spotkania?
Miałem rzeczywiście spotkanie z jedną z osób, o których mówi się, że mogą być potencjalnym kandydatem na…
Najgłośniej się mówi ostatnio o Przemysławie Czarnku.
Mówi się o różnych kandydatach w tej chwili. Ja ze spokojem obserwuję tę sytuację. Tym bardziej że muszę powiedzieć tak: obserwuję o tyle ze spokojem i muszę powiedzieć również: obserwuję z pokorą. Z pokorą. Ponieważ myślę, że naprawdę niewielu spodziewało się w 2014 roku, że – jako kandydat Prawa i Sprawiedliwości na Prezydenta wtedy – który stanie do walki z Bronisławem Komorowskim, zostanę wyznaczony ja.
Ale to jest inna atmosfera polityczna chyba, Panie Prezydencie.
Panie Redaktorze, ja przypomnę, jaka wtedy była atmosfera polityczna. Wtedy była atmosfera polityczna taka, że mówiono, że generalnie z Bronisławem Komorowskim nie da się wygrać. W związku z czym spekulacje były bardzo różne, kto to może być tym kandydatem Prawa i Sprawiedliwości. Wewnątrz samego Prawa i Sprawiedliwości wybór kandydata odbywał się rzeczywiście w ciszy i bardzo niewiele osób wiedziało o tym, że trwa taka dyskusja, trwa takie wybieranie kandydata.
Dzisiaj jest głośniej.
Dzisiaj jest rzeczywiście głośniej. Wtedy odbywało się to bardzo po cichu. Było wtedy – przypomnę – kilku polityków, którzy się zgłaszali, że oni bardzo chętnie byliby kandydatami.
Tak też chyba jest teraz.
No to tak.
Uśmiechano się na to bardzo często pod nosem. Były nawet różne żarty. Ale kiedy ten wybór ostateczny zapadł, wielu ludzi było zszokowanych. A jednak ten wybór okazał się trafny. W związku z czym ja dzisiaj jestem jak najdalszy od tego, żeby powiedzieć: „To jest świetny kandydat, a to jest kandydat, który się nie nadaje”. Spokojnie.
Panie Prezydencie, a czego będą dotyczyły te wybory? Jaki scenariusz czeka Polskę, jeżeli kandydat obozu rządzącego, Platformy Obywatelskiej zwycięży te wybory prezydenckie? Bo też słyszymy chociażby deklarację Ursuli von der Leyen, która mówi, że pewnego dnia – nie tak odległego – wszyscy będziemy częścią jednej Unii Europejskiej z jedną wspólną polityką zagraniczną. Przewodnicząca Komisji Europejskiej właściwie zapowiada dokończenie Unii Europejskiej. To ma być centralny punkt jej drugiej kadencji. To jest perspektywa też zgody na to, że staniemy się superczęścią jakiegoś europejskiego superpaństwa?
W zasadzie realizacja tych zmiany traktatów.
Panowie, Prezydentem będzie ten, kogo wybiorą Polacy. Zasada jest prosta w demokracji: jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. Polacy podejmują decyzję, kogo wybiorą na urząd Prezydenta. Ja jednak mimo wszystko wierzę w to, że my będziemy mogli wybrać. Kandydaci staną do wyborów. I to Polacy popatrzą na swoich kandydatów, posłuchają, co ci kandydaci mają do powiedzenia, przeanalizują ich spojrzenie na Polskę, ich dotychczasowe działania, ich dotychczasowe zasługi, ich także profil ideowy, ich postawę – i dokonają tego wyboru. Ja się z tym wyborem pogodzę, jaki ten wybór by nie był, wierząc w opiekę Opatrzności nad Rzecząpospolitą. Po prostu.
A z łaską Bożą trzeba współpracować.
Panie Prezydencie, na koniec zapytam: przed nami 33. rocznica powstania Radia Maryja. Dla naszego środowiska to jest co roku ważna uroczystość. Jaką rolę ta katolicka rozgłośnia – to wszystko, co wokół niej powstało – odegrała w ostatnich dziesięcioleciach?
Ja zawsze patrzę na Radio Maryja i Telewizję Trwam – ale przede wszystkim na Radio Maryja – jako taką wspólnotę, rozgłośnię, ale rozgłośnię, która kreuje pewną wspólnotę w najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jako takie medium, które rzeczywiście spełnia niezwykle ważną misję publiczną w postaci niesienia wielu ludziom poczucia sensu życia.
Ludzie modlą się po prostu z Radiem Maryja. Bardzo często daleko od Polski, za oceanem, bardzo często na zupełnie innych kontynentach. Niesie ono dla nich nadzieję. To jest wielu ludzi, którzy są na co dzień przykuci do łóżka, którzy żyją po prostu z różańcem w ręku i bardzo często jest tak, że żyją dzięki temu właśnie poczuciu, że poprzez Radio Maryja są częścią wielkiej wspólnoty myślenia i dbania o Polskę. Dbania o Polskę także przez modlitwę.
I każdy, kto to lekceważy, powinien się dwa razy nad tym zastanowić. Bo to jest dla mnie ta najważniejsza rola, jaką Radio Maryja odgrywa jako medium społeczne. Bo to chcę z całą mocą podkreślić. Dla mnie Radio Maryja jest medium społecznym.
Oczywiście Radio Maryja, Telewizja Trwam omawiają ważne kwestie naszego życia codziennego, omawiają ważne kwestie polityki polskiej, relacjonują te ważne kwestie polityki polskiej także po to, żeby słuchacze i widzowie – myślę: słuchacze Radia Maryja, widzowie Telewizji Trwam – mogli wyrobić sobie swoje własne zdanie na temat sytuacji w Polsce i tego, co w istocie jest Polsce potrzebne.
Oczywiście z punktu widzenia rozgłośni – myślę o jednym i drugim medium, tak?, czyli zarówno o telewizji, jak i radiu – która jest, co oczywiste, rozgłośnią katolicką, tak? W związku z czym ma określony profil także i w tym znaczeniu ideowym. Ale tak jak powiedziałem: dla bardzo wielu ludzi ważny, a przede wszystkim jasny.
A to jest problem, Panie Prezydencie?
Bo Radio Maryja i Telewizja Trwam nie ukrywają, jaki jest profil ideowy, nie udają, że są czymś innym. Wszyscy dokładnie wiedzą, czym jest Radio Maryja i jaka jest Telewizja Trwam. I na tym polega ich moc.
I to przeszkadza rządzącym? Teraz jesteśmy bardzo mocno atakowani. Niektórzy chcą nas likwidować, zamykać, oskarżać.
Koncesję odbierać.
Oj tam, oj tam, Panie Redaktorze. Panowie są bardzo młodzi. A ja pamiętam, jak zostałem posłem w 2011 roku – Boże Święty, to już 13 lat temu, tak? – i pamiętam, jak wtedy walczyliśmy o miejsce dla Telewizji Trwam na multipleksie. Walka wydawała się kompletnie beznadziejna. A jednak wygraliśmy. Razem.
Ja nie mówię: tylko my, posłowie, którzy tam w komisji walczyliśmy, którzy na różne sposoby tę kwestię drążyliśmy, tak? Także przed Komisją Odpowiedzialności Konstytucyjnej. Nie mówię tylko o tym. Ja mówię o wszystkich ludziach, którzy szli w marszach w obronie Telewizji Trwam. Ja mówię także o wszystkich tych, którzy po prostu z tą Telewizją Trwam byli, i wszystkich tych, którzy się o tę sprawiedliwość medialną modlili. Wygrali.
I tu – niestety – musimy postawić kropkę.
Niestety.
Czas jest nieubłagany. Ale bardzo chętnie byśmy jeszcze wrócili do Pana Prezydenta zadać jeszcze te pytania, których nie udało się dzisiaj…
Jeszcze chyba mamy czas.
(śmiech) Bardzo dziękujemy za rozmowę, Panie Prezydencie.
Dzięki wielkie.
Dlatego mówię: trzeba mieć zaufanie do Opatrzności Bożej. I tak samo jest z tymi wyborami. Spokojnie.
Bardzo dziękujemy.
Dziękujemy, Panie Prezydencie.
Dziękuję bardzo.