Menu rozwijane

10 lipca 2024

Michał Rachoń, Telewizja Republika: Panie Prezydencie, kiedy w 2008 roku odbywał się szczyt NATO, wówczas Prezydent Rzeczypospolitej razem z Prezydentem Stanów Zjednoczonych apelowali do świata o to, aby Ukraina i Gruzja weszły do Paktu Północnoatlantyckiego, bo miało to spowodować geopolityczne zmiany i zapobiec tragediom. Dziś jesteśmy wiele lat później i po kolejnych wojnach. Jednocześnie jesteśmy na szczycie NATO, na którym właśnie sprawa Ukrainy i rosyjskiej agresji na to państwo jest najważniejszą sprawą. Jak Pan patrzy dziś na to z tej perspektywy?

Prezydent Andrzej Duda: Niestety, dzisiaj, kiedy na to patrzymy, to widzimy, jak tragiczna była wtedy ta decyzja innych państw poza Polską i Stanami Zjednoczonymi, żeby się nie godzić na przyjęcie Ukrainy do NATO – i Gruzji wtedy też. Jak tragiczne było to, że wtedy właśnie ten business as usual, te geszefty, które robiono z Rosją, zwyciężyły nad bezpieczeństwem i nad zdrowym rozsądkiem. Przede wszystkim nad pewną uczciwością polityczną – ja bym nawet do tego stopnia użył takiego określenia.

Wtedy ta decyzja o przyjęciu Ukrainy i Gruzji do NATO została tak naprawdę zablokowana przez Niemcy i przez Francję w NATO. Lech Kaczyński bardzo o to walczył. Ja byłem wtedy Ministrem w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Pamiętam, co Prezydent wtedy mówił, jak ogromną widział w tym szansę i jakie potem były tego skutki. Bo przecież pamiętamy, że kilka miesięcy później Rosja napadła na Gruzję. To był m.in. skutek właśnie tamtej kompletnie błędnej decyzji podjętej przez wielkie państwa europejskie.

Panie Prezydencie, dziś w trakcie szczytu NATO właśnie ta sprawa jest kluczowa. I cały świat zadaje sobie pytanie dotyczące tego, jak on wpłynie na wsparcie państw NATO, ale przede wszystkim Stanów Zjednoczonych dla oporu Ukrainy przeciwko rosyjskiej agresji.

Dzisiaj ta sytuacja jest znacznie trudniejsza, bo wtedy zarówno Ukraina, jak i Gruzja były wolnymi państwami, na które nikt nie napadł. Były wolnymi państwami, które nie toczyły żadnej wojny. Były wolnymi państwami, które wystarczyło wesprzeć, którym wystarczyło dać gwarancję wtedy poprzez uczestnictwo w Sojuszu – i na pewno do wojny by nie doszło. Bo Rosja nigdy by się nie odważyła napaść państwa natowskiego, zwłaszcza w tamtym czasie.

Niestety, stało się inaczej. Dzisiaj mamy Ukrainę, która zmaga się z pełnoskalową rosyjską agresją; Ukrainę, która walczy, która potrzebuje wsparcia. I dzisiaj tym najważniejszym celem, który NATO musi osiągnąć, jest – po pierwsze – wsparcie Ukrainy, a po drugie, długofalowo – niedopuszczenie do zwycięstwa Rosji w wojnie przeciwko Ukrainie. To jest cel absolutnie najważniejszy.

Nie wolno Rosji pozwolić wygrać tej wojny. Trzeba doprowadzić do końca wojny. Trzeba doprowadzić tam do zawarcia pokoju. Trzeba doprowadzić do tego, by spokój wrócił do naszej części Europy i świata. Ale absolutnie ceną tego nie może być to, że Rosja zwycięży w tej wojnie. Bo wtedy ten pokój, który nawet osiągniemy, będzie bardzo krótkotrwały. Rosja zaatakuje znowu.

Ale czy to oznacza, że państwa NATO są zgodne co do tego, że nie można pozwolić Rosji wyjść z tej wojny z choćby kawałkiem ukradzionego terytorium? Bo to bardzo często pozostaje na marginesie, tak niejasne, jakby – takie jest przynajmniej wrażenie – jakby były państwa i były siły również po stronie Zachodu, które mówią: przede wszystkim zatrzymajmy wojnę, być może na jednej czy drugiej linii frontu, tak jak ona wyglądała ...

Ja przede wszystkim – Panie Redaktorze – powtarzam bardzo spokojnie: jeżeli ktoś chce oddać kawałek Ukrainy lekką ręką Rosji, to proszę, niech odda kawałek swojego państwa. Proszę Państwa, w czym Państwo macie problem? Jeżeli chcecie oddać jakąś ziemię Rosji tak po prostu, to oddajcie część swoich państw. Czemu chcecie oddawać z cudzego?

Jak reagują partnerzy, kiedy Pan takiego argumentu używa?

Udają, że tego nie słyszą, tak? Ale prawda jest taka, że to dosyć trafiająca argumentacja, tak? Proszę, proszę oddać ze swojego. Chcesz, żeby ktoś oddał komuś rower – daj swój rower. Chcesz, żeby ktoś oddał komuś portfel czy ze swojego portfela – to daj swoje pieniądze albo oddaj swój portfel. Oddaj swoje auto.

Nie, to tak nie jest po prostu. Bandyta musi zostać zatrzymany. Bandyta nie może mieć poczucia, że ukradł coś, napadł, zniszczył w majestacie ogólnego przyzwolenia. Nie, absolutnie takiej sytuacji być nie może. Bo będziemy mieli do czynienia z następną napaścią. Rosyjski imperializm musi zostać stępiony i ukarany na Ukrainie.

I teraz tylko jest pytanie – i to trzeba rzeczywiście dobrze przemyśleć: w jaki sposób to zrobić, tak żeby zakończyć tę wojnę, a jednocześnie nie dopuścić do rosyjskiego zwycięstwa.

Panie Prezydencie, Polska przez całe lata postrzegana była – i jest ciągle postrzegana – w Stanach Zjednoczonych jako ważny sojusznik. A w ostatnich latach, głównie ze względu na realizację wielkich zakupów zbrojeniowych, głównie tu, w Stanach Zjednoczonych, zakupów, które częściowo Pan zresztą negocjował, brał Pan udział tutaj, niedaleko stąd, w rozmowach z Prezydentem wówczas Trumpem. Ale w ostatnich godzinach, w ostatnich dniach słyszeliśmy, pokazaliśmy to na naszej antenie, że wewnątrz polskiego rządu odbywają się dyskusje dotyczące zmniejszenia skali tych zbrojeń. Jak Pan na to patrzy? I czy to są realne troski, które również najwyżsi wojskowi – jak widać z tych dokumentów – wyrażają?

Przede wszystkim zapewniam, że będę czynił ze swojej strony wszystko – wszystko! – żeby poziom wydatków na obronność nie został obniżony. Bo to, po co zaczęliśmy wydawać na obronność… Co naprawdę ja bym wolał wydać na szkoły, na edukację, na ochronę zdrowia, na pomoc społeczną – naprawdę bym wolał wydać. Wolałbym budować więcej dróg w Polsce, wolałbym wesprzeć mocniej samorządy – wolałbym.

Ale musimy wydać na zbrojenie, dlatego że musimy zmodernizować naszą armię, musimy ją umocnić, musimy mieć armię większą, musimy mieć potencjał taki, żeby nikt nie odważył się nas zaatakować. To jest najważniejszy cel, jaki chcemy osiągnąć. Nie jest to absolutnie dzieło, które byłoby dokończone. Ono nawet w części nie jest w tej chwili dokończone. Musi być kontynuowane.

W związku z powyższym ja będę ze swojej strony robił wszystko, co tylko możliwe – jako Prezydent Rzeczypospolitej – dopóki pełnię ten urząd, żeby egzekwować twardo wydatkowanie odpowiednich kwot na obronność. To jest – w moim przekonaniu – dzisiaj minimum 4 proc. naszego PKB rocznie. Niestety, minimum 4 proc. naszego PKB. A powinniśmy wydawać jeszcze trochę więcej.

Panie Prezydencie, jak Pan rozumie te informacje, które pojawiły się w przestrzeni publicznej: wśród tych, które mogłyby zostać ograniczone, gdyby skala tych wydatków się zmniejszyła, była m.in. obecność sojuszniczych wojsk na naszym terytorium, co było fundamentalnym celem polskiej polityki bezpieczeństwa przez całe dziesięciolecia. I dopiero niedawno zostało to zrealizowane.

Ja – Panie Redaktorze – rozumiem tak: jeżeli to jest prawda, że drastycznie spadły dochody spółek skarbu państwa w ostatnim czasie, w ciągu ostatnich miesięcy, to ja pytam: przepraszam, co się dzieje? Co się dzieje?

Jaką uzyskuje Pan odpowiedź?

Bo ja nie widzę żadnej zmiany w przestrzeni międzynarodowej wokół nas, żeby nastąpił jakiś międzynarodowy kryzys, jakiś bardzo poważny problem, żeby sytuacja drastycznie się zmieniła na przykład od jesieni zeszłego roku w gospodarce europejskiej czy światowej tak, żeby to nagle spowodowało spadek dochodów polskich firm gigantyczny, tak jak słyszymy: Orlen – tak? – jedna trzecia spadku. Co się dzieje? Gdzie są te pieniądze? Gdzie są te dochody?

Bo być może, że rzeczywiście problem zaczyna być w tym, że nagle się okazuje, że rośnie dziura VAT, że ściągalność podatków spadła itd. Ale to jest pytanie tylko takie: kto komu pozwala kraść nasze pieniądze?

Wie Pan, był taki dowcip swojego czasu, taki mem dostałem – to było jeszcze przed ostatnimi wyborami jesiennymi, parlamentarnymi. Mniej więcej był to taki napis: „Jeżeli Platforma twierdzi prawdę, że PiS rozdaje nasze pieniądze, to gdzie one były za czasów rządów Platformy?”. Ja pytam: gdzie są w takim razie nasze pieniądze w tej chwili, kiedy rządy Platformy wróciły?

Panie Prezydencie, z tego, co Pan mówi, z tych wątpliwości, które zadają sobie Polacy, miliony Polaków, jest mrożący w gruncie rzeczy wniosek. Bo jeżeli mamy do czynienia ze spadkiem przychodów, który oznacza jakąś formę złodziejstwa, a rząd zaczyna szukać oszczędności w zbrojeniach, to znaczy, że ktoś kradnie pieniądze, które przeznaczone są na nasze bezpieczeństwo.

Strasznie się wrzeszczy w tej chwili na temat, jak to kradzione było za czasów PiS–u, prawda? Wszystko było kradzieżą, prawda? Wszędzie była niegospodarność, wszędzie była kradzież, PiS nabijał sobie pieniądze, ludzie PiS–u nabijali sobie kabzę publicznymi pieniędzmi. Wie Pan, kto najgłośniej krzyczy „złodziej!”? Zazwyczaj złodziej krzyczy „złodziej!”.

Czy w tej chwili mamy z czymś takim do czynienia? Złodzieje krzyczą: „Łap złodzieja!” w Polsce?

Jeżeli się okaże… Panie Redaktorze, ja w bardzo trudnych czasach – pandemii koronawirusa – współprowadziłem polską politykę, także wewnętrzną, tak? Z Premierem Morawieckim, z polskim rządem Zjednoczonej Prawicy, z większością parlamentarną wtedy. Były naprawdę bardzo trudne momenty. Gospodarka – praktycznie rzecz biorąc – stała. Dokładaliśmy miliard dziennie po to, żeby utrzymać miejsca pracy.

Czy spadł drastycznie, dramatycznie poziom życia w Polsce? Nie. Czy załamała się polska gospodarka? Nie. Czy można było podwyższyć 500+ do 800+ zaraz potem i wypłacić? Tak. Czy można było wypłacać 13., 14. emeryturę? Tak. Były pieniądze? Były.

Gdzie są? Ja pytam: gdzie są? Albo mamy do czynienia z ludźmi, którzy pozwalają kraść i – nie wiem – uczestniczą w tym procederze. Albo mamy do czynienia z ludźmi, którzy po prostu pozwalają kraść, bo nie umieją sobie poradzić. I tak czy siak oznacza to, że są niedołęgami, że nie umieją zarządzać polskim państwem, jeżeli się okaże, że nie ma pieniędzy. Ponieważ przez osiem lat pieniądze były i pozwalały na realizację wszystkich świadczeń, o których oni krzyczeli, że są niemożliwe.

Pamięta Pan w latach 2015 i 2016 wrzask wokół 500+? Że to załamie gospodarkę – wszystkich Balcerowiczów nie Balcerowiczów, speców ekonomistów wychodzących, którzy wieszczyli krach, upadek itd. Wypłacono. Okazało się, że nie tylko że się gospodarka nie zawaliła. Zaczęła się szybciej kręcić, wzrosła konsumpcja, wzrósł popyt, ludzie natychmiast poszli i wydali te pieniądze.

Potem był bon turystyczny – przypomnę. W czasach, jak pandemia koronawirusa się kończyła, daliśmy bon turystyczny. Polska branża turystyczna odetchnęła, natychmiast popłynęły pieniądze do polskiej branży turystycznej. Dało się?

Ale dziś słyszymy – i powiedział Pan coś takiego – że między Ministerstwem Finansów a Ministerstwem Obrony i polskim rządem pojawiają się tego rodzaju wątpliwości. Co Pan słyszał na ten temat? Bo ja tak odczytałem Pańską wypowiedź po ujawnieniu tych informacji, że to jest faktycznie temat, który w Pańskich kręgach pojawiał się już wcześniej.

Nie, dostaliśmy informację tożsamą jak chyba wszyscy inni, że gdzieś w Ministerstwie Finansów pojawiają się informacje o tym, że wydatki na obronność będą obcinane. Ja akurat tego samego dnia miałem spotkanie z Ministrem Obrony Narodowej, Wicepremierem Kosiniakiem–Kamyszem. Byliśmy razem w Centrum Doktryn i Szkolenia Wojska Polskiego – i mówię mu o tej sytuacji: „Panie Premierze, co Pan na to? Pan się będzie na to zgadzał?”. On był zaskoczony, powiedział, że nie ma na ten temat żadnej informacji i że absolutnie nigdy się na to nie zgodzi, żeby wydatki na obronność zostały obcięte. Ja mu powiedziałem: „może być Pan pewny, że ja też się na to nie zgodzę. Więc jeżeli będzie się Pan wobec takiej polityki zdecydowanie sprzeciwiał, to ja na pewno będę po tej samej stronie”.

Wypowiedział się Pan w jednym z internetowych programów Marka Jakubiaka, że usłyszał Pan – tak przynajmniej ja zrozumiałem tę informację – że jeżeli Wicepremier Kosiniak–Kamysz zostanie postawiony w takiej sytuacji, że będzie musiał obcinać wydatki na zbrojenia, to nie będzie dla niego miejsca w rządzie. To jest bardzo ważna deklaracja.

Tak do mnie powiedział. Tak do mnie expressis verbis powiedział: że jeżeli okazałoby się, że rzeczywiście wydatki na obronność będą nie tylko nie utrzymane, nie tylko nie podwyższane, ale obniżane, to on będzie zmuszony podać się do dymisji.

Panie Prezydencie, jednocześnie w czasie, kiedy my tutaj rozmawiamy, w Warszawie odbyła się manifestacja. Manifestacja pod Sejmem. Bo w ciągu ostatniego tygodnia dowiedzieliśmy się o kilku świadectwach, których ja nie przypominam sobie w wolnej Polsce po 1989 roku. Listy zza krat duchownego i dwóch urzędniczek państwa polskiego, które zostały zatrzymane, które były po prostu torturowane. Bo nie sposób inaczej nazwać sytuacji upokarzania tych kobiet czy traktowania duchownego, który został zatrzymany. Jak patrzy Pan na te informacje, bo polski Premier powiedział, że to są informacje absurdalne i że nawet nie chce mu się ich komentować.

Przede wszystkim sprawa wymaga rzetelnego sprawdzenia. Ja tylko zwracam uwagę, że mamy obecnie do czynienia w Polsce – bo to na pewno tak jest – z absolutnym pokazem hipokryzji ze strony wszelkich instytucji europejskich, różnych NGO europejskich itd., itd. Dochodzi do drastycznego łamania prawa i konstytucji w Polsce w ciągu ostatniego pół roku. Doszło do de facto napaści na Telewizję Publiczną – do praktycznie niemalże zbrojnego zajęcia Telewizji Publicznej.

Doszło do ataku na prokuraturę. Doszło do usunięcia siłą – czy próby usunięcia siłą – Prokuratora Krajowego. Na to miejsce – łamiąc wszelkie procedury prawne – wstawiono niby–Prokuratora Krajowego. Dzisiaj mamy de facto do czynienia z nielegalnym tzw. Prokuratorem Krajowym, który urzęduje i łamie prawo. Każdym swoim dniem działania, każdym swoim działaniem łamie prawo, ponieważ jest ustanowiony w sposób nielegalny.

Zwrócę uwagę, że nawet Naczelna Rada Adwokacka odmówiła udziału w procedurze jako uczestnik społeczny – odmówiła udziału w procedurze niby–konkursowej na tego Prokuratora Krajowego, jasno i wyraźnie stwierdzając, że jest to działanie, które jest nielegalne i jest działaniem wbrew wyraźnym przepisom ustawy. Pominięto całkowicie Prezydenta w jego kompetencjach, mamy do czynienia z czystym i oczywistym bezprawiem.

A jednocześnie mamy do czynienia z kolejnymi przedstawicielami Komisji Europejskiej, którzy przyjeżdżają i opowiadają o przywracaniu w Polsce praworządności. Bredzą po prostu oczywiste kłamstwa prosto w oczy polskiemu społeczeństwu, udając, że nie widzą, z czym w istocie mają do czynienia. A wielu z nich wprost mówi: „No, proszę Państwa, cel uświęca środki, trzeba przywrócić praworządność. W związku z czym przywracamy praworządność pałką i batem”.

Panie Prezydencie, w tych świadectwach, które otrzymaliśmy, znajdują się informacje o tym, że wystawiany był na widok publiczny zatrzymany ksiądz po to, żeby mogli fotografować go ludzie w towarzystwie funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Mieliśmy do czynienia z szokującymi opisami, w których kobieta zatrzymana przez państwo polskie musiała się rozbierać w towarzystwie mężczyzn, funkcjonariuszy, którzy to obserwowali. Mieliśmy jednoznaczne sygnały, że to Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, prowadząc postępowania względem wszystkich tych osób, a przynajmniej w jednym wypadku – przeczytaliśmy wprost – że funkcjonariusz powiedział, że oni woleliby załatwiać to w sposób cywilizowany, ale na odprawie dzień wcześniej usłyszeli, że mają się zachowywać, tak jak się zachowują. Przecież z tego – oczywiście – wynika, że to jest jakaś przeprowadzona i koordynowana przez kogoś operacja.

Panie Redaktorze, ja mam tylko jedną odpowiedź: sprawa będzie badana. Czy pozwolą ją w tej chwili badać, czy nie pozwolą – prędzej czy później zostanie zbadana. I osoby, wobec których rzeczywiście zostanie wykazane, że dopuszczały się łamania prawa, będą ukarane z całą stanowczością. Zapewniam o tym. Po prostu będzie trzeba do tego doprowadzić. Niezależnie od tego, co sobie kłamcy w instytucjach Unii Europejskiej, z którymi dzisiaj mamy do czynienia, będą wtedy opowiadali na temat Polski. Bo wiemy o tym, że po prostu jest to grupa hipokrytów politycznych, na których po prostu nie wolno zwracać uwagi.

Panie Prezydencie, cała ta operacja związana jest z historią, która dotyczy Funduszu Sprawiedliwości. Cała ta historia związana jest z równoczesnym procesem, w trakcie którego w Sejmie politycy ugrupowania rządzącego sugerują, że politycy, którzy rządzili Polską do roku 2023, mieli działać w zorganizowanej grupie przestępczej. A jednocześnie słyszymy od osób, które są zatrzymane w tej sprawie, że torturuje się je po to, żeby obciążyły zeznaniami…

Panie Redaktorze, to są dwie różne sprawy. Czym innym jest prowadzenie postępowania w sprawie ewentualnego popełnienia przestępstw, bo tego nie wiemy – te sprawy zawsze wymagają wyjaśnienia. Przestępstwa się zdarzają. Przestępstwa zdarzają się wszędzie. W związku z powyższym ja nie mogę dzisiaj – jako Prezydent Rzeczypospolitej – wykluczyć, że na pewno nie zostało popełnione żadne przestępstwo. Nie.

Ale nawet jeżeli zostało popełnione, to przepisy dotyczące traktowania osób tymczasowo aresztowanych, osób zatrzymywanych, osób, które przebywają w zakładach karnych, są jasne i wyraźne – i nie wolno ich łamać. W związku z czym, jeżeli mówimy o niewłaściwym traktowaniu tych osób, jeżeli mówimy o torturowaniu tych osób, jeżeli mówimy o łamaniu praw człowieka, to jest zupełnie inna sprawa niż kwestia oskarżeń o popełnienie przestępstw itd., itd. Bo to są dwie różne kwestie – zupełnie dwie różne kwestie.

Ale – Panie Prezydencie – to są kwestie zupełnie niebywałe.

Sprawa Funduszu Sprawiedliwości – jeżeli są twierdzenia, że doszło do jakichś nieprawidłowości – wymaga szczegółowego wyjaśnienia. I powinna zostać wyjaśniona także dla dobra publicznego, dla porządku publicznego.

Natomiast sprawa traktowania osób zatrzymywanych, osób aresztowanych, decyzji, które są w tym kontekście podejmowane przez jakie władze – bo to jest pytanie – to jest zupełnie inna rzecz.

W konwencji ONZ–owskiej znajduje się jasna definicja tego, czym są tortury: pozbawianie snu, próby psychicznego torturowania celem wydobycia zeznać bądź jakichkolwiek deklaracji zarówno przez osoby, które to bezpośrednio robią, jak i przez osoby, które to nadzorują. To jest wprost opis rzeczy, które czytamy w tych listach zza krat.

Tak, ale wie Pan, absolutnie uważam, że niestety, w obecnej sytuacji porządku prawnego – właściwie praworządności – w jakiej znajduje się Polska od czasu, kiedy Premierem jest Pan Tusk, wszystkie takie twierdzenia o brutalnym łamaniu prawa są wysoce prawdopodobne.

Dlatego że ja przypomnę: nie kto inny, tylko Pan Tusk oczywiście – nie mam co do tego żadnych wątpliwości – wydał polityczne polecenie wkroczenia do Pałacu Prezydenckiego, gdzie u mnie przebywali jako goście dwaj posłowie, których ja ułaskawiłem wcześniej, bo uważam, że działali w imieniu i na rzecz polskiego państwa i porządku publicznego, wykonując najlepiej jak to było możliwe swoje zadania powierzone im przez polskie państwo i przez ludzi, którzy ich wybrali. Wkroczono do Pałacu Prezydenckiego, de facto prawie że siłą ich z Pałacu Prezydenckiego zabrano, tak? Nie użyto siły bezpośrednio, w sposób wyrazisty, tak? Ale było to wkroczenie bez konsultacji ze mną – jako gospodarzem Pałacu Prezydenckiego.

W istocie było to złamanie reguł, które wzbudziło szok w przestrzeni międzynarodowej. Bo ja rozmawiałem na przykład z przedstawicielami administracji amerykańskiej, którzy nie mogli uwierzyć w to, że coś takiego mogło się w Polsce stać. Pytali mnie o to. Ja potwierdzałem, że – niestety – taka sytuacja miała miejsce.

I – niestety – mamy dzisiaj do czynienia z takimi ludźmi, którzy łamią prawo, którzy, tak jak powiedziałem, w nielegalny sposób zajmują Telewizję Publiczną, którzy w nielegalny sposób zajmują prokuraturę, którzy działają po prostu ze złamaniem wszelkich reguł. Możliwe, że dopuszczają się również drastycznego łamania praw człowieka. Całkiem możliwe.

Panie Prezydencie, to ostatnie pytanie: dziś skierowany został list otwarty – do Pana również – m.in. od klubów „Gazety Polskiej” z prośbą, aby zorganizować Kongres Praw Człowieka właśnie ze względu na te sprawy. W jaki sposób patrzy Pan na ten pomysł? Jak się Pan do tego pomysłu ustosunkuje?

Uważam, że jeżeli jest takie zapotrzebowanie społeczne, to z całą pewnością jakąś formę przynajmniej debaty na ten temat – jeżeli nie społecznej kontroli w ogóle – trzeba uruchomić. Niestety, taką mamy dzisiaj rzeczywistość w Polsce. Może właśnie to jest sposób na to, żeby o tym powiedzieć również i światu. Bo liberalne media o tym nie informują, lewicowo–liberalni politycy europejscy udają, że nic się nie dzieje.

Przedstawiciele, koryfeusze polskiego prawa, którzy włosy wyrywali z głowy kilka lat temu nad polską praworządnością, w tej chwili udają, że nie widzą. Są – jak kiedyś powiedział jeden z profesorów – tak zapewne zajęci teraz pracą naukową, że niestety, nie widzą tego, że w Polsce jest łamane prawo, i to na każdym kroku. Niestety, z taką rzeczywistością mamy do czynienia.

Prawdopodobnie jest tak, że pewne grupy w Polsce, które uważały, że ich przywileje mogą być w jakiś sposób naruszone przez rządy Zjednoczonej Prawicy, teraz głęboko wierzą w to, że ich przywileje – najczęściej nienależne im wcale – zostaną im dane, przywrócone przez obecnie rządzących.

Panie Prezydencie, bardzo dziękuję za to spotkanie. Prezydent Rzeczypospolitej Andrzej Duda z Waszyngtonu dla Telewizji Republika. Dziękuję uprzejmie.

Ale ja głęboko wierzę w to – Panie Redaktorze – że Polacy są na tyle już świadomi swojej siły jako społeczeństwo, jako wyborcy, jako ludzie, którzy głęboko wierzą w demokrację, że przywrócą w Polsce porządek swoimi głosami przy urnach wyborczych.

Prezydent Rzeczypospolitej Andrzej Duda. Dziękuję uprzejmie, Panie Prezydencie.