Michał Adamczyk, TVP: Jesteśmy w Budapeszcie, a dokładniej – w polskiej ambasadzie w Budapeszcie. Gościem „Wiadomości” jest Prezydent Andrzej Duda. Dobry wieczór, Panie Prezydencie.
Prezydent RP Andrzej Duda: Dobry wieczór, Panie Redaktorze. Witam serdecznie naszych widzów.
Panie Prezydencie, w Budapeszcie zakończyło się spotkanie prezydentów państw Grupy Wyszehradzkiej. Tym tematem dominującym dzisiaj było bezpieczeństwo. Co wynika z tych rozmów? Co ustalono? Co w temacie bezpieczeństwa jest dziś najważniejsze i dlaczego?
Tak, przez kilka godzin prowadziliśmy bardzo ważne i poważne rozmowy. Cieszę się, że wziął w nich udział również Prezydent Republiki Czeskiej, pan Miloš Zeman. Wszyscy wiemy, że w ostatnim czasie był w szpitalu, teraz jest zarażony koronawirusem – więc choruje. Ale był z nami za pośrednictwem sieci internet, prowadził aktywną dyskusję. Więc cieszę się bardzo, że jest w dobrej formie mimo choroby.
To pokazuje zresztą, jak bardzo skuteczne jest zaczepienie. Bo Prezydent Miloš Zeman – mimo że nie jest już najmłodszy, nie jest to młody polityk – jest dwukrotnie zaszczepiony i jak widać, mimo że dopadł go koronawirus, to jednak nie wyrządza mu wielkiej krzywdy. Bardzo się cieszę, że Prezydent Zeman jest w dobrej formie – tego mu cały czas życzyłem. Miło było go zobaczyć.
Natomiast prowadziliśmy rzeczywiście bardzo ważne dyskusje. I cieszę się, bo razem sformułowaliśmy dwie ważne deklaracje.
Po pierwsze: dotyczącą sytuacji na granicy Unii Europejskiej i NATO, nad którą pieczę sprawuje Polska – bo to jest także nasza granica – i tej presji migracyjnej, którą wytwarza od pewnego czasu reżim białoruski.
Tutaj jest zdecydowane stanowisko wszystkich prezydentów Grupy Wyszehradzkiej w obronie Polski, naszego stanowiska i naszego sposobu działania w tej sprawie; pokazanie wyraźnie, kto jest odpowiedzialny za kryzys migracyjny, który tam powstał – że to reżim białoruski pcha rzeczywiście tych migrantów na granicę i że to on ich w sposób nieludzki traktuje.
Cieszę się z tego wsparcia, bo nie tylko było werbalne, ale zmaterializowało się również na piśmie, także w podkreślanej tu przez prezydentów gotowości w razie czego wysłania dla nas sił wsparcia – za co bardzo podziękowałem.
Natomiast druga – dotycząca właśnie pandemii koronawirusa i jednak naszego wezwania dla naszych rodaków we wszystkich krajach Wspólnoty Wyszehradzkiej, by się szczepić. Bo kto jest zaszczepiony, ten jest bezpieczniejszy w tych trudnych czasach pandemii. Nawet jeżeli zostanie zainfekowany koronawirusem, zawsze przechodzi to w sposób lżejszy i nie wyrządza to wielkiej szkody zaszczepionemu człowiekowi w porównaniu z tym, co się dzieje, jeżeli ktoś nie jest zaszczepiony.
Ponad 90 proc. tych, którzy znajdują się dziś w polskich szpitalach w związku z zachorowaniem na koronawirusa, to osoby niezaszczepione.
O walce z pandemią jeszcze będziemy rozmawiać, ale chciałbym jeszcze przez moment zatrzymać się przy samych spotkaniach i rozmowach Grupy Wyszehradzkiej. Na ile te spotkania, rozmowy, ustalenia, podpisywane dokumenty przekładają się na taką realną politykę, na konkretne decyzje? Pytam dlatego, bo być może wielu naszych widzów widzi obrazki, widzi spotkania, widzi taką przyjacielską atmosferę, ale zastanawia się rzeczywiście, jakie konkrety się z tym wiążą.
Zawsze się przekłada. Mogę to powiedzieć śmiało ze swojego już ponad sześcioletniego prezydenckiego doświadczenia, że ta wielka polityka składa się z małych kroków, by można było doprowadzić do wielkiego aktu politycznego, choćby takiego jak szczyt NATO w Warszawie, gdy w 2016 roku podjęto decyzję, że Sojusz Północnoatlantycki będzie obecny również na wschodniej flance. To znaczy poprzez fizyczną obecność sił sojuszniczych, w tym wojsk amerykańskich, które dziś w Polsce są faktem, oraz sił sojuszniczych w krajach bałtyckich i Rumunii.
Żeby taka decyzja zapadła, wymaga to wielu pojedynczych spotkań – dla mnie był to prawie rok pracy, żeby do takich decyzji doprowadzić. Więc wiem, że to się składa z bardzo wielu różnych drobnych i troszkę większych aktów, gestów politycznych, wspólnych oświadczeń; że każda decyzja musi być przygotowana, a stanowiska zawsze są w długim okresie wypracowane.
To jest właśnie praca nad budowaniem wspólnego stanowiska co do wzmacniania wschodniej flanki Sojuszu Północnoatlantyckiego, co do postrzegania pojawiających się tu zagrożeń – tego, z czym możemy się spotkać, tego, w jaki sposób powinniśmy temu przeciwdziałać.
Więc każde takie spotkanie, każde wspólne oświadczenie, każda dyskusja, która znajduje wspólny mianownik u wszystkich przywódców, zmierza w kierunku wzmacniania bezpieczeństwa naszych krajów. I dlatego cieszę się z dzisiejszego spotkania, bo miało ewidentnie taki właśnie konstruktywny charakter.
Panie Prezydencie, w ostatnich dniach, tygodniach trwa prawdziwa polska ofensywa dyplomatyczna. To są spotkania, które przeprowadza Pan, Panie Prezydencie, które przeprowadza Premier Mateusz Morawiecki. Czy partnerzy – mówię w tej chwili o partnerach zachodnich, już spoza Grupy Wyszehradzkiej – rozumieją powagę sytuacji? Akceptują polskie działania związane z hybrydowym atakiem reżimu Aleksandra Łukaszenki?
Gdyby tego nie akceptowali i gdyby nie akceptowały tego ich społeczeństwa, mielibyśmy bardzo wyraźne i bardzo mocne sygnały. Jak widać, nie mamy ich – wręcz przeciwnie. Mamy bardzo wiele bardzo jednoznacznych oświadczeń i jednoznacznych sygnałów z całej Europy – i nie tylko z Europy – jasno wskazujących solidarność z nami, jasno wskazujących akceptację dla sposobu, w jaki radzimy sobie z kryzysem wygenerowanym przez reżim białoruski. Więc śmiało mogę powiedzieć, że mamy sojuszników absolutnie po swojej stronie i jestem im za to bardzo wdzięczny.
W zeszłym tygodniu w czwartek byłem w Brukseli, rozmawiałem z Panem Sekretarzem Generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem. Teraz, w ciągu weekendu, widać było z kolei aktywność Sekretarza Generalnego, który był obecny na Litwie i spotykał się z prezydentami państw bałtyckich tam, w tamtym rejonie.
Więc myśmy właśnie o tym rozmawiali: że trzeba pilnować tego elementu tutaj – wschodniej flanki NATO. Zwracałem mu uwagę na bezpieczeństwo przesmyku suwalskiego; że cała sytuacja kryzysu migracyjnego występuje właśnie na północnej granicy Polski z Białorusią – blisko granicy litewskiej, blisko przesmyku suwalskiego – więc NATO powinno zwrócić na to szczególną uwagę.
Nie ma tam dziś czytelnego zagrożenia militarnego – co chcę podkreślić – dlatego radzimy sobie siłami cywilnymi: policja, Straż Graniczna, a nie wojsko. Wojsko jest tam na zapleczu jako forma wsparcia, ale nie bezpośredniego uczestnictwa na przykład wtedy, gdy dochodzi do ataku na granicę.
Natomiast zwracałem uwagę, że generuje to potencjalne zagrożenie – w związku z czym mówiłem, aby NATO zwróciło baczniejszą uwagę na sytuację państw bałtyckich, aby zwróciło baczniejszą uwagę na sytuację na przesmyku suwalskim, aby wzmocniło tam swoją gotowość, aby wzmocniło także obserwację tego rejonu.
Cieszę się, że ta wizyta Sekretarza Generalnego miała miejsce właśnie na Litwie, dlatego że to pokazuje także społeczeństwu litewskiemu, społeczeństwu państw bałtyckich, że NATO – poprzez działania Sekretarza Generalnego – zwraca uwagę na ich rejon, że nie są sami. Jest to bardzo ważne dla budowania poczucia bezpieczeństwa w naszej części Europy i także poczucia tego, że jesteśmy w NATO solidarni ze sobą, działamy razem – dla mnie to jest satysfakcjonujące.
Ale w związku z kryzysem na granicy niektórzy politycy, niektóre media także – świadomie lub nieświadomie – powielają kłamliwą narrację reżimu Aleksandra Łukaszenki. Pamiętamy wiele różnych wydarzeń – pamiętamy niektórych polityków, którzy urządzali happeningi przy granicy, pamiętamy polityków, którzy mówili: „Wpuszczajmy imigrantów do Polski, wszystkich. Kim są, zobaczy się później”. Pamiętamy wreszcie polityków, którzy głosowali przeciw budowie trwałej zapory na granicy z Białorusią. Pamiętamy także wypowiedzi – niektóre szkalujące polskich żołnierzy, polski mundur. Na ile takie działania szkodzą Polsce?
Szkodzą, oczywiście, że szkodzą Polsce, szkodzą sytuacji, bo zawsze utrudniają działanie. Ale ja mam poczucie odpowiedzialności, zadania, które powierzyli mi moi rodacy w wyborach. Ponad 10 mln ludzi oddało na mnie głos, to jest potężna legitymacja demokratyczna. Ja wiem, jakie są oczekiwania tych ludzi wobec mnie: mam przede wszystkim budować bezpieczeństwo – i tego pilnuję.
Takimi głosami się nie przejmuję, chociaż rzeczywiście one nie pomagają. W wielu przypadkach są to głosy nieodpowiedzialne. Po prostu różni politycy próbują sobie budować popularność społeczną tego typu wypowiedziami, żeby się odznaczyć w stosunku do innych, żeby się w jakiś sposób pokazać, co – oczywiście – jest kompletnie nieodpowiedzialne zwłaszcza w sytuacji, gdy gołym okiem widać, że jest problem w skali międzynarodowej. Więc jest to po prostu nieodpowiedzialne, niepoważne.
Oczywiście są też tacy, którzy – w moim przekonaniu – niestety, szkodzą z premedytacją, co też jest, rzecz jasna, nie tylko nieodpowiedzialne, lecz także bardzo państwowoszkodliwe. Natomiast zarówno rząd, jak i ja mamy poczucie, że mamy swoje zobowiązania wobec obywateli, że mamy obowiązek strzeżenia bezpieczeństwa Rzeczypospolitej, i te obowiązki realizujemy, nie przejmując się żadnymi tego typu działaniami, w miarę możliwości – oczywiście – ograniczając ich skutki, nie dopuszczając też do tego typu zachowań.
Żeby nie przeszkadzać również funkcjonariuszom Straży Granicznej czy funkcjonariuszom policji, żołnierzom, którzy wspierają ich działania na granicy, między innymi po to został wprowadzony stan wyjątkowy – żeby te służby mogły pracować w sposób spokojny i realizować swoje zadania, zapewniając bezpieczeństwo nie tylko tym, którzy mieszkają przy granicy, ale zapewniając bezpieczeństwo całej Rzeczypospolitej, nam wszystkim, no i Unii Europejskiej, i także NATO.
No właśnie – i to jest bardzo ciekawy wątek, bo tak jak Pan, Panie Prezydencie, powiedział, w tej chwili nie zagraża nam bezpośrednio niebezpieczeństwo, nie ma zagrożenia militarnego. Ale takie zagrożenie militarne występuje u naszego sąsiada wschodniego, na Ukrainie – informują o tym służby ukraińskie, informują o tym służby amerykańskie, że Rosja szykuje kolejny atak na Ukrainę, być może już nawet na samym początku nowego roku. Dlaczego Europa nie zaostrzy kursu wobec Rosji? Jak Pan uważa?
Są różne interesy, niestety. Widzimy, w jaki sposób Niemcy rozgrywają sprawę Nord Stream 2. No przecież nie ma co kryć: to strona niemiecka parła w kierunku, by dokończyć budowę tego gazociągu, który – nie tylko w moim przekonaniu, lecz także w przekonaniu wielu przywódców i ekspertów tu, Europy Środkowej – jest absolutnie szkodliwy nie tylko dla naszej części Europy, dla naszego regionu, dla Słowacji, Polski, Ukrainy i innych państw tutaj, ale przede wszystkim jest szkodliwy dla całej Unii Europejskiej, ponieważ w sposób istotny wzmacnia monopol Gazpromu, jeżeli chodzi o dostawy gazu do Unii Europejskiej.
To dlaczego tego projektu nie udało się zatrzymać?
Bardzo dobre pytanie. Ponieważ różnego rodzaju lobbingi natury finansowej – nie mam wątpliwości – a także różnego rodzaju lobbingi natury politycznej nie dopuszczają, by ta inwestycja została w pełni zablokowana. Mamy taką sytuację, jaką mamy, ale musimy czynić wszystko, by sobie w tej sytuacji radzić jak najlepiej.
Jak mówiłem przed momentem: konsekwentnie realizować politykę, która ma budować bezpieczeństwo Polski – to jest moje podstawowe zadanie. I to robię. Wszystkimi siłami.
Nasze relacje z Brukselą, delikatnie mówiąc, nie są najlepsze – jest to fakt powszechnie znany. Co musiałoby się zmienić, co można byłoby zmienić, aby te relacje się zmieniły?
Mam nadzieję, że eurokraci, którzy na co dzień, teraz, w ostatnim czasie atakowali Polskę na różne sposoby, widzą obecnie, kto tak naprawdę odpowiedzialnie podchodzi do swojego członkostwa w Unii Europejskiej, kto dzisiaj broni granic Unii Europejskiej, kto dzisiaj tak naprawdę broni Europy Zachodniej.
Bo przecież ci wszyscy migranci nie zmierzają do Polski ani do państw bałtyckich, to nie jest ich cel. Ich celem są Niemcy, Holandia, inne kraje Europy Zachodniej, gdzie mają swoich krewnych, gdzie – wierzą w to głęboko – jest tak rozbudowany socjal, że będą sobie żyli wygodnie, i to jest ich cel. Oni zresztą nie ukrywają, że nie chcą pozostać w Polsce.
Więc my tak naprawdę bronimy tamtych krajów. Nie tyle swojego kraju, bo my dla tych wszystkich ludzi jesteśmy tylko i wyłącznie krajem o charakterze tranzytowym. Zresztą oni w wywiadach udzielanych różnego rodzaju zachodnim telewizjom mówią to wprost. Sam słyszałem takie wypowiedzi, jak ci migranci mówią z oburzeniem: „Czego ci Polacy chcą? Po co oni blokują granicę?! Przecież my nie chcemy do Polski, chcemy na Zachód!”.
Ale my jesteśmy odpowiedzialnym członkiem Unii Europejskiej i po prostu realizujemy swoje zobowiązania europejskie, także swoje zobowiązania jako członek strefy Schengen. Uważam, że dzisiaj wielu polityków europejskich – myślę tu przede wszystkim o instytucjach europejskich, jak również o europejskich przywódcach – ma poważny problem. Bo jak można krytykować polskie władze, które tak naprawdę załatwiają dzisiaj za nich sprawę – bo ich społeczeństwa nie chcą tej presji migracyjnej, to ich społeczeństwa nie godzą się na to, by wpuścić kolejne rzesze migrantów przybywających z Bliskiego Wschodu.
Ale Polska jest na przykład karana przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który nałożył dzienne kary – zarówno za Izbę Dyscyplinarną, jak i za kopalnię w Turowie. TSUE to jest polityczne narzędzie? Narzędzie w rękach polityków? Jak to odbierać? Jak to oceniać? Jak Pan to postrzega, Panie Prezydencie?
To wojna ideologiczna, która jest toczona od dłuższego czasu. To także wojna, którą tak naprawdę wydała Polsce i polskim władzom pewna część establishmentu sędziowskiego mająca ogromne wpływy w krajach Unii Europejskiej, w swoim – szeroko pojętym – środowisku sędziowskim. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości, po prostu wiem, że tak jest. To są personalne kontakty osobiste, to prywatne telefony, które są wykonywane, to różnego rodzaju lobbingi środowisk, także liberalno–lewicowych.
Wiemy, że są olbrzymie różnice ideologiczne między dużą częścią establishmentu rządzącego dziś Unią Europejską a obecnymi polskimi władzami, do których zaliczam również siebie. W związku z powyższym mamy zupełnie inny punkt widzenia na wiele spraw ideologicznych, funkcjonowania państw, tego, jaki kształt powinny one mieć, jaka polityka powinna być prowadzona w porównaniu z tym, jak to jest kształtowane na zachodzie Europy.
Plus osobiste wpływy establishmentu sędziowskiego, który uważa, że traci swoje możliwości oddziaływania, który czuje się zagrożony chociażby poprzez istnienie nowych podmiotów, nowych organów, jak Izba Dyscyplinarna w Sądzie Najwyższym, która w zamierzeniu miała egzekwować rzeczywistą odpowiedzialność dyscyplinarną środowiska sędziowskiego, która przez ostatnie dziesięciolecia pozostawiała bardzo wiele do życzenia. I jej brak był de facto jednym z powodów tak fatalnej oceny środowiska sędziowskiego i wymiaru sprawiedliwości przez polskie społeczeństwo, z jaką mamy do czynienia w ostatnich latach.
Ale, Panie Prezydencie, część konserwatywnego elektoratu ma nawet do Pana bezpośrednio żal za to, że ta reforma sądownictwa nie odbyła się w taki sposób, jak powinna się odbyć. Niektórzy mówią, że w pewnym sensie był Pan hamulcowym – cytuję w tej chwili te słowa. Jak by Pan się do takich zarzutów odniósł?
Poruszałem się w ramach zdroworozsądkowych. Krótko mówiąc: uważam, że jeżeli Prokurator Generalny jest zarazem ministrem sprawiedliwości, że to jest jedna osoba – to nie może być tak, że minister sprawiedliwości obsadza Sąd Najwyższy, a taka de facto była propozycja w ustawach, co do których zgłosiłem weto; i był to jeden z głównych powodów weta, ponieważ rzeczywiście jest to wbrew demokratycznym zasadom i wbrew niezawisłości, niezależności sędziów i sądownictwa.
Uważałem, że tak daleko minister sprawiedliwości posunąć się nie może i taka zmiana jest nieuzasadniona. Z tego względu moja decyzja była taka, a nie inna, bo rzeczywiście było to rozwiązanie antydemokratyczne, na które się nie zgadzałem. I jeżeli w przyszłości będzie jeszcze taka propozycja, aby to de facto minister sprawiedliwości Prokurator Generalny obsadzał stanowiska sędziowskie, to ja się na to zgadzał nie będę. I jeżeli byłyby takie propozycje, będę zdecydowanie przeciwko. Więc tutaj po prostu są zasady, których łamać nie wolno.
Natomiast reformy, które w ostateczności zostały przeprowadzone, absolutnie mieściły się w ramach zasad demokratycznego państwa prawa. I to, że są one podważane od samego początku przez różnego rodzaje instytucje europejskie – Komisję Europejską, niektórych polityków liberalno–lewicowych, jak również środowiska sędziowskie – tylko właśnie pokazuje, jak bardzo silny jest lobbing środowisk, które uważają, że w wyniku tego tracą swoje wpływy, że czują się zagrożone rzeczywistą odpowiedzialnością, która może stać się ich udziałem.
Zapowiadałem, że porozmawiamy o koronawirusie, bo to jest poważny temat. W zeszłym tygodniu średnio dziennie 23 tys. nowych zachorowań. Mamy w tej chwili do czynienia już z nowym wariantem, nową odmianą – tym razem afrykańską odmianą koronawirusa. Są zwolennicy większych obostrzeń, są zwolennicy większych restrykcji, ale są też i tacy, którzy twierdzą, że wszystkie obostrzenia sanitarne należałoby zakończyć. Jak Polska powinna – Pana zdaniem, Panie Prezydencie – postępować w obliczu tak rosnącej liczby zachorowań?
Jestem zwolennikiem bardzo spokojnego, ale konstruktywnego podejścia – to znaczy uważam, że w żadną stronę przesada nie jest dobra. Nie można zamknąć wszystkiego, dlatego że ludzie mają dosyć zamknięcia. Mnóstwo ludzi po to właśnie się szczepiło, po to poddało się szczepieniu, żeby być wolnym od tych daleko idących obostrzeń, żeby móc spędzać czas razem, móc wyjechać, cieszyć się normalnym życiem.
W związku z powyższym byłoby nieodpowiedzialnością, gdyby zostały wprowadzone jakieś bardzo daleko idące restrykcje. No, chyba że okazałoby się, że przyjdzie nowa mutacja koronawirusa, która powoduje, że szczepienie nic nie daje i rzeczywiście nie daje żadnej dodatkowej odporności – wtedy będziemy mieli faktycznie bardzo poważny problem. Ale dzisiaj tego nie ma.
W związku z powyższym uważam – owszem – można wprowadzać pewne ograniczenia, ale to wszystko musi się mieścić w granicach zdrowego rozsądku. To nie może być tak, że odbieramy ludziom możliwość normalnego życia.
Pan, Panie Prezydencie, zaszczepił się już trzecią dawką? Przyjął trzecią dawkę szczepionki? Planuje Pan to zrobić być może w niedalekiej przyszłości?
Tak, oczywiście. Jestem dwukrotnie zaszczepiony, natomiast trzecia dawka czeka mnie w najbliższym czasie, z tym że musi minąć pół roku od poprzedniego szczepienia. Dokładnie jeszcze nie minęło, ale w najbliższym czasie – w ciągu najbliższych, sądzę, dwóch tygodni – takiego szczepienia razem z żoną dokonamy, już właśnie to planujemy. Więc oczywiście, że tak – zaszczepimy się trzecią dawką. Chcemy normalnie funkcjonować, chcemy być także bezpieczni.
Jasno widać z tego, co dzieje się w ostatnim czasie, że zdecydowana, absolutna większość osób, które w tej chwili są hospitalizowane z powodu zakażenia koronawirusem, to osoby niezaszczepione w ogóle – 90 proc. pacjentów w szpitalach. Jeżeli osoba zaszczepiona nawet zainfekuje się koronawirusem, to z reguły przechodzi to bardzo lekko – albo przy minimalnych symptomach, albo w ogóle nie mając żadnych symptomów. Więc to pokazuje, jak zdecydowana różnica jest pomiędzy sytuacją osoby zaszczepionej a sytuacją osoby niezaszczepionej.
Ale obowiązkowym szczepieniom dla wszystkich Polaków mówi Pan „nie”? Tutaj się nic nie zmieniło?
Mówię „nie” z uwagi na to, że znam polski charakter i wiem, że bardzo wiele osób absolutnie będzie temu przeciwnych i będziemy mieli ogromne opory społeczne. Wręcz będziemy mieli działanie na przekór temu – właśnie nie, bo nie: „Bo nie godzę się na to, by do czegokolwiek mnie zmuszać”. Taki mamy charakter i myślę, że nie ma co walczyć z narodowymi cechami charakteru. Po prostu trzeba je wziąć pod uwagę i w odpowiedni sposób podejmować decyzje – stosownie do tego, odnosząc się z szacunkiem do indywidualnej decyzji ludzi.
Tym bardziej że w przeważającej części dotyczy to ich osobiście. W tym znaczeniu, że – niestety – jest tak, że ci, którzy w tej chwili ciężko chorują, w związku z tym będą mieli w przyszłości problemy zdrowotne, w wielu przypadkach czeka ich długa rehabilitacja, czy też ci, którzy, niestety, umierają, to są osoby, które nie poddały się szczepieniu.
Panie Prezydencie, jeszcze jedna kwestia, już ostatnia – kwestia bieżącej polityki. Lider opozycji Donald Tusk podczas spotkania, kongresu Komitetu Obrony Demokracji swoich przeciwników politycznych – używając metafory – porównał do hien. Odwoływał się do książki, odwoływał się do filmu. Ale chciałbym Pana zapytać, jaka jest Pana reakcja na takie słowa – nawet jeśli one są tylko metaforą – gdy przeciwników politycznych porównuje się do hien.
Proszę wybaczyć, ale szereg zachowań tego pana – między innymi tego typu – wydaje mi się, że pozostaje poza prezydenckim poziomem nawet do tego, żeby to komentować.
I na tym kończymy naszą rozmowę, nasze spotkanie w ambasadzie Polski w Budapeszcie. Gościem „Wiadomości” był Prezydent Andrzej Duda. Bardzo dziękuję, Panie Prezydencie.
Dziękuję bardzo.