Michał Adamczyk, wPolsce24: Dobry wieczór Państwu. To jest program „Gość Wiadomości wPolsce24”. Naszym gościem jest Prezydent Andrzej Duda. Raczej to my jesteśmy gośćmi, bo znajdujemy się w Pałacu Prezydenckim. Dobry wieczór, Panie Prezydencie.
Prezydent RP Andrzej Duda: Dobry wieczór. Witam serdecznie Pana Redaktora i witam też naszych widzów.
Panie Prezydencie, wywołał Pan prawdziwą polityczną burzę po swoim orędziu wygłoszonym w Sejmie i spowodował lawinę komentarzy. Wśród nich i takie, że zmiażdżył Pan Donalda Tuska. Taki był Pana cel?
Nie, no skądże. Moim celem było w związku z rocznicą wyborów, które miały miejsce 15 października zeszłego roku, odniesienie się do tego, co obserwowaliśmy i w czym uczestniczyliśmy w Polsce przez ten ostatni rok, przez ostatnie 12 miesięcy. To był zasadniczy i jedyny cel mojego wystąpienia. Jako Prezydent mam prawo dokonać takiej oceny.
Co więcej, uważam, że mam również nie tylko prawo, ale właściwie obowiązek – biorąc pod uwagę, że Prezydent stoi na straży bezpieczeństwa państwa, ciągłości władzy państwowej, a także i przestrzegania konstytucji – zwrócić uwagę na pewne aspekty życia publicznego. I to był znakomity moment. I chciałem to zrobić nie w formule orędzia, które wygłosiłbym w mediach, tylko właśnie uznałem, że powinienem zrobić to tam, gdzie na zasadach demokratycznych jest najlepsze miejsce, w którym Prezydent może się wypowiedzieć do tych, którzy realizują władzę.
I cieszę się, że byli obecni zarówno wszyscy posłowie, jak i była obecna gościnnie Pani Marszałek Senatu. Że była obecna na sali, obserwowała to grupa senatorów. Bo chodziło mi o to, żeby móc zwrócić się przede wszystkim do tych, którzy odpowiadają dzisiaj – po pierwsze – za stanowienie prawa, po drugie – za jego wykonywanie, czyli także i przedstawicieli rządu. Temu służyło rzeczywiście to moje wystąpienie, żeby się do tych kwestii odnieść.
Ale Premier Tusk miał nietęgą minę, gdy Pana słuchał.
Ja powiedziałem prawdę. I tam, gdzie uważam działania, które były realizowane przez Premiera, przez członków rządu, za pozytywne, dobre, właściwe dla Polski w dzisiejszych czasach, tam przecież odniosłem się pozytywnie i nawet podziękowałem za niektóre działania, takie jak zachowanie Premiera w związku z tragedią powodzi. W którą – uważam – bardzo dobrze, że się tak mocno zaangażował i spędził cały szereg dni na obszarach dotkniętych powodzią.
Tak jak dziękowałem za politykę bezpieczeństwa i wzmacniania polskiej armii, kontynuowanie tej polityki rozpoczętej przez rządy Zjednoczonej Prawicy, którą uważam za bardzo dobrą i jedyną właściwą w dzisiejszych czasach; tak jak dziękowałem też za pochylenie się nad sprawami rolników, którzy zostali poszkodowani w tym roku przez klęski żywiołowe – tak były obszary, do których musiałem odnieść się krytycznie.
I nigdy nie będę milczał. Bo w sytuacji, w której kilka lat temu ci, którzy nie uznawali werdyktu demokratycznego, twierdząc, że prawo w Polsce, które było stanowione przez władzę ustawodawczą, czyli Sejm i Senat – wyłonione w demokratycznych wyborach, których nikt nie kwestionował, w procedurze uchwalane, której nikt nie kwestionował, które było akceptowane przez Prezydenta Rzeczypospolitej zgodnie ze wszystkimi procedurami konstytucyjnymi, ustanawiane były nowe instytucje zgodnie ze wszystkimi regułami demokratycznymi – oni wtedy tego nie uznawali, czyli krótko mówiąc: nie godzili się na to, że społeczeństwo odsunęło ich od władzy.
To dzisiaj, nie mając tak naprawdę pełnej władzy – bo takie były werdykty demokratyczne, że mają część władzy wykonawczej, ale druga część władzy wykonawczej to Prezydent Rzeczypospolitej, czyli ja – jeżeli nie są w stanie przeprowadzić swoich pomysłów w sposób zgodny z zasadami demokracji, zgodny z zasadami konstytucji, to po prostu brutalnie tę konstytucję łamią i łamią prawo. Przepraszam, ale – jako Prezydent – musiałem się odnieść też i do tych kwestii.
Tylko że Pana słowa zabrzmiały jak akt oskarżenia. Czy to jest zapowiedź tego, że w przyszłości być może Premier i także niektórzy Ministrowie zasiądą na ławie oskarżonych?
Panie Redaktorze, każdy sobie interpretuje wszystko, jak chce. Oczywiście ja nie powiedziałem absolutnie żadnego takiego słowa. Ja tylko przedstawiłem merytoryczną ocenę sytuacji i zachowań, i działań, z którymi mieliśmy do czynienia na przestrzeni ostatnich 10 miesięcy. Więc uważam, że mam do tego nie tylko – jak powiedziałem – pełne prawo jako Prezydent Rzeczypospolitej wybrany przez naród w demokratycznych wyborach przy prawie 70–proc. przecież frekwencji, ale mam taki wręcz obowiązek konstytucyjny, żeby o tych sprawach mówić.
Czy jest Pan pisowskim Prezydentem? Bo tak twierdzi obóz władzy. Padają nawet jeszcze mocniejsze słowa: że nie jest Pan Prezydentem narodu.
To rozumiem, że oni są wyłącznymi wybrańcami narodu. Przypominam im w takim razie, że dostałem 10,5 mln głosów w wyborach prezydenckich. I życzę każdej partii w Polsce, żeby dostała 10,5 mln głosów od obywateli, bo będzie miała wtedy – przypuszczam – konstytucyjną większość.
Pamiętamy doskonale, co działo się przed laty, kiedy bardzo mocno atakowano śp. Lecha Kaczyńskiego wtedy, gdy był Prezydentem, gdy rząd pod przewodnictwem Donalda Tuska wojował z Lechem Kaczyńskim. Pan uważa, że mamy do czynienia z powtórką z historii? Że tak będzie wyglądał teraz ten okres aż do samych wyborów prezydenckich?
Kohabitacja nie jest łatwa, ale jest konstytucyjnie przewidziana. I także na wypadek kohabitacji konstytucja przewiduje jasne zasady. Wśród tych jasnych zasad jest zasada współdziałania władz. Jeżeli ktoś tej zasady nie realizuje, to musi się spotkać ze sprzeciwem. I dzisiaj jest rzeczywiście kilka takich obszarów, w których rząd zasady współdziałania władz i poszanowania kompetencji konstytucyjnych Prezydenta nie przejawia. W związku z powyższym spotyka się ze sprzeciwem ze strony Prezydenta. Tak to wygląda. Trudno inaczej, żeby było.
Kiedy Pan ostatni raz rozmawiał z Premierem Donaldem Tuskiem?
Wtedy, kiedy Pan Premier o taką rozmowę się do mnie zwracał. Jak – uważam – na standardy kohabitacji wcale nie tak dawno temu.
I wyczuwa Pan wolę do dialogu czy też…?
To zależy, w jakich obszarach. Jest szereg obszarów, w których nie mamy z Panem Premierem żadnych problemów z tym, żeby kwestie uzgodnić.
Panie Redaktorze, ja jestem normalnym człowiekiem. Jeżeli umawiam się z Panem Premierem, że Pan Premier obejmuje określone obowiązki – tak jak umówiliśmy się co do kwestii Unii Europejskiej i w związku z powyższym po chwili, kiedy ja mówię: „Tak, dobrze, zgadzam się, tak jak było do tej pory przez ostatnie lata, Pan, jako Premier, będzie prowadził sprawy polskie w Unii Europejskiej, Pan będzie zasiadał w Radzie Europejskiej – powiedziałem – Panie Premierze, tym bardziej że ma Pan doświadczenie, bo był Pan szefem Rady Europejskiej przez lata, więc jakby jest to dla mnie w jakimś sensie naturalne, tak? Ja pozostaję przy dotychczasowym swoim zakresie zwyczajowo przyjętych obowiązków, czyli obsługuję Sojusz Północnoatlantycki, NATO, obsługuję Organizację Narodów Zjednoczonych”.
To jest ta moja część, prezydencka część spraw multilateralnych, międzynarodowych, które prowadzi Polska. Plus – oczywiście – drobne formaty, w których nieraz uczestniczymy razem. To znaczy Premier ma swoją formułę Grupy Wyszehradzkiej, ja mam swoją formułę Grupy Wyszehradzkiej; na poziomie premierowskim, na poziomie prezydenckim. Ja tutaj nie widziałem żadnego problemu.
„Chce Pan Premier mieć swojego przedstawiciela w związku z tym w Brukseli, proszę bardzo, to jest dla mnie naturalne, że w przedstawicielstwie Polski w Brukseli będzie człowiek, z którym Pan chce współpracować, skoro Pan ma prowadzić te sprawy”. Zgodziłem się na to od razu. Dokonywałem takiej zmiany, przecież mój podpis był do tego konieczny. Bo uznałem, że trzeba właśnie dobrze współpracować.
Po czym okazało się, że Panowie chcą jednocześnie wymienić 50 ambasadorów, usuwając ze stanowisk ludzi, którzy dopiero co na te placówki zostali wysłani. I robią to bez żadnej konsultacji. A dzisiaj nie przestrzegają trybu, który przez 35 lat był przyjęty dla ustanawiania ambasadorów, gdzie następowało to przy wstępnym uzgodnieniu z Prezydentem po to, by można było potem spokojnie wszystko przeprowadzić przez komisję sejmową, by można było spokojnie wystąpić o agrément i na końcu być właściwie pewnym, że jeżeli Prezydent wstępnie wyraził zgodę, to jeżeli po drodze nie pojawiły się jakieś zastrzeżenia innych podmiotów – nie wiem – Premiera, komisji sejmowej czy naszego partnera zagranicznego, to w tym momencie, skoro Prezydent wstępnie wyraził zgodę, to jest jasną sprawą, że zgodzi się na taką nominację. Bo skoro dał wcześniej informację, że jest jego zgoda, to przecież nie będzie teraz kandydatury blokował.
To zatrzymam się na moment przy tym wątku. Bo mamy do czynienia w tej chwili z chyba najpoważniejszym kryzysem dyplomatycznym od bardzo wielu lat. 58 odwołanych ambasadorów. Polska nie ma swojego najważniejszego przedstawiciela w wielu częściach świata. Jak widzi Pan rozwiązanie, wyjście z tej sytuacji?
Panie Redaktorze, zaraz, zaraz, zaraz. Nie: odwołanych ambasadorów…
Zdaniem rządu.
Nie: odwołanych ambasadorów – to rząd, nawet twierdząc tak, łamie konstytucję; bo ambasadora powołuje i odwołuje Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej – tylko ambasadorów ściągniętych do kraju, których usunięto z placówek. Może używajmy słowa „usunięto”. Bo usunięto ich rzeczywiście z placówek zagranicznych.
Natomiast formalnie, biorąc pod uwagę wszystkie reguły, które wynikają z prawa międzynarodowego, z konwencji wiedeńskiej, Państwo Ambasadorowie są nadal ambasadorami, są nadal przedstawicielami Rzeczypospolitej Polskiej w tych krajach. A to, że rząd im dzisiaj uniemożliwia faktycznie wykonywanie ich zadań dla Rzeczypospolitej, to jest wyłącznie wina i odpowiedzialność Premiera i Ministra Spraw Zagranicznych.
A widzi Pan rozwiązanie tej sprawy? Jak?
Ja powiedziałem: proszę wrócić do procedury i szanować procedurę, która obowiązywała przez 35 lat. Że wstępną zgodę wydaje Prezydent, wstępną opinię, osobiście co do kandydata. Nigdy nie było to nigdzie w żadnych przepisach opisane. Po prostu po to, żeby ta relacja miała układ funkcjonalny i żeby była rzeczywiście współdziałaniem, realizowana była taka procedura. Nie przeszkadzała żadnemu poprzedniemu rządowi – ani rządom, w których prym wiodła lewica, ani rządom, w których prym wiodła prawica. Tylko przeszkadza rządom, w których prym wiedzie Premier Donald Tusk. Bo już w 2009 roku też tę praktykę pomijania wtedy wstępnie Prezydenta Lecha Kaczyńskiego rozpoczęto.
Ja sobie na to po prostu nie pozwolę. Bo dziewięć lat jestem Prezydentem Rzeczypospolitej i nie dam sobie Panom wejść na głowę tylko dlatego, że mają taki kaprys i bardzo się denerwują, że nie udało im się wygrać wyborów prezydenckich w 2015 i w 2020 roku. Przykro mi.
Pan spotkał się z legalnymi ambasadorami. Co ustalono podczas tego spotkania? To spotkanie miało miejsce kilka dni temu.
Tak, oczywiście. Powiedziałem Państwu Ambasadorom, jak wygląda sytuacja. Powiedziałem Państwu Ambasadorom, jakie jest moje stanowisko. Przeprosiłem ich za te wszystkie kłopoty, które są. Ale zapewniłem ich, że ja mam tutaj pełną dobrą wolę i że jestem tutaj otwarty na wszelkie ich propozycje. Ale że ja po prostu nie mogę się zgodzić na to, żeby konstytucyjne prerogatywy Prezydenta były w jakikolwiek sposób łamane, ograniczane, deptane.
Bo nie pozwala na to – z jednej strony – konstytucja, to po pierwsze. Po drugie – interes urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej również na to nie pozwala, żeby pozwolić na to, by kaprys Premiera i Ministra Spraw Zagranicznych doprowadził do faktycznego odebrania – czy też ograniczenia – prezydenckiej konstytucyjnej prerogatywy. Po prostu nie.
Ale takich sytuacji jest więcej. Bo to nie tylko mowa o ambasadorach. Także mowa o Prokuratorze Krajowym. Legalnym Prokuratorem Krajowym jest Prokurator Dariusz Barski…
Tu akurat mamy do czynienia ze złamaniem ustawy, i to dosyć rażącym.
…co zresztą potwierdził w swojej uchwale Sąd Najwyższy. Natomiast rząd uznaje na czele z Ministrem Sprawiedliwości, że Prokuratorem Krajowym jest Pan Dariusz Korneluk. I tu też w zasadzie nie widać wyjścia z tej sytuacji.
Po pierwsze, że dokonano złamania ustawy, a w efekcie naruszenia praworządności przy usunięciu de facto Pana Prokuratora Krajowego Dariusza Barskiego z jego biura poprzez uniemożliwienie mu faktycznie wykonywania czynności, które powinien realizować jako Prokurator Krajowy. Jak również w sposób całkowicie nielegalny ustanawiając niby–nowego Prokuratora Krajowego – mówię „niby”, bo trudno mówić o kimś, kto jest całkowicie nielegalnie powołany, że jest Prokuratorem Krajowym, w istocie nie jest nim – Pana Dariusza Korneluka. Przecież w tej procedurze nawet Naczelna Rada Adwokacka wtedy odmówiła wzięcia udziału, pisząc wyraźnie Premierowi i Ministrowi Sprawiedliwości, że procedura jest pozaustawowa. A Prokurator mówi, że on ma dekret Premiera. Błagam! To przecież to chyba jakiś żart. Nie wiem, gdzie on studia prawnicze kończył.
Panie Prezydencie, to ja wrócę jeszcze raz do tego pytania, które zadałem wcześniej: czy te przypadki ewidentnego łamania prawa uważa Pan, że zostaną rozliczone w przyszłości, czy też nie? Czy też układ się tak zabetonuje, że niemożliwe będzie do pociągnięcia do odpowiedzialności tych, którzy go łamią?
Powiem otwarcie, przede wszystkim mam nadzieję, że nigdy w przyszłości się już nie zdarzą – dla dobra Rzeczypospolitej, dla dobra praworządności w naszym państwie i dla dobra polskiego społeczeństwa. Mam nadzieję, że nigdy się już nie zdarzą, bo one są bardzo niebezpieczne z punktu widzenia – po pierwsze – bezpieczeństwa wewnętrznego państwa. Bo mówimy w tym momencie o Prokuratorze Krajowym. Więc podmiocie, który w istocie jest w ogromnym stopniu odpowiedzialny za bezpieczeństwo wewnętrzne państwa, za ściganie przestępstw i chronienie interesu publicznego w zakresie bezpieczeństwa i walki z przestępczością – to po pierwsze.
A po drugie – także w sprawach, które dotyczą żywotnych interesów ludzi choćby pokrzywdzonych, ofiar różnych przestępstw. Bo jeżeli okaże się, że jest możliwość podważania wyroków skazujących właśnie przez to, że był kompletnie niewłaściwie, niezgodnie z prawem obsadzony Prokurator Krajowy, który z kolei delegował różnego rodzaju obowiązki, to będziemy mieli rzeczywiście prawny armagedon.
Ale mamy dziś demokrację walczącą, bo trzeba w Polsce przywrócić praworządność – tak mówi obóz władzy.
Mamy dzisiaj sytuację, w której praworządność jest łamana w sposób najbardziej drastyczny, odkąd ja w ogóle pamiętam po 1989 roku. Takiego brutalnego i bezczelnego łamania prawa i konstytucji nigdy nie było.
Oczywiście, że Polacy byli przez liberalno–lewicowe media cały czas miażdżeni informacjami przez poprzednie osiem lat o tym, jak to bez przerwy prawo jest łamane. Tylko że prawo w absolutnie żadnym stopniu nie było łamane, ponieważ – po pierwsze – było ustanawiane przez legalnie wybrane władze Rzeczypospolitej, zgodnie ze wszystkimi procedurami ustawowymi i konstytucyjnymi, a więc obowiązywało.
Po drugie – wrzaski środowisk nawet sędziowskich czy nawet największych koryfeuszy nauk prawnych o tym, że coś jest niezgodne z konstytucją, nic nie znaczą. Nic nie znaczą w sensie prawnym. Bo coś jest zgodne lub niezgodne z konstytucją dopiero wtedy, kiedy stwierdzi to Trybunał Konstytucyjny.
Ale on jest nieuznawany dzisiaj.
Na tej zasadzie można nie uznawać wszystkiego. Na tej zasadzie to po prostu się wprowadza anarchię w kraju. I po wyborach w 2015 roku – przede wszystkim po wyborach parlamentarnych – rzeczywiście ci, którzy te wybory przegrali, ci, którzy zostali po prostu przez polskie społeczeństwo wtedy skarceni, po prostu nie uznawali werdyktu tych wyborów, nie uznawali demokratycznego wyboru Polaków. Uważali, że demokracja jest tylko wtedy, kiedy oni wygrywają wybory. Po prostu ludzie wyrwani granatem z komuny.
Skala deptania prawa, łamania praworządności jest ogromna. Jarosław Kaczyński, Prezes Prawa i Sprawiedliwości, uważa, że potrzebne będzie wprowadzenie jakiejś nowej, tymczasowej konstytucji, nowych zasad. Bo bardzo trudno będzie przywrócić ten stan sprzed 2024 roku. Pan się zgadza z taką opinią?
Tak, trudno będzie w ogóle przywrócić stan normalności w sytuacji, kiedy przez całe lata wszelkie te ważne elementy, które są immanentnie związane z normalnym funkcjonowaniem państwa demokratycznego, były podważane i deptane publicznie i powszechnie.
Bo ja powtarzam jeszcze raz: jedną z prostych zasad demokracji jest to, że są partie polityczne, że jest ich wiele. Że ludzie idą do wyborów, partie przedstawiają swoje programy, przedstawiają obywatelom swoją ofertę, obywatele głosują i podejmują decyzję. I jeżeli wybory zostały przeprowadzone uczciwie, a wyborów nikt nie kwestionował – podkreślam to: ani tych z roku 2015, ani tych z roku 2019, ani prezydenckich z 2020, ani ostatnich wyborów z roku 2023 też nikt nie zakwestionował. Ja uznaję ich werdykt. I nie mam dzisiaj żadnych wątpliwości, kto stanowi koalicję rządzącą, i nie podważam legitymacji koalicji rządzącej absolutnie do tego, żeby dokonywać zmian prawnych, proponować te zmiany prawne itd.
Tylko [że] ja jestem Prezydentem i jestem ostatnim ogniwem procesu ustawodawczego. Ja też zostałem wybrany w wyborach powszechnych. Zagłosowało na mnie 10,5 mln Polaków, znając mój program – znając doskonale mój program. Ja mówiłem i wszyscy, którzy głosowali, wiedzieli, czego mogą się po mnie spodziewać. Zresztą znali mnie już przez poprzednie pięć lat sprawowania urzędu Prezydenta – i wybrali mnie ponownie. Za co zresztą jestem Polakom bardzo wdzięczny. I obiecałem, że będę do samego końca realizował swoje prezydenckie zadania najlepiej, jak umiem. I po prostu to robię.
Natomiast mamy do czynienia, niestety, z dużą grupą polityków w Polsce, którzy zajmują eksponowane stanowiska, którzy – wrażenie jest takie – że do demokracji nie dorośli po prostu.
A jaki powinien być przyszły, już po Panu, Panie Prezydencie, Prezydent Polski? Nie pytam – oczywiście – o nazwiska, tylko o cechy. Czym powinien się kierować?
Polską racją stanu powinien się kierować przede wszystkim. Ta racja stanu polega na realizacji polskich interesów. Polskie interesy nie polegają na tym, że Bruksela będzie zadowolona, tylko na tym, że Polakom żyje się coraz lepiej i Polska jest mocna i bezpieczna. Na tym dzisiaj w dużym, w największym skrócie polega interes Rzeczypospolitej.
Pan będzie się angażował podczas kampanii wyborczej? Bezpośrednio w kampanię wyborczą?
Nie, nie będę się angażował bezpośrednio w kampanię wyborczą, ponieważ ja w tej kampanii wyborczej nie uczestniczę. To, co ja zrobię, to jest obserwacja kandydatów – tak jak każdy obywatel – porównywanie tego, co kandydaci oferują i jacy są, do czego się zobowiązują. A następnie – mam nadzieję – tak jak każdy obywatel pójdę zrealizować swoje prawo wyborcze. Natomiast już nie bierne, czyli już na mnie nikt nie będzie głosował, bo ja już spełniłem swój obowiązek i wypełniłem swój limit konstytucyjny dwóch kadencji prezydenckich, już nie mogę kandydować.
A gdyby była teoretycznie ta trzecia kadencja możliwa, to kandydowałby Pan?
Ustrojodawca – jak to ładnie się mówi wśród prawników – czyli ktoś, kto stworzył konstytucję, mądrze zaproponował, że dwie kadencje pięcioletnie to jest wystarczająco długo dla jednego człowieka do urzędowania jako głowa państwa.
Rozumiem. A to nie jest tak, że czasami Pan Prezydent sobie myśli: „Nie wszystkie sprawy udało mi się doprowadzić do końca. Przydałaby się jeszcze jedna kadencja. Niestety, to już niemożliwe”? Nie przychodzą Panu takie myśli?
Ja pokornie do tego podchodzę. Nie, nie przychodzą mi. Nie uważam, że jestem doskonały. Uważam, że jestem jak każdy człowiek. Starałem się jak najlepiej wykonać swoje zadania. Pewnie raz się to udawało lepiej, raz się to udawało gorzej. Zresztą często byłem też w różnych sprawach krytycznie oceniany. Też przez osoby, które na mnie głosowały – wiem o tym.
Bywało różnie. Ale starałem się za każdym razem podejmować decyzję, która wydawała mi się w danym momencie trafna, potrzebna i właściwa dla bezpieczeństwa Polski, dla interesu naszego kraju, dla interesu Polaków. Uważam, że te dwie kadencje zrealizowałem dobrze. Zresztą wielu ludzi mi za te dwie kadencje dziękuje. Ja też dziękuję wszystkim tym, którzy byli ze mną, przy mnie, którzy na mnie głosowali, którzy potem mnie wspierali, którzy wierzyli od początku do końca, że staram się wykonywać swoją misję najlepiej, jak umiem – zgodnie z moim sumieniem po prostu, bo cóż tu wiele mówić.
Natomiast mówię: dwie kadencje wystarczą. Niech teraz ktoś inny weźmie na swoje barki odpowiedzialność za sprawy Rzeczypospolitej, które są w gestii Prezydenta.
Ksiądz Michał Olszewski od ponad pół roku przebywa w areszcie. Będą jakieś działania ze strony Pałacu Prezydenckiego, ze strony Pana? Może jakiś gest?
Ale w jakim sensie Pan Redaktor proponuje gest?
Pytam o ewentualny apel, list.
To ja już swoje w tych sprawach powiedziałem tam, gdzie trzeba. Ja realizuję zadania urzędu Prezydenta zgodnie z obowiązującymi przepisami, zgodnie z konstytucją i zgodnie z tym, jak uważam, że powinien postępować Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. I działam w tym zakresie. Nie każde działanie odbywa się w światłach ramp, nie każde działanie odbywa się w obecności mediów, nie każde działanie musi być takim działaniem, o którym mówi się powszechnie w telewizji.
Panie Prezydencie, mamy rekordowy deficyt budżetowy, mamy rekordowy także dług publiczny w relacji do PKB. Gdzie są pieniądze, Pana zdaniem?
Bardzo dobre pytanie. Wielu ludzi je zadaje. Bardzo dobre pytanie.
Pan nie zna odpowiedzi?
Wie Pan, przepraszam, że będę taki dosadny, ale widziałem ostatnio taki wpis w internecie na którymś z portali społecznościowych: jeżeli cały czas słyszeliśmy i cały czas słyszymy ze strony rządu i sprzyjających rządowi mediów, że PiS kradł – no dobrze, ale PiS–u od roku nie ma już przy władzy – to gdzie są te pieniądze w takim razie? Bardzo dobre pytanie. Gdzie są w takim razie te pieniądze?
Bo przypomnę tylko tyle – zresztą przypomniałem to w swoim wystąpieniu – że za czasów, kiedy były rządy Zjednoczonej Prawicy, czyli kiedy trzon władzy trzymało w swoich rękach Prawo i Sprawiedliwość, były i pieniądze na programy społeczne i 500+, którego miało się nie dać wprowadzić, bo się budżet miał zawalić i finanse państwa miały się zawalić. Tak krzyczeli wtedy i ludzie z Platformy Obywatelskiej, i sprzyjający im ekonomiści.
Okazało się, że się dało wprowadzić i nic się nie stało. A rodziny wielodzietne otrzymały realne wsparcie. Potem okazało się, że można ustanowić dalsze programy wspierające polskie rodziny i pomagające dzieciom. Potem się okazało, że jesteśmy w stanie wesprzeć seniorów – pojawiła się 13., 14. emerytura.
Przypomnę, że kiedy dotknął nas covid i kiedy tak wiele branż ucierpiało, m.in. branża turystyczna, to okazało się, że można ustanowić bon turystyczny, o który potem, w kolejnych latach, kiedy już prawie że zapomnieliśmy o covidzie, błagali właściciele pensjonatów, hoteli, restauracji w miejscowościach turystycznych. Bo się okazało, że był dla nich horrendalnie wspaniałym rozwiązaniem i wielu miało kokosowe zyski dzięki temu i rozwinęło swoją ofertę wypoczynkową.
Że w tym samym czasie dało się pomóc przedsiębiorcom polskim w utrzymaniu miejsc pracy. Miliard złotych dziennie w czasie covidu był poświęcany z budżetu na to, żeby ratować sytuację na rynku pracy, żeby ludzie mieli do czego wracać, żeby im firmy nie poupadały, żeby miejsca pracy nie zniknęły. Bo wszyscy się obawialiśmy, że będzie po prostu armagedon i ludzie nie będą mieli do czego wracać i nie będą mieli – przepraszam – co do garnka włożyć, jak wreszcie pandemia minie i będzie można wrócić do normalnego funkcjonowania.
To była nieprawdopodobna odpowiedzialność. Ja patrzyłem na to z ogromnym zaskoczeniem, kiedy słyszałem te dyskusje, które toczyły się przy stole. Byłem przy tym stole, kiedy wypowiadali się eksperci, Ministrowie, Premier na ten temat, jakie jeszcze działania chcą podjąć. Okazało się, że wszystkie te działania były działaniami trafnymi. I te miejsca pracy rzeczywiście udało się uratować.
Niech sobie przedsiębiorcy przypomną, jak potraktowano ich w czasie kryzysu w 2008 roku, i porównają sobie z tym, jak zostali potraktowani później przez rząd Zjednoczonej Prawicy, kiedy przyszedł kryzys covidowy. Potem przyszedł kryzys energetyczny, kiedy Rosja napadła na Ukrainę. I okazało się, że można znów położyć pieniądze na rynek po to, żeby pomóc ludziom i stworzyć poduszkę, żeby ten szok uderzenia podwyżką cen nie zniszczył po prostu gospodarstw domowych i nie doprowadził do tragedii ludzi. Wszystko to dało się zrealizować, tak?
To ja pytam: to gdzie są w takim razie teraz te pieniądze? Skoro się nagle w tylu obszarach stworzyła taka straszliwa dziura.
Możliwe, że zostaną…
Od prawie roku Prawo i Sprawiedliwość nie jest już przy władzy.
Ale też rząd nie miał wystarczająco dużo czasu, żeby wszystko uporządkować – tak to jest przedstawiane, tak to jest tłumaczone.
Ale też proszę nie mieć do mnie pretensji, że ja po upływie roku od czasu wyborów, którymi dokonano zmiany władz w Polsce, wychodzę i podsumowuję ten rok. I mówię, co się udało… Czy ja mówię, że ten rok to był czas na to, żeby zrealizować wszystko? Nie. Ale jeżeli mam podsumować rok, to mówię, co się w ciągu roku zdarzyło. I jestem zaniepokojony tym, że choćby w dziedzinie tych wielkich inwestycji rozwojowych, o których mówiłem…
I o to chciałem Pana spytać…
…takich jak Centralny Port Komunikacyjny i sieć komunikacyjna z nim związana, takich jak rozbudowa polskich portów, takich jak polskie elektrownie jądrowe…
Jeszcze możemy dodać do tego…
…tak mało – czy w wielu przypadkach praktycznie nic – się nie dzieje.
…terminal w Świnoujściu czy port zbożowy w Gdańsku.
Też.
Wiele jest takich inwestycji.
Mówię o rozwoju polskich portów.
Jaka jest tego przyczyna? Przecież każdemu politykowi – niezależnie od opcji – powinno zależeć na tym, żeby Polska rosła w siłę, żeby Polska się rozwijała. To jak Pan, Panie Prezydencie, interpretuje wstrzymywanie bądź opóźnianie tych inwestycji? Bardzo ważnych, strategicznych dla Polski.
Panie Redaktorze, ja nie umiem jednoznacznie na to pytanie odpowiedzieć. I głosy też podnoszą się bardzo różne. Ja tylko widzę, że to wszystko jest spowalniane – co najmniej spowalniane – opóźniane. Że pojawia się nagle sto bałamutnych koncepcji pt. „zamiast CPK to będziemy robili rozwój portów regionalnych”.
Ja zapewniam wszystkich, że CPK i rozwój portów regionalnych nie przeczą sobie, ale porty regionalne nie zastąpią CPK. Nie zastąpią wielkiego portu lotniczego, na którym mogą lądować największe samoloty. Zwłaszcza nie zastąpią tego wielkiego portu lotniczego, kiedy będzie trzeba bardzo szybko przemieścić do Polski duże ilości np. sprzętu wojskowego i wojska. I błyskawicznie zebrać je w jednym miejscu, a potem rozdzielić je sprawnie siecią transportową na wszystkie obszary, na których są one potrzebne. Nie zastąpią tego.
Bo tylko takie wielkie centrum logistyczne jest w stanie poradzić sobie z tak potężnym zadaniem i przyjąć tak ogromne ilości sprzętu, jakie trzeba będzie przyjąć, gdyby doszło do jakiegokolwiek poważnego dla Polski niebezpieczeństwa. Mówimy tutaj o interwencji Sojuszu Północnoatlantyckiego. W związku z powyższym – choćby tylko ze względów strategicznych i bezpieczeństwa Polski – ta inwestycja dzisiaj jest rzeczywiście konieczna.
A o aspekcie rozwojowym już mówiliśmy tysiąc razy, jakie to ma znaczenie dla całej Polski. Wystarczy dzisiaj popatrzeć, co się dzieje tam, gdzie powstały nowe drogi, gdzie pojawiły się rzeczywiście przystanki kolejowe, gdzie odtworzono sieci komunikacyjne, które zniknęły pomiędzy 2008 a 2015 rokiem.
Panie Prezydencie, powinniśmy już kończyć naszą rozmowę, ale chciałbym zapytać jeszcze o sytuację w służbie zdrowia. Bo rzeczywiście jest ona bardzo poważna. Likwidowane są niektóre oddziały szpitalne, wydłużają się kolejki pacjentów czekających na zabiegi czy operacje, wstrzymywane są nawet leczenia w niektórych przypadkach. Czy Pan podejmie jakieś działania w tej sprawie? Będzie z kimś Pan się spotykał, rozmawiał? Bo rzeczywiście bardzo wielu pacjentów jest coraz bardziej zaniepokojonych.
Oczywiście, że tak. Mam tutaj Narodową Radę Rozwoju do swojej dyspozycji, gdzie siedzą eksperci i analizują sytuację na bieżąco – ludzie, którzy znakomicie znają się na kwestiach ochrony zdrowia. Rzeczywiście sytuacja jest trudna, ale w moim osobistym mniemaniu generalnie powinna się odbyć nad tym nie tyle tylko dyskusja tutaj, w kuluarach Kancelarii Prezydenta czy w samej Kancelarii Prezydenta, ale przede wszystkim powinna się na ten temat odbyć debata sejmowa.
Powiedziałem to zresztą w swoim orędziu, że tutaj, w Sejmie, w obecności mediów, tutaj, gdzie są reprezentanci wszystkich stron sceny politycznej, debata na temat sytuacji w systemie ochrony zdrowia powinna się odbyć, gdzie rząd udzieli wyczerpującej, rzetelnej informacji na temat tego, jak sytuacja wygląda, i przedstawi swoją propozycję środków zaradczych. Bo żadnemu pacjentowi nie może zabraknąć pomocy. Żaden pacjent nie może odejść ze szpitala czy z innego punktu medycznego obsługiwanego przez Narodowy Fundusz Zdrowia bez udzielonej mu pomocy.
Panie Prezydencie, bardzo dziękuję za rozmowę.
Dziękuję.
Gościem „Wiadomości” – „Wiadomości wPolsce24” – był Prezydent Andrzej Duda.
Dziękuję bardzo.