Żaklina Skowrońska, telewizja wPolsce24: Dobry wieczór, witam Państwa bardzo serdecznie. Państwa i moim gościem – Prezydent Rzeczypospolitej Andrzej Duda. Dobry wieczór, Panie Prezydencie.
Prezydent RP Andrzej Duda: Witam serdecznie Panią Redaktor. Witam naszych widzów.
Gościmy w Ambasadzie Rzeczypospolitej przy Stolicy Apostolskiej. Dziś miała miejsce audiencja. Audiencja prywatna u Papieża Leona XIV. Jakie to były emocje? Jaka to była rozmowa? I czy było zaproszenie dla Papieża do Polski?
Dla mnie to zawsze duże wzruszenie. Przede wszystkim jako człowieka wierzącego. Jednak spotkać się z Ojcem Świętym, a zwłaszcza w tej sytuacji, kiedy rzeczywiście otrzymałem to zaproszenie od Ojca Świętego właściwie na koniec mojej prezydenckiej służby... To było takie specyficzne spotkanie. Bo – z jednej strony – witałem de facto jako Prezydent Rzeczypospolitej nowego Ojca Świętego, Ojca Świętego Leona, w którego inauguracji zresztą uczestniczyłem 8 maja, tak? Ale to było pierwsze nasze takie dłuższe spotkanie w zamkniętym gronie i w zamkniętym pomieszczeniu. To jedno.
Może Cię zainteresować Watykan. Andrzej Duda na audiencji u Leona XIV Prezydent RP w rozmowie z wPolsce24Natomiast po drugie – ważna rozmowa o Polsce, o sytuacji w naszym kraju, o sytuacji także i na Ukrainie, o mojej ocenie sytuacji wojennej.
Ale przede wszystkim, przede wszystkim, przede wszystkim zaproszenie Ojca Świętego do Polski. Powiedziałem, że Polacy bardzo czekają na niego, że ta wizyta jest im bardzo potrzebna, że bardzo by chcieli, żeby przyjechał do Polski – żeby go o tym zapewnić.
Poprosiłem, żeby jak najszybciej mógł też przyjechać i przedstawić się nowy Prezydent Rzeczypospolitej, Pan Karol Nawrocki, który już przecież 6 sierpnia obejmie urząd. Więc żeby mógł przyjechać tutaj, do Stolicy Apostolskiej, jak najszybciej, przedstawić się Ojcu Świętemu. I jednocześnie – właśnie jako nowy Prezydent – przypieczętować dodatkowo to zaproszenie także swoim osobistym zaproszeniem dla Ojca Świętego, żeby odwiedził nasz kraj. Że to jest dla nas bardzo ważne.
I mam nadzieję, że dokładnie tak się stanie, tak? Że najpierw Ojciec Święty zaprosi tutaj Prezydenta Karola Nawrockiego, a potem – mam nadzieję – w ciągu tej pierwszej prezydenckiej kadencji Karola Nawrockiego przyjedzie do Polski.
Panie Prezydencie, to jedna z Pana ostatnich wizyt zagranicznych. 6 sierpnia kończy Pan swoją prezydencką służbę. Obejmie ją Prezydent Karol Nawrocki, który dziś zaprezentował m.in. skład Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Szefem BBN–u będzie Prof. Sławomir Cenckiewicz. Jak Pan przyjmuje, jak Pan ocenia tę decyzję Prezydenta Elekta?
To ja przede wszystkim nie oceniam decyzji Prezydenta Elekta. Bo rozmawialiśmy, ja powiedziałem: „Słuchaj, to jest w ogóle tak, że każdy Prezydent musi sobie sam dobierać swoją załogę, najbliższych współpracowników. To jest bardzo poważna kwestia. I tutaj nikt nie ma prawa ingerować, nikt nie ma prawa niczego – przepraszam – wciskać, bo nie wolno tak robić. I nigdy Prezydent nie powinien czegoś takiego przyjmować. Powinien sam z przekonaniem powołać swoich najbliższych współpracowników”.
Rozumiem, że właśnie dokładnie taką decyzję zaanonsował Prezydent Karol Nawrocki, tak? Znają się bardzo dobrze z Panem Prof. Sławomirem Cenckiewiczem, przecież są historykami obydwaj. Na pewno znają się też z Instytutu Pamięci Narodowej. I tutaj jest taka decyzja. Zresztą Pan Profesor ma swoje też przecież doświadczenie związane i wcześniej z Ministerstwem Obrony Narodowej, ze sprawami bezpieczeństwa, z pracą też nad aktami związanymi z kwestiami bezpieczeństwa Polski. Więc nie mam wątpliwości, że jest tutaj osobą absolutnie kompetentną.
A co do oceny, to tak jak powiedziałem – to Prezydent sobie wybiera współpracowników. I nikomu tutaj w to nie ingerować.
Panie Prezydencie, rozmawiamy kilka dni po uznaniu przez Sąd Najwyższy wyniku wyborów prezydenckich. Ta decyzja została podjęta, mimo że politycy Koalicji Obywatelskiej dążyli do ponownego przeliczenia głosów. Niektórzy posłowie nawet instruowali, jak pisać protesty wyborcze, podważali legalność wybrania Prezydenta Elekta jeszcze przed – oczywiście – jego zaprzysiężeniem. Chciałabym Pana zapytać, do czego to prowadzi szerzej w procesie demokratycznym. Jaki to jest sygnał dla wyborców?
Ja nie pierwszy raz mówię – i to był świetny dowód na te moje słowa, które ja powtarzam od lat – że jest grupa polityków w Polsce, którzy po prostu nie mogą się pogodzić z demokracją, mają poważny problem w pogodzeniu się z demokracją. Tzn. twierdzą, że nie ma demokracji, ile razy nie wygrywają wyborów. Ile razy nie wygrywają wyborów, tyle razy w Polsce nie ma demokracji, jeżeli Polacy wybierają inaczej.
No więc spokojnie i konsekwentnie mówię tym panom przede wszystkim, że to Polacy wyznaczają właśnie swoimi głosami, swoim udziałem demokrację i tak naprawdę tę demokrację właśnie kształtują, i tę demokrację w ten sposób rysują. Dzięki temu ona jest – że idą do wyborów, głosują, wybierają. Te decyzje są często zmienne w stosunku do tego, co było poprzednio, jak poprzednio decydowali. Właśnie dlatego, że oceniają, jak kto sprawował się jako ten, któremu powierzyli władzę w Rzeczypospolitej.
I to jest właśnie charakterystyczne dla demokracji. I dobrze, że władza w Polsce się zmienia. Ale oni nie mogą tego zaakceptować. Ile razy nie wygrywają wyborów, tyle razy nie mogą tego zaakceptować. Jacy to Polacy są źli! Jeszcze pozwalają sobie na wyzwiska wobec ludzi, różne impertynenckie teksty obrażające tak naprawdę wyborców.
Więc wołam o odrobinę otrzeźwienia do tych polityków. A może po prostu też wystarczy powiedzieć wyborcom: „Proszę zwrócić uwagę, kto się w taki sposób zachowuje. I proszę po prostu tych ludzi następnym razem nie wybierać, bo oni się nie nadają do demokracji, nie dorośli do niej”.
Panie Prezydencie, a czy to otrzeźwienie jest potrzebne także w kwestii zachodniej granicy polskiej? Premier Donald Tusk mówi: „Zrobimy z tym porządek”. Ale nie mówi o migrantach wpychanych przez Niemców do Polski, a mówi o tych polskich patriotach, którzy…
Nie, nie, tak to by się pewnie chyba nigdy nie odważył, prawda?
…którzy stoją na granicach i ich strzegą, ponoszą tę odpowiedzialność. Jak to w ogóle interpretować, jak to czytać?
Pan Premier należy do tego obozu politycznego, którego politycy jeszcze do niedawna atakowali strażników granicznych i żołnierzy broniących granicy. Twierdzili – prawda? – że ci, którzy nielegalnie przekraczają polską granicę, to biedni ludzie, którzy oczekują pomocy, nad którymi znęcają się nasi funkcjonariusze strzegący granicy i wykonujący swoje obowiązki nie tylko jako obrońcy granic Rzeczypospolitej, ale – podkreślam – także obrońcy granic Unii Europejskiej i strefy Schengen; podkreślam to z całą mocą.
Więc ci bardzo proeuropejscy politycy opluwali po prostu polskich funkcjonariuszy i żołnierzy, przyklaskiwali filmom, które były kręcone i oczerniały polskich żołnierzy i polskich funkcjonariuszy, de facto obrażając polski mundur. Dzisiaj stroją się w piórka wielkich obrońców granic, ale bardzo im przeszkadza to, że ludzie chcą wspierać obronę granicy i tak naprawdę chcą wspierać działania polskiej Straży Granicznej.
Ja nie bardzo rozumiem te teksty – zwłaszcza Pana Premiera – o tym, jak to przeszkadzają strażnikom granicznym w strzeżeniu granicy. Nic nie słyszę o tym, żeby ktokolwiek przeszkadzał strażnikom granicznym. Natomiast słyszę o tym, że wreszcie zaczęto zatrzymywać i wyłapywać nielegalnych migrantów przekraczających nielegalnie polską granicę. W związku z powyższym chyba dzieje się to, co powinno się dziać.
Czy ta decyzja o wprowadzeniu kontroli granicznych, która została podana przez Premiera, to jest właśnie efekt tej presji – presji społecznej, presji obywatelskiej?
Myślę, że tak. Myślę, że w ten sposób Premier odpowiada też na zarzuty strony niemieckiej, która twierdzi, że ci ludzie przyszli do Niemiec z Polski. W związku z powyższym, ponieważ my strzeżemy granicy zachodniej, więc logiczny wniosek jest taki, że w takim razie – bo to jest zarzut, jak rozumiem, pod adresem…
Pan Premier tym samym stawia zarzut pod adresem Litwinów i pozostałych państw bałtyckich, że oni nie strzegą granicy w sposób należyty, skoro przywraca kontrolę na naszej zachodniej granicy. No bo to jest oczywiste – tak? – logiczne: my pilnujemy wschodniej granicy, postawiliśmy na niej mur, tam są nasi żołnierze i funkcjonariusze. Niemcy zarzucają, że migranci nielegalnie cały czas przedostają się z Polski do Niemiec – bo ja rozumiem, że taka jest niemiecka odpowiedź.
Więc Premier mówi: „Zaraz, to w takim razie skoro oni się przedostają do Polski, to przedostają się tam, gdzie granica Polski jest właśnie granicą zaufania, gdzie nie jest wystarczająco strzeżona”. To jest granica polsko–litewska. W związku z powyższym podejmuje decyzję o kontrolach na granicy polsko–litewskiej. To jest wotum nieufności wobec Litwy i pozostałych państw bałtyckich. Nazwijmy sprawę po imieniu.
Panie Prezydencie, już prawie na koniec chciałabym Pana zapytać o Pana nowy polityczny początek. Pojawiają się w przestrzeni publicznej takie głosy, że mógłby Pan stanąć na czele rządu szeroko pojętej prawicy – nowego porozumienia koalicyjnego. Pan kiedyś, w kampanii prezydenckiej w 2020 roku, był autorem pewnej koncepcji nazywanej Koalicją Polskich Spraw. Czy Pan widziałby się w tej roli?
Pani Redaktor, ja w 2006 roku przyszedłem do służby publicznej na takie – można powiedzieć – w jakimś sensie wezwanie, tak?, do tego, żeby służyć Polsce, wykonywać zadania dla Rzeczypospolitej. I właściwie od tego czasu – mogę powiedzieć – nieprzerwanie w różnych miejscach różne zadania dla Polski wykonywałem: czy to będąc Podsekretarzem Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, czy w Kancelarii Prezydenta Prof. Lecha Kaczyńskiego, czy później jako radny, bo taki był wybór moich współmieszkańców w Krakowie, później jako poseł, bo też tak zdecydowali, później jako poseł do Parlamentu Europejskiego i dzisiaj jeszcze cały czas jako Prezydent Rzeczypospolitej.
Jeżeli będzie taka potrzeba, żebym jakąś funkcję publiczną w przyszłości podjął – także jako były Prezydent Rzeczypospolitej; ze wszystkimi tego konsekwencjami; biorąc pod uwagę również pewien obyczaj polityczny, który do tej pory był w Polsce, który jakby powodował, że Prezydenci do tej pory w żadnych wyborach już nie startowali; ale są funkcje, które nie wymagają udziału w wyborach powszechnych, a które są rzeczywiście na poziomie państwowym bardzo ważne i odpowiedzialne – jeżeliby takie propozycje były, to ja, oczywiście, zawsze taką propozycję rozważę.
Jeżeli to będzie możliwość faktycznie poważnego wykonywania zadań publicznych i zrealizowania tego, co ja rozumiem przez politykę – jako rozsądną troskę o dobro wspólne, jako działanie po prostu dla Rzeczypospolitej i dla moich rodaków – to, oczywiście, ja takie zadanie podejmę.
Już absolutnie na koniec. Najpierw – zanim ta ewentualna funkcja – to Pana książka „To ja, Andrzej Duda”. Kiedy premiera?
Premiera, jak się skończy prezydentura. Tak jak powinno być, tak?
O czym jest, Panie Prezydencie?
Z chwilą, kiedy będzie trwało zaprzysiężenie Pana Prezydenta Karola Nawrockiego 6 sierpnia, książka właśnie będzie wędrowała już do rąk pierwszych czytelników. Dokładnie tego dnia zostanie otwarta jej dystrybucja.
Dlaczego „To ja”? Bo to jest książka moja o mnie. To ja tę książkę napisałem, w tej książce ja opowiadam swoją historię. Było wiele historii o mnie opowiadanych przez ostatnie lata przez różnych autorów. Różne osoby się wypowiadały na mój temat, a często to były rzeczy zupełnie wymyślone. Więc było to czyjeś spojrzenie na mnie. A teraz będzie moje spojrzenie na mnie, na to, jak wyglądało do tej pory moje życie – o moim dotychczasowym życiu to będzie opowieść. Bo to nie jest tylko opowieść o prezydenturze.
Oczywiście główną osnową tej książki jest prezydentura i to, co działo się przez te ostatnie 10 lat, bardzo często również w kuluarach polityki. I bardzo często podaję motywację różnych decyzji, które podejmowałem, czy szersze tło tych decyzji widziane moimi oczami. Bo ja to podkreślam: ja nie chcę mówić, że to jest jedyna prawda objawiona – właśnie nie. Ja chcę powiedzieć: to są moje oczy. Ktoś inny patrzył na pewne sprawy, pewne wydarzenia może inaczej, ja opowiadam je moimi oczami. Dlatego mówię: „To ja”, tak? To ja opowiadam tę opowieść. To jest moja opowieść. To ja.
I zapraszam wszystkich do lektury, bo myślę, że dla wielu osób to może być ciekawe, żeby właśnie zobaczyć… Nie tylko według mnóstwa różnych informacji o moim pochodzeniu, mojej rodzinie, moim dzieciństwie, moim dziadku – czy moich dziadkach – itd., itd., gdzie mnóstwo różnych bzdur, niestworzonych historii w przestrzeni publicznej, w internecie już przez te ostatnie 10 lat przeczytałem takich, że się wierzyć nie chce.
Książka mówi o tym, jak było, jak ja pamiętam moje dzieciństwo, jak ja wspominam moich najbliższych. Książka mówi o 10 latach mojej prezydenckiej służby, o moich relacjach z innymi przywódcami, o moim odbiorze różnych sytuacji, o moich emocjach również czasem. Więc mam nadzieję, że będzie ciekawa dla czytelników. I zapraszam do tej lektury. Proszę spojrzeć na to też moimi oczami.
A ten wywiad też był prawdziwymi prezydenckimi oczami.
Dziękuję bardzo.
Andrzej Duda, Prezydent Rzeczypospolitej. Bardzo Panu dziękuję, Panie Prezydencie za tę rozmowę.
Dziękuję.