Menu rozwijane

03 lipca 2025

Piotr Legutko, Gość Niedzielny: Jak Pan Prezydent patrzy na akcję zmierzającą do podważenia wyniku wyborów, która trochę zaczyna przypominać kulę śniegową, bo dołączają do niej kolejni politycy, ministrowie, sędziowie…

Prezydent Andrzej Duda: Przede wszystkim nie zgadzam się, że to przypomina jakąś kulę śniegową. Uważam, że to jest akcja, która tak naprawdę wytraca swój impet dlatego, że coraz więcej ludzi ze świata polityki się od niej odcina. Jasno się w tej sprawie wypowiedział marszałek Hołownia i przewodniczący Władysław Kosiniak–Kamysz, wicepremier w tym rządzie. A także cały szereg ludzi, nie tylko ze świata polityki, ale z jej otoczenia, także dziennikarzy, którzy raczej byli zwolennikami obecnej koalicji rządzącej. Teraz są zbulwersowani tą sytuacją i uważają, że to jest o krok za daleko. Tak naprawdę tymi, którzy najgłośniej krzyczą w tej sprawie, są pan Giertych, pan Bodnar i trochę pan Tusk, ale pierwsze skrzypce odgrywa oczywiście Roman Giertych. Wygląda to tak, jakby właśnie on w tej chwili stał na czele Platformy Obywatelskiej. Na pewno nie można powiedzieć, że cała koalicja rządowa jest za tą awanturą.  

Za to autoryzuje ją sporo osób ze środowiska sędziowskiego. Czy nie zmierzamy w stronę jakiegoś rokoszu? Pojawiają się kolejne, coraz bardziej kuriozalne argumenty, które miałyby zablokować zaprzysiężenie Karola Nawrockiego.

To kolejna próba zrobienia burzy w szklance wody. Ci ludzie nie mogą się pogodzić z tym, że nie mają poparcia większości w polskim społeczeństwie i dlatego po prostu nie są w stanie wygrać wyborów. Taka jest prawda. Kiedy trzeba rzeczywiście, jednoznacznie wygrać wybory, takie jak prezydenckie, to oni nie są w stanie tego dokonać. Potrafią jedynie stworzyć szeroką koalicję, w której są różne partie, także takie, które teraz łamią sobie kręgosłup uczestnicząc w rządzeniu. Moim zdaniem tak jest na przykład z PSL–em, który musi się bronić przed próbami dokonywania w Polsce różnego rodzaju zmian, na które elektorat PSL–u nigdy by się nie zgodził.

To czemu to ma służyć cała ta awantura? Czy chodzi już teraz o jakieś próby podważenia mandatu wybranego właśnie prezydenta?

Moim zdaniem właśnie o to chodzi. Podejmowane są próby osłabienia pozycji nowo wybranego prezydenta po to, żeby potem wciąż powracać do domniemanych wątpliwości wokół jego wyboru. Powiem wprost: to jest draństwo. To są chwyty absolutnie niemające żadnego oparcia w demokracji. Właściwie nawet trudno powiedzieć, że to jest polityka. 

Wspomniał Pan Prezydent o łamaniu kręgosłupów. Czy zatem jest możliwość, żeby właśnie ludzie, którzy widzą co się dzieje byli w stanie zmienić obecny układ rządzący jeszcze przed wyborami? Czy takie sygnały do Pana docierają?

Sygnały są różne, nie chcę wróżyć z fusów. Natomiast powiem tak: trzeba spokojnie robić swoje. Wyborcy czekają na realizację zobowiązań wyborczych, a tego nie ma. Realizację takich zobowiązań – a nie szczucie na innych, ściganie i zamykanie do więzienia – wyborcy ostatni raz widzieli za rządów Zjednoczonej Prawicy. A za dwa lata są następne wybory parlamentarne.

Jan Rokita postawił taką tezę, że podczas wystąpienia przed głosowaniem o wotum zaufania Donald Tusk właściwie powtórzył w 10 punktach cały program rządów Zjednoczonej Prawicy. To znaczy, że albo nie ma żadnego innego pomysłu, albo to jest jedyny rozsądny plan dla Polski.

Ale jakoś nie widać, żeby budował CPK, żeby realizował rozwój polskich portów, żeby była dynamicznie stawiana polska elektrownia jądrowa – tu znowu zaczynają jakieś konsultacje społeczne, czyli po prostu kolejne przedłużanie rozpoczęcia inwestycji. I to jedyna taktyka, która jest przez obecny rząd realizowana. Nie po raz pierwszy w wydaniu Donalda Tuska.

Przypomnę: w 2006 roku śp. Prezydent Profesor Lech Kaczyński zaproponował budowę gazoportu w Świnoujściu. Przygotowania do tej inwestycji zaraz się rozpoczęły, miała być zrealizowana błyskawicznie, a oddano ją tak naprawdę dopiero za rządów Zjednoczonej Prawicy w 2016 roku.  Ten gazoport budowano niemal dekadę, podczas gdy na świecie taki obiekt  można oddać do użytku w kilka lat. Po prostu rządowi Donalda Tuska zależy głównie na tym, by spowalniać inwestycje, które tworzą naszą konkurencyjność, które powodują, że stajemy się coraz mocniejsi.

Można odczytywać wynik wyborów prezydenckich trochę też tak, że pojawiła się nowa siła. Chodzi o młodych wyborców z aspiracjami, którzy oni chcą Polski właśnie takiej, jaka została zarysowana przez rząd Zjednoczonej Prawicy. Oni ją popierają, nawet jeśli nie są wyborcami PiSu. Czy Pan Prezydent też tak to widzi?

Tak, ale ja się nie zgadzam z tym, że ta Polska za czasów Zjednoczonej Prawicy została tylko zarysowana, bo ta Polska była w ogromnym stopniu realizowana. To była też ta Polska, która mówiła: kontrolujemy każdy obszar naszego terytorium. Dlatego między innymi zbudowaliśmy przejście przez Mierzeję Wiślaną. Celem tej inwestycji był dostęp z Zatoki Gdańskiej dla statków, a także kontrola militarna, morska nad wodami Zalewu Wiślanego. Oczywiście chcemy, żeby Elbląg stał się czwartym portem RP, ale bardzo ważne było również to, żebyśmy nie musieli za każdym razem prosić Rosjan, by można było wpłynąć na nasze wody terytorialne. Osiągnięcie pełnej kontroli nad naszym terytorium miało fundamentalne znaczenie. To zrealizowaliśmy.

Drugim takim elementem był tunel w Świnoujściu. Ktoś może powiedzieć, że chodziło wyłącznie o to, żeby ludziom ułatwić komunikację. To także, ale chodziło też o to, żeby tak naprawdę połączyć wyspę Uznam z wyspą Wolin i z resztą Rzeczypospolitej. I to zostało właśnie zrobione. Czyli myśmy nie tylko zarysowali program, myśmy go realizowali. Kolejnym jego etapem miał być Centralny Port Komunikacyjny i rozwój polskich portów morskich.

A czy nie było realizacją naszego programu zbudowanie tak naprawdę suwerenności gazowej? Przecież ona stała się faktem właśnie za rządów Zjednoczonej Prawicy – poprzez dokończenie budowy gazoportów w Świnoujściu i przede wszystkim zbudowanie Baltic Pipe, czyli gazociągu z szelfu norweskiego przez Danię do Polski. I dzięki temu, kiedy Rosja nam zamknęła dostawy gazu, nagle i bez zapowiedzi, kiedy gazociągiem jamalskim gaz z Rosji przestał do Polski płynąć, okazało się, że właśnie dzięki tym wszystkim alternatywnym połączeniom i źródłom dostaw, które stworzyliśmy, jesteśmy w stanie sobie poradzić. Mamy gaz nie tylko dla gospodarstw domowych, ale mamy gaz, co najważniejsze, dla naszego przemysłu.

Czy nie ma Pan wrażenia, Panie Prezydencie, że jedyny program, jaki jest konsekwentnie realizowany przez obecną koalicję, to odwrót od polityki pamięci i edukacji osadzonej w wartościach chrześcijańskich?

To jest problem. My tutaj cały czas mówimy o „twardych” inwestycjach, bo państwo, które ma infrastrukturę strategiczną, to także państwo bezpieczne. Dzisiaj to bezpieczeństwo jest fundamentalnie ważne i Zjednoczona Prawica bardzo mocno na to postawiła. Teraz w tych obszarach zarzucono praktycznie rzecz biorąc wszystkie działania, natomiast, niestety, w tych obszarach „miękkich”: w edukacji, kulturze, nauce historii, liberalno–lewicowe trendy bardzo mocno się aktywizują. To nie tylko nasz problem – na świecie cały czas trwa walka o przetrwanie z wrogami chrześcijaństwa.

Niestety, na zachodzie Europy nurt liberalno–lewicowy tę walkę wygrywa. Gdy byliśmy w Hadze na szczycie NATO, jeden z moich współpracowników zobaczył kościół i chciał go obejrzeć wewnątrz. Wszedł do środka, a tam… ścianka wspinaczkową. Na ścianach kolejne stacje drogi krzyżowej, rzeźby sakralne, a w środku rozrzucone materace, ludzie się bawią, śmieją. Tak wygląda współczesność wielu krajów na zachodzie Europy. Czy u nas też do tego dojdzie, to zależy w dużej mierze od tego, jak bardzo silne będzie nasze przywiązanie do katolicyzmu, do tego wszystkiego, co tak naprawdę stanowi immanentną część naszej narodowej tożsamości.

Podczas pierwszego po wyborach wspólnego spotkania z Prezydentem elektem udaliście się na krótką modlitwę do kaplicy. To był precedens? 

Często pokazuję gościom Pałacu Prezydenckiego kaplicę, ale nieczęsto modlę się w niej z nimi. Z reguły nie pytam moich gości, zwłaszcza zagranicznych, czy są ludźmi wierzącymi. Uważam, że to jest ich prywatna sprawa. Natomiast akurat wiem, że Prezydent elekt jest człowiekiem wierzącym i dlatego mu to zaproponowałem. Bardzo się ucieszył i rzeczywiście: klęknęliśmy i pomodliliśmy się.

Nigdy nie krył Pan, że modlitwa jest w Pana życiu ważna.

Tak, jest ważna, ona wspiera i pomaga w wielu momentach. Wierzę w jej siłę metafizyczną, ale również i psychologiczną. Często w trakcie swoich podróży zachodzę do kościoła. Oczywiście bardzo często są to kościoły przepiękne, zabytkowe, ale ja nigdy nie przychodzę tam jak do muzeum. Nie, te miejsca zawsze są dla mnie osobiście ważne, to jest moje sacrum i tam się modlę.

Wspomniał Pan Prezydent o ostatnim szczycie NATO w Hadze, chyba udanym?

Cieszę się ogromnie z tego szczytu, bo uważam, że jest on także naszym sukcesem. Jako pierwszy zainicjowałem kwestię podniesienia wydatków na obronność do co najmniej 3 procent PKB.  Zainicjowałem dyskusję na ten temat w marcu zeszłego roku, najpierw przedstawiając swoją propozycję prezydentowi Bidenowi w Waszyngtonie, a potem – wtedy jeszcze byłemu Prezydentowi, kandydatowi w kolejnych wyborach prezydenckich – Donaldowi Trumpowi, w kwietniu 2024 roku w Trump Tower w Nowym Jorku. I o ile Prezydent Biden był wtedy dosyć sceptyczny, to zarówno przedstawiciele Kongresu, jak i Donald Trump przyjęli moją propozycję entuzjastycznie. Obecny prezydent powiedział wtedy w swoim stylu, że trzeba się domagać jeszcze więcej – 5 procent. Pamiętam, jak to mówił wtedy w Trump Tower. Pilotowałem tę sprawę, w marcu tego roku wystosowałem list do Sekretarza Generalnego NATO Marka Rutte, żeby uczynił to punktem w agendzie zbliżającego się szczytu NATO. I udało się. Wszystkie kraje członkowskie zgodziły się przeznaczyć na podstawowe potrzeby obronne oraz wydatki związane z obronnością i bezpieczeństwem w sumie 5 proc. swojego PKB. To jest wielki sukces. 

Czy Prezydent Trump już zrozumiał, że z Putinem nie da się prowadzić polityki transakcyjnej, czy nadal w to wierzy?

Donald Trump twardo stąpa po ziemi. Ja nie wierzę w to, że on liczy na jakąkolwiek transakcyjną współpracę z Władimirem Putinem. Myślę, że absolutnie nie o to chodzi. Myślę, że on ma na to swój plan. Jaki? Sądzę, że nie chce go ujawnić, ale z czasem się przekonamy.

I nie ma takiej opcji, żeby zostawił Ukrainę na łaskę Putina?   

Uważam, że tego nie zrobi, bo nie jest w interesie Stanów Zjednoczonych, żeby Rosja wygrała tę wojnę.

Chciałbym zapytać o przyszłość, o to jakie Pan Prezydent ma plany na jesień, na przyszły rok, na najbliższe lata. Czy to są plany polityczne?

Jeżeli ktoś mnie pyta o plan polityczny, to ja mówię tak: jeżeli będzie potrzeba służenia Rzeczypospolitej poprzez podjęcie po raz kolejny konkretnych zadań w postaci pełnienia jakiejś funkcji, to  na pewno je podejmę, bo ja się przed służbą dla Rzeczypospolitej nie uchylam. Oczywiście uczestnictwo w wyborach parlamentarnych jest wykluczone, bo byli Prezydenci po prostu tego nie robią.  Natomiast gdyby były jakieś inne wyzwania… Mogłoby się na przykład zdarzyć, że byłaby potrzeba znalezienia premiera łączącego nowe porozumienie koalicyjne. Gdyby mi taką propozycję złożono, to bym się nie wahał.  Myślę, że dziesięcioletnie doświadczenie w sprawowaniu urzędu prezydenta daje mi wystarczającą legitymację, żeby móc pełnić taką funkcję. Proszę pamiętać, że w polityce jestem od praktycznie dwudziestu lat.

A czy takie propozycje już są mniej lub bardziej formalnie w Pana stronę kierowane?

Nie są.

Ale w mediach ten temat już żyje. Czy dostaje Pan jakieś konkretne propozycje z międzynarodowych instytucji?

Nie ma dzisiaj na świecie, przynajmniej na razie, klimatu politycznego sprzyjającego temu, żeby politycy o profilu konserwatywnym zajmowali miejsca w ważnych instytucjach międzynarodowych. Oczywiście to się może wydarzyć w najbliższych latach, jestem człowiekiem jeszcze względnie młodym, mam 53 lata. Jeżeli będą wyzwania, będę starał się na nie odpowiedzieć tak, żeby było z tego jak najwięcej korzyści dla Polski.  

Czy myślał Pan o jakimś podsumowaniu tych 10 lat sprawowania urzędu?

Niebawem ukaże się książka „Andrzej Duda. To ja” o czasach prezydentury i nie tylko. To będzie opis mojej drogi życiowej, osobista opowieść o moich doświadczeniach, wyzwaniach, ludziach, których spotkałem na swojej drodze i świecie, jaki mnie otacza.